157 kilometrów do nieba

Wczoraj w restauracji w Zduńskiej Woli słyszałem jak mama długo męczy dziecko żeby zjadło mięsko, czyli „coś wartościowego”. Również wczoraj jeden z najsłynniejszych sportowców wegan ustanowił rekord przebiegnięcia Szlaku Appalachów . W 46 dni przebiegł ponad 3 500 kilometrów w poziomie i ponad 157 kilometrów w pionie.

W świecie biegów ultra wyczyn Scotta Jurka nikogo nie dziwi. Nie dziwi też jego dieta. Ten człowiek to absolutne guru biegów długodystansowych. Przez wiele lat był nie do pobicia i dokonywał tego bez spożywania choćby grama produktów odzwierzęcych. Dziwić może jedynie fakt, że zamiast zbierać kasę za książki i sympozja, półtora miesiąca biegnie przez góry. Jednak i to nie dziwi jeśli wiemy o Jurku więcej. Na przykład przeczytaliśmy „Urodzonych biegaczy”. Scott kocha bieganie. Pamiętam jak jeden z polskich kolarzy emerytów mówił jak nienawidził widoku przedniego koła. Zimny profesjonalizm i ciężka praca. U Scotta tego nie było i nie ma. Jest dzika radość.

Gdy Scott wygrywał seryjnie w biegach na dystansach od 100 do 250 kilometrów nikt za bardzo diety wegańskiej nie atakował. Ot dziwactwo. Teraz, przy wielodniowym wyczynie miała miejsce fala ataków. Powód był taki, że Scott mocno tracił na wadzę. Wiele osób zauważyło, że stawał się wręcz przeraźliwie chudy. Pojawiły się głosy, że przy („normalnym”, „prawdziwym”, „zdrowym”, „wartościowym”) jedzeniu nie byłoby aż takiego efektu.

Dla mnie taka dyskusja doskonale odsłoniła mur obronny filozofii jedzenia mięsa. Uważam, że wszyscy intuicyjnie czują, że to nie jest dobre i nie jest to etyczne. Jest to mordowanie miłych, sympatycznych, aczkolwiek (prawdopodobnie) trochę głupszych istot. Jednak jest to konieczne. I to zamyka sprawę. Taki już jest ten świat, taka jest natura. Konieczność to oręż mięsożerności. Dlatego każda osoba, która swoim życiem udowadnia, że to bujda, kłamstwo – jest wrogiem.

Wróćmy do Scotta. Konieczność zabijania zwierząt na pokarm wyklucza on na wielu poziomach. Po pierwsze żyje. Nie umiera. A to jest poziom, na którym już powinien polec jeśli prawdą jest, że „mięso trzeba jeść”. Po drugie jest aktywnym i witalnym człowiekiem. Po trzecie przebył pieszo Szlak Appalachów, co jest wielkim wyzwaniem. Po czwarte zrobił to najszybciej w historii ludzkości.

No ale schudł!  Zabawne prawda? Czegoś uczepić się trzeba. Z mojego, nieporównywalnie mniej ekstremalnego doświadczenia wiem, że na długich wyprawach, gdy dzień w dzień podejmuje się duży wysiłek się chudnie. Niezależnie czy jest się mięso czy roślinożercą. Jednak załóżmy teoretycznie, że jest w oskarżeniach o utratę masy Scotta ziarno prawdy. Być może dieta bez zabijania zwierząt ma ograniczenia. Jeśli przez kilka miesięcy biegasz dzień w dzień prawie 100 kilometrów po górach to być może potrzebujesz odrobiny mięsa. Tylko, że prawdopodobnie żaden człowiek z ponad 7 miliardów nie kwalifikuje się do tego zbioru.

Zapewne Scott każdego dnia myślał o tym, że jego wyczyn to szansa, że kilku nowych ludzie zrozumie, że konieczność jedzenia mięsa nie istnieje.  To dawało mu siłę w chwilach kryzysu. Moim zdaniem to coś NAPRAWDĘ WIELKIEGO. Wielka pomoc dla świata. Ogrom mniej cierpienia! Przede wszystkim mniej cierpienia ludzi, mniej strasznych chorób serca, nowotworów, cukrzycy, otyłości i oczywiście też  mniej cierpienia zwierząt. I nie trzeba szumnych słów typu wege i podejścia zero. Wystarczy mniej i rzadziej. Żeglować w stronę Scotta Jurka. Dzięki Scott! Robisz naprawdę dobrą robotę!

Artykuł o wyczynie Scotta Jurka w Magazynie Bieganie

Scott Jurek na trasie:

scottjurek

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pasyjne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „157 kilometrów do nieba

  1. Jotazof pisze:

    Faktycznie strasznie schudł na tej trasie. I bródkę zapuścił 🙂
    Jak wygląda jedzenie na tych trasach? Ktoś tam ich dokarmia czy jedzą tylko to co mają w plecaku?

  2. egoistka pisze:

    Wazniejsze co je, oprocz tego czego nie je…z tego co pamietam z jego biografii, na jego ekstremalne zamilowanie do biegania i interesowania sie cialem wplyw miala choroba matki (chyba MS) i sposob leczenia a takze odzywiania ludzi chorych w Stanach, glownie dieta proteinowa i kartoflana (czyli dieta typowo niedzielna polska). A on po prostu widzac to jako mlody chlopak, tak sie tym straumatyzowal, ze postanowil zrobic na odwrot.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s