Rozpłakani ze strachu

Jezuita Anthony DeMello opowiadał, że wszystkie złe emocje można sprowadzić do strachu. Agresje, złość, nienawiść, ignorancja wypływają z serca, które się boi. Świadomość tego faktu może zmienić nasze życie dwutorowo. Odnośnie samego siebie, gdy próbujemy pracować nad własną złością, to tak naprawdę powinniśmy zrozumieć własny strach. Zadać pytanie „czego się boję?”. Drugi tor to stosunek do otaczających nas ludzi. Zamiast wiedzieć złych, agresywnych, nienawistnych ludzi można zobaczyć ludzi, którzy się boją, ludzi którym trzeba pomóc.

Taką postawę prezentował Jezus, udowodnił, że na agresję nie trzeba odpowiadać agresją, należy potraktować ją jak wołanie o pomoc. „Tak strasznie się boję, proszę pomóż mi” to jest komunikat, który przekazuje grupa wyrostków spod bloku. To jest komunikat, który prezentuje prawica wystraszona napływem uchodźców.

Europa jako rodzic musi zaopiekować się dwójką dzieci, rozpłakanymi ze strachu prawicowcami i tonącymi w morzu uchodźcami. Europa traktuje prawicowców jak starsze dziecko przyłapane podczas bójki rodzeństwa. Na początku ratuje się młodszą latorośl przed byciem bitym, a starsze dostaje burę, niezależnie co było przyczyną bójki. Takie podejście uczy młodsze dziecko sprytnych manipulacji, a starsze staje się rozżalone i coraz bardziej agresywne. Gdy postawić odwrotną radę, niech starsze zleje młodszego, ustali się między nimi odpowiednia hierarchia i będzie porządek, to też spowoduje to wiele wypaczeń. W wychowaniu nie ma jednego dobrego kierunku, trzeba zmieniać, skręcać raz w prawo, raz w lewo.

Nie rozumiem strachu przed uchodźcami, ale rozumiem, że jest ogromny strach w dużej części społeczeństwa. I trzeba się nad tym pochylić, nie w sposób oskarżycielski, tylko wyrozumiały. Pomyśleć na przykład o przyczynach. A tu mamy media, które najlepsze wyniki osiągają gdy sieją strach. Dlatego sieją na potęgę. Politycy też osiągają sukcesy gdy sieją strach. Generalna zasada jest taka, że strach daje władzę i świetnie podporządkowuje ludzi. Trzeba ostro i odważnie walczyć ze strachem.

Wiele osób snuje wizje, że cywilizacja zachodnia jest w okresie schyłkowym. Fatalistyczne tezy oczywiście również wynikają ze strachu. Moja opinia jest taka, że potencjał rozwoju jest ogromny. Aktualne przeszkody są spowodowane tym, że rozwój jest zbyt szybki i wiele osób nie nadąża. Mamy erupcję konserwatyzmu w różnych postaciach. Można krzyczeć, że konserwatyzm nas zniszczy, można krzyczeć, że konserwatyzm nas uratuje – ale warto zauważyć, że to tylko korekta szybkości rozwoju. Nawet PIS w Polsce, które z całą pewnością można określić jak konserwatywne hamowanie nowoczesnych zapędów tylko kosmetycznie zmienia sposób życia w dzisiejszej czasach. Sprawy toczą się swoim biegiem.

Moim zdaniem ludzkość staje się lepsza, i tak jak dzisiaj możemy powiedzieć, że życie było bardziej barbarzyńskie sto lat temu, a jeszcze bardziej barbarzyńskie pięćset lat temu, tak za kolejne sto lat, nasze czasy będą widziane w barbarzyńskich barwach. My możemy myśleć jak oni żyli w tym średniowieczu z wszechobecną śmiercią, brutalnością, odorem, tak z całą pewnością będą myśleć w przyszłości o nas. Może być lepiej i będzie lepiej. Piękny przykład to stosunek do zwierząt. Kiedyś podmiotowych praw nie miał człowiek z sąsiedniego kraju, czy z sąsiedniej wioski. Można było urządzić krwawe tortury i śmierć na ryneczku i większość nie widział w tym, nic złego. Jakiś obcy, kto by się przejmował. Na pewno byli też tacy, którzy się przejmowali, których bolało serce. Potrzeba było wielu lat, aby większość dotarła to takiego poziomu. Odnośnie podmiotowego traktowanie zwierząt wypowiadały się wielkie mózgi wyprzedzające epokę, Leonarda da Vinci nie jadł mięsa, Albert Einstein nie jadł mięsa. Teraz taka postawa staje bardziej powszechna.

W Zoo Cinncinati do fosy wybiegu dla goryli wpadł czterolatek. Goryl podszedł do dziecka, obejrzał, zaniósł w róg wybiegu i zasłonił własnym ciałem. Potężna bestia nie zrobiła dziecku żadnej krzywdy. Goryl, który ma układ pokarmowy prawie identyczny jak ludzki to oczywiście weganin i pewne jest, że nie chciałby dziecka zjeść, nie jesteśmy jednak w stanie ocenić zamiarów ogromnej bestii. Obsługa Zoo zastrzeliła goryla, aby nie wystawiać dziecka ani na sekundę dodatkowego ryzyka, uśpienie nie byłoby natychmiastowe.  Ja nie wiem jakbym zachował się w podobnej sytuacji, może podjąłbym identyczną decyzję. Ciekawa i bardzo trudna sytuacja do etycznej oceny. Często ludzie zastanawiają się jakby to było spotkać się z inną cywilizacją z kosmosu, tymczasem mamy tu ogrom obcych cywilizacji na Ziemi, których nie rozumiemy, nie próbujemy zrozumieć, a naszą wiodącym podejściem jest brutalne wykorzystanie dla własnych potrzeb.

Wyobraźcie sobie świat, w którym ludzie nie tylko nie są w stanie skrzywdzić innych ludzi, ale również zwierząt? Oczywiście nie będzie idealnie. To, że na ulicach nie leżą trupy to nie znaczy, że nie ma morderstw, strasznych chorób, tysiąca problemów. Jednak na pewno jest tego mniej. I to nie dzięki temu, że mamy komputery i samoloty, tylko dzięki temu, że potrafiliśmy lepiej panować nad strachem. Będziemy potrafili panować jeszcze lepiej. Jestem tego pewien.

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 odpowiedzi na „Rozpłakani ze strachu

  1. przychylny pisze:

    Rozpłakani ze zdumienia

    Anthony DeMello, którego poglądy zostały oficjalnie potępione przez Kościół za pontyfikatu św. Jana Pawła II jako heretyckie (chodzi głównie o zarzut panteizacji i buddyzacji nauki chrześcijańskiej), jest odszczepieńcem, którego nauka jest mentalną pigułką gwałtu zwłaszcza dla tych ludzi, których wiedza na temat swojej wiary jest mniej lub bardziej upośledzona. Tacy ludzie są łatwym „łupem” tego typu szarlatanerii, która od zawsze żeruje na naiwności ludzkiej. Teologia katolicka jest wiedzą konkretną, gdyż chrześcijaństwo jako jedyna religia na świecie jest religią uzasadnialną rozumowo (vide encyklika „Fides at Ratio” św. Jana Pawła II). Anthony DeMello był jednym z największych dogmatyków pluralistycznej teologii religii, która jest bezpośrednią sukcesorką skompromitowanej teologii wyzwolenia. O absurdalności jego poglądów niech świadczy podsumowanie, którym podzielił się swego czasu kard. Ratzinger (obecny Papa Emeritus, Benedictus Magnus XVI) twierdząc, że teologia DeMello posługuje się dialektyką i paradoksem, gdyż uznaje za absolutne coś, co jest relatywne, a więc absolutyzuje relatywizm (sic!), co jest zabiegiem wewnętrznie sprzecznym, a więc irracjonalnym. Nie jest to jednak zaskakujące zważywszy na fakt, że buddyzm, którym przesiąknęła ideologia DeMello, jest pseudoreligią (o ile buddyjski ateizm można nazwać pseudoreligią) opartą na intuicji, a nie na rozumie.
    Warto przypomnieć, że DeMello wylał grunt pod wiele projektów sekciarskich. Jeżeli jesteś zewnątrzsterowny i nie znajdziesz dystansu do poglądów DeMello, te poglądy cię mentalnie wypaczą i zasieją ziarno wątpliwości w dosłownie wszystkich słabszych stronach twojej osobowości. Jeżeli mężczyzna da książki DeMello podatnej kobiecie z emocjonalnymi wątpliwościami, to ona stanie się podatna na tego mężczyznę, będzie do niego lgnąć niczym ćma do lampy (poszukując głębszych prawd) – tak działa sekciarska ideologia DeMello. Jeżeli ów facet okaże się zręcznym manipulantem, to lektura książek DeMello da mu władzę nad jej myślami, gdyż człowiekowi łatwiej podporządkować rozum i wolę do często złudnych i fałszywych wskazań emocji, niż emocje i wolę podporządkować rozumowi. Na tej prawidłowości żeruje każda sekta i herezja! Taki facet pobawi się tą kobietą, by po jakimś czasie porzucić, niczym wydmuchanego emocjonalnie manekina. Osoba bez silnych podstaw społecznych (np. po rozwodzie rodziców, z problemem ojca alkoholika, czy po silnym zawodzie miłosnym itp.) jest podatna na poglądy DeMello. Tak, jak każda sekciarska ideologia, tak i poglądy DeMello dają złudne ukojenie, podkopując lub wyrywając z korzeniami wszystko to, co dla rozsądnego człowieka jest ostoją i fundamentem. Problemem i jednocześnie największą zaletą poglądów DeMello jest to, że zeruje wektory ludzkich ambicji, celów, marzeń i uczuć. Mówi: “odrzućcie to wszystko, zbawienie duszy znajduje się w zrozumieniu, nie napinaj się – to szkodzi”. Tak naprawdę jednak upośledza relacje międzyludzkie. Stawia człowieka w pozycji bezstronnego obserwatora wydarzeń. Taki reset dla duszy nie jest zły, czasami rzeczywiście się przydaje jako doraźne remedium na wyjątkowo silne doznanie, jednak człowiek to istota społeczna, dążąca do tworzenia relacji międzyludzkich. Większość z nas w którymś momencie swojego życia szuka stałego partnera, kogoś na kim będzie można polegać do końca swych dni. Kogoś, kto pozostanie w dobrych chwilach, ale i zaopiekuje się, gdy przyjdą te złe – choroby, problemy itp. Kogoś, z kim chciałaby założyć rodzinę i mieć potomstwo. Zaufanie i miłość jest podstawowym fundamentem życia w społeczeństwie. DeMello wychodzi z błędnego założenie, że człowieka konstytuuje egoizm, że zaufanie to iluzja. Ta myśl, poza jej fałszywością, upadla człowieka jako jednostkę społeczną, jest krzywdząca i upokarzająca. Od tej idei jest już tylko jeden krok do stwierdzenia, że utrzymywanie bezdomnych lub ludzi ułomnych, to strata środków społecznych. Nie pracujesz – nie dostajesz nic. Jeżeli sobie nie radzisz i kradniesz, lądujesz w więzieniu. Natomiast upośledzonych i chorych powinno się “utylizować” jako jednostki nieprzydatne społecznie. Taka postawa jest niedopuszczalna. To furtka do kryptofaszyzmu z twarzą mędrca buddy. De Mello mówi nam – wszyscy jesteśmy równi, wszyscy mamy taką samą wartość, wszyscy powinniśmy cieszyć się życiem takim jakie jest. To piękna postawa, ale jakże utopijna. Jeżeli mam być tylko biernym obserwatorem, jeżeli mam przestać się zadręczać problemami świata i zacząć żyć szczęśliwie i prosto. Jeżeli mam przestać wierzyć w relacje z innymi ludźmi, gdyż są one niepewne i oparte na moim i ich egoizmie. Jeżeli oddam się wyciszeniu oraz odnajdę w nim zrozumienie i prawdę, to z kim i z czym pozostanę? Z własną ciszą, możliwe, że zadowolony ze swojej obojętności do końca swych dni. Jednakże niezdolny do utworzenia silnej relacji z drugim człowiekiem – a natura człowieka wskazuje na to, że człowiek jest istotą ściśle relacyjną! Bóg stworzył Ewę, gdyż stwierdził, że samotny Adam to za mało i dopiero Adama i Ewę żyjących wspólnie jak jedno uznał za bardzo dobre! Silna relacja rodzi się w bólu i w przyjemności. We wspólnym cierpieniu i w radości. To jest właśnie życie. To jest właśnie ból i piękno egzystencji każdego dnia. Jeżeli wszyscy staniemy się zobojętniałymi na wszystko i wszystkich, to po co zakładać rodzinę, po co komukolwiek siebie ofiarować, po co cokolwiek od siebie dawać? Tylko brać! Nachapać się i wzdąć do rozpuku – oto logiczna konsekwencja tego typu postawy. Bawmy się naszym życiem, cieszmy się chwilą. Carpe Diem! Hedonizm i sybarytyzm w czystej formie! Odrzućmy naszą chęć odkrywania świata. Niestety, takie podejście wystarcza zwykle na kilka upojnych wieczorów, po których zostaje kac i ścieżka wstydu do domu, gdyż sumienia nie zagłuszysz pozą zobojętniałego na wszystko i wszystkich pięknoducha. Jakaż to krótka droga wiedzie od zobojętnienia do ignorancji i od znieczulenia do pogardy.
    DeMello spłyca relacje międzyludzkie do prostego “Nie przejmuj się, twoje rozterki to tylko iluzja świadomości. Odpręż się i nie zadawaj głupich pytań.” – oto mantra zobojętniałego na wszystko i wszystkich pasożyta tego świata, który niczego nie oczekując, nie jest w stanie temu światu niczego dać, nie aspirując do niczego i nikogo, nie jest w stanie niczego zaoferować. Nie na tym polega związek, nie na tym polega w końcu relacja miłości! Oto jest sedno zamachu, którego dokonuje sekciarska ideologia DeMello – jest to bezpośredni zamach na miłość, która przecież jest najwyższą formą relacji, pragnieniem dobra dla drugiej istoty, gotowością poświęcenia nawet życia dla niej, najwyższą miarą heroizmu ludzkiego skłaniającego człowieka do zaparcia samego siebie dla drugiej osoby! DeMello całe to relacyjne bogactwo banalizuje i spłyca, a ostatecznie niszczy jako niepotrzebny balast, który jego zdaniem może człowieka jedynie zdołować i rozczarować. Ruga miłość z kosmologii człowieka jako zbędny bagaż przeszkadzający w otwarciu się na Boga-nicość, na pustkę. A czymże jest człowiek bez relacji miłości? Pustką właśnie. Wydmuszką. O tym pisze św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian:
    „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca
    albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.”

    Tak sekciarska ideologia DeMello upośledza człowieka w miłości! Czy można wyobrazić sobie większą zbrodnię? Jeżeli czytasz takie rzeczy Arku i dodatkowe je propagujesz, dokonujesz aktu terrorystycznego na sercach i sumieniach ludzkich. To jest bardzo złe!

    W świetle powyższego nie trudno zrozumieć, skąd w Twoich wywodach, Arku, tyle chaosu, mętliku i nieładu, skąd tyle niepokoju. Dochodzi do tego, że sam stwierdzasz w swoim tekście, że porządek rodzi wypaczenia („(…) niech starsze zleje młodszego, ustali się między nimi odpowiednia hierarchia i będzie porządek, to też spowoduje to wiele wypaczeń.”). Z błędnych przesłanek nie wywiedziesz prawdziwych wniosków. Prawa logiki i fakty są nieubłagane, no ale dla Twojego nominalistycznego umysłu, logika, o ile staje w poprzek Twoim doktrynerskim ideologiom, jest tylko kolejnym wypaczonym porządkiem do zburzenia, więc czym ty się przejmować. Przypominam i ostrzegam, że Lenin, Stalin i Hitler też się nie przejmowali logiką i faktami – konsekwencje były opłakane. Arku – nie idź tą drogą, zanim zajdziesz za daleko.

    „W wychowaniu nie ma jednego dobrego kierunku, trzeba zmieniać, skręcać raz w prawo, raz w lewo.” – skoro masz już komuś coś radzić (zwłaszcza rodzicom, jak mają wychowywać swoje dzieci), staraj się prezentować rozwiązania optymalne i wystrzegaj się sub-optymalności nawet w najmniejszym stopniu. Zawsze bowiem znajdzie się bowiem ktoś, kto stanie się ofiarą tego typu pedagogicznego szalbierstwa. Nie czujesz odpowiedzialności za swoje słowa? Nie masz sumienia?

    „Nie rozumiem strachu przed uchodźcami” – nie słyszałeś o czymś takim, jak zamachy terrorystyczne? Czytasz własny blog, czy tylko puszczasz te swoje pseudointelektualne bąki bez żadnej wyobraźni, odpowiedzialności i refleksji? Nie słyszałeś o gettoizacji miast, w których żyją muzułmanie? Czy sprawdziłeś w internecie, czym jest szariat? Czy to jest Twój ideał pokoju i spokoju społecznego: w imię swojej wydumanej ideologii narażać życie i zdrowie ludzi na szwank?

    „Moim zdaniem ludzkość staje się lepsza, i tak jak dzisiaj możemy powiedzieć, że życie było bardziej barbarzyńskie sto lat temu, a jeszcze bardziej barbarzyńskie pięćset lat temu, tak za kolejne sto lat, nasze czasy będą widziane w barbarzyńskich barwach.” – typowo postępacki mit założycielski, który były motorem napędowym Lenina, Stalina i Hitlera. Przypominam, że właśnie w imię postępu dokonywano i dokonuje się nadal ludobójstw, eugeniki, eutanazji, masowych aborcji, etc. Ręce opadają, jak się czyta, że barbaryzacja i poganizacja może być interpretowana jako postęp. Aha, przepraszam – ofiary w dzisiejszych czasach już tak nie cierpią, jak w przeszłości, gdyż barbarzyństwo przeprowadzane jest pod znieczuleniem, w pełnym uśpieniu lub w łonach matek, z których nie dociera krzyk nienarodzonych dzieci. No tak – jeżeli ktoś nie cierpi i nie krzyczy, to można go zabić, no bo cierpienie jest ostatecznym wyznacznikiem tego co można i tego co jest zabronione. Ale przecież sterylne anestezjologiczne barbarzyństwo w imię czyjejś wygody i lenistwa moralnego wciąż pozostaje barbarzyństwem!

    „My możemy myśleć jak oni żyli w tym średniowieczu z wszechobecną śmiercią, brutalnością, odorem, tak z całą pewnością będą myśleć w przyszłości o nas.” – Czy zdajesz sobie sprawę, że skala i zakres śmierci jest niewspółmiernie wyższy dzisiaj, niż kiedykolwiek w przeszłości? Czytasz statystyki? Podobno masz predylekcję do ekologizmu i ciągle epatujesz zanieczyszczeniem środowiska, które przecież w średniowieczu było marginalne i ograniczało się najczęściej do brudnej wody w studni, od której mogła pochorować się wieś, a dzisiaj truci jesteśmy masowo i z powietrza i z wody i z ziemi. Poczytaj sobie, co się dzieje w Chinach, jak wygląda pod tym względem Ameryka Południowa, Afryka? Gdzie Ty widzisz, że jest lepiej pod względem ekologicznym? Gdzie tutaj sprawdza się Twoje postępackie credo? Może u Ciebie w mieszkaniu, czy na osiedlu? Sięgasz wzrokiem gdzieś dalej? Mimo, że mamy telewizory, internet i oczyszczalnie ścieków, stan środowiska naturalnego ulega postępującej degradacji, co oznacza, że nie postęp techniczny, ani redystrybucja dóbr jest problemem (żaden socjalistyczny eksperyment nie był remedium lecz tylko pogłębiał degradację środowiska – vide dzisiejsze Chiny), lecz pogłębiająca demoralizacja na skalę całych społeczeństw. Pokuty, pokuty, pokuty! – oto orędzie sprzed 100 lat wypowiedziane przez Matkę Bożą Fatimską.

    Arystoteles napisał, że apatia i tolerancja na zło są ostatnimi cnotami upadającej cywilizacji. Okresy dekadencji i demoralizacji poprzedzających upadki największych imperiów świata są historycznym potwierdzeniem tej prawidłowości w dziejach powszechnych. Nie ma żadnych rozsądnych przesłanek ani faktycznych podstaw (poza ideologicznymi frazesami), aby sądzić, że teraz będzie inaczej 😦

    Kto szuka Chrystusa bez Krzyża, ten znajdzie Krzyż, ale bez Chrystusa!

    • arrec pisze:

      Myślę, że każdy może sobie wybrać czy Twój fanatyzm jest zabawny czy przerażający 🙂

      Odnośnie DeMello to jest on wydawany i lubiany w wielu katolickich kręgach. Nie został wykluczony z Kościoła i autor jest oficjalnie Jezuitą. Książki wydawane przez katolickie media zawierają na początku Notyfikację Ratzingera, którą można podsumować „ostrożnie”. Podobną notyfikację można umieszczać na samochodach Ferrari czy Lamborghini, to nie jest Maluch, łatwo się zabić, trzeba z ogromnym wyczuciem wciskać gaz.

      Z moich rozmów z Jezuitami wiem, że Kościół oficjalnie próbuje zagospodarować zarówno teren wiary ludowej, który jest zgodny z Twoim absolutyzmem, bardzo konkretnymi zasadami, jak i teren duchowości mistycznej, gdzie jest ogrom relatywizmu, gdzie poszukiwania i stawianie pytań są ważniejsze niż ślepe dogmaty. Oczywiście to jest supermarket, gdzie na półkach leżą dogmaty, a duchowość mistyczną trzeba poprosić, to towar spod lady. Znany mi osobiście Jezuita napisał o tym ciekawy artykuł na deon.pl, ale nie mogę znaleźć. Opisał mechanizm jakby dwóch rodzajów religijności i konstatował, że ludzie są różni, Kościół musi spełniać różne potrzeby. Niemniej w Polsce to nawet Jezuici są zacofani i ostrożni, świat jest daleko w przodzie. Ten artykuł, z oficjalnej strony Jezuitów może Cię na serio przerazić, Ojciec użala się, że jest za mało Zen w Kościele: http://jezuici.pl/zen-i-nasze-jezuickie-problemy/

      Z mojej wizyty w Indiach i rozmowy z nauczycielem Buddyzmu Tybetańskiego wiem, że Zachód idealizuje Buddyzm. Nauczyciel powiedzał, że ludzie z zachodu są znudzeni pustymi rytuałami, dogmatami, nakazami w stylu „tak trzeba, bo tak trzeba”, brakiem logiki itd i trafiają na Buddyzm, który wydaje się otwarty, filozoficzny, naukowy, ciekawy, dający możliwości na poszukiwania. Tymczasem Buddyzm jako religia to puste rytuały, dogmaty, nakazy, brak logiki – dokładnie to samo. Ludzie są w Buddyzmie bo mogą się odświętnie ubrać, spotkać, bo lubią te różne rytuały, kadzidełka, dzwonki i praktycznie nikogo nie interesuje jakaś duchowość, filozofia, stawianie pytań. I mówił to nauczyciel Buddyzmu! Pewnie też odbierasz inne religie przez kalkę mediów, nie byłeś, nie dotknąłeś, nie znasz. Ja też nie znam. Można spędzić siedem lat w Tybecie i dalej nie do końca zrozumieć. Ty pewnie myślisz, że Buddyzm to New Age, hulaj dusza, sybarytyzm – a w rzeczy samej jest to wszystko niezwykle podobne do każdej innej religii. Też pełno tam takich jak Ty, fanatycznych ludzi, przekonanych o jednej prawdzie, nienawidzących odłamów i innego myślenia. Proporcje między otwartością na inność, a zamkniętym fanatyzmem są zapewne identyczne jak w chrześcijaństwie.

      Twój atak na poszukiwania, na stawianie pytań, który można nazwać atakiem na duchowość, a obroną religię jest bardzo znamienny. Tworzysz chorą wizję, że mądry i stabilny człowiek nie czyni poszukiwań, trwa grzecznie w nakazach, a poszukują narkomani, bezdomni, dzieci alkoholików. Ja dla odmiany często przeginam w drugą stronę, pisząc, że poszukują inteligentni, a ci którym rozumu nie starcza ślepo wierzą, w co im nakazano 🙂 Przepraszam, za to. Prawda jest jednak taka, że niektórzy mają taką potrzebą, a inni nie. Jedyne, co źle świadczy o danej grupie to ataki na drugą i przechwałki na temat własnego sposoby myślenia!

    • przychylny pisze:

      „Myślę, że każdy może sobie wybrać czy Twój fanatyzm jest zabawny czy przerażający:)”

      Fanatyzm jest przede wszystkim irracjonalny/bezrozumny, gdyż oznacza bezkrytyczne, zaślepione wierzenie w słuszność jakichś poglądów religijnych, ale także politycznych, czy też społecznych. Pozbawiony korzenia rozumowego, staje się doskonałym światopoglądowym narzędziem manipulacji (tym, co śmiało można nazwać mentalną pigułką gwałtu) przeróżnych szarlatanów i hochsztaplerów (w tym DeMello i jego sekciarskich akolitów), którzy dla własnych celów spędzają na manowce ludzi o dobrych intencjach, szukających odpowiedzi, ale często jednocześnie naiwnych, nie potrafiących racjonalnie się bronić, gdyż nie dysponujących wiedzą religijną. Fanatykiem był Lenin, Stalin, Hitler i przeróżnej maści doktrynerzy, którzy swoje ideologie sytuowali ponad człowiekiem.
      Osoby broniące swojej wiary rozumowo nie są fanatykami lecz apologetami, ew. ortodoksami/prawowiernymi.
      W naszej przestrzeni semantycznej istnieje szereg przekłamanych i zmanipulowanych łatek. Dlatego uczulam, że warto zawsze sprawdzić definicje w słowniku, zanim przystąpi się do ich stosowania. W ramach pojęciowego detoksu sprostuję: patriota, to nie faszysta. Prawowierny katolik, to nie to samo, co fanatyk. Tak, jak faszysta, który dla swoich ideologicznych celów jest gotów zaryzykować biologiczną egzystencję swojego narodu i istnienie suwerennej państwowości (vide Mussolini/Hitler/Stalin) jest przeciwieństwem patrioty, tak kompetentny katolik gotowy rozumowo bronić swojej wiary jest przeciwieństwem ideologicznego fanatyka!

      „Odnośnie DeMello to jest on wydawany i lubiany w wielu katolickich kręgach.”

      Lubiany – niestety tak. Wydawany – nie do końca. Kongregacja, oprócz opublikowanej notyfikacji, wysłała do wszystkich biskupów list z poleceniem, by podległe im katolickie wydawnictwa wstrzymały druk książek tego autora. Obecnie jego książek nie wydaje żadne, ale to żadne katolickie wydawnictwo w Polsce! Robią to wydawnictwa świeckie (w Polsce Z-sk i Sp-ka). Jego książki są opatrzone ostrzeżeniem o niezgodności z wiarą katolicką podobnie, jak papierosy są opatrzone ostrzeżeniem, że powodują raka i ostatecznie przedwczesną śmierć. Podobnie, jak nie oznacza to, że każdy palacz, który sięgnie po pierwszego papierosa kolejnego dnia zejdzie z tego świata, tak każdy czytelnik, który sięgnie po książki DeMello nie ulegnie diametralnemu wypaczeniu. Oznacza to jedynie, że bardzo dużo ryzykuje! 🙂

      „Z moich rozmów z Jezuitami wiem, że Kościół oficjalnie próbuje zagospodarować zarówno teren wiary ludowej, który jest zgodny z Twoim absolutyzmem, bardzo konkretnymi zasadami, jak i teren duchowości mistycznej, gdzie jest ogrom relatywizmu.”

      W wierze katolickiej nie chodzi o absolutyzowanie czegokolwiek lub kogokolwiek oprócz Boga! Dotyczy to również dogmatów, doktryny i moralności. Katolik prawdziwie przeżywający swoją wiarę (tzn. taki, który przyjął łaskę nawrócenia i współpracuje z nią) wie i czuje (wierzy i rozumie), że jedynym absolutem we wszechświecie jest Bóg, stąd katolik jest odporny na wszelkiego typu ideologiczne indoktrynacje i dlatego jest najbardziej kompetentnym demaskatorem wszelkiej maści doktrynerów i innych ideologicznych uzurpatorów, którzy próbują zająć Boży tron i zasiąść na ołtarzu. Jest wewnętrznie zaimpregnowany na ideologiczne manipulacje. Współpracuje ochoczo z Bożą łaską w dziele szerzenia dobra ku Jego chwale i dla dobra samych ludzi (patrz przypowieść o talentach). Mając odpowiedni dystans do szarlatanerii, jest w stanie dostrzec i wytknąć jej wszelkie niegodziwe narzędzia i cele. Zjednoczeni w swoim Świętym Kościele katolicy są niczym rebelianci z Gwiezdnych Wojen, jedyni zwarci i gotowi dać odpór Imperium Zła wraz z księciem ciemności stojącym na jego czele. Bezbożnictwa na tym świecie nigdy nie brakowało i nie zabraknie, dlatego ich rola jest tak ważna. Zapraszam na pokład!

      „Ojciec użala się, że jest za mało Zen w Kościele”

      Żale poszczególnych zakonników i innych członków Kościoła pozostają ich osobistym poglądem i Kościół ich nie cenzuruje lecz podejmuje i zbija rozumowymi argumentami opartymi na depozycie wiary, tradycji oraz nauce Kościoła. Kościół nie jest święty świętością poszczególnych ludzi jego członków, lecz świętością sakramentalną jego głowy, czyli Pana naszego, Jezusa Chrystusa – Króla Wszechświata. Kościół nie jest też projektem tego, czy innego człowieka lecz stworzony został przez samego Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, nie dla podporządkowania Go zmiennym urojeniom tych, czy innych uzurpatorów/rewolucjonistów, tylko dla zbawienia ludzi. Wreszcie to Kościół wyznacza normy i standardy, do których ma aspirować świat i ludzie, a nie na odwrót! Doktryna i dogmaty są niczym koryto rzeki: są potrzebne do jej regulowania tzn. do tego, aby rzeka płynęła możliwie najszerszym strumieniem/nurtem, ale jednocześnie chroni przed jej wylaniem, co groziłoby nie dopłynięciem rzeki do upragnionego celu, ujścia, czyli morza zbawienia.
      Co do mistycyzmu katolickiego, to nie ma tam krzty relatywizmu. Mistycyzm katolicki przesiąknięty jest Boskim Absolutem – w żadnym razie relatywizmem. Czytałeś klasykę karmelitańską? Zamiast do książek schlebiającym lub wręcz usprawiedliwiającym niskie prowadzenie się, sięgaj po najwyższy standard. Nie karm się półproduktami, towarami z przeceny lub zgniłymi jabłkami lecz miej ambicję na coś prawdziwie i w pełni wartościowego. Mierz wysoko – nie poprzestawaj na bylejakości dającej złudne lub wręcz fałszywe poczucie życia sprawiedliwego. Nie żyjemy wiecznie i takie zwodzenie samego siebie i innych nie przyniesie Ci korzyści. Szukaj Boga tam, gdzie on jest, a nie tam, gdzie Ci wygodnie, aby był! Nie znajdziesz go w zwichrowanych, sekciarskich ideologiach lecz w religii rzymskokatolickiej, jedynej, która przechowuje prawdziwy i pełny depozyt wiary.

      „Tworzysz chorą wizję, że mądry i stabilny człowiek nie czyni poszukiwań, trwa grzecznie w nakazach.”

      Znowu nie rozumiesz: Bóg nie kocha nas za to, że przestrzegamy gorliwie przykazań i rytuałów, gdyż prawdziwa wiara to nie jest wyścig w klasyfikacji bigoterii. To nie bieg dla dewotów. Jest na odwrót: przestrzegamy przykazań i rytuałów tylko dlatego, że On nas kocha i obdarza nas swoją łaską, bez której sami nie damy radę! Musimy jednak o tę łaskę prosić i gdy ją otrzymamy (każdy otrzymuje jej tyle, ile potrzeba do jego nawrócenia), musimy tę łaskę przyjąć i z nią współpracować, aby nawrócenie mogło się dokonać, gdyż Jezus nie wdziera się w nasze życie z buciorami tak, jak to czyni diabeł. On pyta, przez co wyraża szacunek dla naszej wolnej woli.
      Jeżeli uważasz inaczej, tzn. że człowiek sam jest w stanie dojść do świętości (tzn. bez pomocy Bożej łaski), wpadasz w heterodoksję pelagianizmu, którym przesiąknięty był okres jensenistyczny oraz herezje luterańskie, zwłaszcza odnogi kalwińskie. Nie chodzi o samolubne prężenie duchowych muskułów tak, jakbyś był na siłowni i ścigał sie na wielkość duchowych bicepsów, aby zaimponować Bogu. Bogu Twoje egoistyczne, pawie imponowanie nie jest do niczego potrzebne, nawet, jeżeli odnosi się do przestrzegania nakazów! On szuka ludzi, o których mówi w swojej ewangelii w ewangelii, tzn. w kazaniu na górze. Zaprzeć się siebie i przyoblec się w Chrystusa – oto droga ku jedynej prawdziwej wersja samego siebie. Nie jest to proces krótki i bezbolesny – wręcz przeciwnie. Najwartościowsze są te rzeczy, których wykucie przyszło najtrudniej. Łatwizna jest tania. Boga nie interesują półprodukty, on nie zadowala się bylejakością. Stąd powiedzenie, że Boga łatwo ucieszyć, ale trudno zadowolić 🙂
      Nie oznacza to, że przestajesz pytać, że przestajesz wątpić. Ja cały czas odnajduję w wierze nowe zakątki – jest to przecież przygoda na całe życie. Nachodzą mnie chwile zwątpienia, ale wiem, że jest to czas tak samo potrzebny do uświęcania samego siebie, jak euforyczne chwile przepełnione łaską (mistycy nazywają te chwile oddalenia łaski „nocą ciemną”). Dzięki wątpliwościom, nie popadamy w pychę i chełpliwość, która zagraża tym, którzy są czegoś pewni. Na samym rozumie nie wzniesiesz się do nieba, wiara jest niezbędna w tym procesie i dlatego potrafimy wzlatywać na wyżyny naszego jestestwa pozostając pokornymi, a więc w prawdzie stając przed majestatem Najwyższego.

      Sacrum. Give me more room for sacrum!

      + Pax et Bonum!

  2. Arku, lepiej bym tego nie podsumował. 🙂 Fanatyzm religijny Przychylnego jest bardzo znamienny. Zastanawia mnie ponadto z czego wynika taki rodzaj religijności, ze strachu, samotności, zagubienia życiowego?

  3. Trudno być dobrym tak po prostu…….

  4. jurek pisze:

    Życie uczy, że prawda zawsze leży gdzieś pośrodku, mimo wszystko w tej wymianie zdań mam wrażenie, że Arek jest jej bliżej.

    Dzięki za ciekawy artykuł oraz komentarze, które skłaniają do refleksji. Moim zdaniem dobrym podsumowaniem mogą być słowa Maksa Ehrmanna:

    „…Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata: nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

    Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia; w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą…“

    Pozdrawiam

    • przychylny pisze:

      Popularność Dezyderaty jest niekwestionowana. Znajduje upodobanie wśród szerokiego kręgu odbiorców od członków sekt, hippisów, przez masonów, aż po anonimowych alkoholików. Jej poziom racjonalności plasuje ją jednak na orbicie wokół planety Bajka, dlatego w zderzeniu z rzeczywistością, nie daje trwałego ukojenia, gdyż schlebia jedynie czystemu idealizmowi. Coś w sam raz dla fanów Johna Lennona 🙂

      Jeżeli szukasz Prawdy, musisz oprzeć się na czymś trwałym, co przetrwa każdą próbę czasu: «Stworzyłeś nas (…) jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie» (~św. Augustyn, „Wyznania”). Autobiografia Świętego Doktora Łaski po ponad 1.600 latach wciąż zachwyca i nie traci na aktualności. Klasyka! POLECAM LEKTURĘ!

  5. Do „Przychylny”. Trudno polemizować z Tobą, Twój kwiecisty język onieśmiela, elokwencja i wiedza wręcz paraliżuje (bez sarkazmu). Jednak – nie bójmy się „tego stracha”, to tylko czysty fanatyzm, ogromnie pociągający dla niedojrzałych umysłów i dusz, epatujący poczuciem spełnienia i bezpieczeństwa. Na pewno czujesz się spokojny, bezpieczny w swojej fanatycznej enklawie wiary, wiary której absolutnie podlega wiedza i doświadczenie. Wspomniałeś coś o pokorze w jednym z poprzednich postów. Myślę, że jednak daleko jesteś od niej, choć nie masz o tym bladego pojęcia. Żyjesz w zamkniętym świecie dogmatów i pewności traktując wszystko co inne jako największego wroga.

    • arrec pisze:

      Bardzo dobrze powiedziane! Wypowiedzi „Przychylnego” mimo wszystko są ciekawe. Fanatyzm jest kojarzony z prostotą umysłową, z ograniczeniem intelektualnym, a tu mamy fanatyzm intelektualny, a jeśli nawet tylko pseudointelektualny (argumenty są najczęściej rozbudowane w formie, natomiast treść sprowadza się do „tak jest, bo tak jest”, albo „tak jest, bo ktoś powiedział, że tak jest”) to już na pewno elokwentny. Sprzeczność ciasnych poglądów z elokwencją wypowiedzi prowadzi do podejrzeń, że coś innego jest na rzeczy, ja mam dwie teorie:

      Pierwsza. Nazwę ją teorią zabawy. Zabrzmi to jak naciągana teoria, ale znam ludzi, którzy tak robią. Dla zabawy udają, że wierzą w ideologię, teorię, spisek i z uwielbieniem wdają się w długie debaty. Na zasadzie ćwiczenia się w swojej sprawności argumentacyjnej mogą oficjalnie bronić poglądów sprzecznych z własnymi. Ważne jest aby stanąć w opozycji do większości. Mój blog to odwrotność poglądów Przychylnego. Zaglądają tu ludzie o bliskich mi poglądach, zdecydowana większość komentarzy to towarzystwo wzajemnej adoracji 🙂 Ciężko mi uwierzyć, że ktoś rozsądny ma takie poglądy jak „Przychylny”, ale mogę uwierzyć, że ktoś dla zabawy wkłada kij w blogowe szprychy. I dobrze 🙂

      Druga teoria jest mniej realna i bardziej spiskowa. Według niej „Przychylny” to ktoś, kto nienawidzi religii i Kościoła. Wybrał blog, który czytają ludzie z pogranicza, ludzie poszukujący i pisze tu komentarze, które mają za zadanie ośmieszyć naukę Kościoła i religię. Celowo pokazuje czarną twarz Kościoła, jako instytucji fanatycznej, jednowymiarowej, srogiej, oskarżycielskiej, czy wręcz wrednej. Może jest to teoria mocno naciągana, ale ciężko mi sobie wyobrazić aby ktoś (kto w ogóle ma siłę przebrnąć przez kwieciste komentarze) nabierał pozytywnych uczuć do wyrażanych tez. Traktowanie swoich opinii aż tak poważnie tworzy wrażenie parodii. Nie wiem, czy jest to zamierzony efekt, ale być może tak jest. Wierzę w ludzi i wolę takie teorie niż tą najbardziej prawdopodobną, że zwyczajny fanatyk 🙂

    • przychylny pisze:

      Zacznę może od gospodarza:
      Zgadzam się z Twoją oceną, Arku: Twoja pierwsza teoria jest naciągana, druga – spiskowa (w sensie: wydumana), obie razem – paranoiczne 🙂 Zgadzam się również, że nie jestem z Twojej bajki, gdyż nie mam lewackich poglądów. Jest takie powiedzenie: „kto za młody nie lewicował, ten nie ma serca, kto na starość nie prawicuje, ten nie ma rozumu” 🙂 Dziwi mnie jednak fakt, że znając mnie od 2003 roku i spotykając się ze mną co jakiś czas, wysnuwasz takie teorie na mój temat na tym forum. 13 lat to chyba wystarczający czas, aby mnie poznać – chyba nie jestem tak skomplikowany, ja, skromny chłopak z prowincji.

      Teraz Apregiator:
      Dziękuję za uznanie, ale tutaj nie chodzi o spijanie sobie z dzióbków. Nie chodzi o mnie osobiście tym bardziej. Nie uzurpuję sobie praw własności do poglądów i prawdy, którą Wam opisuję. To nie jest moja nauka – lecz prawda powierzona w depozycie przez Jezusa Kościołowi Świętemu – nic więcej. Dlatego zarzuty o brak pokory (a więc o przypisywanie sobie cudzych dokonań i nauki) wkładam między bajki.
      Nie myśl jednak, że dziwi lub niepokoi mnie Twoja emocjonalna reakcja – wręcz poczytuję ją jako potwierdzenie słuszności moich słów. Jezus powiedział: „A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.

      Skoro jesteśmy przy św. Augustynie i jego „Wyznaniach”: Doktor Łaski napisał, że nie dziwi nikogo fakt, że choremu nie smakuje nawet chleb, tak błogi dla podniebienia zdrowego, albo, gdy chore oko razi światło dnia, za którym tęsknią oczy zdrowe. Na tej samej zasadzie grzesznikom nie podoba się Boży ład stworzenia. Nie uznają go, uważając, że jak schowają się za fałszywymi ideologiami relatywizmu i synkretyzmu, to Bóg ich nie dostrzeże. To tak, jak z dzieckiem, które myśli, że jak zasłoni sobie oczy, to go nie ma :-).

      Aby dojść do prawdziwej wersji siebie samego, należy poznać Pana Naszego, Jezusa Chrystusa (tutaj potrzeba wiedzy i wiary) i otworzyć się na niego, na jego działanie. Pozwolić mu wejść i uporządkować nas samych. On jeden jest w stanie nas doprowadzić do Ojca Niebieskiego. Innej drogi nie ma, tzn. jest, ale nader przykra.

      + Bóg z Wami, bracia i siostry. No i Polska gola! 🙂

  6. jurek pisze:

    @przychylny
    Wśród hippisów, masonów i alkoholików zapomniałeś wymienić Jana Pawła II
    http://krakow.naszemiasto.pl/archiwum/to-piekny-swiat,854322,art,t,id,tm.html

    • przychylny pisze:

      Dzięki jurku za link. Jak się wczytać, to w wypowiedzi Świętego Wielkiego Papieża Rodaka nie można dostrzec niczego zdrożnego, tym bardziej heterodoksyjnego. „Niezwykłe przesłanie moralne zrodzone z ducha ekumenizmu i tolerancji.” – tak Ojciec św. Jan Paweł II nazwał „Dezyderatę”. W pełni się z tą opinią zgadzam. Ckliwy sentymentalizm Dezyderat jest tolerancyjny i ekumeniczny, gdyż nie prezentując jednoznacznego i wyrazistego stanowiska, nie jest w stanie urazić nawet islamisty, a w swej treści jest w stanie pogodzić poglądy katolika z poganinem i ateistą. Taka politpoprawna religijność nie jest w stanie doprowadzić człowieka do Prawdy. „Mów tak, tak, nie, nie – wszystko inne od diabła pochodzi!”. Kojarzysz?

    • jurek pisze:

      @przychylny
      Przede wszystkim chciałem Ci zwrócić uwagę, jak wybiórczo podchodzisz do faktów,
      piszesz o Dezyderacie:
      „…Jej poziom racjonalności plasuje ją jednak na orbicie wokół planety Bajka, dlatego w zderzeniu z rzeczywistością, nie daje trwałego ukojenia, gdyż schlebia jedynie czystemu idealizmowi…” – jest to ewidentnie pejoratywny przekaz. Oznacza to zatem, że jak to ująłeś Święty Wielki Papież Rodak orbituje gdzieś w okolicach planety ekumenizmu i tolerancji.
      Po drugie, jak dla mnie tekst ten jest właśnie pozbawiony idealizmu, mówi wprost o codzienności życia. Zatem może warto zamiast lektury ksiąg sprzed 1600 lat otworzyć się na drugiego człowieka, jakkolwiek banalnie to brzmi.

    • przychylny pisze:

      Jurku, idealizm Dezyderaty przez wielu ludzi jest traktowany jako jej zaleta. Dla części osób (np. dzieci) Dezyderata może uchodzić wręcz za sentencję skrajnie racjonalną, wręcz przeintelektualizowaną. Dla mnie sama charakterystyka jest wtórna do jej funkcji, która w kontekście naszych rozważań jest tutaj najistotniejsza. Tak mi się w każdym razie wydaje.
      Bóg zapłać za uwagi i zaangażowanie.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i zawierzam się Twoim modlitwom +

  7. Do ” Przychylny”. Niczego bym nie zmienił w swoim wpisie po przeczytaniu Twojej odpowiedzi, ani jednej literki. Piszesz, że jesteś tylko przekaźnikiem bożego słowa, cóż to tylko werbalna pokora w sumie bez znaczenia. Twoje rozumienie pokory, kiedy piszesz, że jest to przypisywanie sobie cudzych dokonań jest kompletnie nie trafione i w rzeczy samej symptomatyczne. Ja mówiąc o braku pokory myślę (na podstawie Twoich wpisów) o Twoim stosunku do świata zewnętrznego, do adwersarzy, ich wiedzy, poglądów, doświadczeń, poszukiwań, przeżyć i cierpień; to przecież tworzy człowieka, a Ty – wybacz proszę – nie masz do tego za grosz szacunku, ukrywając to skrzętnie pod płaszczykiem kurtuazji. Obserwuje siebie i śmiało mogę napisać, że bardzo zazdroszczę fanatykom czy fundamentalistom ukojenia, pewności i spokoju, które daje im ich absolutyzm. Jednak mam nadzieję, że chyba jest jeszcze we mnie odrobina uczciwości intelektualnej, cząstka wrażliwości, kawałeczek szacunku, może cień odwagi, aby odmówić sobie tej dawki uzależniającego narkotyku, który Ty z taką lubością sobie aplikujesz. Nie zrozum mnie proszę źle, masz do tego święte prawo, ja napisze tylko, że to nie moja bajka.

    • przychylny pisze:

      Tertulian analizował fenomen dynamicznego szerzenia się chrześcijaństwa w świecie i gdy ktoś go o to pytał, mówił: „spójrzcie, jak oni się miłują!”. Nawrócił się w dorosłym wieku. Życzę Ci tego samego i będę się o to modlił.
      Tertulian był pierwszym teologiem łacińskim i ekologiem (tak, tak, pierwszym ekologiem był chrześcijanin).
      Nie wiem, jak definiujesz szacunek, ale jeżeli utożsamiasz go wyłącznie z byciem sympatycznym i miłym, schlebiającym fałszywym opiniom, zjednującym sobie ludzi poprzez utwierdzaniu ich w błędnym przekonaniu o swojej zajebistości, to ograniczasz się tylko do kurtuazji, którą sam mi zarzucasz, okraszonej na dodatek manipulacją. Kurtuazyjną formę powinna wypełniać prawdziwa treść i z szacunku do Was, koślawie, ale jednak, staram się ją wykładać. Sympatyczni są sekciarze, którzy wyspecjalizowali się w sztuce sprzedaży słodkich kłamstw.

      22:22 – czas na modlitwę, lekturę duchową, a później sen…

  8. Do „Przychylny”. Ciekawie co powiedziałby Tertulian 1400 lat później czy też zachwyciłby się wzajemna miłością chrześcijan poznawszy wcześniej ich historię. Szacunek to nie bycie sympatycznym, miłym i schlebiającym – bynajmniej, nie zależy mi na tym. Szacunek dla mnie to otwarcie na inności drugiej osoby – inność intelektualną i emocjonalną; to akceptacja jej wyjątkowości i podmiotowości być może bardzo różnej od mojej. Tak to rozumiem i staram się tak postępować – choć to trudne. Dlatego w Twoich słowach nie widzę szacunku, a jeżeli jest to tylko taki, który przechodzi przez gęste sito ortodoksyjnej, absolutystycznej, rzymskokatolickiej doktryny religijnej poza którą dostrzegasz tylko zło. Myślę, że z założenia nie jesteś gotowy zaakceptować innej różnej od swojej postawy. Nie wiem czy określenie „sekciarz” kierujesz do mnie; jeżeli tak to zapewniam Cię, że nie mam z żadną sektą nic wspólnego. Podobnie manipulacja nie jest i nie była moim zamiarem, nie musisz się jej doszukiwać w moich słowach. Pozdrawiam Ciebie.

    • przychylny pisze:

      Co masz na myśli pisząc o historii chrześcijaństwa? Historia to mój konik, więc byłbym wdzięczny za informację. Z góry dzięki.

      Co do otwartości, to jestem za, ale nie na przestrzał. Akceptacja też ok, ale nie na ślepo. Należy przedstawić argumenty, a nie swoje odczucia – to jest wymóg rzetelności intelektualnej. Ważna jest precyzja językowa i logika – inaczej wkrada się chaos, w którym merytoryczna dyskusja przestaje być możliwa. Nikt racjonalny nie jest w stanie zaakceptować poglądów, które rozum i wolę podporządkowują całkowicie emocjom. Nie dowiesz się, czym jest prawdziwa miłość z brazylijskich seriali, prawda?

  9. „Do „Przychylny” Czy nienależyta rzetelność intelektualna polegająca na opisywaniu swoich odczuć uniemożliwia dyskusję lub wyklucza dyskutanta. Trzeba być zasadniczym, ale bez przesady, zaufajmy naszym instynktom, intuicji i swobodnie rozmawiajmy. Co do historii chrześcijaństwa; jak czytam, że to Twój konik, to już się boję… 😉 , bo moim konikiem nie jest. Przeczytałem to i owo z historii chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego, (tytułów świadomie nie podam, gdyż możesz użyć tej wiedzy przeciwko mnie) treści apologetyczne i krytyczne, wyrobiłem sobie zdanie. Fakty pozostają faktami, przypuszczam, że spieralibyśmy się raczej o ich interpretację. Tylko nie pisz proszę, że muszę przeczytać wszystko to co prawowierne, a krytykę odrzucić lub czytać z przewodnikiem, aby nie pobłądzić. Czuję jednak, że w tym temacie nie powinienem wchodzić z Tobą w dyskusję, ponieważ polegnę w niej na pewno przede wszystkim ze względu na Twoje umiejętności retoryczne, merytorycznie też nie czuję się bardzo mocny. Jednak ogólne fakty na pewno są Ci znane: bezwzględna walka z herezją (również Twojego ulubieńca Augustyna) jako jednoznacznie złą, Katarzy, krucjaty, mordowanie innowierców – Maurowie, Żydzi, Indianie, reformacja i kontrreformacja, 2WŚ… Co do otwartości i akceptacji, nie za wszelką cenę – zgoda napisałem o trudnościach w tej materii. Co do ostatniego zdania: nie dowiesz się również co to prawdziwa miłość z ociekających logiką traktatów scholastycznych.

    • przychylny pisze:

      Nie chodziło mi o wykluczenie, ale o konsekwencje: dyskusja o ulubionych kolorach jest jałowa, gdyż nie jest konkluzywna. Dopóki nie zejdziemy z poziomu operowania emocjami, które ze swej natury są chwiejne i nietrwałe, na poziom rozumu, dopóty nie dojdziemy prawdy.

      Co do historii, to napisz cokolwiek, bo rzuciłeś na stół kilka haseł, których poziom ogólności jest tak wysoki, że nie pozwala się do nich konkretnie odnieść. Pierwsze pytanie uszczegóławiające: co rozumiesz pod pojęciem walki z herezją i innowiercami? Chodzi Ci o walkę na argumenty, czy walkę na miecze? Większość herezji Kościół potępił w starożytności, gdy to chrześcijanie byli masowo prześladowani i mordowani, najczęściej w bestialski sposób. Czyżby Kościół dysponował armią, którą dokonywał tych wszystki strasznych czynów na innowiercach? Który to z papieży wzywał do mordowania innowierców i heretyków? Który to fragment Pisma Świętego lub nauki Kościoła stanowi doktrynę wojenną Kościoła? Czyżby św. Augustyn kogoś zamordował?

      To tak na początek. Z pewnością po nitce dojdziemy do kłębka 🙂

  10. Nie podejmę dyskusji o historii religii chrześcijańskiej czy Kościoła. Prawdopodobnie zapędzisz mnie w róg i tam poobijasz. Nie zamierzam do tego dopuścić. Na pewno mógłby się znaleźć ktoś dużo lepiej przygotowany do takiej polemiki. Oczywiście mój unik możesz wykorzystać jako argument na Twoją korzyść, umniejszający mnie jako rozmówcę, ale nie dbam o to.
    Parę słów jednak. Kościół nie musi posiadać armii, posiadał i posiada wpływ na umysły swoich wiernych, zwłaszcza wiernych posiadających władzę i wykorzystywał to, i wykorzystuje. Chodzi mi o walkę i na argumenty, a jak tych nie stanie to i na miecze. Co do bestialskich mordów na chrześcijanach w starożytności, różne źródła, różnie podają. Papież Innocenty 3 wzywał do krucjaty przeciw Katarom. A Mt. 10:34-36 „Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego. ” czy to nie inspiracja.

    • przychylny pisze:

      Jeżeli jeszcze raz uważnie wczytasz się w swoje wpisy, znajdziesz klucz do rozwiązania zagadki związanej z uprzedzeniami wobec Kościoła i nauki katolickiej jako takiej. Moja refutacja okaże się zbędna, jeżeli zauważysz, że Ci sami ludzie potrafią uznać doniosłość nauki Kościoła i jednocześnie wykorzystywać akty zdrady wobec jej zasad jako zarzutu pod adresem tejże instytucji. Nierzadko dokonują kolejnego nadużycia poprzez stosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej wobec chrześcijan za to, że wierzą, a argumentem wykorzystywanym dla tego celu jest fakt odstępstwa od doktryny Kościoła, czasami zbrodniczej, niektórych z jego członków. Łatwo tedy dostrzec pokrętność i fałszywość takiej sofistyki. No bo co z tego, że w dziejach świata wśród zbrodniarzy byli blondyni i garbaci – przecież nie oznacza to, że wszyscy garbaci i blondyni są największym przekleństwem tego świata (nie mówiąc już o garbatych blondynach!), a do takiej konkluzji podprogowo skłaniają miazmaty stosowane przez bałamutne/zbałamucone umysły.

      Co do Jezusowego miecza, to przypomnę kontekst tych słów: Jezus kończy przygotowywanie uczniów do próbnej służby misyjnej. Uświadomił im różne sytuacje, które mogą ich spotkać. Przepowiada im, że spotkają ludzi, którzy im uwierzą, ale spotkają też zatwardziałych przeciwników. Staną się uczestnikami walki duchowej, która podzieli nawet ich krewnych na uczniów Jezusa i na Jego przeciwników. Mieczem Jezusa jest więc słowo Ojca niebieskiego o królestwie: głoszenie ewangelii powoduje bowiem napięcia i podziały nawet wśród członków rodzin. Pokojem Jezusa jest pokój z Bogiem dla każdego, kto uwierzy. Pokój Jezusa nie polega na tolerancji zła, ale na miłości wobec grzeszników szukających przebaczenia i nienawiści wobec grzechów, które ich zniewalają i oddalają od Boga. Krzyżem jest umiejętność ponoszenia społecznego kosztu bycia uczniem Jezusa. Podczas gdy jedni będą szanowali uczniów Jezusa, inni będą ich ośmieszali, potępiali i prześladowali – te słowa Jezusa znalazły swoje brutalne potwierdzenie zwłaszcza w pierwszych wiekach chrześcijaństwa (np. żywe pochodnie Nerona), ale również teraz, gdy chrześcijanie są najbardziej prześladowaną wspólnotą religijną na świecie! Sentencja Jezusa, którą przytoczyłeś nie jest więc wezwaniem do broni (Pismo mówi dobitnie o konsekwencjach dobywania broni: „Włóż miecz swój do pochwy; wszyscy bowiem, którzy miecza dobywają, od miecza giną.” – Ew. św. Mateusza, 26, 52, „Kto przelewa krew człowieka, tego krew będzie przelana, bo na obraz Boży uczynił człowieka.” – Ks. Rodzaju, 9, 6, „(…) jeśli kto zabija mieczem, musi sam zginąć od miecza.” – Apokalipsa św. Jana, 13, 10.) lecz przestrzeżeniem dla Apostołów i wiernych o konsekwencjach ewangelizacji, która w osobach oddalonych od Boga wzbudza niepokój, oburzenie, agresję, nienawiść, a te rodzą podziały pomiędzy ludźmi nawróconymi i opornymi. W Polsce sugestywnym przykładem tych podziałów była chociażby agresywna reakcja lemingów na krzyż pod Pałacem Prezydenckim po tragedii smoleńskiej. Ten Jezusowy „efekt miecza” jest po dziś dzień wykorzystywany przez propagandystów ateistycznego frontu ideowego do piętnowania Kościoła za wojny i waśnie religijne, pomimo faktu, że nauka Kościoła wzywa do miłości przebaczającej nawet największemu wrogowi. To piętno jest widocznym symbolem stygmatów Mistycznego Ciała Chrystusa/Kościoła na wzór stygmatów ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa.

      Co do katarów (a więc hybrydy manichejczyka i wegetarianina z domieszką zoofila samobójcy), to trzeba pamiętać, że katarzy w sztuce krucjat i zabijania byli prymusami – jako pierwsi w łonie Kościoła jawnie wystąpili przeciwko Kościołowi deklarując jego unicestwienie (patrz katarska ceremonia consalamentum) i brutalnie zamordowali legata papieskiego Pietro Parenziego. Jawnie, wręcz ostentacyjnie dążyli do zniszczenia Kościoła poprzez propagandową akcję masowego duraczenia bazując na naiwności i ignorancji religijnej szerokiej rzeszy wiernych Kościoła, których bałamucili na skalę niespotykaną wcześniej. Masowy charakter ich ruchu był największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa od czasów arianizmu. Katarzy to prekursorzy charyzmatycznego, ascetycznego sekciarstwa w formie, jaką znamy dzisiaj (zbiorowe samobójstwa, to jedno z ich znaków rozpoznawczych), którzy wystąpili przeciwko Kościołowi jako pierwsi (niemal cała południowa Francja). Kościół w tym konflikcie był stroną broniącą, a nie atakującą. Nie kto inny, jak Innocenty III był papieżem promującym św. Franciszka i św. Dominika i ich zakonów (czym byłby Kościół bez tych zakonów, aż trudno to sobie wyobrazić) i dokonał reformy Kościoła w duchu umiaru i pogłębienia wiedzy teologicznej wiernych (szkoły, katechezy, etc.), których brak był główną przyczyną, dla której tak wielu chrześcijan zbłądziło na katarskie manowce w tamtym czasie. Rewolucja katarska była dla Kościoła nauczką, że lud pozbawiony wiedzy teologicznej jest niesamowicie łatwym łupem dla każdej sekciarskiej herezji – stąd Czwarty Sobór Laterański, który zapoczątkował rozwój szkół katolickich i doprowadził do dynamicznego wzrostu świadomości teologicznej wśród szerokich rzesz wiernych Kościoła.

      „Syn mądry miłuje karcenie, naśmiewca nie słucha nagany.” ~ Księga Przysłów 13, 1.

  11. Co do pierwszego akapitu. Rozumiem, solidna argumentacja, trudna do podważenia. Wątpliwość jednak jest: czy odstępstwa od doktryny i nauki Kościoła to margines (jak sugerujesz), czy wierzchołek góry lodowej. Twoje wyjaśnienie pięknie zrzuca odpowiedzialność z instytucji Kościoła i zrzuca ją na poszczególnych zdegenerowanych wiernych, ale czym się kierowali owi degeneraci, co ich inspirowało, w imię czego tak niegodziwie postępowali. Może to właśnie jest sofistyka, cokolwiek by się działo odpowiedzialność instytucji nie istnieje.
    Drugi akapit. Wzorcowo przedstawiłeś prawowierną interpretację słów Jezusa, dla mnie trochę pokrętną, ale dość przekonywującą. Jednak zauważ, że Jezus nie mówi że „nie przynosi pokoju tylko miecz” skierowany na was wybrani, synowie światłości czy synowie królestwa kiedy będziecie głosić dobra nowinę; tylko mówi wyraźnie o mieczu skierowanym na całą ziemię, zamieszkałą przecież przez różnych ludzi. Jak pogodzić postępowanie Jezusa, który jako wszechmogący Bóg – który podobno jest miłością – doprowadza do poróżnienia między ludźmi i do powstania gwałtu, wrogości i zła miedzy nimi.
    Trzeci akapit. Nie odnoszę się, dodam jednak, że zbyt piękne to wytłumaczenie i jednostronne, i ponownie zrzucające odpowiedzialność na Katarów, jako degeneratów, można i tak…, ale nie polemizuje bo brak mi wiedzy i pamięć zawodzi., choć młody ze mnie człowiek 🙂

    „Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli – źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii..” Steven Weinberg

    Dziękuję Ci za dyskusję i wymianę opinii. Blog Arka jest świetny i bardzo dobrze, że „wkładasz kij w mrowisko” to ożywia to miejsce.

    • przychylny pisze:

      Będę się streszczał: Kościół jest wspólnotą grzeszników, więc odstępstwa od doktryny są powszechne. Grzeszność człowieka jest pochodną jego niedoskonałej natury, a nie przynależności wyznaniowej. Odpowiedzialność za morderstwa ponosi zawsze konkretny człowiek, a nie instytucja Kościoła jako taka, chyba że winnym jest sam papież – Kościół w sensie instytucjonalnym to sam papież. Kościół w sensie ustrojowym to hierarchokratyczna monarchia absolutna. To nie osoba prawna tak, jak to się dzieje w obrocie gospodarczym.

      Jezus jest realistą: ziemia jako teren okupowany przez księcia ciemności jest materialistycznym dominium, w którym rola rebelianta jest zajęciem niewdzięcznym w dosłownym tego słowa znaczeniu: głoszenie prawdy, która zbawia naraża na pomówienie o kłamstwo i śmierć. Proces Jezusa był najlepszym tego przykładem. Przykrość, podział, waśnie nie są dziełem Jezusa – on był ich ofiarą, a nie inspiratorem. Linia jest wytyczona. Nie można na niej siedzieć okrakiem tak, jak nie można być w połowie w ciąży – na tym świecie nie ma takich przypadków. Ostatecznie wybór nie jest skomplikowany lecz banalnie prosty: albo idziesz za Chrystusem, albo zostajesz w polu sam. Chrystus każdemu z nas dał możliwość samowykluczenia się z dzieła zbawienia. Bez tej wolności miłość nie miałaby wartości.

      Prawda jest prosta, gdyż jest jednostronna, jednoznaczna, wyrazista. Wielostronność, wieloznaczność i zamglenie są atrybutami kłamstwa.

      Prawda jest jedna, kłamstw legiony!

  12. „Prawda jest prosta, gdyż jest jednostronna, jednoznaczna, wyrazista. Wielostronność, wieloznaczność i zamglenie są atrybutami kłamstwa” „Bóg pisze prosto po liniach krzywych”

    Cały komentarz .

  13. 5000lib pisze:

    Dzień dobry. Zaczynam czytać ów wpis i cóż widzę… Agresja nie jest emocją, wystarczy spojrzeć do podręcznika. Być może to skrót myślowy, no ale cóż. Tak samo, jak nie ma złych i dobrych emocji. To sposób ich wyrażania może być błędny, zły, lub szkodliwy. Pozdrawiam,

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s