Życie życiówki i vege kąpielówki

Dziewięć lat temu zrealizowałem marzenie przebiegając półmaraton z czasem poniżej półtorej godziny. Dokładnie 1:29:50.  Nie lubię celów i krytykuję filozofię dążenia do celu, a jednak wychodzi na to, że jeśli celuję to trafiam precyzyjnie. W niedzielę na Półmaratonie Warszawskim złamałem kolejną barierę.  Tym razem godziny i dwudziestu minut. Mój wynik to 1:19:49. Zapraszam na kilka zdań niezdrowej podniety nad samym sobą.

Przede wszystkim jak zwykle roślinki. Do wszystkich ludzi myślących konserwatywnie albo wolno (jak zwał tak zwał) powinienem raz na miesiąc pomachać i powiedzieć „hej, jestem tu, ciągle żyję, a nie jem zwierząt”,  po czym pomachać ponownie „hej, a może  nie musimy zabijać sympatycznych istot dla potrzeb naszych żołądków”. Skoro mogę powiedzieć, że nie tylko żyję, ale coraz szybciej biegam to zrobię to. No to macham. Mój poprzedni rekord półmaratoński wynosił 1:21:58. Byłbym szczęśliwy gdybym odjął sekundę.  Stary rekord padł w fantastyczny dzień. Wszystko wyszło perfekcyjnie, bieg marzenie. Poprawiłem wtedy trzyletni rekord o 26 sekund. Niewiele więcej wydawało się możliwe. Może gdybym zgłupiał do reszty i poczytał o planach treningowych. Może gdybym pił mniej niż trzy piwa dziennie. Może gdyby kiedyś coś bardziej, to wtedy może tak jakby poniżej.

W niedzielę, 3 kwietnia 2016 stanąłem na starcie po bardzo wesołej i męczącej sobocie, spałem mniej niż 4 godziny. Nie wierzyłem, że mogę powalczyć o nowy rekord, ale spróbować można. Od początku było szybko, lekko i przyjemnie.  Ani przez moment nie czułem spadku sił albo kryzysu. Około piętnastego kilometra zacząłem kalkulować czy próbować pobić 1:20, czy też zaspokoić się nową życiówką. Umysł wybrał wariant pobij o trochę, dawkuj przyjemność. Inaczej mówiąc lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu (niezbyt vege porównanie). Bałem się, że będzie bardzo blisko 1:20, będę musiał zrobić dziki sprint do mety a potem zostanę jeszcze z 1:20:01 na wieczne lata. Próbowałem zwolnić, ale nie za bardzo to wychodziło i finalnie władowałem się w dziki sprint do mety.  Na szczęście udało się coś, co kiedyś wydawało się absolutnie nieosiągalne.

remiZostańmy na moment przy wieściach z mojego świata vege. Mój słynny brat ksiądz dalej nie je mięsa. Dalej nie robi z tego filozofii. Dalej mówi, że może kiedyś wróci do mięsa. Jednak póki, co ma mniejszy brzuch niż ja, co nie jest aż tak trudne do osiągnięcia, ale mimo wszystko bardzo, bardzo mnie zaskoczyło. Miesiąc temu widzieliśmy się w kąpielówkowych okolicznościach  i mój brat był wyraźnie chudszy. Na dodatek twierdzi, że ostatnio niewiele się rusza. Wychodzi na to, że mamy rodzinnie bardzo złą tolerancję dla toksyn mięsnych. Niektórzy lepiej mięso tolerują i po 30 roku życia nie zamieniają się w spasione misie. Najczęściej jest to jednak przesunięte w czasie do 40 roku życia, do 50 życia. Na zdrowej diecie roślinnej spasiony miś się po prostu nie pojawi.  A jeśli się pojawił wyhodowany na mięsku to przykład mojego brata pokazuje, że można go łatwo zniknąć.

Moja waga startowa to ciekawe zagadanie do dyskusji biegowych. Nie jestem teraz super szczupły. To są różnice kilograma lub dwóch, ale to się czuje podczas biegu. Mimo wszystko biegowo czuję się znakomicie. Może to kwestia adaptacji. Biegam już trzynasty rok, czwarty rok nie jem już mięsa. Coraz skuteczniej ograniczam też nabiał i jajka. Boję się, że wyniku 1:19:49 już nigdy nie poprawię, ale upatruję kolejną szansę w pełnym weganizmie. Oczywiście wiem, że to kwestia wiary. To mój umysł wierzy w moc diety wegetariańskiej. Wierzy też, że gdy uda mu się porzucić ser to będzie dużo silniejszy.  Słyszę czasami historie „próbowałam vege, ale źle się czułam”. To wiara. Umysł. Lata indoktrynacja, że mięso jest wartościowe i niezbędne. Umysł potrzebuje faktów przeciwstawnych. Ale są dostępne całkiem treściwe. Światowa Organizacja Zdrowia wpisała mięso przetworzone do najwyższej grupy rakotwórczej, razem z papierosami i azbestem. Badania pokazują, że mięso oprócz ryzyka chorób i cierpienia zwierząt nic szczególnego nam nie daje.

arekMoże jeszcze trochę o bieganiu. Dlaczego tak się podniecam półmaratonem? Bo to mój ulubiony dystans. Nie wiem dlaczego. Nie za długi, nie za krótki. Czy wynik 1:19:49 jest aż tak dobry? W porównaniu do profesjonalistów, beznadziejny. Zdążą skończyć i obejrzeć serial.  Ale jak na amatora to dość szybko. Na Półmaratonie Warszawskim dało to miejsce 120 na 13 tysięcy ludzi. Czyli mieszczę się w 1% najszybszych. W 2013 roku byłem trzeci na 400 osób w półmaratonie Nocna Ściema w Koszalinie z czasem 1:25. Gdybym wtedy pobiegł 1:19 to bym wygrał. Czyli można z takim czasem powalczyć na małej, ale ciekawej imprezie.  Dlaczego tak się podniecam biciem życiówek? To pierwsze wejście na Mount Everest w prywatnej skali. Sprawdzenie czy się da. Obalenie granic. Zapewne nie każdego to rusza, ale dla niektórych to fajna zabawa.

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pasyjne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Życie życiówki i vege kąpielówki

  1. Bartek Las pisze:

    Arek! Jestes bardzo skromny- taki wynik jest na granicy zawodowcow… masakra. Chociaz nie biegam polowek , to mysle, ze 1.35 jest dla mnie maksymalna granica, na razie. A Ty juz bys zaliczyl Teleexpress 🙂
    Poczytaj „Biegaj i jedz” Scotta Jurka , jesli jeszcze tego nie robiles, moze Cie zmobilizuje .
    Jeszcze raz chapeau bas!!!

  2. Wynik świetny i nie bądź taki skromny, na pewno jego osiągnięcie kosztowało Cię mnóstwa pracy i wysiłku.

    Trzymam kciuki za dalszą wytrwałość.

    Ja w ten sam dzień pobiegłem w Berlinie półmaraton i też zrobiłem życiówkę, ale do Ciebie nie mam się nawet co równać, bo nabiegałem ledwie 1:32,35 😉 Ale i tak mam radość.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s