O potrzebie skrętu w lewo

Kilka miesięcy temu miałem myśl, że w dzisiejszych czasach nie istnieją partie lewicowe. Czy to w Polsce, czy w Europie wszystkie ruchy polityczne są nastawiane na prawicową zasadę, że silniejszy bierze zdobycz, nakładając na tą zasadę jedynie kosmetyczne korekty. Miałem o tym napisać. Jednak po kilku dniach, trafiłem na bloga, w którym kolega pisał dokładnie na odwrót. Twierdził, że wszystkie partie realizują politykę lewicową i nie ma partii prawicowych. Twierdził, że dla dobra gospodarki partie prawicowe powinny się pojawiać. Pomyślałem wtedy, że obaj jesteśmy zbyt radykalni i zostawiłem temat. Teraz ruszam z tym na nowo.

Nie jestem fanem lewicy. Prawicy też nie. Podobają mi się za to nazwy „prawica” i „lewica” ponieważ dobrze porównują politykę do wędrówki. Tylko skrajny głupiec uważa, że najlepszą opcją jest ciągłe skręcanie w lewo lub w prawo. Trzeba skręcać raz w lewo, raz w prawo. Właściwe pytanie przy wyborze sympatii politycznej brzmi: „gdzie należy skręcić teraz?” i niczym się nie różni od dyskusji dwójki wędrowców na rozstaju dróg. Ja twierdzę, że należy skręcić w lewo. I to nie delikatnie. Należy wykonać gwałtowny manewr w lewo aby nie wypaść z drogi.

Polityka lewicowa i prawicowa dotyczy tak naprawdę dystrybucji dóbr. Temat dystrybucji dóbr dotyczy każdej społeczności, która jest zorganizowana, a nawet zwierząt żyjących w stadach. Bardzo skrótowo sprawę przedstawiając można powiedzieć, że prawica dąży do eliminacji współpracy przy dystrybucji, podczas gdy lewica dąży do zwiększania współpracy. W konkretnym przykładzie jest to sytuacja gdy w zorganizowanej osadzie żywiciel jednego domostwa ulega wypadkowi i nie może pracować. Rada starszyzny zebrała się aby rozwiązać problem. Lewica powołując się na nauki Jezusa twierdzi, że wszyscy powinni zrzucić się na pomoc dla pokrzywdzonej rodziny, natomiast prawica, również powołując się na nauki Jezusa (tylko inne wersy) twierdzi, że osady nie stać na pomoc, a rodzina jak ruszy pupska może sobie poradzić. Ciężko określić kto ma rację, zależy to od wielu czynników. Na przykład jeśli osadzie zagraża inna osada, o agresywnych zamiarach być może rzeczywiście nie jest to dobry moment na pomaganie słabszym. Trzeba skręcić w lewo lub w prawo bez gwarancji, że podjęło się słuszną decyzję.

Wróćmy do naszych czasów. Wybierając swoje sympatie polityczne stoimy przed takim samym dylematem jak rada starszyzny. Według mnie od wielu lat prawicowa teoria, że „mamy aktualnie bardzo zły moment na współpracę przy podziale dóbr” wygrywa. Prawica potrafiła nam wmówić, że nie stać nas na współpracę do tego stopnia, że „zło podatków” stało się powszechnym dogmatem. W naszej wędrówce nieustannie skręcamy w prawo. Prawicowa paranoja jest możliwa ponieważ:

  1. Wielki kapitał stał się mniej widoczny
  2. Ogromna machina propagandowa powoduje zadowolenie z bycia biednym
  3. Ogromna machina propagandowa powoduje niedorozwój wiedzy ekonomicznej

Ukrycie kapitału dobrze pokazują badania przeprowadzone przez Harvard, albo moje rozważania o długu publicznym. W kwestii długu zadziwiające jest jak dużo uwagi poświęca się dłużnikom (przykłady: Grecja, rodziny hiszpańskie nie będące wstanie spłacać kredytów hipotecznych, czy słynny warszawski zegar straszący Polaków liczbami długu publicznego) natomiast nic nie mówi się o wierzycielach. Kto ma tyle pieniędzy żeby wszystkim pożyczać? Świetnie widać dłużników (czyli nas wszystkich), ale gdzie jest ten ogromny kapitał i kto jest jego właścicielem?

Ostatnio czytałem o badaniach koncentracja kapitału przeprowadzonych przez profesorów Thomas Piketty z Paryskiej Szkoły Ekonomii, Anthony Atkinson z Oksfordu i Emmanuel Saez z Berkeley, którzy twierdzą, że powróciliśmy do poziomu nierówności z XIX wieku. To brzmi naprawdę niewiarygodnie i proponuje każdemu się nad tym bardzo poważnie zastanowić. Można naukowo udowodnić, że nasze czasy pod względem nierówności ekonomicznych nie różnią od czasów, gdy fabrykant jadł ze złotych sztućców, podczas gdy w jego fabryce dzieci pracowały po 10 godzin i przymierały głodem. I nie jest mowa w badaniach o nierównościach między Europą a Afrykę, tylko między Europą a Europą. Jeszcze gorzej pod tym względem jest w USA.

Nie muszę chyba dodawać, że w obecnych czasach nie jesteśmy tymi, co mają złote sztućce. Jesteśmy dziećmi tyrającymi w fabryce. I nawet nie mamy takiej świadomości. Zresztą świadomość robotników z XIX wieku również rodziła się w bólach. Pomimo patologicznych nierówności robotnik z początku nie czuł się biedny i pokrzywdzony . Najczęściej uciekł od jeszcze większej biedy i sytuacja, w której się znajdował wydawała mu się luksusowa. Prawicowa doktryna, że przywilejem bogatego jest mieć wszystko, a biednego niewolniczo harować aby otrzymać takie podstawy jak schronienie i pożywienie była skutecznie wtłaczana do mózgów. To nieustanne skręcenia w prawo spowodowało, że nierówności stały się groteskowe. Wywołało to olbrzymie napięcia społeczne, które zakończyły się dwiema wielkimi wojnami.

Teraz mamy kopie tej sytuacji. Żeby naszą świadomość uśpić zaprzęgnięta jest ogromna machina propagandowa. To wielkie pranie naszych mózgów nie byłoby oczywiście możliwe bez telewizji. Chodzi o to, że udowodnić nam, że za cenę ciężkiej pracy możesz być kimś. Możesz sobie kupić mieszkanie na kredyt, samochód, smartfona i wyskoczyć na wczasy w Egipcie. Tak samo ogłupiany był robotnik XIX wieku. Miał wierzyć, że za cenę harówki od rana do nocy dostaje bardzo dużo. Należy zadać sobie pytanie, czy przy tak gigantycznym skoku technologicznym musimy poświęcać całe życie aby zdobyć te kilka fantów? Coś tu przecież nie gra. Ktoś zjada cały zysk ludzkości.

Oprócz ogłupiania ludzi, że dostają dużo gdy są posłuszni, ogłupia się nas tzw „wiedzą ekonomiczną”. Dogmat, że dla dobra gospodarki bogaci muszą mieć prawo bogacić się bez przeszkód, a próby sprawiedliwego podziału dóbr są niebezpieczne wbija do naszych głów tysiące, a nawet miliony razy. Wielu ludzi tak bardzo w to wierzy, że nawet bezinteresownie propaguje ten mit dalej. Mam sporo takich kolegów. I jeśli nie dostają wielkich pieniędzy za wychwalanie paranoi skręcania non stop w prawo (jak wielu tzw autorytetów ekonomicznych) to po prostu nie przemyśleli sprawy zbyt dokładnie (eufemizm słowa głupota). Ogłupianie ekonomiczne polega na tym, że coś co byłoby dla nas dobre jest prezentowane jako coś, co jest dla nas złe. Zyskałbyś na tym bardzo dużo pieniędzy, wolnego czasu, a wmawia się tobie, że to tobie zostało by coś zabrane. Na mądrzejszej dystrybucji tego, co jako ludzkość wypracowujemy skorzystało by ponad 99% ludzi, czyli praktycznie wszyscy. Do tej grupy należą nie tylko tzw masy, nie tylko szeroko pojęte klasy średnie, prawnicy, lekarze, profesorowie, a nawet prezes wielkiej korporacji, a nawet właściciel dużej firmy. Wszyscy oni są w pewien sposób na smyczy systemu i od decyzji bankowym czy politycznych zależy stoczenie się na samo dno. Wszyscy nie korzystają z dobrodziejstw rozwoju ludzkości tak jakby mogliby korzystać przy sprawiedliwszym podziale. Współczesna arystokracja, która spija śmietankę (kumuluje niewyobrażalny kapitał) jest gdzieś bardzo daleko. I to oni stracili by na współpracy przy dystrybucji. Promil swoich majątków, który inwestują w to aby nas ekonomiczne ogłupić jest dobrze zainwestowany.

Karykaturalne nierówności społeczne mogę doprowadzić do ogromnych niepokojów. Tak zakończyły się nierówności XIX wieczne. Wojny i zniszczenie. Jeśli nie ma spokojnej korekty kursu, to musi nastąpić gwałtowna. Wojny w znacznym stopniu wyrównały nierówności ekonomiczne. Taki sam koniec może mieć kariera wielkich długów. Biedna część ludzkości nie będzie mogła spłacić tego, co im arcybogaty ułamek ludzkości pożyczył. Jednak zamiast czekać na rewolucję można powoli dążyć do zmniejszania nierówności. Nie chcę tu mówić o utopijnej równości. Niech bogacze mają dziesięć, a nawet sto razy więcej niż przeciętni. Duże brzuchy potrzebują dużo strawy. Dzisiejsze nierówności są jednak dużo większe niż sto razy. I płacimy za to wysoką cenę. Czasem mam wrażenie, że lisy w lesie, przy pomocy swoich mózgów zorganizowały sobie spokojniejsze życie niż dzisiejszy człowiek. Mamy cywilizację stresu, gonitwy, braku czasu. Jesteśmy niewolnikami, nie możemy sobie odpuścić, zwolnić (oczywiście jest to możliwe, ale wymaga wielu poświęceń, wyrzeczeń, pójścia totalnie pod prąd). Po co ten cały stres? Ponieważ kilku miliarderów ściga się, kto będzie większym miliarderem.

Dodam, że poza zmianą świadomości (własnego sposobu myślenia) niewiele można w tej sprawie zrobić. Tak jak pisałem na początku, nie istnieje poważna siła polityczna, która by podejmowała próby wyrównania nierówności kapitałowych. I nie ma szans aby powstała w najbliższym czasie. Wilki pilnujące stada by ją zjadły. Zmiany muszą dokonywać się w naszych głowach. Myśl, że aktualny sposób podziału dóbr ludzkości nie działa prawidłowo. Skręt w lewo, skręt w stronę Juliana Tuwima, który powiedział, że „fi­lan­trop to człowiek, który pub­licznie zwra­ca bliźniemu drobną cząstkę te­go, co mu uk­radł prywat­nie”. Jako ludzkość zrobiliśmy całkiem rozsądny postęp, naprawdę można się mądrzej naszym sukcesem podzielić.

Tekst jest kontrowersyjny i dyskusyjny, przeto zapraszam gorąco do dyskusji i do krytyki. Sam nie jestem pewien swoich tez 🙂 Znaczy, jestem pewien, co do diagnozy (od dawna non stop skręcamy w prawo, przez co dotarliśmy już do ogromnych nierówności ekonomicznych) , ale nie jestem pewien, co do leczenia (zmienić kierunek, w sposób zdecydowany wyrównywać nierówności). Czasami mam taką myśl, że w ludzkości istnieje niespersonifikowany przywódca, nazwijmy go „duchem ludzkości”, który mądrze tym całym bałaganem zarządza.  W tym wypadku mądrze robi oddając majątek ludzkości nielicznym jednostkom, podczas gdy reszta dostaje skrawki. Nasz rozwój jest tak szybki, że prosty człowiek (czyli ty i ja) nie uniósł by na swoich barkach całego tego dobrodziejstwa. Trzeba nas tym częstować powoli. Być może tak to jest. Czasami tak myślę. Częściej jednak uważam, że nie jesteśmy aż tak bardzo głupi.

 

 

wykres5

 

 

 

Wykres podziału majątku w USA

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „O potrzebie skrętu w lewo

  1. arrec pisze:

    Od razu sam skomentuję swój tekst. Znam główny argument ludzi o prawicowych poglądach. Wiem, że wielu zgadza się ze mną, że obecne nierówności są patologiczne, ale uważają, że winne ponosi ingerencja państwa i podatki.

    Państwo tworzy wielkie fortuny, gdyby rządził „wolny rynek” to by do tego nie doszło.

    Nie jest łatwo zbić ten argument. Zwłaszcza gdy państwo realizuje politykę prawicową. Państwo może stać się wręcz narzędziem opresji silniejszego nad słabszym, takim samym jak łańcuch na szyi niewolnika. Może wyprodukować przepisy, które są tylko po to aby umożliwiać zbijanie fortun. Wygląda to tak jakby państwo dało osobie prywatnej dostęp do wody pitnej, a potem wszyscy musieli płacić żeby przeżyć. Potem to prawicowe państwo, udając lewicowe państwo oddaje grosze najbiedniejszym. Moim zdaniem dokładnie w tym miejscu jest największe nieporozumienie w kwestii czym jest lewica, a czy prawica. Według mnie np. ZSRR był prawicowy. Chodorkowski powiedział, że to był tak dziwny czas, który można porównać do tego, że kraj opanowali kosmici. ZSRR to był kosmiczny kapitalizm. Mała grupa super uprzywilejowana i wielka grupa biednych niewolników.

    Lewicowość i prawicowość nie zależy od tego jakie są podatki i przepisy. Tylko od tego jak postrzegana jest różnica między bogatymi a biednymi. To coś, co jest w naszych głowach. Albo jest tam zgoda na to, że „różnica może, a nawet powinna być gigantyczna” albo „różnica powinna być możliwie najmniejsza”. Z różnymi wariantami pośrednimi. Skandynawia jest lewicowa nie na podstawie przepisów, tylko na podstawie mentalności i kultury. Większość Skandynawów ma sercu bardzo silne przeświadczenie, że nie jest w porządku gdy ktoś jest wielokrotnie bogatszy niż sąsiad. Oczywiście uważają, że jak komuś zależy na bogactwie i zaszczytach to powinien mieć odpowiednio więcej. Gdzie to „odpowiednio” jest bardzo lewicowe.

    Dlatego prośba do prawicowych komentatorów. Ważne jest to, co macie w sercu. Ważne jak wy postrzegacie to „odpowiednio”. Nie piszcie, że rynek wyreguluje, że państwo be, podatki be. To my regulujemy. Jesteśmy jednym stadem. Tak jakby w stadzie lwów był ranny osobnik, stado wraca z polowania i jest pomysł aby podzielić się z rannym. Prawicowy lew nie jest zadowolony, uważa, że ranny nie jest aż tak bardzo ranny, że mógł pomóc zamiast się obijać, że jak się mu da teraz, to będzie leżał tak długo, a jak nie dostanie to zaraz ozdrowieje, wnioskuje żeby zostawić tą sprawę bo „rynek wyreguluje”.

    Państwo to taka grupa lwów, która wróciła z polowania. Współpracujemy ze sobą czy każdy jest przeciwko każdemu? Co to znaczy „rynek wyreguluje”? Jeden lew okaże się porządnym gościem i odda pół swojej porcji, będzie głodował, ale uratuje rannego. Albo i się nie znajdzie porządny gość, więc ranny umrze. Tak czy siak chciwiec będzie w spokoju zbijał fortunę, nie niepokojony lewicowymi głupotami. Tak w praktyce wygląda koncepcja „rynek wyreguluje”.

    Dodam jeszcze, że być może ranny nie jest aż tak bardzo ranny i rzeczywiście trzeba go zmotywować kopniakiem do ruszenia z leża. Czasem (a nawet mniej więcej w połowie przypadków) trzeba skręcać w prawo. Jednak jako ludzi zapominamy głównie o tym znacznie trudniejszym skręcie w lewo.

    • Pani Strzelec pisze:

      Stado lwów dzielące się ze swoimi najsłabszymi osobnikami: zbyt młodym na polowania (ale kiedyś będzie polował wraz z nimi), zbyt starym (ale w swoim czasie polował ze wszystkimi), rannym (ale polującym, gdy tylko jest zdrowy). Wizja zrozumiała. Pytanie, czy mamy zmuszać do dzielenia się z tym „naszym” słabym lwem członkom stada, które żyje i poluje setki km od „naszego” stada, czyli lwom, z którymi „nasz” słaby nigdy nie polował.
      W skrócie: nie przychodzi nam ciężko podzielić się pieniędzmi z chorującą bliską osobą. Ciężko nam przychodzi podzielić się pieniędzmi z chorującą osobą, której nie znamy, nie widzieliśmy na oczy, nie rozumiemy, możemy podejrzewać o symulowanie choroby, bo nie mamy zaufania do obcych. Powiedzmy w plemieniu do kilkuset osób dzielenie się z każdym jest naturalne, a dzielenie się w dużym państwie przychodzi nam ciężko.
      Takie zupełnie luźne refleksje, bo nie interesuję się polityką, ekonomią na tyle, by określać słuszny kierunek.
      Ciekawy temat poruszyłeś, szczególnie to porównanie do fabrykantów i robotników, którzy wierzą…

  2. Iroman pisze:

    kurcze, aż wszedłem na wikipedię: „Głównym założeniem lewicy jest dążenie do wolności, równości i sprawiedliwości społecznej.” I to by nawet pasowało do twojej definicji. Tylko jakoś jak czytam twój wywód, to tej równości i sprawiedliwości nie widzę. Zmuszanie bogatego, żeby podzielił się z biednym to w moim odczuciu nie jest sprawiedliwość. I być może żyję ułudą, ale naprawdę wierzę, że ciężką pracą (niekoniecznie fizyczną) i wiarą w siebie można dojść wysoko. Na tyle wysoko, żeby nie potrafić przejeść tego, co się zdobędzie. I jeszcze mała uwaga – co zmienia dla ciebie, że człowiek ma na koncie miliardy, a nie miliony? Albo setki tysięcy? Jak ta „niesprawiedliwość” wpływa na twoje życie? Bo na moje w sumie nijak. „niech se ma”.

    • arrec pisze:

      Pojęcie „niech se ma” jest najmądrzejszą postawą jaką można mieć. A nawet więcej, zgodnie z tym, co opiewam w postaci minimalizmu, to musi być bardzo ciężko z tymi walizami pieniędzy podczas podróży przez życie. Także „niech se ma” + trochę współczucia.

      Może właśnie na porównaniu do podróży, np. pociągiem. Jeśli masz mały plecak i siedzisz sobie wygodnie, to komuś kto walczy z pięcioma wielkimi walizami możesz tylko współczuć i pomóc. Ale jeśli ktoś ma tyle waliz, że zajmują cały pociąg, więc wyrzucił Ciebie z pociągu i kazał iść piechotą, a nawet jeszcze kazał nieść kilka jego waliz na plecach to zaczyna to być wkurzające. A tak wygląda sytuacja.

      Większość ludzi w moim wieku, jeśli zacznie się migać od niewolniczej pracy to straci dach nad głową. Nie ma wyboru. Albo w maszynie albo na marginesie. Dokładnie tak ta „niesprawiedliwość” wpływa na nasze życie. Te miliardy nie są wirtualne. Jeśli masz mieszkanie na kredyt, to w każdej chwili możesz tych miliardów dotknąć sobie palcem u nogi czy u ręki. Jeśli wpadniesz w tarapaty finansowe (nawet nie ze swojej winy, np. ciężka choroba u dziecka) to poczujesz, że to nie Twoje. Nawet Państwo zaczyna być nie Twoje. Niby publiczne drogi, jeziora, rzeki, ale wszystko to coraz bardziej zadłużone. Formalnie żyjemy na koszt tych miliarderów. Nie ma to sensu, ale tak jest. Równie dobrze, ktoś mógłby pobierać opłaty od lisów, za oddychanie, za chodzenie po lesie, za używanie nor. Bezsens ale cyferki rosną .

      Mądrzy, inteligentni ludzie nie potrafią skojarzyć dwóch faktów:
      1. Czy mamy wielki postęp technologiczny? (np potrafimy produkować buty sto razy efektywniej niż wiek temu) No jasne, że tak.
      2. Czy dzięki temu postępowi mamy mniej pracy, większą swobodę w życiu? No jasne, że nie.

      Dlaczego?

    • Iroman pisze:

      Ilu ludzi 50 lat temu mogło „wyskoczyć na weekend w tatry”? Dzisiaj wsiadasz i jedziesz (pociągiem/autem czy fruniesz samolotem). Ilu ludzi miało dostęp do auta? O telefonie i internecie nie wspomnę, bo to już nawet nie była kwestia bogactwa, tylko braku istnienia takich dóbr. Więc nie bałbym się tak bardzo o wpływ technologii na nasze życie. I w sumie, to cieszmy się, że fabryki dalej potrzebują ludzi do pracy, bo to jest jakiś ratunek dla tych, którzy nie widzą dla siebie innego miejsca (nie próbuj takiego człowieka wsadzać na siłę na dyrektora, bo się załamie psychicznie po miesiącu).

      Z tym wypychaniem z pociągu może być trochę racji, tylko że jakoś od kilku lat nie boję się pracy na własny rachunek, na moich zasadach (mimo, że cały czas moim głównym źródłem utrzymania jest etat w „prawie korporacji” – to prawie robi na szczęście dużą różnicę). To nie jest tak, że trzeba tyrać w tej maszynie. Po prostu własny biznes to też nie jest bajka i trzeba umieć docenić plusy obu rozwiązań i widzieć, że czasami odbębnienie tych 8h nie jest takie złe.

      Ale uciekamy od tematu – dalej nie widzę, żeby sprawiedliwym było zmuszanie „dyrektora maszyny” do rozdawania dolarów trybikom. Mało tego, śmiem wątpić, że zadziała to dobrze (w myśl lwa, któremu trzeba dać kopa). dzisiaj 1/4 budżetu idzie na renty emerytury i zapomogi – 25% całej kasy, jaką wydaje Państwo. I jakoś nie widzę, żeby szło to ku dobremu. Wolę, żeby dawać mniej, ale równocześnie umożliwić wybicie się z czymś „swoim”

    • arrec pisze:

      Ironman, to co piszesz o wypadzie w Tatry jest zgodne z tym, co jest w moim tekście. Dobrodziejstwa rozwoju są naszym udziałem. Robotnik w XIX też miał lepiej niż chłop pańszczyźniany. Pojawiały się jakieś prawa, zalążki opieki socjalnej itd. Na pewno jest tak, że miliarderzy biorą wszystko, a nam zostaje nic. Też mamy swój udział. Ten wykres u góry to pokazuje.

      Rozmawiamy o tym jaki jest ten udział, w jaki sposób sobie to jako ludzkość organizujemy. To my ustalamy prawa. Efektem prawicowej propagandy jest sformułowanie, że dyrektor maszyny „rozdaje” dolary. Lewicowa propaganda powie, że dyrektor maszyny „ukradł” dolary i być może powinien je oddać. Prawo jakie stanowimy są ludzkie, nie są nadane nam z kosmosu. To my ustalamy, że legalne i etyczne jest posiadając miliardy wyrzucić na bruk matkę z dzieckiem. Inny efekt prawicowej propagandy jest taki, że rozgrywka jest między nami, a jeszcze biedniejszymi, podczas gdy cała gra się toczy między nami, a panami. Inny efekt prawicowej propagandy jest taki, że napisałeś, że wydawanie pieniędzy na emerytów, rencistów, chore dzieci nie idzie „ku dobremu”. Czyli, co? Że to słaba inwestycja? Jasne, że słaba. Nie zwróci się finansowo. Zwróci się w tym, że jesteśmy ludźmi. Rozwój będzie wolniejszy, ale będziemy się więcej uśmiechać i bardziej siebie szanować.

      Problem jest mimo wszystko, bardzo ciekawy i złożony, szczególnie w kontekście tego, że stajemy się globalną wioską. Myślenie lewicowe narzuca współpracę. Myślenie prawicowe rozbija współpracę. Jeden prawicowy lew może skutecznie rozbić szlachetny pomysł pomocy rannemu. W każdym z nas toczy się bitwa pomiędzy pomaganiem innym, a chciwością. Jeśli ktoś się wyłamuje, to nadaje siłę naszej chciwej naturze. Z drugiej strony jest sporo racji w prawicowych tezach, że lewica tworząc „przymus pomagania” prowadzi do patologii.

      Dlatego jeszcze raz powiem, to nie chodzi o przepisy i podatki. To chodzi o nasze głowy.

      Może najciekawsze jest w tym wszystkim to, że gdyby wszyscy mieli lewicowe myślenie, czuli totalny dyskomfort gdy sąsiad ma odrobinę mniej i od razu pobiegli mu pomóc to najlepiej by się sprawdził prawicowy system ekonomiczny, jakiekolwiek lewicowe działania nie byłyby potrzebne. Niestety tak nie jest. Człowiek w swojej pazerności często jest znacznie bardziej bezmyślny niż zwierzęta i społeczny głos rozsądku powinien z tym walczyć.

    • matlaszek pisze:

      „Może najciekawsze jest w tym wszystkim to, że gdyby wszyscy mieli lewicowe myślenie, czuli totalny dyskomfort gdy sąsiad ma odrobinę mniej i od razu pobiegli mu pomóc to najlepiej by się sprawdził prawicowy system ekonomiczny, jakiekolwiek lewicowe działania nie byłyby potrzebne.” Bardzo trafne myślenie, w pełni się z Tobą zgodzę.

      „Człowiek w swojej pazerności często jest znacznie bardziej bezmyślny niż zwierzęta i społeczny głos rozsądku powinien z tym walczyć.” Tu również się zgadzamy, ale to zdanie wskazuje na jeden z powodów zawodności państwowego socjalu. Jeśli człowiek jest pazerny i nie obchodzi go los innych to po prostu nie pomaga. Jeśli człowiek jest pazerny i nie obchodzi go los innych, a zostanie jednym z trybików państwowej maszyny niosącej pomoc, może zrobić więcej złego niż dobrego.

  3. matlaszek pisze:

    Wpis jest bardzo ciekawy i chętnie pokuszę się o komentarz, zwłaszcza że zaliczam się do grona osób – podążając Twoim tokiem rozumowania – skręcających głównie w prawo. W pierwszej kolejności odniosę się do przykładu osady, której mieszkaniec uległ wypadkowi i utracił zdolność do pracy. Nie mogę zgodzić się z tym, że prawica w takim wypadku jest nieskora do pomocy i najchętniej pozostawiłaby nieszczęśnika na pastwę losu. Uważam się za prawicowca, jednak nie wyobrażam sobie prawidłowego funkcjonowania współczesnej cywilizacji bez cnoty, jaką jest niesienie pomocy innym. W czym więc się różnimy? Jestem absolutnie przeciwny temu, aby taka pomoc była przymusowa i nadzorowana przez administrację państwową. Owszem, Jezus namawiał do pomocy słabszym i biedniejszym, jednak otrzymaliśmy od Boga wolną wolę i to od nas zależy, jak owe rady wykorzystamy.

    Lwia część pieniędzy obracającej się w systemie tzw. pomocy społecznej, jest pochłaniana na samo funkcjonowanie tego systemu (na czasie jest artykuł o przetargu na nowe samochody dla członkó zarządu ZUS http://natemat.pl/101343,bizancjum-w-zus-to-nie-tylko-budynki-samochod-musi-miec-482-cm-165-koni-i-poduszki-chroniace-kolana-kierowcy). System taki zawsze będzie nieefektywny. Śp. Milton Friedman (laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii) trafnie przedstawił cztery sposoby wydawania pieniędzy:

    1. Wydawanie własnych pieniędzy na własne potrzeby. Najefektywniejsza opcja – starannie dobieramy kupowane dobra i z ostrożnością obchodzimy się z pieniędzmi.
    2. Wydawanie własnych pieniędzy na cudze potrzeby. Staramy się być oszczędni, niestety jakość i niezbędność zakupionych dóbr są wątpliwe.
    3. Wydawanie cudzych pieniędzy na własne potrzeby. Jesteśmy rozrzutni, jednak zakupione dobra są na wysokim poziomie.
    4. Wydawanie cudzych pieniędzy na cudze potrzeby. Totalna porażka. Rozrzutność połączona z niedbałym doborem dóbr skutkuje nieefektywnością i marnotrawstwem.

    Instytucja państwa wydaje pieniądze zawsze w sposób przedstawiony w punkcie 4, dlatego też jestem zwolennikiem minimalizacji zadań państwa – nie jestem zimnym draniem pragnącym zguby najsłabszych, ale uważam, że państwo do niektórych zadań się zwyczajnie nie nadaje (do tego dochodzą takie sprawy jak korupcja czy nepotyzm). Ludzie powinni wziąć ciężar pomocy społecznej na własne barki, a czym mniej pieniędzy zabierze od nas rząd w podatkach, tym więcej będziemy mogli zdziałać. Nie stawiajmy na państwowy aparat przymusu, ale na krzewienie empatii wśród młodych ludzi, aby nie bali się pomagać!

    Nie można też zapominać, że każda próba ingerencji państwa pomiędzy pracodawcę a pracownika, przyniesie pewne negatywne skutki. Przykładem może być wzrost bezrobocia po podwyższeniu płacy minimalnej. Chcemy mieć bogate społeczeństwo? Przestańmy zgadzać się na grabież w biały dzień, jaką są ogromne podatki.

    „Dogmat, że dla dobra gospodarki bogaci muszą mieć prawo bogacić się bez przeszkód(…)” Nie chodzi tu o prawo Arku, ale o wolność, która jest na bardzo wysokim miejscu w moim systemie wartości.

    „Według mnie np. ZSRR był prawicowy. Chodorkowski powiedział, że to był tak dziwny czas, który można porównać do tego, że kraj opanowali kosmici. ZSRR to był kosmiczny kapitalizm. Mała grupa super uprzywilejowana i wielka grupa biednych niewolników.” Nie mogę się zgodzić. ZSRR to przykład państwa, które starało się robić właśnie to, co nazwałeś leczeniem, a więc „w sposób zdecydowany wyrównywać nierówności”. Problem w tym, że aby to zrobić, państwo musiało przejąć kontrolę nad praktycznie całą sferą gospodarczą i społeczną, a wtedy mimochodem zaczęły powstawać patologie i jeszcze większe nierówności. Duże państwo = duża władza, a jak śpiewał Kazik Staszewski „Żelazne prawo oligarchii – kto władzę ma, najpierw o nią się martwi”.

    Problem z ideami socjalistycznymi jest taki, że bardzo łatwo odnajdują poklask w społeczeństwie. Dzieje się tak dlatego, że punkty docelowe reform socjalistycznych są zawsze bardzo pozytywne – większe wypłaty, zapewnione emerytury, renty, zasiłki, „darmowe” szkolnictwo i służba zdrowia, „darmowy internet” – każdy ucieszy się widząc takie obietnice. Nic w tym dziwnego, docelowe efekty takich reform są powszechnie pożądane (i ludzi na nie głosujących cechuje często dobre serce), sęk tkwi jednak w efektach ubocznych, nie przez każdego zauważanych i nie wymienianych przez polityków w kampaniach wyborczych. Aby dać, trzeba najpierw zabrać, a gdy komuś da się prawo do zabierania… cóż, wtedy zaczynają się cyrki.

    „Prawicowy lew nie jest zadowolony, uważa, że ranny nie jest aż tak bardzo ranny, że mógł pomóc zamiast się obijać, że jak się mu da teraz, to będzie leżał tak długo, a jak nie dostanie to zaraz ozdrowieje, wnioskuje żeby zostawić tą sprawę bo „rynek wyreguluje”. Prawicowy lew chętnie pomoże rannemu, będzie namawiać też do tego innych, ale nikogo nie zmusi.

    Pamiętajmy, że państwo to tylko zimna instytucja, od pomocy jesteśmy my – ludzie!

    To są tylko moje poglądy, jak każdy człowiek nie jestem nieomylny. Jestem otwarty na dalszą dyskusje i kontrargumenty.
    Celem dyskusji głupca jest przekonanie kogoś do własnych poglądów.
    Celem dyskusji mędrca jest weryfikacja własnych poglądów.
    Pozdrawiam! 🙂

    • arrec pisze:

      Dziękuję matlaszek! Piękny, mądry komentarz, moja wiara w ludzi rośnie!

      Mam wrażenie, że jesteśmy bardzo blisko siebie w poglądach, dzieli nas tylko jakaś szklana ściana. A może nawet takie dwie ściany:

      Nr.1 Pierwsza różnica jest na samym początku. Ja w groteskowych nierównościach widzę chorobę i chcę ją leczyć. Ty atakujesz aktualnie używane lekarstwo, widzisz wiele negatywnych efektów ubocznych, ale nie proponujesz nowego. Wychodzi na to, że nie widzisz choroby. Ja w moim tekście nie broniłem państwa, ani podatków. Tu jest bardzo dużo niuansów. Np przy obecnym rozwarstwieniu w bogactwie nawet bardzo progresywny system podatkowy nie będzie eliminował różnic. Bogaci nie żyją z wynagrodzenia za pracę, ale z zysków kapitałowych. Jeśli chcemy wyrównywać nierówności należałoby nawet zupełnie zwolnić z podatków dochody za pracę, a mocno dociążyć zyski kapitałowe, a nawet sam fakt posiadania kapitału. Odnośnie tego jak leczyć można toczyć długą dyskusji, jednak być może mijamy się na tym pytaniu „czy leczyć?”. Według mnie nierówności są już ogromne, na dodatek szybko rosną i może to doprowadzić do katastrofy (patrz XIX wiek), jak to wygląda według Ciebie? Czy powinny istnieć normy etyczne dla różnic w dostatku? Czy ogromna kumulacja kapitału jest problemem i zagrożeniem? A jeśli jest to jak z tym sobie powinniśmy radzić?

      Nr.2 Druga różnica polega na mechanizmach społecznych. Prawicowe myślenie pomija fakt, że człowiek jest istotą społeczną. Wspólne pomoc ma duża większa moc i siłę, niż pojedyńcze działanie. Nie tylko pod względem większych możliwości finansowych grupy, ale przede wszystkim pod względem psychologicznym. Życie społeczne przypomina scenę z filmu „Towarzystwo umarłych poetów” kiedy to jeden z uczniów staje na biurku w geście wsparcia dla nauczyciela. Potem staje drugi, trzeci, aż w końcu wszyscy. Gdyby każdy siedział w oddzielnej sali to prawdopodobnie zrobiłby to tylko ten jeden, a być może i on by się odważył. Prawicowe myślenie spycha nas do oddzielnych sal. W efekcie nikt nie czuje się odpowiedzialny. Wbija się do naszych głów, że pomoc jest indywidualnym wyborem, a nie wspólną inicjatywą. Wiem, że zbyt mocne skręcanie w lewo może doprowadzić do błędu, którym jest „przymus wstawania”, a takie coś też jest równie złe, co oddzielne sale. Idealne rozwiązanie jest po środku.

      Nie chodzi o to żeby przymusowo zmuszać ludzi do równości, tylko o to aby tworzyć mechanizmy, które do równości nas zbliżają. Mechanizmy, które działają teraz wspierają powstawanie rozwarstwienia, dlatego ja uważam, że potrzebna jest korekta w stronę lewicy. Milton Friedman wbijał nam do głów, że bogacze-miliarderzy to pozytywni bohaterowie. I większość ludzi ich tak postrzega, w tym z całą pewnością bogacze sami siebie tak postrzegają. Tymczasem nierówności społeczne są złe pod każdym względem. Społecznym, ekonomicznym, psychologicznym. Jeśli ludzie by postrzegali posiadanie ogromnych majątków jako jednoznaczne zło to naprawdę nie byłoby na to takiego parcia. Wszyscy by się chętniej dzielili, pomagali sobie, współpracowali ze sobą. I to tu jest tak naprawdę punkt ciężkości. Nie w tym w jaki sposób prowadzimy podział dóbr (czy przez państwo czy inaczej), tylko czy w ogóle chcemy aby było bardziej sprawiedliwie. Moim zdaniem jeśli czujesz w serce, że dobra powinny być dzielone bardziej sprawiedliwe, to jesteś za tym, żeby ludzkość skręciła w tym momencie w lewo.

      Gdyby większość z nas myślała lewicowo, to nierówności by się zmniejszyły w myśl zasady „jeśli jest jeździec to i koń się znajdzie”

    • matlaszek pisze:

      Dzięki za dobre słowo!

      Pozwól, że najpierw odwołam się do Nr.2.
      „Prawicowe myślenie pomija fakt, że człowiek jest istotą społeczną.” Myślę, że prawicowe myślenie nie tyle pomija przynależność człowieka do społeczeństwa, co stara się oddzielić tę kwestię od państwa i gospodarki. Czy to dobrze? Jeśli państwo ograniczyłoby się do roli stróża prawa i porządku, nie powinno to stanowić problemu.

      „Wspólna pomoc ma duża większa moc i siłę, niż pojedyncze działanie.” Oczywiście, że tak. Dlatego większą rolę powinny spełniać fundacje i organizacje charytatywne. Dlaczego więc powinniśmy zaufać im bardziej niż państwu? Gdy państwo odwala cyrk, możemy najwyżej ponarzekać, ewentualnie co kilka lat oddać mniej lub bardziej znaczący głos w wyborach. Gdy organizacja charytatywna zawiedzie swoich darczyńców, nie zobaczy już od nich ani grosza, a jej władze w dobrze zarządzanym państwie spotkają się ze srogimi konsekwencjami.

      Rzeczywiście masz rację, za bardzo skoncentrowałem swój komentarz na państwie i podatkach. Chyba dopiero pod koniec Twojego ostatniego komentarza zapaliła mi się żarówka i dotarło do mnie co właściwie masz na myśli. Mniej więcej tutaj:

      „Jeśli ludzie by postrzegali posiadanie ogromnych majątków jako jednoznaczne zło to naprawdę nie byłoby na to takiego parcia. Wszyscy by się chętniej dzielili, pomagali sobie, współpracowali ze sobą. I to tu jest tak naprawdę punkt ciężkości. Nie w tym w jaki sposób prowadzimy podział dóbr (czy przez państwo czy inaczej), tylko czy w ogóle chcemy aby było bardziej sprawiedliwie.”

      O ile na początku myślałem, że chodzi Ci o polityczny „skręt w lewo”, o tyle teraz jestem niemal pewny, że miałeś na myśli skręt mentalny.

      Otóż już teraz widzę o jaką chorobę Ci chodzi i ma ona najwyraźniej podłoże socjologiczno-psychologiczne. To wirus chciwości rozwija się w naszych głowach, a jego nośnikiem jest wychowanie, plastikowe media i wzorce kulturowe. Normy etyczne dla różnic w dostatku istnieją, ale niestety nie są zbyt popularne w obecnym, „zarażonym” społeczeństwie. Nie wiem czy udałoby się komukolwiek wynaleźć dobry lek, możemy się za to próbować na tego wirusa uodparniać. Twój blog może być przykładem niezłej szczepionki! 🙂

      Co do ewentualnej katastrofy będącej skutkiem nadmiernego rozwarstwienia społecznego, to wszystko jest możliwe. Jak wspomniałeś, historia widziała już takie przypadki.

      Nie odebrałem nauk Miltona Friedmana jako wywyższanie pod niebiosa bogaczy miliarderów, ale może to dlatego, że już się zaszczepiłem 🙂

  4. Rafał pisze:

    Arek, ja znowu odniosę się (jak zawsze) do Biblii. To o czym piszesz nie jest dla mnie dziwne bo Szatan (który zgodnie z Biblią rządzi tym światem) tak właśnie omamia ludzi. Szatan w dzisiejszym zdeprawowanym świecie nie musi się bardzo starać, wystarczy dać ludziom np. pieniądze, a ze względu na które „ludzie poprzebijali się wieloma boleściami”, Poza tym już w czasach apostołów czytaliśmy, wiadomo było że „człowiek panuje nad człowiekiem ku jego szkodzie”. Żadna więc polityka, żaden polityk, czy partia polityczna (czy to lewicowa czy prawicowa) nie jest wstanie zapanować nad niesprawiedliwością na tym świecie, bo to tylko niedoskonali ludzie a ich działania z góry są skazane na niepowodzenie.
    Jedyne co jest pewne to pokładanie nadziei w Królestwie Bożym, bo dzięki temu już dziś można prowadzić sensowne i satysfakcjonujące życie i gromadzić „sobie skarby w niebie gdzie mól nie niszczy i rdza”
    Polecam!

  5. Rob pisze:

    no nie powiem, ciekawy wywód, ale… (zawsze jest jakieś ale:) Myślę, że to jest bardziej skomplikowane. Bezsprzecznie kluczem jest świadomość. Współczesny system ekonomiczny tak naprawdę nie ma nic do zaoferowania człowiekowi oprócz gromadzenia dóbr. Stąd jeśli wszyscy się w to zaangażują niewątpliwie prowadzi to do problemu ich dystrybucji. Współczesny system społeczny również niewiele w to wnosi, ponieważ jedyne co ma do zaproponowania to system kariery stanowiący oś główną życia jednostki (stąd praca i tym podobne rzeczy). Nawet feminizm niewiele jest w stanie wnieść w to ponieważ próbuje ograniczyć rolę kariery na rzecz zwiększonego zaangażowania w tak zwane obowiązki domowe czy rodzinne. Pozostałe rzeczy takie jak kultura, system polityczny, tradycja, religia są tylko na usługach powyższych wartości. No i pozostaje Mistrz – Jezus 😉 w słynnej przypowieści o płaceniu podatków (czy podobnych z serii wielbłąda i ucha igielnego). Sens jest prosty – świadomość zaczyna się w chwili kiedy potrafimy dla tego co jest znaleźć alternatywny lepszy wybór i podążać za nim. Zgadzam się, w dzisiejszych czasach to płynięcie pod ten ogólnostadny prąd. Ale to trochę inna bajka, choć również związana ze stanem świadomości. Parafrazując można rzecz: kiedy ceper zgubi drogę w górach, nie będzie się o nią pytał ani owiec ze stada ani psa, który pilnuje stada. Zapyta bacy, który pasie to stadko owiec. Może właściwym dziś wydaje się zadawać pytanie owym pasterzom wszelakich trzód ludzkich o to dokąd prowadzą swoje stada i co znajduje się na końcu tej drogi. A prawica i lewica? cóż skoro kiedyś skręciło się w jedną stronę, kwestią czasu jest tylko to kiedy trzeba będzie skręcić w drugą. Być może więc o wiele lepszym alternatywnym wyborem jest droga środka:)

  6. Jotazof pisze:

    Ciekawy punkt widzenia przyznaję. Nawet dzisiaj prowadziłem ożywioną rozmowę na ten temat. Szczerze? Jak patrzę na historię ludzkości to śmiem wątpić czy jest to możliwe. Ta zmiana w głowach. Tworzą się różne systemy, różnie się je nazywa ale w ostatecznym rozrachunku i tak pieniądz wygrywa nad człowieczeństwem. Zawsze.

  7. Fajny tekst Arek, we mnie raczej prawicowcu, taki skręt w lewo w sensie ekonomicznym nie budzi aż takiej odrazy jak inne pomysły lewicowców ale coś tam od siebie muszę skrytykować, jak to ja.

    Podoba mi się ten stosowany przez Ciebie eufemizm – „współpraca przy dystrybucji dóbr” – czyli mówiąc prosto: jak zabrać temu, który ma więcej bo jest zdolniejszy, bo jest bardziej pracowity lub bo odziedziczył majątek po rodzinie. Nie piszę tu celowo „bo ukradł” bo jeśli ukradł to od tego jest prokuratura. Eufemizm fajny, coś jak „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” 😉 Problem ten Arek jest stary jak świat. Jak zabrać bogatszemu kombinowali już ludzie z różnych epok historycznych i ruchów politycznych. Był Robin Hood (za komuny film z kapitalistycznej Anglii puszczany w naszej telewizji, wtedy nie wiedziałem, teraz już wiem dlaczego), dużo później Lenin a nawet taka oto postać, z którą w tym krótkim fragmencie (mam nadzieję, że tylko w tym) masz zaskakująco zbieżne poglądy. Pozwolę sobie zacytować:

    „Jesteśmy socjalistami, jesteśmy wrogami obecnego systemu kapitalistycznego, który wykorzystuje ekonomicznie słabszych, z jego niesprawiedliwymi płacami, z niesprawiedliwą oceną osoby ludzkiej według jej zamożności a nie według odpowiedzialności i rzeczywistych dokonań. Jesteśmy zdeterminowani aby zniszczyć ten system za wszelką cenę”

    (przemówienie Adolfa Hitlera z 1 maja 1927 roku)

    Że powołujesz się na Jezusa i Jego wrażliwość społeczną to bardzo ładnie tylko pamiętaj, że Jezus nie mówił „okradaj, zabieraj” – chwalił tych, co sami dają, co sami się dzielą, bez przymuszania a nie mówił „zabierz bliźniemu”..

    Czy nierówności społeczne prowadzą do wojen? Mogą lecz nie muszą. Zależy to od kultury. W Indiach nierówności są ogromne a o powstaniach tamtejszej biedoty przeciw bogatym nie słyszałem. Być może nie znam historii Indii. Brazylia? Kraj wielkich kontrastów ale wielkich powstań też tam chyba nie było. A Europa? Obecnie chyba najbardziej socjalna na tej planecie a zobacz, biedota z przedmieść potrafi plądrować sklepy, palić samochody. Co ciekawe, dzieje się to w najbogatszych państwach – nie w Mołdawii czy Polsce choć my tu zarabiamy dużo mniej niż ludzie z Europy Zachodniej. Dlaczego?

    Mój pogląd na sprawy ekonomiczne jest wyśrodkowany. Chętnie widzę pomoc państwa ale raczej w postaci ułatwienia założenia interesu, uproszczenia procedur, organizacji szkoleń. Pomoc najbiedniejszym też powinna być ale ona nie powinna być demoralizująca, nie powinna zachęcać do spędzania całego życia na zasiłku. Niektóre rzeczy, dziejące się w tej jak mówisz „skręcającej cały czas w prawo Europie” to już są lewicowe absurdy. Poczytaj sobie ten artykuł, to z „Na temat” więc żadne tam PiSiorskie czy radjomaryjne dyrdymały.

    http://lukaszgrajewski.natemat.pl/69241,zyc-i-nie-pracowac

    Zabierać bogatym trochę można ale dużo nie warto bo to zwyczajnie zniechęca do bycia pracowitym i przedsiębiorczym. Tak mi się wydaje na zdrowy rozsądek. Sam jestem biedakiem, niedługo stracę pracę, chętnie bym dostał jakiś zastrzyk finansowy ale bronię tu tych którzy mają więcej bo myślę, że tacy ludzie są najbardziej wartościowi. Stany nie stały się bogatym państwem, do którego tak wielu chce wyjechać dzięki socjalowi i tej, jak to: „sprawiedliwej dystrybucji dóbr”.

    Pozostanę zatem zwolennikiem „skrętu w prawo”.

    Pozdrawiam:)

    • arrec pisze:

      Paweł, ja sprawę widzę tak:

      Duży ultramaraton, 1000 uczestników, 80km po górach, na mecie, w bazie zawodów organizator przygotował dla wszystkich suty posiłek, pełny wypas, jest wszystko czego zmęczona dusza biegacza może zapragnąć. Plan jest taki, że każdy zawodnik może jeść bez ograniczeń.

      Pierwszy zawodnik, który wpada do bazy (niekoniecznie ten co wygrał, może ktoś, kto zszedł z trasy) wpada na pomysł aby podstawić furgonetki i zabrać wszystko dla siebie. Plan wykonuje. Brawo! Owacja na stojąco, za spryt i pomysł! Kolejni uczestnicy wpadają na metę, szukają okruchów, podnoszę z ziemi, to co tamtemu upadło, gdy w pośpiechu pakował.

      Nasze życie to dokładnie taka sytuacja. Bóg czy matka natura podstawia nam ten cały wielki posiłek, a potem wybieramy rząd, który musi to ustawić na stołach i pilnować tego aby był porządek przy konsumpcji. W dzisiejszych czasach, dzięki rozwojowi naprawdę ludzkość stać na bardzo dużo. Pożywienie i schronienie potrafią sobie zorganizować istoty o znacznie mniejszych mózgach, my potrafiliśmy sobie zorganizować znacznie więcej. Tylko ktoś to zabiera furgonetkami.

      Nie uważam, że „równe racje” to najlepsze rozwiązanie. Otwarty bufet to moim zdaniem dobry pomysł. Niech najszybsi wyjadają najlepsze frykasy, daje tą pewną motywacje do szybszego biegu (pełen wybór i brak tłoku na bufetach – obaj to znamy z maratonów) – ale otwarty do pewnych granic. Możesz zjeść więcej, możesz mieć większy wybór, ale nie możesz tego wszystkiego zabrać. Muszą istnieć pewne granice, pewne korekta moralna/etyczna/prawna do prawicowej zasady „winner takes it all”.

      Załóżmy, że obaj startowaliśmy w tym ultramaratonie, i obaj na mecie zostaliśmy bez posiłku, ja pisząc ten tekst, krzyczę do organizatorów, że bardzo marnie wyszło z tym posiłkiem, marnie, że pozwoliliście tak to rozdysponować, na przyszłość chce aby bufet nie był tak rozkradany. Ty uważasz, że jest ok. Ważne, że przedsiębiorczość działa…

      Myślę, że nie uważałbyś tak na mecie tego biegu. Walczyłbyś o swoje prawa. Nie mówiłbyś, że nie możemy naruszać prawa własności tego, co to wszystko wziął, bo czułbyś, że to Twoje prawa zostały naruszone.

      Dlaczego nie uważasz tak odnośnie sytuacji życiowej? Ponieważ nie czujesz, że masz takie prawa. A moim zdaniem masz. Wszyscy urodziliśmy się nadzy i nago umrzemy, wszystko tylko użytkujemy na podstawie praw stworzonych przez nas samych. Ludzkość mogłaby dzielić dobra na podstawie wzrostu, koloru oczu, albo szybkości w bieganiu (ale byłbyś bogaty!!!), dzieli jednak w inny sposób, który jest tylko jednym z wielu. Jeśli nie działa zbyt dobrze, bo ktoś zabiera cały bufet to należy to korygować.

  8. No nie wiem Arek, mam mieszane uczucia. Przykład który podajesz oczywiście do mnie trafia ale to chyba nie jest tak ze światową gospodarką. Poza tym ci najbogatsi to chyba nie trzymają tych pieniędzy w piwnicy. To jest olbrzymi majątek ulokowany w firmach w zakładach pracy, w których ktoś pracuje i zarabia na życie. To nie są pieniądze, które gdzieś leżą bezczynnie. Tak mi się wydaje.

    Z jednej strony podoba mi się Twoja chęć pomocy biedniejszym (chyba że chcesz dla siebie tę kasę, którą uda się skroić krezusom 😉 ) a nie podoba mi się to pogłębianie przepaści pomiędzy bogatymi a biednymi. W tym punkcie się zgadzamy. Z drugiej jednak strony odpycha mnie wizja pomysłów lewicy, która jak to lewica w typowy dla siebie sposób zabierze bogatym po to by dać biedocie, która to przeje, przemieli, wydali i dalej nic nie będzie miała. Boję się że lewica wydala by zaraz te środki na różne bzdurne programy wyrównywania szans lub wprost na demoralizację społeczeństwa i pochwałę nieróbstwa tak jak robią Niemcy z tym Hartz IV.

  9. Franek pisze:

    Żadna partia przy korycie nie jest wstanie gdziekolwiek skręcić. Realną władzę mają banki i koncerny:
    http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/bezprzewodowy_czip,p1432107774
    http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/ue_nakazalo_montowanie,p118940855

  10. Andrzej pisze:

    Pasja vs praca i Idee vs rzeczywistość. Pięknie piszesz o ideach, niestety historia pokazała jakie są skutki wprowadzania idei w życie. Jak już któryś z wcześniejszych komentatorów zauważył to co sprawdza się świetnie w małej grupie w dużej już nie działa. Nie ma tu znaczenia czy ktoś ma prawicowe czy lewicowe poglądy, tym bardziej, że w naszym kraju te kategorie są całkowicie pomieszane. Każdy system dystrybucji dóbr funkcjonuje w oparciu o zasady i ludzi te zasady realizujących. Nawet najlepsze zasady mogą zostać wykorzystane do indywidualnego wzbogacenia się i tworzenia różnic. Zerknij proszę na polityków – czy widziałeś biednego polityka lewicowego? Prawicowego też to dotyczy. Prawie każdy propagujący „sprawiedliwy podział dóbr” myśli: „rozdać biednym ale najpierw ja”. Jak przeprowadzić sprawiedliwą dystrybucję dóbr „po równo” czy „według zasług”. kto ma to oceniać, komu się będzie chciało uczciwie pracować?
    Im więcej państwo rozdaje tym więcej zabiera i wbrew idealistom twierdzącym, że trzeba zabrać bogatym, i tak pieniądze bezpośrednio lub pośrednio są zabierane tym przeciętnym. Obłożysz bogatego większym podatkiem to zabierze premie pracownikom, zwolni część ludzi, podniesie ceny albo przeniesie biznes do raju podatkowego. I tak wyjdzie na swoje
    Chciałbyś rozwiązań systemowych ale w pewnym sensie sam przyznajesz, że skuteczne są tylko rozwiązania indywidualne, większa świadomość, minimalizm. Kraje skandynawskie nie są efektem wprowadzenia jakiejś genialnej rewolucyjnej reformy społecznej lecz wynikiem połączenia gospodarki rynkowej z ewolucją w mentalności społeczeństwa, być może religijne korzenie w tych krajach tez mają jakieś znaczenie.

    • arrec pisze:

      Andrzeju, zgadzam się z Tobą. Poza jednym odniesieniem do mojego wpisu. Nie w pewnym sensie, ale całym sensem tego artykułu piszę, że skuteczne są tylko rozwiązanie indywidualne, większa świadomość.

      To mentalność społeczeństwa jest najważniejsza, szalone bogacenie ma w wielu krajach (w tym Polsce) przyklask społeczny. Nie tylko jest na to zgoda, ale i jeszcze nagroda, zaszczyty. Zamiast myśleć „jaki jest sens takich nierówności?”, „Co ma w głowie, osoba, która chce mieć sto razy więcej, tysiąc razy więcej, milion razy więcej niż przeciętny obywatel?”. Myślimy: „brawo! ale zaradny”

      Gdyby mentalność była inna, to zapewne też pojawialiby się ludzie z niepohamowaną chciwością, tak samo jak pojawiają się mordercy pomimo niezbyt dobrego społecznego PR-u, ale byłoby ich mniej, i nie byłoby tak, że prawie każdy chciałby być takim mordercą. Gdy byłem w Norwegii to usłyszałem, że gdyby sąsiad nagle kupił sobie mercedesa, luksusowy jacht, czy coś takiego to wszyscy w naturalny sposób by zaczęli się martwić o niego. A było to w społeczności nawet jak na Norwegię dobrze sytuowanej, mieszkającej na urokliwej wyspie. To podejście jest dla naszej mentalności tak inne, że bardzo ciężko jest poczuć dlaczego by się martwili. Ja, gdy słuchałem to to poczułem. Może w Polsce byśmy to poczuli, gdyby nasz przyjaciel, czy brat lub siostra nagle zaczęli obwieszać się ogromną ilością złotych łańcuchów. Tylko nie byłby to strach o jakieś gangsterskie sprawy (bo załóżmy, że mamy pewność, że to nie wychodzi w rachubę) tylko taka troska: „co mu się stało? z czym ma problem? czego się boi? przed czym ucieka?”.

      Mój tekst jest głównie o tym, że gigantyczne nierówności ekonomiczne są patologią. Nie służą ani społeczeństwu, ani ekonomii, ani naszej psychice. Zresztą na podstawie dyskusji zauważam, że czy lewica i prawica ekonomiczna na równi widzą to zło i patologie wielkich nierówności. Inaczej diagnozowane są przyczyny (za dużo lub za mało wolnego rynku).

    • Andrzej pisze:

      Może problem tkwi w sposobie oznaczania pozycji społecznej? Kiedyś by otaczano człowieka szacunkiem wystarczała jego wysoka przydatność społeczna: świetny łowca, zapobiegliwy rolnik, sprawny wojowniki czy też współcześniej dobry lekarz, nauczyciel, rzemieślnik. Obecnie etos większości otaczanych szacunkiem zawodów zniknął, wykształcenie stało się niewiele znaczącym punktem w CV. Zostało tylko to co materialne i ze sobą powiązane kasa, władza, sława.
      Oczywiście jeszcze jest to co indywidualne – rozwój, świadomość, jakieś duchowe szlachectwo ale to raczej nie jest zależne od skrętu w tę lub inną stronę, dróg jest wiele.

    • Mirek pisze:

      Protestanckie korzenie Skandynawów mają chyba duże znaczenie zwłaszcza jeżeli chodzi o podejście do pracy, etykę pracy. Zmiany społeczne na wielką i ogromną skalę, rewolucje społeczne czy uszczęśliwianie Wszystkich nie sprawdzają się – prowadzą na manowce (za Karlem R.Popperem)

  11. Joasia pisze:

    Wbrew pozorom lewica wcale nie ma się dobrze (poparcie społeczne) bo większość wie że z rozdawnictwa na dłuższą metę nic nie będzie dobrego.

  12. Czytelnik pisze:

    To się nie udawało w przeszłości (patrz https://en.wikipedia.org/wiki/Tragedy_of_the_commons) i nie sądze żeby udało się na dłuższą metę w przyszłości. Moim zdaniem zawsze będziemy zbaczać w prawo, jedynie gdy się sprężyna zbyt mocno naciągnie, to gwałtownie odbijemy w lewo.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s