Cześć 4. Obowiązki vs. Obowiązki

Czyszczenie, sprzątanie, naprawianie, ubezpieczanie, konserwacja, utrzymanie, obsługa. Wszystkie te polskie słowa można zamknąć w jednym angielskim zwrocie: maintenance. Słowo „mejtenens” jako bardziej pojemne jest używany na przykład w korpo-gwarze. Czynności, które zawiera mejtenens są kłopotliwe, kosztowne ale i … niezbędne. Jeśli już, coś posiadamy to musimy to „mejtenensować”. Nawet jeśli myślimy, że nic nie musimy, to coś z na pewno robimy. Chociażby magazynujemy.

Zaleta Nr. 4 „Minimalizm to mniej obowiązków”

Wszystkie nasze przedmioty, czy to motor kupiony zakupiony, w celu jednej przejażdżki, czy sweter sprezentowany przez ciocię, czy wielki jak stodoła telewizor, czy zapomniane, leżące na dnie szuflady walkie-talkie wymagają pewnych działań konserwacyjnych. Najczęściej mówimy się tu o sprzątaniu. Ale sprzątanie to tylko wierzchołek wielkiej góry lodowej. Dużo bardziej kłopotliwe jest na przykład to magazynowanie. Proces zaczyna się od desperackiej prób zmieszczenia „tego wszystkiego” w jednej szafie. Gdy już wszystkie porady o układaniu rzeczy z „Pani domu” zawiodą, kupujemy drugą szafę. W końcu „konieczne” jest większe mieszkanie.

Im więcej szaf, im więcej metrów kwadratowych na ustawienie tych szaf tym więcej sprzątania, tym bardziej kłopotliwe remonty. To oczywiste. Ale mało kto zastanawia się nad tym ile pracy kosztuje sama organizacja większych magazynów. Ile energii trzeba przeznaczyć na zakup większego mieszkania, czy na przeprowadzkę. Ludzie, którzy kupują nowe mieszkania czy budują dom na ogół znikają na kilka miesięcy z życia.

Jeśli obserwują nas naukowcy z innym systemów gwiezdnych, to jedno jest pewne: muszą być pod wrażeniem tego jak specjaliści od marketingu utrzymują w nas potrzebę kupowania. Rosnący stos niepotrzebnych przedmiotów powinien krzyczeć: „i po ten szajs tak ciężko pracujesz!?!”. Jednak nie krzyczy. Albo krzyczy, ale jest zakrzyczany przez nowe reklamy, nowe produkty, nowe pragnienia. Efekt jest taki, że nie tylko nie myślimy, o sensie zarabiania na to wszystko , ale jeszcze ochoczo poświęcamy całe miesiące na organizację magazynów.

Minimalista to ktoś, kto patrzy na ludzi z wielkimi „magazynami” identycznie jak podróżnik, na spoconego turystę wlokącego piramidę walizek. Wojujący minimalista (czyli taki, co pisze sobie bloga), to ktoś kto myśli, że wielu takich turystów, nie ma pojęcia, że można inaczej.

Wada Nr. 4 „Minimalizm to… za mało obowiązków”

W jednej z książek Bohumila Hrabala ojciec głównego bohatera, czyli ojciec Hrabala, w każdy weekend rozbiera i składa swój motor. O tym, czy jest to czynność ciekawa świadczą wycieczki ojca do miasteczka w celu znalezienia pomocnika. Wszyscy wiedzą o łapance i wszyscy wiedzą, że nie można odmówić dyrektorowi browaru. Miasteczko zamiera. Ludzie ukrywają się przed zmorą spędzenia weekendu na podawaniu kluczy i dyskusji o gaźnikach. Zawsze jednak znajduje się ktoś, kto wychyli się za bardzo i dyrektor browaru znajduje pomocnika. Opisane jest to wybornie. Jak to u Hrabala.

Ja też bym chował się po kątach. Wyjątkowo nie lubię takiego dłubania. Ale, są ludzie którzy lubią! Są ludzie, którzy od samej jazdy rowerem czy motorem wolą dopieszczanie swojego cuda w garażu. I bardzo dobrze. Ta różnorodność tego, co lubimy jest wspaniała. Gdyby takiemu dłubaczowi sprezentować oddaniu roweru do profesjonalnego serwisu i powiedzieć: „stary, tam w końcu naprawią rower, z którym tak się męczysz, a my możemy zobaczyć film” to byłaby to zbrodnia przeciw ludzkości.

Podsumowanie

„Mejtenens” nie jest niczym złym. Jest to jeden z miliona sposobów na spędzenia czasu. Wielu ludzi lubi taki sposób. Ale jeszcze więcej ludzi lubi narzekać „ile ma z wszystkim roboty”. Jeśli narzekanie (jako kolejna, ciekawa forma spędzania czasu) nie jest tu celem samym w sobie, to warto się zastanowić nad tym, czy ta cała robota nad „hurtownią różnych dupereli” ma sens.

Jeśli wydaje się nie mieć, to polecam, coś co nazywa się „minimalizm”.

Advertisements

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Cześć 4. Obowiązki vs. Obowiązki

  1. Krolisek pisze:

    Póki ktoś sam to robi, to wszystko ok, gorzej jak próbuje znaleźć ofiarę np. do podlewania setek kwiatków o rozmaitych wymaganiach wilgotnościowych, poustawianych od podłogi po sufit w całym mieszkaniu, gdy wyjeżdża na wakacje (te kwiatki to jeden z koszmarów mojego dzieciństwa, chyba muszę o tym kiedyś napisać).

  2. konrad pisze:

    Nie wiem dlaczego moje komentarze nie wchodzą? Napisałem już trzy i nic! Może innym razem Pozdrawiam

  3. MOCNY pisze:

    Zaciekawiłeś mnie.
    Zamarzyłem sobie teraz pisanie bloga. Z całkiem innych powodów niż Ty. I z całkiem innej pozycji. Swoje życie już prawie przeżyłem i czuję się w nim szczęśliwy. Choć nie byłem minimalistą. Znalazłem chyba swoje miejsce na tym „równiku”, o którym pisałeś.
    I naszła mnie jakaś dziwna potrzeba podzielenia się z innymi swoimi „doświadczeniami” w tej materii. Twój blog jest wyjątkowo inspirujący, choć nie we wszystkim jesteśmy zgodni. A może jesteśmy? Może to tylko ja myślę, że nie? Zobaczymy.
    Na razie (bo nie przeczytałem jeszcze całego Twego bloga) mam takie pytania: Ile w tym „minimaliźmie” jest zwykłego egoizmu? Ile jest w nim zwykłego lenistwa? Ile ucieczki od problemów, z którymi nie potrafimy sobie radzić? A ile rzeczywistej potrzeby? Tej potrzeby ze sfery wartości tzw. wyższych.

    • arrec pisze:

      Mocne pytania! Oby takich więcej!

      Odpowiedź zacznę od jednego zastrzeżenia. W minimalizmie jedna rzecz mi się nie podoba: nazwa. Mógłbym się zbuntować i pisać o tym, że „pazerność, chciwość, żądza uznania, żądza pokazania się to smutne i ślepe uliczki” nie używając słowa Minimalizm. Ale się nie buntuję. To słowo, nawet jeśli jest niezgrabne, nawet jeśli wprowadzające w błąd znacząco ułatwia komunikację.

      A teraz prawdziwa odpowiedź. Słowa, których użyłeś, czyli egoizm i lenistwo do dla mnie słowa zagadki. W obu przypadkach stoję przed wyborem czy ogłosić, że egoizm i lenistwo są fantastyczne, czy też próbować naprawić ich powszechne rozumienie. Napisałem artykuły i o egoizmie, i o lenistwie. W obu przypadkach dokonałem wyboru na rzecz na naprawy wadliwego (wg mnie) rozumowania. I tak:

      Egoizm to nie życie zgodnie ze swoimi upodobaniami. Egoizm to wymaganie od innych aby prowadzili życie zgodnie z moim upodobaniem, o czym tutaj: https://pasjavspraca.com/2011/02/26/egoizm/

      Lenistwo to nie miganie się od prac, które społeczeństwo uważa, za słuszne. Lenistwo to brak pomysłu na, to co zrobić ze swoim czasem, czy życiem, o czym tutaj: https://pasjavspraca.com/2011/07/08/lenistwo-to-niesubordynacja-bezczynnosc-nuda/

      Znani mi minimaliści to ludzie, którzy są bardzo egoistyczni i leniwi jeśli oceniać pod względem tego, że mają czelność żyć wg własnego uznania i migają się od prac, które większość uważa za konieczne (tą najważniejszą pracą jest konsumpcja). Ale nie są ani odrobinę egoistyczni i leniwi, jeśli chodzi o wymuszenia na innych i tego ile rzeczy robią w swoim życiu.

      Mam też taką myśl, że minimalizm to po prostu szczęście. Naprawdę. Minimalizm = szczęście. I teraz pytanie: czy w „szczęściu” nie ma zwykłego egoizmu i zwykłego lenistwa? Zgodnie z tymi wadliwymi definicjami szczęście to wręcz czysty egoizm i lenistwo. Wynika to oczywiście z tego, że jeśli chodzi o społeczną kontrolę, osoby szczęśliwe, jako „słabo manipulowane”, są niewskazane. .

    • MOCNY pisze:

      Ooo! Nie!
      Tworzysz definicje pojęć pod własne potrzeby. Tworzysz, czy przepisujesz od innych – wszystko jedno. To bardzo wygodnie ustawia Cię w dyskusjach. Inni jednak mają inne definicje – np. oroyama n/t egoizmu (pod Twoim wpisem). Ja też mam jakieś swoje „definicje”. Też inne. Nie o to jednak chodzi.
      Zobaczyłem Cię właśnie jako czerwoną różę, która chce, aby inni też byli czerwonymi różami. Nie żąda tego co prawda, ale usilnie namawia.
      Na świecie nie jesteś jednak sam. To byłoby zbyt proste. Masz przodków (z pewnością) i potomków (być może). Czy oni są nieważni?
      A szczęście ma różne twarze. Inne jest szczęście w samotności a inne w gronie bliskich. Ten wpis, pod którym komentujemy, jest akurat o obowiązkach. A jak brzmi definicja „obowiązku”? Ha, kto to wie?
      A telewizora nie wyrzucę z domu. Oglądać on-line mecz, który odbywa się w Ameryce, na ekranie komputera? Coś Ty? Trudno. Nie będę szczęśliwy.
      Będę jednak u Ciebie stałym gościem. Chyba. Podoba mi się tutaj.

    • Vanilak pisze:

      Muszę jeszcze o czymś koniecznie napisać; ). Namieszałeś i strasznie tamtymi wpisami i zmusiłeś do myślenia i dalszego poszukiwania. Oto co znalazłam i jak ukierunkowałam swój zamysł: 1. Egoizm o jakim piszesz to raczej egocentryzm (wg. definicji ). Ale dobra wiadomość jest taka, że nie ma nic złego w byciu egoistą! To miłość do siebie, a należy kochać bliźniego jak siebie samego-więc to nawet niezbędne. Nie mniej jednak przeciwieństwo egoizmu to altruizm- a przecież nie chodzi w tym o to aby stale się poświęcać dla innych, nie myśleć o sobie i tym podobne. Trzeba być asertywnym i jeśli się pomaga i robi coś dla kogoś przekładając dobro cudze nad własne ma sens tylko jeśli robimy to od serca, nie oczekujemy niczego w zamian i samo to sprawia nam radość (wtedy gdy jesteśmy sobą). 2 Lenistwo, to nie tylko nic nierobienie to apatia (stan podobny do depresji, braku chęci i sensu ruszania się) co ma katastrofalny wpływ na życie-lenistwo zabija życie, przyczynia się do chorób, śmierci naszych marzeń, relacji i ciała. Przeciwieństwem jest taka myśl, żeby się nie bać tylko działać, nie bać się pracy-nie myśleć nad tym tylko działać i robić to co się uważa za słuszne, spontaniczność i gotowość-nawet Twoje nastawienie na wyzwania:-). Nie ważne, że to co robimy innym może się wydawać śmieszne lub bezużyteczne, jeśli my wkładamy w to wysiłki i cieszy nas ta praca, doceniamy ją i wykonujemy swoje priorytety zamiast nie ruszać się i robić wszystko byle nie to co mamy do zrobienia i dołowanie się tym. Moje postrzeganie może różni się znacznie, ale usprawiedliwia Twój minimalizm:-)

  4. Matys pisze:

    Ty znowu swoje:)
    A ja poprostu uwielbiam patrzeć i maintenensować swoje 11 zegarków. Obym ich miał jeszcze więcej. I chyba też jestem minimalistą bo lubie zegarki…. małe:)

  5. Anka pisze:

    Cóż- od pewnego czasu mam wrażenie, że ludzie za wszelką cenę pragną uciec od siebie, swoich myśli, emocji, lęków. Nie czują się szczęśliwi. Przedmioty i związane z nimi liczne działania, które podejmują dają im poczucie sensu życia, którego im brak, stanowią substytut, którym zapełniają pustkę. Z tych czy innych względów nie chcą zostać sami ze sobą, w ciszy. Boją się. Chcą czuć się ważni, potrzebni, akceptowani więc Gromadzą podbudowując w ten sposób swoją pozycję w oczach innych. Przedmiot stracił swoja funkcję użytkową. Stał się Podmiotem. Taka refleksja z codzienności. Gratuluję bloga.

  6. Pingback: Minimalizm. Pełna lista wad i zalet | Pasja vs. Praca

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s