Wyprawa rowerowa z małym bagażem. Instrukcja obsługi.

Przerywnik w liście 10 zalet i wad minimalizmu. Będzie o spakowaniu się na wyprawę rowerową. Wiedzę tajemną przekazał mi Olli z Finlandii, parę lat kisiłem ją tylko dla siebie. Czas podzielić się z rodakami. Zrobiłem sesję zdjęciową. Mogę pokazać: co zabrać, w co się zabrać i jak niesamowicie lekko można się zabrać.

Najpierw krótko o samej wyprawie. Ma to pewne znaczenie. Na  wyprawę po piwo wystarczy sam rower i jakieś przyodzienie. Moja wyprawa miała: 10 dni, 1150 rowerowych kilometrów, 4 kraje, 2 samoloty, 3 pociągi, 1 autobus, 6 noclegów „w gościach”, 3 noclegi w hotelu, 1 nocleg w przyczepie campingowej, 1 wesele, 1 najwyższa asfaltowa przełęcz Europy, czyli Passo Stelvio 2760m. Dosyć nietypowa, wieloaspektowa wyprawa. Najważniejsze jest jednak to, że wyjeżdżając z Warszawy rowerem (pierwszy dzień to 230km do Torunia) miałem przy sobie dokładnie to samo, co podczas sesji zdjęciowej, którą robiłem w Morbegno (Włochy, Lombardia).

Na początek mix slajdów, wyprawa w pigułce:

Zanim zacznę opisywać pakowanie, krótko o tym jaki jest sens „małego bagażu”. Często porównuję minimalizm w życiu, do podróży z małym bagażem, jakby to było oczywiste, że warto mieć mały bagaż. W przypadku wyprawy rowerowej wydaje się to jeszcze bardziej zrozumiałe. Ale być może nie dla wszystkich. Otóż chodzi o to, że z małym bagażem podróżuje się lżej i przyjemniej.  Oczywiście są tacy, którzy wolą pójść na spacer po parku, z plecakiem wypchanym cegłówkami, niż bez takiego plecaka. Ale już dalej w to nie wnikajmy.

Zaczynamy.

Cały nasz dobytek można zmieścić w dwóch torbach. Jedna na kierownicy, druga pod siodłem. Pod siodłem  mam torbę marki Scott, na kierownicy marki Ortlieb. Zaczniemy od tej na kierownicy.

Słowo Ortlieb powoduje ugięcie się kolan u rowerowych podróżników. Genialne połączenie prostoty, solidności i funkcjonalności. Ortlieb produkuje całą gamę sakw rowerowych, ale nam wystarczy jeden model: Ortlieb Ulitmate 5 Plus. Jeśli chcemy wiedzieć, gdzie prowadzi droga do torby należy dokupić mapnik. Oczywiście na rynku istnieją inne torby, nawet sam krótki okres miałem inną, ale finalnie mam taką jaką polecił mi Olli. Dodam tu jeszcze, że torbę zakłada się i zdejmuje jednym ruchem, co jest naprawdę praktyczne.

Teraz czas na mały szok. Oto zdjęciu tego, co zmieścimy w naszej torbie na kierownicę:

Wymieńmy:

  • buty/ sandały
  • długie spodnie
  • koszulka bawełniana
  • druga koszulka kolarska
  • druga koszulka termiczna na długi rękaw
  • ręcznik
  • kosmetyczka (mydło, pasta i szczotka do zębów)
  • skarpety (nieprzemakalne Seal Skinz)
  • kurtka z Gore-tex
  • ogrzewacze na nogi (czyli same nogawki)
  • drugie majtki
  • kąpielówki
  • ładowarka do telefonu
  • ładowarka do garmin forerunnera
  • taśma klejąca
  • mapy i różne dokumenty
  • szkła kontaktowe
Tobra Ortlieb ma jedną kieszeń zapinaną na zamek, nie wyjąłem rzeczy z kieszeni podczas sesji, w środku były:
  • klucze od mieszkania
  • słuchawki do telefonu
  • lekarstwa

Wszystko to zaraz upchniemy do torby. Najpierw wkładamy nasze „laczki”, na razie mają tu luz:


Dokładamy spodnie i dwie koszulki:

W szczeliny upychamy wszystko, co jest sztywne, ładowarki, taśmę klejącą, szkła kontaktowe, kosmetyczkę:


Układamy drugą warstwę, czyli ręcznik, majtki, kąpielówki i jedną koszulkę:

Ortlieb ma  w górnej klapie taką szufladkę:

W szufladkę wkładamy dokumenty, mapy, grube skarpety i ogrzewacze na nogi:

Została nam kurtka, będziemy jej używać, jak zacznie padać, albo gdy będziemy zjeżdżać z przełęczy z wielką prędkością, dlatego powinna być na wierzchu:

Zamykamy torbę, wkładamy aktualną mapę w mapnik i gotowe:

Ups… po sesji, sprawdzamy pokój hotelowy i znajdujemy jeszcze:

  • szampon
  • szczotkę do włosów
  • niedokończoną paczkę ciastek/ ciastka wrzuciłem do torebki foliowej

Otwieramy torbę, wyjmujemy kurtkę i dorzucamy zguby. Jest tu jeszcze miejsce. Można tu włożyć kanapkę czy tabliczkę czekolady:

W Morbegno przestało padać i mogłem ruszyć w kierunku przełączy San Marco. Na samym początku podjazdu pomyślałem jednak, że warto zaprezentować też, co jest pod siodłem. Sesja na asfalcie:

Pod siodełem mamy:

  • pompka rowerowa
  • 3 dętki zapasowe
  • zestaw łatek
  • latarka, czołówka
  • zapięcie rowerowe
  • zestaw naprawczy
  • szare skarpetki
  • ogrzewacze na ręce (czyli same rękawki)

Moja torba ma dwie kieszenie, w upchnięciu nie ma wielkiej filozofii, jest jeszcze sporo miejsca. Górna kieszeń:

Dolna kieszeń:

W Edolo spotkałem grupkę kolarzy z Gdańska, bardzo im się podobał mój bagaż i zainspirowany tą rozmową postanowiłem o tym napisać. Kolarze z Gdańska też jechali „na lekko”, ale rzeczy mieli w busie, który jechał za nimi. Jeden z nich powiedział „kto się sam nosi, ten się nie prosi”. Przemiłych panów pozdrawiam i dorzucam jeszcze kilka zdjęć roweru z całym ekwipunkiem.

Najpierw dowód, że potrafię podnieść cały ten mandżur, i to zaraz po wjechaniu, na bardzo stromą przełęcz Mortirolo:

Tu na granicy Księstwa Lichtenstein:

Jeden koszyk na bidon miałem wolny, co można było wykorzystać do różnych celów, zdjęcie z Gdańska:

Na koniec KONKURS 🙂

Mój przyjaciel Grzegorz Łuczko powiedział w styczniu, żebym zrobił jakiś konkurs na moim blogu, a on wrzuci chustę BUFFa jako nagrodę. Grzegorz prowadzi sklep dla biegaczy NATURAL BORN RUNNERS.

Pytanie brzmi: z wymienionych rzeczy, ani raz nie użyłem czterech przedmiotów. Kto pierwszy je wymieni, zgarnie Buffa. Kilka podpowiedzi: nie użyłem nic z zestawu naprawczego, nie złapałem ani jednej „gumy”, więc nie użyłem ani dętek, ani pompki, ani łatek – ale tego nie wliczam. Jedna rzecz jest podchwytliwa… ale nie są to klucze mieszkania, klucze użyłem jak wychodziłem i wracałem do mieszkania.

Konkurs zakończę 17 czerwca, do 23:59. Jeśli nikt nie trafi, to wygra ten, kto pierwszy poda najwięcej poprawnych.

18.06.2012 – czyli koniec konkursu 🙂

Wygrywa Korek, czyli osoba, która pierwsza spróbowała i trafił jedną rzecz. Później dużo osób również trafiło jedną rzeczą. Najpierw wyjawię, że to jednak 3 rzeczy. Przypomniałem sobie, że coś z mojej czwórki zostało użyte. Chodzi o szkła kontaktowe. Nie używałem ich podczas jazdy rowerem, ale raz zostały zainstalowane.

Ok. Ta jedna trafiona rzecz to taśma klejąca. Dwie pozostałe to rękawki (ogrzewacze na ręce) i szare skarpety. Rękawki i skarpety były w torbie podsiodłowej. W ten sposób ukryły się zarówno przed moją uwagą podczas wyprawy, jak i uczestników konkursu. Ale dodam, że takie rękawki to super praktyczna rzecz. Są zawsze w moim plecaku jak jeżdżę rowerem po Warszawie. Jak się nagle ochłodzi ten kawałek szmatki czyni cuda.

Z Korkiem skonataktuję się mailowo – Buff od Natural Born Runners zostanie wysłany pocztą – a wszystkim bardzo dziękuję za udział w tym dziwacznym konkursie 🙂

Advertisements

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pasyjne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

46 odpowiedzi na „Wyprawa rowerowa z małym bagażem. Instrukcja obsługi.

  1. Krolisek pisze:

    Hm, może szczotki do włosów? W końcu pod kaskiem można mieć potargane 🙂 Sama tak robię.

    • arrec pisze:

      Szczotka była używana 🙂 Tu nadmienię, że długie spodnie, koszulka bawełniana i trepki to strój wieczorowy, czy też samolotowy… czyli na okazje nierowerowe 🙂 Czasem należało się też uczesać, aby przy wygłodniałem rzuceniu się na pizzę przynajmniej wyglądać jak człowiek 🙂

      Przypomnę, że Buffa będzie za prawidłowe wymienienie 4 przedmiotów – muszę jeszcze napisać do Grzesia, czy pamięta, że taki miał pomysł 🙂

  2. Korek pisze:

    stawiam na lekarstwa, kąpielówki, taśma klejąca i sealskinzy

    • arrec pisze:

      pierwszy uczestnik!
      dopisałem, że nawet jeśli nikt nie trafi 100% to kończymy konkurs 17 czerwca i nagrodę zgarnie ten, kto pierwszy będzie najbliżej

  3. Prysby pisze:

    bankowo: kąpielówki, taśma, lekarstwa i słuchawki

  4. Krolisek pisze:

    Celowo nie podałam większej liczby przedmiotów, aby nie brać udziału w konkursie 🙂 ileż tych buffów można mieć! Niech zgarnie ktoś, kto nie ma żadnego. 🙂 Gdybym miała typować, to zapięcie rowerowe, lekarstwa, kurtka gore, sealskiny.

  5. Marcin pisze:

    Nie użyłeś: ogrzewaczy na nogi, koszulki termo z długim rękawem, słuchawek do telefonu lub zapięcia rowerowego

  6. IronMan pisze:

    latarka, czołówka
    lekarstwa
    taśma klejąca
    kąpielówki

  7. Maciundo pisze:

    Powiedz mi jak wygląda transport roweru samolotem ? Chciałem wziąć do UK (przez jakiś czas tutaj przebywam / pracuje) ale zraziłem się ze będę musiał inwestować w torbę na rower, która kosztuje +/- 250zł do Tego kasa za rower w samolocie i wyszło 500zł. Liniami typy Rynair czy Wizzair da radę wysłać rower bez torby/kartonu ? Dodam ze ostatnio widziałem ofertę na przewóz rowerów przez OLT i na trasach europejskich chcą „tylko 100zł” za rower (Rynair jak dobrze pamiętam 180-240zł). Reasumując jak najlepiej wozic rower samolotami po Europie ?

    Druga sprawa z racji ze jestem z Torunia – chciałem dopytać te 230km między Warszawą a Toruniem to jednego dnia ?!:)) O której wyjazd i przyjazd ? Plus jaka jest dobra trasa (tzn nie przy drodze szybkiego ruchu – samochodach) między stolicą a grodem Kopernika ? :))

    Wtrącę jeszcze o minimalizmie – na emigracji można go pogłębić. Linie lotnicze podnoszą ceny za bagaż rejsowy i powoduje to że człowiek mniej pakuje w Polsce, jak w i mniej albo w cale nie kupuje zagranicą – w końcu poza limitem nie opłaca się niczego wozić :))

    Mnie boli że się nie zmieściłem w 10kg podręcznego, ale laptop z zasilaczem to 4kg, kalosze około 1kg, książki 3kg :)), walizka prawie 1kg a gdzie ubrania … ?:))

    Fakt można wziąć mniej ciuchów ale przy wysokich cenach energii elektrycznej w UK nie opłacałoby mi się robienie codziennego prania…

    ps moja przygoda z minimalizmem zaczęła się z 10 lat temu, nie byłem świadom tego terminu – po prostu miałem alergie na kurz jako młody człowiek i wywalałem po kolei rzeczy które go agregują, czyli trzeba je czyścić, układać… :))

    • arrec pisze:

      Rower w samolocie: w tanich liniach jest opłata ze sprzęt sportowy, mimo wszystko jest to tanie podróżowanie, bilet Gdańsk – Bergamo w Wizzair kupiłem za 40zł. Gdybym miał ochotę pochodzić po górach to byłby to pełna cena w jedną stronę. Ale, że miałem ochotę na rower to plus 150zł za rower.

      W Wizzair rower trzeba mieć rower spakowany w karton/torba/folia. Dla mnie był to problem, ponieważ najpierw miałem polską część wyprawy, czyli wylot w trakcie wyprawy. Ale dobrzy ludzie zawsze pomogą – dzięki Karolina za załatwienie kartonu!

      Wielu ludzi boi się nadawać swój skarb na samolot. Krążą legendy o tym, że po locie z roweru powstaje maszynka do mięsa. Ja miałem 11 lotów z rowerem i najmniejszych uszkodzeń. Za pierwszym razem używałem takich cudów jak folia bąbęlkowa. Teraz pakowałem rower na chwilę przed ruszeniem na lotnisko, jedno koło out, siodełko out, jeden pedał out, kierownica na bok, rower do kartonu, reszta gratów na dopchanie, karton zaklejamy i jedziemy. W bagażu podręcznym nie miałem nic (w kieszeni portfel i komórkę) – też fajne uczucie.

      Trasa Warszawa – Toruń: wybrałem drogę Łomianki-Czosnów-Kamion-Wyszogród-Płock-Lipno-Toruń. To dobry wariant , jest trochę po krajówkach, ale trasa sympatyczna. Jednak to dobry wariant gdyby na Bzurze w miejscowości Kamion był most. Jednak się zawalił 🙂 i budują nowy. Miałem 80km w nogach, tak 130km do przejechania (ustalony nocleg u cioci w Toruniu) i dowiedziałem się, że muszę zrobić 20km objazdu, żeby się dostać na drugą stronę mostu. Ale jak to zawsze bywa w takich sprawach była to największa przygoda dnia. Na początku popytałem ludzi na wsi, czy da się sforsować rzekę. Wskazano mi miejsce, gdzie wody miało być do pasa. Już prawie wchodziłem, ale ktoś (być może zlitował się nade mną i popsuł innym zabawę) powiedział: „panie tam straszne błoto, nie będzie łatwo – a poza tym taki rower! to tylko 20km!”

  8. janek pisze:

    Maciundo: W UK to chyba bardziej się obijasz niż pracujesz, że nie stać się na sprowadzenie sobie roweru 🙂

    A co do wpisu… Gratulacje i podziwiam. Brakuje jednak opisu jak podczas tej wyprawy spać… i gdzie 🙂 Oraz jak się ubrałeś na wesele 😛

    Pozdr.

    • arrec pisze:

      Jak spać podczas takiej wyprawy: Warmshowers.org! Warmshowers.org! Warmshowers.org! Co to jest warmshowers.org? To couchsurfing dla podróżujących rowerzystów. Czyli wyprofilowane couchsurfing, bardziej niszowe, bezpieczne. A Couchsurfing to internetowa społeczność, w której podróżując korzystasz z noclegów u ludzi, i samemu też gościsz u siebie.

      W pięknym, wiekowym domu, w którym spałem w Szwajcarii, tuż przy granicy z Księstwem Lichtenstein powiedzieli, że uwielbiają mieć gości, ale Couchsurfing to dla nich trochę za dużo (za racji położenia, gości mieli non stop) a znowu Warmshowers za mało. Byłem pierwszym gościem w 2012 roku. W Warmshowers jestem od 5 lat i tylko dwa razy sam miałem gości. Dwa razy było to bardzo ciekawe przeżycie. Z obu wizyt powstał tu jakiś tekst. Super gdyby tych gości było więcej. Właśnie! Najbardziej niesamowite jest to, że mamy jakieś odruchowe myślenie, że sprawiamy komuś kłopot, tymczasem moje doświadczenie pokazuje, że w 100% reakcją na wizytę jest radość. Ogromna radość. Bardzo często ludzie robią imprezy, zapraszają znajomych, praktycznie zawsze przyrządzają jakieś specjalne jedzenie, przynoszą z piwniczek najlepsze wina.

      Także posłuchajcie: żeby Marlis i Peter ze Szwajcarii nie mieli zmartwień z tak małą ilością gości zapisujcie się do Warmshowers i odwiedzajcie piękne miejsca 🙂 Naprawdę warto. Nie chodzi tu nawet o to, że nocleg, kolacja, śniadanie, często jeszcze jedzenie na drogę za free. Tylko okazja do rozmowy, do zobaczenia jak ludzie mieszkają, o czym myślą, wymiana doświadczeń z wypraw. U Marlis i Petera dowiedziałem się na przykład, że w Szwajcarii istnieje poważny ruch promujący idee „free profit”. Doskonały temat na mojego bloga, pan Bertrand Russell może się uśmiechnąć zza światów 🙂

      No i o weselu. Jest tu haczyk. Pełen strój (powiedzmy, że galowy) nadałem na wesele. Zawiozłem parę dni wcześniej do kogoś, kto też miałby być w tym miejscu. Zawiozłem oczywiście rowerem 🙂 Niektórzy powiedzą, „a, czyli jednak potrzebowałeś więcej” – ale ten blog jest do tych, którzy pomyślą „da się” – ponieważ w całym tym minimalizmie, naprawdę nie chodzi o to, żeby się licytować „kto mniej”. Nawet ten sprzęt, który opisuje powyżej można znacznie zredukować – ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że miałem wszystko, co było mi potrzebne i nie potrzebowałem busa, który by wiózł za mną moją walizkę. W wysokich górach przeżyłem kilka razy załamanie pogody, a w dolinach upał – na oba warianty byłem przygotowany. Chodzi o to, żeby nie myśleć, że aby zacząć żyć, trzeba się najpierw przed tym życiem zabezpieczyć.

  9. Żółw pisze:

    Kąpielówki, taśma klejąca, lekarstwa i… dokumenty! 😉

  10. Marcin pisze:

    taśma klejąca
    kąpielówki
    ogrzewacze na nogi
    lekarstwa

  11. Mateusz pisze:

    To ja typuję: kapielówki, lekarstwa, taśma, ładowarka do telefonu.

    I do pytania kolegi Janka o spanie, dodam pytanie \”jak jeść\”? Bo ani noża, ani łyżki. Domyślam się że tylko w knajpach?

    I wypadałoby wspomnieć że przy takiej minimalizacji bagażu rośnie cena całego wyjazdu. (noclegi jedzenie).

    • arrec pisze:

      O spaniu odpowiedziałem powyżej. Ale przypomnę: warmshowers.org 🙂

      Ale dodam jeszcze, że namiot i wyprawa rowerowa pasują do siebie jak kawa i papierosy w filmie Jima Jarmusha. Czyli pasują! Nie mam tak, że wolę podróżować bez namiotu, bo tak jest lżej. Lubię tak i tak. Zresztą na wyprawach w dzikie miejsca nie ma innej możliwości, tylko namiot! Ta wyprawa miała w sobie bardzo dużo stromych przełęczy, świeże wspomnienie Giro d’Italia 2012 w głowie, sporo warmshowers po drodze, więc uznałem, że lepiej będzie bez namiotu.

      A teraz o jedzeniu: znowu powyżej można przeczytać jak pomocni są warmshowers.org . No a poza tym bułka i banana 🙂 albo bułka i mozzarella. Uwielbiam mozzarelle, można ją rwać palcami – co też uwielbiam. Poza tym w takim kraju jak Włochy, w każdej wiosce jest mała restauracja, a sklep spożywczy to raz na ruski rok. Cenowo też nie ma różnicy. Pizza, czy panini są tanie i smaczne. Do tego, doskonała kawa, która kosztuje dużo mniej niż w Polsce i bak pełen.

  12. janek pisze:

    Dzięki za wyjaśnienia. Zastanawia mnie jeszcze przewaga torby na kierownicy nad sakwą boczną z tyłu. Te same rzeczy można by zmieścić pewnie do 1 większej sakwy lub dwóch mniejszych. Kierownica nie byłaby obciążona i przez to sterowność by się poprawiła. Czemu więc nie sakwy? 🙂 I drugie pytanie…. skoro jesteśmy nastawieni na warmshowers a np na trasie (np gdzieś na górskiej przełęczy czy w innym mało cywilizowanym miejscu) spotka nas awaria roweru, wyczerpiemy wszystkie siły lub dostaniemy kontuzji np kolana.. Dojście na piechotę lub z rowerem na plecach odpada…Co wtedy? Chyba tylko autostop o ile będzie ruch samochodowy 🙂

    • arrec pisze:

      Janek, pewnie najlepiej spróbować bocznych sakw i porównać, ja się nie będę mądrzył, ponieważ nie próbowałem. Wiem tyle, że torba na kierownicy mi odpowiada. Jedzie mi się tak dobrze jakby jej nie było. Nawet zjazdy z naprawdę dużą prędkością i składanie się na agrafkowych zakrętach nie stanowią problemu. Jedyny minus to brak funkcji „bez trzymanki”. Jak tak się zastanowię, to na pewno kwestia aerodynamiki jest lepsza przy torbie na kierownicy, niż sakwach bocznych. Ale nie będę dalej w to wchodził, technicznie jestem słaby. Za to Olli, FIn, który nauczył mnie tak podróżować, to wariat takich szczegółów i testowania różnych rozwiązań. Technik z krwi i kości, pracuje na politechnice w Helsinkach opracowując jakieś nowe technologie. Ja mu zaufałem i mogę powiedzieć tyle: jest fajnie! polecam!

      A odnośnie awarii, kontuzji, wypadku no to: ahoj przygodo. Jak nie ma mrozu to można spać na mchu 🙂 Jeden z moich warmshowersowych gości, Bułgar Peycho, szykował się do rowerowego, samotnego przejazdu przez pustynię Gobi. Cały zapas wody w przyczepce. W takiej wyprawie można się martwić o „co wtedy?”. To nasz wybór w jak dzikie miejsce pojedziemy i jak wielkie „co wtedy?” chcemy zaryzykować. A jeszcze odnośnie Warmshowers no to zawsze trzeba być gotowym na „a jednak hotel”. Mi to się jeszcze nie zdarzyło, choć raz w Wilnie, mój gospodarz długo nie odbierał telefonu i już szukałem innego noclegu. W końcu jednak zadzwonił.

  13. Witek pisze:

    Na wstępnie chciałem zauważyć, że Arek ma bardzo dobry rower, można powiedzieć, że taki rower nie jest minimalistyczny, tylko jak już ro raczej maksymalistyczny. A co to za pedały masz przy nim, bo z tych zdjęć nie mogę zobaczyć? Ale jak się na takim rowerze jeździ po takich przełęczach?, bo jeżeli tam pochylenia na podjazdach sięgają 13-14% to żeby na taki podjazd ciągnący się przez kilka km wjechać na przełożeniach szosowych to trzeba mieć duuużo pary w nogach. Dlatego ja w takie tereny jeżdżę na crossie. I od razu napiszę, że mam sakwę Kellys Express (można poszukać w Google jej zdjęcia) i specjalnie mam taką dlatego, że do niej się za dużo nie zmieści i wymusza ona ograniczanie bagaż, a z dużym bagażem – wiadomo jak się jeździ: oprócz samej masy opór powietrza i zakłócenia równowagi (aczkolwiek po rozłożeniu bocznych paneli da się do niej upchać trochę więcej, niż do twojej). Poza tym mam błotniki przy rowerze, bo jakże bez nich jeździć w deszczu? przecież przednie koło chlapie prosto w twarz, a tylne w głowę z tyłu i całe plecy.

    Co do roweru w samolocie, to podróżowałem tak kilka razy i robię tak. W tamtą stronę pakuję rower w karton ze sklepu rowerowego, w odpowiednich miejscach w środku przyklejając kawałki styropianu taśmą klejącą celem właściwego zabezpieczenia roweru. Karton mam taki duży, by nie trzeba było demontować tylnego koła ani bagażnika. Taki karton dobrze zabezpiecza rower w transporcie. Po przylocie karton zostawiam na lotnisku. Ewentualna usterka roweru w locie powrotnym jest już mniej dokuczliwa, a że na ogół wracam z innego lotniska, więc robię tak: ściągam tylko tylną przerzutkę wkładam do malutkiej torebki na ramę (w której normalnie wożę aparat fotograficzny i GPS, bo choćby się zmieściły w tylnej sakwie, to tak jest szybszy dostęp do nich. I w ramach minimalizmu szukam czegoś, co by jednym łączyło GPS, komórkę i aparat fotograficzny, przy czym tak, aby jakość zdjęć była dobra, a nie jak ze smartfonu, znacie coś takiego?). Kierownica oczywiście równolegle do roweru i manetki tak skręcam na kierownicy, by jak najmniej wystawały. Kupuję taśmę klejącą i przyklejam swoje ubrania na około najbardziej wrażliwych miejsc roweru, a potem idę z tym do punktu, gdzie bagaże owijają folią, żeby mi owinęli rower i tak zabezpieczony rower wraca spowrotem.

    Najwygodniejsze buty na taką wyprawę to zwykłe tenisówki za 20zł (są miękkie i lekkie). Jedna para wystarczy. Używam ich z pedałami SPD. Blok SPD przyśrubowuję do kawałka twardego plastiku i robię sobie taką opaskę z paska takiego, jak do toby na ramię wokół buta i tego plastiku (z dziurą na sam blok). W ten sposób nie potrzebuję dwóch par butów: do jazdy i do chodzenia. Jest to na pewno bardziej minimalistyczne. No i nie zabieram nigdy żadnego zapięcia (trzeba go wozić, a zapięty rower i tak ukradną). Więc dwie rzeczy z tego, co Arek zabrał ja już nie zabieram. A rozstaję się z rowerem tylko wieczorem, gdy mogę go zostawić zamknięty w pokoju (staram się korzystać z Couchsurfing, a jak nie możliwe, to szukam na miejscu noclegu).

    • arrec pisze:

      Witek, przede wszystkim super wielkie dzięki za dorzucenie kolejnych metod. Bardzo mi się podoba patent na powrót „bez kartonu”. Ja zawsze organizował karton, nawet jeśli był to przerobiony karton od lodówki. Nie miałem pomysłu, co w sytuacja gdy się nie uda zdobyć kartonu, no i już mam! Patent na buty też ciekawy.

      Moje pedały: Time Atac

      Jazda po przełęczach: Nie dość, że rower szosowy ma cięższe przełożenia, to korbę mam 50/36, a nawet kolarz o kilka galaktyk lepszy powiedział mi, że to za dużo. Na alpejskie przełęcze powinno być max 34. No ale daję radę. Póki nie ma 10% jest ok. Jak jest powyżej 10% to tak jakbym wyciskał sztangę. Ale fakt, że muszę się częściej zatrzymywać i częściej patrzeć na chmury mi nie przeszkadza 🙂

      Błotniki: Rower szosowy z błotnikami? Szosowcy to trochę inny świat i sporo różnych dziwactw. Ale ja tak czy siak nigdy nie używałem błotników. W liceum jak dostałem pierwszy rower „a la MTB” to je od razy wymontowałem. Tak samo jak nigdy nie używam parasola 🙂 Nie wiem dlaczego. Może to takie: jak ma być mokro to niech będzie mokro.

      Zapięcie: może masz rację, ja też podczas wyprawy nie rozstaję się w czasie dnia z rowerem, ale czasem od stolika w kawiarni do możliwości postawienia roweru jest dystans, który nie dałby szans na reakcje, więc moim zdaniem lepiej zapiąć. Miałem też sytuacje, że nie miałem wyjścia i musiałem na trochę rower zostawić, a wtedy to już naprawdę lepiej zapiąć. Jak ktoś chce to i tak ukradnie, ale bez zapięcia może ukraść nawet ktoś, kto nie chce 🙂

  14. Witek pisze:

    właśnie sprawdziłem w Wikipedii: „Od strony północnej prowadzi droga o długości 24,3 kilometra przy średnim nachyleniu 7,4 procent. Podjazd od strony południowo-wschodniej liczy 21,5 kilometra przy średnim nachyleniu 7,1 procent”, więc da się wyjechać – nie ma tych 13-14%, jak na niektórych drogach Alpejskich.

    • arrec pisze:

      Średnim 🙂 miejscami jest to 13-14%. Średnie nachylenie podjazdu może mówić, że będzie łatwo, ale potem pojawia się długi, płaski odcinek i postać rzeczy się nieco zmienia 🙂

      Mimo wszystko Stelvio rzeczywiście nie jest aż tak strasznie strome. Mi jednak dało w kość rekordowo. Dużo mocniej niż np. szalenie strome Mortirolo, czy legendarne Alp d’Huez. Do nachylenia doszła pogoda. Bardzo mocny wiatr. Na tych zawijasach (tu zdjęcie: http://karchom.utp.edu.pl/wakacje2009/images/b/bc/Stelvio2.jpg) miałem tak: w jedną stronę (od czubka przełęczy) było łatwiej niż powinno być, ale w drugą, wiatr darł się niczym Gandalf „nie przejdziesz”. Jak widać na zdjęciu, odcinki w stronę do przełęczy są znacznie dłuższe. Dlatego Stelvio to była dla mnie wielka walka, ale i wielka radość na górze.

  15. Kamil pisze:

    ładowarka do garmin forerunnera, długie spodnie, kąpielówki, taśma klejąca

  16. arrec pisze:

    18.06.2012 – czyli koniec konkursu

    Wygrywa Korek, czyli osoba, która pierwsza spróbowała i trafił jedną rzecz. Później dużo osób również trafiło jedną rzeczą. Najpierw wyjawię, że to jednak 3 rzeczy. Przypomniałem sobie, że coś z mojej czwórki zostało użyte. Chodzi o szkła kontaktowe. Nie używałem ich podczas jazdy rowerem, ale raz zostały zainstalowane.

    Ok. Ta jedna trafiona rzecz to taśma klejąca. Dwie pozostałe to rękawki (ogrzewacze na ręce) i szare skarpety. Rękawki i skarpety były w torbie podsiodłowej. W ten sposób ukryły się zarówno przed moją uwagą podczas wyprawy, jak i uczestników konkursu. Ale dodam, że takie rękawki to super praktyczna rzecz. Są zawsze w moim plecaku jak jeżdżę rowerem po Warszawie. Jak się nagle ochłodzi ten kawałek szmatki czyni cuda.

    Z Korkiem skonataktuję się mailowo – Buff od Natural Born Runners zostanie wysłany pocztą – a wszystkim bardzo dziękuję za udział w tym dziwacznym konkursie

    • Korek pisze:

      WOW. super 🙂 te szare skarpetki tak jakoś mi nie pasowały do używania ale bardziej prawdopodobne były sealskinzy, co do rękawków to w życiu bym nie obstawiał bo używam nawet do biegania, szczególnie jak startuje się chłodnym rankiem wiedząc że będzie fajna pogoda, wtedy ubieram krótki rękaw i rękawki. Jak się ociepla to ściągnięcie tego i wsadzenie za pazuchę nic nie kosztuje.

  17. Vanilak pisze:

    10 dni i 4 kraje i ja pragnę wyrazić swoje „Wow” :)!

  18. Krolisek pisze:

    Rękawki? Nigdy bym nie zgadła. Myślałam, że na zjazdach z taaaakich przełęczy to rzecz niezbędna 🙂 Pozdrawiam!

  19. Tomek pisze:

    Witaj,

    Mam kilka pytań, bo znów mnie zainspirowałeś 🙂 tym razem rowerowo 🙂

    1) Ten Ortlieb to jest rozmiar M czy L? Zmieściłeś się w wadze (3 kg bagażu)?
    2) Jeździłeś bez świateł? Wiesz może jak do tej torby przymocować światła? jest na to jakiś patent?

    Pozdrawiam
    Tomek

  20. MEL. pisze:

    Arku, a nie myślałeś czasem o tym, żeby w ramach minimalizmu obciąć, a nawet ogolić sobie włosy na głowie? Na co Ci szczotka? Włosy, w przeciwieństwie do zębów (które też wymagają szczotki i w ogóle jakieś dziwnego codziennego(!) mejtenensu), nie są specjalnie do niczego potrzebne.

  21. Pingback: Cuda mini-medycyny, czyli historia spodni, które miały już nie żyć. | Pasja vs. Praca

  22. Arrec zdradź mi proszę jaki to model tej torby podsiodłowej Scott’a. Będę wdzięczny 😀

    • arrec pisze:

      Mariusz, przepraszam za tak długie odpowiadanie – na dodatek będzie to odpowiedź bez odpowiedzi, czyli: „nie wiem”. Obejrzałem to coś pod lupą i nie ma tam nazwy modelu. Na pewno jest to model sprzed kilku lat. Przy zakupie takiej torby ja bym zwrócił uwagę na:
      1. pojemność
      2. mocowanie (stabliność), ta torba ma mocowanie na dwa rzepy do sztycy + klips pod siodełkiem
      3. solidne zamknięcie – bardzo ważne, bo wiele takich toreb lubi wyrzucać zawartość – lepiej gdy się wrednie zamyka i otwiera, niż za lekko

  23. Pingback: Minimalistyczne blogi | Na Tropie

  24. Dawid pisze:

    Mam do Pana pytanie praktyczne, a mianowicie co robi Pan z tymi torbami, gdy musi np. wejść do sklepu i coś kupić. Bo z tego co wyczytałem na tę wyprawę wyjechał Pan sam, więc nie ma kto przypilnować, ma Pan kłódkę do rowera, co zabezpiecza go przed kradzieżą (w dużym stopniu), ale torby ktoś może sobie po prostu odpiąć i pójść z nimi w świat.

    Jakie są Pana patenty na to, czy np. bierze Pan te torby ze sobą, gdy np. idzie Pan do sklepu?
    Czy po prostu nie obawia się Pan o kradzież, bo przecież nie ma tam rzeczy, które złodziej mógłby łatwo spieniężyć i torby zostają przy rowerze?

    • arrec pisze:

      Aż musiałem się poważnie zastanowić jak to robię. I tak: w zdecydowanej większości przypadków robię zakupy w małych sklepikach, stawiam rower tak, że go widzę i nawet go nie przypinam lockiem. Gdy zdarzy się, że zajdę do czegoś na kształt supermarketu (było tak tylko raz podczas opisanej w tym tekście wyprawy) to przypinam rower i biorę torbę z kierownicy pod pachę, podsiodłową zostawiam.

      Ten Ortlieb na kierownicę ma w zestawie pas do noszenia na ramieniu i po obu bokach specjalne zaczepy do tego pasa – także to dosyć ważna funkcjonalność skoro zadali sobie tyle trudu aby to było możliwe. Ja jednak uznałem, że ten pas zajmuje za dużo miejsca i go nie wożę na wyprawy, jak już muszę nosić torbę to pod pachą 🙂

    • Dawid pisze:

      Dziękuję za odpowiedź i kilka praktycznych porad. Sądzę, że to jest zaleta minimalizmu w podróży, że nie musimy za wiele rzeczy pilnować i w razie potrzeby można zabrać coś ze sobą (np. do sklepu), a przy tym nie „odpadną nam ramiona” pod ciężarem wypchanego po brzegi plecaka. Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam

  25. Manny people have adapted it tto use it bwfore they get hit.

    The belt colours tie into the skill level of tthe student. Lots of exercises and workoouts are involved iin the entire regimen.

  26. ttxcc6.wordpress.com pisze:

    Coupon policies for cigars vary, bassd onn the present offer.
    So in this article I will exxpress my personal thoughts and aoso you
    will get the basic sum up of the views and comments about Joann Fabrics Corporation.
    Cream Cheese Wontons.

  27. Pingback: Siedem porad - Urlop na rowerze cz. 2 | Na-rower.com

  28. Magda pisze:

    Rewelacyjny artykuł .Gratuluję Ci samozaparcia i pasji. Piękna trasa wycieczkowa 🙂 A pakowanie naprawdę nie mogłam uwierzyć że to wszystko zmieści się w tej torbie. Czuję, ze tez taką kupię na swoje wyprawy 🙂

    Pozdrawiam Cię pozytywnie zakręcony człowieku 🙂

  29. Pingback: Wyprawa rowerowa z małym bagażem. Opowiadanie. | Pasja vs. Praca

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s