Plan ABC

Będzie prywatnie i będzie o sportach wytrzymałościowych. W pierwszym kwartale roku 2017 nie byłem w formie. Blado wypadało porównanie z rokiem 2016. Bieganie jest  precyzyjne w podawaniu mocy silnika. Wiosną 2016 rekord w maratonie (2:52) i półmaratonie (1:19). Być może liczby to tylko liczby, ale wyniki przekładały się na moje samopoczucie. W 2016 ogień w oczach, nastawienie dajcie mi przeszkodą, a ją przeskoczę. Na początku 2017 przeszkody mogły mnie zainteresować jedynie jako wygodne oparcia dla zmęczonych pleców.

W planach startowych miałem dwie imprezy, maraton w kwietniu i pierwszy pełny ironman w czerwcu. Obie zaklepane jesienią 2016 roku. Maraton okazał się dramatem. Biegłem spokojnie, daleko od najszybszych biegów, a i tak zabrakło mi paliwa. Słaba forma została potwierdzona.

Niedługo po maratonie pojawiły się dwie propozycje prosto z kosmosu. 430km rajd przygodowy oraz 1800km rowerem. Oczywistą odpowiedzią było „nie”. Arek jest flak, Arek nie jest w formie. Jednak głowa pomyślała przewrotnie, coś za coś, skoro nie mam szybkości, to może mam wytrzymałość. Rok 2017 rokiem wytrzymałości? Długo, wolno, uporczywie. Tak powstał mój plan ABC.

  • A: 430km – rajd przygodwy – najdłuższy w jakim brałem udział
  • B: Pierwszy pełny Ironman
  • C: Ruska – czyli 1800 km przez Finlandię, od morza Bałtyckiego do Oceanu Arktycznego

Dzisiaj mogę ogłosić, że się udało 🙂

A. Rajd Przygodowy. Pełny opis można znaleźć na stronie Napieraj: RAJD 360. 59 GODZIN WDYCHANIA PODKARPACKIEJ AURY.

B. Miało być triathlonem, ale rozrosło się do B1, B2, B3, B4, B5, B6. I tu jedna z tych małych B nie wyszła, ale po kolei:

B1, czyli Krwawa Pętla, o której powstał mój tekst do Magazynu ULTRA #12 pod tytułem „Biegacz to Święta Krowa, czyli Krwawa Pętla” – dostępny tylko w wersji papierowej. Krwawa Pętla to 255km, z czego około 190km na rowerze i 65km biegiem. Brzmi groźnie, ale dla mojego zespołu, była to już trzecia Krwawa, wiedzieliśmy jak to rozegrać. W tym roku mieliśmy sponsora, także podziękowania dla Nike Trail Team.

B2, czyli to właściwe „B” z mojego planu, czyli Triathlon, czyli Ironman w Poznaniu. Ciekawostką jest fakt, że zrobiłem Ironmana tydzień po Krwawej Pętli, z pełną świadomością, że mięśnie nie mają szans na regenerację. Ba! Godząc się na udział w Krwawej, cieszyłem się terminem, będę miał alibi. W Ironmanie nie bałem się dystansu, bałem się siebie. Triathlon to dziwny sport. Nie ma tu rzeczy, które najbardziej lubię w sportach wytrzymałościowych, widoków, nowych miejsc, eksplorowania. Trasa to najczęściej pętle. Można to nazwać „wycieczką w głąb siebie”, we własne ciało, w możliwości mózgu do negocjacji z ciałem. Tak ja to odbieram. Nie widzę sensu zaliczać triathlonów rekreacyjnie. Jak już zwiedzać siebie, to na maksa.

Mój romans z triathlonem jest flegmatyczny, jedna randka w roku, zawsze dystans półironman. Nieco mniej niż 5 godzin dawania z siebie wszystkiego. Wiem, że mogę. Wiem, że potrafię. Kwestia urywania kolejnych minut. Jednak Ironman to 10 godzin. Czy mogę katować ciało na maksa przez 10 godzin? Na pewno nie! Trzeba założyć bufor, margines, submaks. Tylko jaki? Środowisko ma tendencje to wyznaczania standardów, dla ironmana czas poniżej 10 godzin to jest to coś. Przyjaciel Szymon wykłada mi to wprost na komunikatorze „.. dla nas rajdowców zrobienie IM to nie jest wyczyn, zrobienie poniżej 10h to już owszem”.

Realnie oceniając swój poziom, wiem, że to złamanie 10 godzin jest możliwe. Tylko trzeba się bardziej przyłożyć do treningu pływackiego, no i naprawdę dać z siebie wszystko. Nie chciałem próbować, chciałem mieć łatwiejszy cel, np 11 godzin. Żeby hamulce działały sprawniej do zmęczenia po Krwawej Pętli dodałem jeszcze 6 mocnych piw w Ministerstwie Browaru wieczór przed startem.

Wynik: 10:20. Ironman zdobyty. Pewnie dalej utrzyma się flegmatyczny status mojego triathlonowego związku. Ironman ani nie polepszył, ani nie pogorszył sprawy. Głodu starczy na jeden start w 2018. Pół czy cały? Nie wiem. Zadecyduje impuls. Czy było ciężko? Było. Zaczynać maraton z wielką kolką na pierwszym kilometrze nie jest łatwo. Pływanie, pomimo, że dwa razy dłuższe niż najdłuższe w moim życiu przeszło gładko. Rower zacząłem spokojnie (zasada 11 godzin), potem przyspieszałem, miałem duże zapasy mocy. 180 kilometrów też gładko. Prawdziwa rzeźnia to bieg. Nie dość, że nudy, osiem razy wokół poznańskiej Malty, to ciało po 5 godzinach w jednej pozycji na rowerze bardzo niechętne do zmiany zabawy. Trzeba trenować tak zwane zakładki, czyli bieg po długim rowerze. Półironman jeszcze brak treningu wybaczał, 500 metrów i puszczało. Na pełnym ironmenie nie puściło od metra numer 1 do metra numer 42195.

Na każdej pętli były 3 bufety. Już na pierwszym bufecie zdecydowałem się przerwać bieg i 100 metrów przespacerować. Liczyłem na to, że kolka trochę odpuści. Potem robiłem to samo na każdym z bufetów. Biegłem szybko, non stop wyprzedzałem, ale moje wyprzedzanie przez fragmenty chodu było zabawne. Musiałem wyprzedzać ludzi po 5 razy, zanim naprawdę wyprzedziłem. W jednym miejscu pętli stała obca mi grupa kibiców, która krzyczała, że wyglądam na rekordowo mało zmęczonego, że mam taki lekki bieg. Pomyślałem, że każdemu tak krzyczą, ale na kolejnej pętli, rozpoznali mnie i krzyczeli „o pan lekki bieg”. Moja zmęczona głowa, zaczęła obserwować towarzyszy i dochodzić do wniosku, że rzeczywiście bardziej charczą i cierpią. Myśl, że wcale nie lecę na granicy zgonu nie dodała mi szybkości, ale zrezygnowałem z planów spacerowania ostatnich kilometrów do mety, kiedy byłem już pewien, że 11 godzin mam w kieszeni.

Na trasie biegowej Ironmana

B3 – Rajd Przygodowy Navigatoria. Na fali udanej 430-kilometrowej imprezy w Przemyślu wziąłem udział jeszcze w jednej 4-osobowej zabawie. O rajdzie przygodowym należałoby napisać sto razy więcej niż o triathlonie. Każda minuta na rajdzie jest 10-krotnie bardziej intensywna, a minut też na ogół jest więcej. W okolicach Gniewina (woj.pomorskie) było ich dokładnie 1500, czyli 24 godziny i 40 minut. Dystans to 250 kilometrów. Prawie dwa razy mniej niż „A” z mojego planu ABC, ale i tak dostałem solidnie w dupę. Za długi już ten tekst, nie będę opisywał rajdu, może tylko jedna impresja. Kajak na środku jeziora Żarnowieckiego, bezchmurna noc i piękny księżyc. Czuję się jak na scenie w teatrze, udajemy, że płyniemy, tak naprawdę stoimy w miejscu, a z góry świeci na nas reflektor. Z jeziora wypływamy w rzekę Piaśnicę, bezchmurna noc zamienia się w mglisty poranek, znowu magicznie. Do morza dopływamy idealnie na wschód słońca – brak słów.

B4 – Rajd Kurierów Tatrzańskich – wyścig rowerowy dookoła Tatr

200 kilometrów rowerem szosowym nie jest wielkim wyczynem. Jednak zawody wskakują do wyliczanki przez pogodę. Lało tak totalnie, że jadąc na start byłem pewien, że impreza będzie odwołana. Start odbył się normalnie. W głowie nadzieja, że może zaraz przestanie. Rower szosowy to inne odczucie zimna i wilgotności. Na zjazdach przy 50-60km/h ulewa kradnie z pieca ostatnie iskierki ciepła. Pierwsza godzina, może przestanie, druga godzina, może przestanie, trzecia, czwarta, piąta, ciągle ta sama nadzieja. Na początku szóstej przestało. 5 godzin totalnej ulewy. Moje przekonanie ile mogę znieść przesunęło się znacznie tego dnia. Na asfalcie było non stop po kilka centymetrów wody. Potem nagle się rozpogodziło i ostatnie 2 godziny w pełnym słońcu.

Dodam jeszcze, że były to najlepiej zorganizowane zawody w moim życiu. Bardzo niskie wpisowe, doskonała atmosfera, luźne podejście, pełno pysznego jedzenia i picia (czeskie piwo!). Bardzo polecam! Na dodatek zawody opuszczam z pucharem wykonanym przez lokalnego artystę. Byłem trzeci w kategorii wiekowej „średnich”, były też kategorie „młodzi” i „starzy” 🙂

Puchar za 3 miejsce

B5 i B6 – Chudy Wawrzyniec i Ultrajanosik, czyli bieganie Ultra

Bieganie Ultra to przepiękny sport. Biegałbym dużo więcej długich dystansów po górach, gdyby nie jeden mankament mojego ciała – alergia na zbiegi. Jak czytam w opisie trasy Chudego Wawrzyńca, że na koniec jest przyjemny 15-kilometrowy zbieg to mam ciarki. Moje ciało jest w stanie bezboleśnie zbiec z jednej góry, drugi zbieg to już katastrofa. Co, ciekawe uwielbiam podejścia. Jesienią 2016 wystartowałem w Eliminatorze. Zawody to 2,5 kilometrowe super strome podejście pod Czantorię. Startuje 200 osób, w pierwszej turze odpada 50, potem jest drugi wyścig, odpada kolejne 50. W trzeciej turze jest 100 zawodników, do finału wejdzie 50, dostaną opaskę „Super Hero”. Ścigam się o awans z czterokrotnym mistrzem olimpijskim w chodzie, mi udaje się awansować do finału, jemu nie. Mam moc aby ścigać się pod górę, ale z góry nie mam. Wiem, że dużo osób cierpi na zbiegach, ale nie znam nikogo kto cierpi aż tak, nie znam też nikogo z taką dysproporcją mocy w biegu pod górę i z góry. Jeśli ktoś ma dla mnie mądrą poradę to proszę o komentarz.

Na Ultra biegi wyciąga mnie mój biegowy przyjaciel Marcin. Założył swoją stronę, dzięki temu nie muszę się wysilać się na pisanie.

Tutaj opis Chudego Wawrzyńca. A tutaj Ultrajanosika. Marcin na biegi zawsze bierze kamerkę, potem robi naprawdę fajne filmiki, w treści są linki.

Mała dygresja do Ultrajanosika. W opisie Marcina znikam na 63 kilometrze. To jedyna impreza, która nie wyszła. Nie było jej w początkowym planie ABC, a być powinna, bo okazała się najtrudniejszym biegiem ultra w moim życiu. Myśląc, że to kolejne, zwyczajne ultra zbagatelizowałem zawody. Nie szykowałem się mentalnie, miałem trudny tydzień przed zawodami, policzyłem, że od wtorku do piątku średnio ponad 6 godzin jazdy autem. Bezpośrednio po zawodach miałem znowu 5 godzin jazdy w niedzielę i kolejne 5 godzin w poniedziałek bardzo rano. Spodziewałem się, że impreza zajmie około 16 godzin, zabrałem ze sobą synów, z którymi chciałem spędzić trochę czasu. Gdy okazało się, że czas zawodów wyniesie sporo więcej, nawet 22 godziny, uciekłem z trasy w miejscu, gdzie było tylko 6km do naszego hotelu. O 21.00 w sobotę byłem już na pizzy z synami, a Marcin zwalił się do pokoju z medalem i miną „pokonałem bestię” o 05.00 rano w niedzielę. Przez dwa dni byłem pewien, że postąpiłem rozsądnie i odpowiedzialnie, jednak potem urażona ambicja przystąpiła do ataku.  Miałem okazję na obserwację mrocznej strony siebie.

C. Czyli Ruska. Czyli 1800km na rowerze szosowym przez całą Finlandię.  Mija już prawie miesiąc od mety Ruskiej, a nie odzyskałem jeszcze sprawności …palców. Ruska okazała się największym testem dla dłoni. Oba moje palce serdeczne serdecznie wspominają Ruską. Są odrętwiałe jak po znieczuleniu.  Ten tekst, miał być  wstępem do opisu mojej fińskiej przygody, ale tak się rozrósł, że danie główne w kolejnym odcinku 🙂

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pasyjne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Plan ABC

  1. franeqblog pisze:

    Gratuluję wpisu. Wciągnął mnie, pomimo, że pisałeś go bez dwóch palców 🙂
    A, tak między nami – „monitorujesz” stan swojego zdrowia, chodzi mi głównie, o serce, a pytam bo stojąc na progu „40” widzę coraz bliżej siebie „linię zgonu” 🙂 ale może to tylko jakieś psychiczne omamy.

    • arrec pisze:

      Dzięki! Miałem wrażenie, że jedyna osoba, która da radę przełknąć tekst to ja za 10lat. I to tylko pod warunkiem nostalgicznego nastroju 🙂 Naprawdę dzięki za miły komentarz!

      A odnośnie monitorowania stanu zdrowia, badań okresowych itd to jestem abnegat. Mam też wrażenie, że jako społeczeństwo popadliśmy w przesadę, a nawet przekroczyliśmy granicę pożyteczności badań. Oczywiście statystycznie wyjdzie, że badania są korzystne, wczesna wykrywalność itd, ale ja wierzę w aspekt duchowy, siłę mózgu do kreowania rzeczywistości, zbytnia koncentracja na chorobach tworzy choroby, coś a la odwrotne placebo.

      Poza tym mam staroświeckie przekonanie, że jak wpadniesz w szpony systemu to ciężko będzie się wydostać, tu wyleczą, a tam rozdrapią. Widzę to jako biznes, który chce zarobić, czyli robić z człowiekiem jak najwięcej. Jak to powiedział pewien pisarz wszyscy jedziemy autobusem na plac egzekucji, nie ma się, co denerwować czy autobus dojedzie 5 minut wcześniej czy później, szkoda życia. Nawet mój wegetarianizm (o którym nie wspomniałem cały tekst, w stylu „zrobiłem, a nie jem mięsa” – brawo Arek) to nie jest w żadnym stopniu związany ze zdrowiem, zdrowie zyskuje przy okazji. Dla mnie ważniejsze jest wygoda, ciekawsze smaki, lepsze samopoczucie.

      Oczywiście przy ekstremalnych wysiłkach często mam różne dziwne bóle, czasem nie wiadomo czy to serce czy płuco – zawsze działa jedna metoda „fuck it”. Zaraz przestanie. Zresztą na samych zawodach to się zdarza i człowiek uczy się tym nie przejmować, biegniesz sobie ultra, 70-ty kilometr i nagle masz jakiś dziwny ból w pięcie, boli na maksa, myślisz co to?!, coś pękło, coś się obiło, ale w końcu mówisz „pieprz się pięto” i podziwiasz mgłę w dolinie, a pięta po chwili rzeczywiście się pieprzy, obrażona robi zwrot i więcej się nie zgłasza 🙂

  2. franeqblog pisze:

    Czyli, to tylko „demon strachu” … Dzięki za egzorcyzm! 🙂

  3. Hej
    Też przeczytałem 🙂 Bardzo ciekawe życie prowadzisz. Fajne jest to że te przygody i ten styl zycia jest po prostu dostępny i że każdy może, tylko nie każdy ma świadomość. Dodam, że oglądałem wszystkie zdjęcia na stravie i bardzo podobała mi się też Twoja wyprawa na Ukrainę. Wiedz, że kilka lat temu zainspirowałeś mnie tym tekstem o pakowaniu roweru – zorganizowalem ortlieba, odkurzylem bicykl i sie wreszcie ruszylem. Juz czekam na wpis o ruskiej.

    Zobaczyłem też niedawno Twoją mapę na veloviewer – Imponujące.
    Powodzenia dalej i pozdro.
    B

  4. Wow. Mocarz jesteś. Gratuluję! Jak Ciebie znaleźć na Stravie?
    Pozdrawiam

    Ps. Dziś coś ciekawego mi wpadło a pros Twojego przezwyciężania bólu i dyskomfortu –
    https://www.facebook.com/plugins/video.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2FBigThinkdotcom%2Fvideos%2F10155039397938527%2F

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s