Mapa, przygoda i outdoor, czyli Veloviewer Explorer

Będzie o dziwnej obsesji. O wbijaniu flag w niezdobyte obszary. O budowaniu królestwa na mapie. O „never stop exploring”. O zbieraniu kwadracików. Od kilkunastu lat jestem uzależniony od ruchu na powietrzu. Rower i bieg to podstawa uzależnienia. Zdarza się kajak, czasem narty, ale rower i bieg to zdecydowanie to, co lubię najbardziej. Zmieniają się formy zabawy. Na początku najwięcej było rajdów przygodowych, potem był zwrot na biegi uliczne, sporo triathlonów, wyścigi szosowe, biegi ultra, teraz wszystkiego po trochu, ale też dużo mniej zawodów, najciekawsze zawody robią sobie sam.

Veloviewer to strona internetowa bazująca na danych z serwisu Strava. Jest tam wiele dodatkowych opcji do analizy czy oglądania treningów zapisanych przy pomocy urządzeń z gps. Jednych z tych dodatków jest opcja „Explorer”. Gdybym nie był leniwy to sam bym explorera wymyślił. Po pierwsze od wielu lat zbierałem moje dane gps. Sam nie wiem dlaczego. Zmieniałem zegarki, zmieniałem komputery, zmieniałem serwisy online, ale pamiętałem żeby pliki skopiować. Po drugie od zawsze szukałem innych dróg. Przy każdej podróży rowerem byłem skoncentrowany na tym, żeby droga choć odrobinę zahaczyła o nowy obszar. Przy każdym treningu biegowym chciałem wbiec tam gdzie jeszcze wcześniej nie wbiegłem. Robiłem to długo przed tym zanim powstał Explorer. A w końcu powstał. Ktoś podzielił świat na kwadraty o boku około 1,5km. Jeśli odwiedziłeś kwadrat to go zaliczasz i zapala się na mapie. Obecnie Explorer rozrósł się i ma 3 podstawowe opcje:

1. Explorer Score

Czyli liczba wszystkich kwadratów. Tu w pewnym momencie byłem drugi na świecie, głównie dzięki temu, że mam bazę danych z wielu lat. Łatwo mnie przegonić jeśli ktoś jest w wielomiesięcznej podróży rowerem. Obecnie jestem trzeci, pomimo mojej wysokiej pozycji to nie „Explorer Score” jest tym, co kręci mnie najbardziej. Najłatwiej nabijać duże liczby nowych kwadratów podczas wypraw rowerowych. A wyprawy same w sobie są fascynujące, nie potrzeba dodatkowej „nakrętki”. Obecne światowe TOP12 wygląda tak (bez nazwisk, podaję tylko kraje, ja na trzecim miejscu, mam 30 522 kwadraty):

1st England 39,507
2nd England 31,639
3rd Poland 30,522
4th England 29,786
5th Netherlands 29,244
6th Denmark 27,603
7th Netherlands 26,508
8th Switzerland 24,929
9th France 24,677
10th England 23,525
11th Spain 22,476
12th Germany 22,322

2. Max Square

Największy kwadrat zrobiony z małych kwadratów. Mój wynik to 27. Pierwsza trójka na świecie wygląda tak 85, 78, 67. Belg, który jest jest na pierwszym miejscu, podbił już cały swój kraj. Można powiedzieć, że w Belgii był już wszędzie. Co ciekawe sama liczba kwadratów nie jest u niego imponująca 12,153 – czyli daleko za czołówką. Oto jak wygląda Max Square Belga:

 

A tutaj mój:

U mnie to prostokąt o boku 30 i 27 małych kwadratów, albo trzy identyczne kwadraty o bokach 27/27. Mój Max Square jest w Warszawie.  Żeby go powiększyć na 28 musiałbym załatać dziury na zachodzie lub na wschodzie, na wschodzie to będą dwa kwadraty obok Halinowa i podwójną dziurę obok Kobyłki. Jednak Max Square również nie jest tym, co mnie kręci, po pojawieniu się kolejnej (najmłodszej) opcji, przestał mnie interesować.

3. Max Cluster

Czyli, o to to to co najlepsze, najsmaczniejsze i najcudowniejsze. Tak jak pisałem na początku, trochę to przypomina strategiczną grę typu „Cywilizacja” i powiększanie terytorium swojego królestwa. Może nie fair jest fakt, że wróg się nie może się odegrać, jak raz straci teren, to nie odzyska, ale za to wróg jest potężny, Planeta Ziemia to pewnie… właśnie ile, nie mogę znaleźć, luźny szacunek: skoro powierzchnia naszej planety to około 510 mln km2, to kwadratów będzie coś około 250 milionów. Podbiłem 30,5 tys czyli 0,01%, czyli 1/10 promila (ma to jakąś nazwę?). Moje królestwo, czyli max cluster to 1493, czyli jeszcze mniej. W tej „Cywilizacji” nie mam szans nawet na podbicie 1% świata, ale próbować można 🙂

O co chodzi? Max Cluster to największy obszar otoczony przez zdobyte kwadraty. Najłatwiej będzie to pokazać na mapie. Oto mój Max Cluster:

 

Moje królestwo ma dosyć wariacki kształt (na niebiesko). Nic w tym dziwnego, to nie tak jak Afryce, czy linia Masona-Dixona w USA, że granica to prosta krecha, która powstała w zaciszu gabinetu grubych ryb, tu każdy fragment granicy to walka, pot, krew i łzy 🙂

Ciekawostką mojego Explorera jest to, że mój Max Cluster jest w innym miejscu niż Max Square. Max Square w Warszawie, Max Cluster na Pomorzu. Żeby lepiej opisać Max Cluster zbliżmy na południowo-zachodni róg królestwa, wąskie gardło przy Miastku:

Jeszcze jedno zbliżenie na ten sam obszar, niedawno podbite obszary między Białym Borem a Bobolicami (zbliżam się do Koszalina, na który mam chrapkę od dawna). Widać dobrze jak wjeżdżam na poszczególne kwadraty żeby je podłączyć.

Kwadrat należący do Max Clustera musi stykać się innym kwadratem z Max Clustera i nie stykać się z żadnym niepodbitym kwadratem – to cała filozofia. W tym tygodniu dołączyłem do swojego królestwa miasto Roberta Biedronia. Moje treningi moją teraz dziwne kształty, tak wyglądał dojazd do Słupska, na drugim screenie widać, że skrupulatnie pilnowałem żeby powstał korytarz do podboju miasta.

 

Mój największy projekt to połączyć Warszawę z Pomorzem. Do niedawna miałem Max Cluster w Warszawie, ostatnio pomorski stał się większy, więc podświetlenie przeskoczyło  (jak to wytłumaczyć w języku Cywilizacji? Migracja całego narodu?). Niemniej planuję powrót do Warszawy, działania wojenne trwają aktualnie w okolicach Grudziądza od północy i Włocławka od południa, czyli na celowniku kujawsko-pomorskie.

Dla formalności podam jeszcze ranking globalny „Max Clustera”, prowadzi ten sam Belg, co w Max Square. Jego Max Cluster to 9826, co oznacza, że ponad 80% z wszystkich podbitych kwadratów ma w Max Clusterze (9826 na 12153), ja tylko 5% (1493 na 30522). Veloviewer podaje tylko pierwszą 20-tkę, wynik dwudziestego to 2694, mój przypomnę to 1493, ale gdy połączę Warszawę powinno się udać wskoczyć do TOP20.

Mapy w Veloviewer można edytować, kolory kwadratów, kolory Max Clustera, na wszystkich mapach jest mój wybór, pokażę jak to wygląda w innym ustawieniu.

Podbity Gdańsk (ale jeszcze centrum się broni) po mojemu:

W innej wersji kolorystycznej:

Na innej mapie:

Powstała bardzo sympatyczna aplikacja, która pomaga w zabawie, nazywa się „Explorer helper for VeloViewer”. Wszystko działa sprawnie i jest estetyczne. Jedyna wada jest taka, że zbyt ułatwia zabawę, jak nie było aplikacji robiłem sporo błędów nawigacyjnych, omijałem kwadraty, myliłem warianty, a teraz jak mam wątpliwość to mogę zajrzeć czy jestem w „kwardacie”. Aplikacja ma nawet opcję nagrywania treningu z „zapaleniem” odwiedzonych kwadratów.

Na koniec jeszcze  „ale dlaczego to takie fajne?” I tu jak w tytule: ruch, outdoor, mapa, przygoda. Szczególnie tego ostatniego jest naprawdę dużo. Niektóre kwadraty bronią się zawzięcie. Często brak drogi, droga idzie przez środek gospodarstwa, są psy, płoty, bagna. Bywa naprawdę przygodowo. Poza tym ODKRYWANIE. Dzięki zabawie miałem już setki zachwytów nad ciekawym miejscem, miejscem, o którym nie miałem pojęcia, a które jest tak blisko. Odkrywanie świata. Eksplorowanie. Piękna sprawa!

Z chęcią odpowiem na wszelkie pytania.

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pasyjne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Mapa, przygoda i outdoor, czyli Veloviewer Explorer

  1. Caffe pisze:

    Ja nawet nie wiedziałam, że są takie programy. Muszę to wygooglać jeszcze:))
    A Tobie życzę powodzenia w wypełnianiu clusterów!

  2. Bartosz Topczewski pisze:

    Cześć
    Tez mnie bawią te kwadraciki. Troche zbieram ale gdzie mi tam do Ciebie.

    Czy planujesz trasy w tej aplikacji czy w jakos w garminie ? Jak do tej pory planowalem trase w stravie (chrome z wtyczka veloviewer) i zgrywałem do garmina ślad – czy ta apka jest wygodniejsza?

    Arek, a jesli mozna spytac – jak trenujesz? robisz tez jakies interwały, siły itd. ?

    • arrec pisze:

      Właśnie to jest wada Explorera, śmiganie jest tak ciekawe, że nie robi się nic treningowo. Ostatnio po długim okresie przerwy zrobiłem zwykły bieg koło domu i po chwili postanowiłem zrobić bardzo mocne podbiegi na górce. Tak wyglądał mój trening wcześniej, nigdy nie było żadnego planu, ale po wyjściu z domu, po pierwszym rozruchu często miałem ochotę na coś specyficznego: interwały, cały bieg w szybkim tempie, górkę. Teraz jak eksploruje to po prostu biegam. W tym roku nie robiłem jeszcze ani razu interwałów.

      Podczas podróży rowerowej przez Norwegię spałem u rodziny, gdzie kobieta była kiedyś profesjonalną biegaczką, wygrywała duże maratony. Jak opowiadałem, że trenuje ad hoc, jak mam ochotę, to powiedziała, że ładne wyniki jak na taki trening, a jak chcę się poprawić to mam wpleść w moje ad hoc więcej interwałów. Tak zrobiłem i to pomogło. Interwały są świetne na budowanie formy, ja zawsze miałem prosty system 1km na maksa, 1km spokojnie. Dla mnie interwały są też sposobem na zblazowania, czasami wychodziłem na bieg tak jakoś bez ochoty i wigoru, wtedy interwały budziły mnie do życia, a trening mijał szybciutko 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s