Ile razy bogatsze powinno być najbogatsze 20% od najbiedniejszego 20%? Według mnie 3 razy.

Jesteśmy społeczeństwem i jako społeczeństwo sami ustalamy zasady współżycia. Z różnych modeli, praw, zwyczajów możemy wybierać takie, które nam pasują. Wyboru dokonuje król jednoosobowo, rada starszyzny, czy sejm wybrany demokratycznie. Jednak nawet król musi słuchać głosu ludu. To duch ludu, opinia większości pcha sprawy w określonym kierunku. Duch ludu formułuje się na wiele sposób. Ważne są osobiste odczucia i pragnienia, ale ważna jest również maszyna propagandowa. W naszych czasach, gdy słuchanie drugiego człowieka w gospodzie zmieniło się w słuchanie drugiego człowieka w telewizorze propaganda stała się dużo łatwiejsza.

Propagandziści używają ostrych sformułowań. Gdy rozważany jest zdrowy rozkład dóbr w społeczeństwie propagandziści używają słowa „kradzież”. Pojawia się ono z obu stron barykady. Prawicowi propagandziści głośno krzyczą, że państwo kradnie ciężko zarobione pieniądze obywateli. Lewicowi propagandziści krzyczą, że bogaci okradają biednych. Julian Tuwim napisał, że „Filantrop jest to człowiek, który publicznie zwraca bliźniemu drobną cząstkę tego, co mu ukradł prywatnie”. Moim zdaniem głos lewicy obecnie nie istnieje. W mediach występują setki ekspertów, którzy jawnie, bez zająknięcia mówią o tym, że podatki są złe. Są oni zatrudnienie przez ludzi, do których należą media i których interesem jest żeby ludzie nie buntowali się na niesprawiedliwy podział dóbr. Dzięki bardzo sprawnej propagandzie prawica wygrywa wojnę światopoglądową.

Wiemy, że podział dóbr jest niesprawiedliwy, jednak propagandziści przekonali ludzi, że kradnie państwo. Nie jest to prawdą. Państwo polskie jest biedne, płaci niski emerytury i głodową pomoc społeczną. Prawda jest taka: kradną ludzie. I nie jest nawet istotne, czy zgodnie z prawicową propagandą kradną skorumpowani urzędnicy czy też z lewicową pazerni biznesmeni. Ważne, że to ludzie kradną. Uważam, że bardzo często jest to odpowiedni miks biznesmena z urzędnikiem, który tworzy dziwne fortuny. Odjedźmy w tym momencie od słowa „kradzież”. Zarówno lewica i prawica szasta nim na wyrost. To nie jest kradzież, tylko wynik rozgrywki na zdefiniowanych społecznie regułach. Nasi posłowie mogą uchwalić prawo, że każdy poseł ma prawo odebrać samochód innemu obywatelowi jeśli będzie miał na to ochotę, prosi o kluczyki i przejmuje. Mogę ustalić, że każdy starosta ma prawo do pierwszej nocy. Może pojawić się partia z takim programem wyborczym i może wygrać. Jeśli nas przekona. W kwestii podziału dobór daliśmy się przekonać, że dobrze jest gdy jedni się bardzo bogacą, a inni są bardzo biedni. Eksperci piorą nam mózgi, rzucając hasła typu „święte prawo własności” czy „wzrost PKB”, równie dobrze mogłoby to być „święte prawo starosty do pierwszej nocy”.

Po długim wstępie chciałbym włączyć moją propagandę. Uważam prawicowo, że bardzo ważne dla zdrowego społeczeństwa jest to, że mądrzejsi, sprytniejsi, zdolniejsi mają możliwość osiągnąć więcej. Ale uważam również lewicowo, że społeczeństwo powinno bardzo mocno pilnować, żeby różnice nie były na wysokim poziomie. Czuję podskórnie, że duże różnice społeczne są bardzo niezdrowe i niebezpieczne. Rujnują życia nie tylko biednym, ale i bogatym. Powodują ogromny wzrost wszystkich patologii i napięć społecznych. W społeczeństwie, gdzie jedni mają samoloty odrzutowe, a inni głodują nie można zostawić otwartego domu lub nieprzypiętego roweru. W społeczeństwie, gdzie majątki są w miarę równe takie praktyki są powszechne. Wykład, który już wiele razy poleciłem na TED to potwierdza. Chciałbym przedstawić tu trochę danych z wykładu:

Najpierw najważniejszy parametr. „Ile razy bogatsze jest najbogatsze 20% od najbiedniejszego 20%” Oto wyniki w badanych krajach:

20_20

To jest temat, na którym powinny koncentrować się wszelkie dyskusje o ekonomii państwa. Każdy polityk powinien mieć kartkę na czole z napisem „5” lub „10” . Jest to temat, który jest jednak całkowicie pomijany. Prawica nie chce o tym rozmawiać ponieważ z punktu widzenia prawicy taka rozmowa całkowicie mija się celem. Raz odkrywa karty i nie można już się bawić w ekonomiczne manipulacje. Dwa daje świadomość człowiekowi, że może mieć zdanie w tym temacie (mogą zbuntować się na prawo pierwszej nocy). Trzy prawica nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Możemy strzelać, że bardzo lewicowy Jacek Kuroń odpowiedziałby np.”2″. Prawicowy Korwin odpowie „nieskończoność” albo „tylko rynek może to ustalić”.

Oczywiście wiem, że nie można tego ustalać jak suwakiem. Można jednak wprowadzać regulacje prawne i obserwować wyniki. Dążyć do pewnego poziomu. Ja uważam, że powinno to być „3”. Jeszcze lepiej niż Japonia i Finlandia. Dlaczego? Tu kolejna tabela. Sumaryczny indeks problemów społecznych w porównaniu do nierówności w dochodach:

Problems

Perfekcyjna wręcz zależność: im większe różnice społeczne tym więcej problemów społecznych. W indeksie jest śmiertelność niemowląt, długość życiu, analfabetyzm, przestępczość, ilość ludzi w więzieniu, a nawet otyłość. Ta tabela pokazuje dokładnie to coś, co ja czuję podskórnie. Byłoby bardzo dobrze, gdyby nasze społeczeństwo miało skuteczne mechanizmy blokujące tworzenie się dużych różnic. Jednak poza regulacjami prawnymi ważna jest nasza świadomość, kultura życia. Skandynawia jest lewicowa kulturowo, tam dużo większy dom, bezsensownie drogi samochód to obciach, a nie duma. Moim zdaniem „3” to najzdrowszy punkt. Uważam, że poniżej „3” problemy społeczne zaczęły by na powrót rosnąć. Gdyby kilka państw miało wynik w zakresie 1-2 to wykres zamieniłby się w parabolę. Tak na marginesie, jakby wyglądał ten parametr w komunistycznej Polsce? Moim zdaniem nawet ponad „10”. Komunizm traktuje się jak porażkę lewicy, moim zdaniem komunizm zrodził system ultraprawicowy. Wąska, bardzo wpływowa, bardzo bogata elita i biedne masy. Dostanie się do tej elity wymagało sprytu i odwagi na identycznych zasadach jak teraz. Z tym, że było to jeszcze trudniejsze. Mniejszej liczbie osób się udawało i większa była nagroda za sukces. Oczywiście wiem, ze komunizm zrodził się z lewicowych haseł i miał na celu lewicowy ład społeczny. Jest to totalna porażka w sposobie dojścia do lewicy, ale nie jest to porażka lewicowego państwa, ponieważ takie ono nie było. Można wysnuć z tego wniosek, że próby dojścia do lewicy zawsze skończą się katastrofą i ja się z tym wnioskiem zgodzę. Gdyby obecnie wszyscy ślepo wierzyli w lewicę, a lewicowi eksperci opanowali media byłoby to bardzo niezdrowe i pisałbym tu mocne prawicowe argumenty. Teraz piszę lewicowe.

Na koniec jeszcze dwie ciekawe tabele z wykładu. Pierwszy pokazuje, że bogatym żyje się gorzej w państwach o dużych różnicach nie tylko dlatego, że mają dużo większe ryzyko dostania kijem w głowę i grabież torebki. Porównanie śmiertelności niemowląt w Szwecji oraz Anglii z Walią:

infanity

Anglia jest w czołówce państwo o dużych różnicach, a Szwecja w czołówce o małych różnicach. W Anglii widać wyraźnie, że im bogatsza rodzina tym śmiertelność mniejsza. W Szwecji śmiertelność niemowląt nie jest związana z dochodem. Ciekawsze jest jednak to, że Szwecja jest lepsza od Anglii w każdej grupie. Śmiertelność niemowląt to bardzo rozsądny parametr rozwoju cywilizacyjnego. I wynika z niego, że lepiej być biednym w kraju o małych różnicach niż bogatym w kraju o dużych różnicach. Jest to złożony problem i nie można dokładnie określić przyczynowości takich korelacji. Richard Wilkinson autor wykładu dużo czasu poświęca psychologicznym efektom różnic społecznych. W społeczeństwach o dużych różnicach poziom stresu jest wysoki zarówno u biednych (walka o byt) jak i u bogatych (strata statusu) i to ten stres może przekładać się na ogólnie gorsze parametry zdrowotne w krajach o dużych różnicach.

I jeszcze jedno obalenie mitu. Prawica twierdzi, że redystrybucja dóbr (podatki) powoduje, że ludziom się nie chce nic robić i jest marazm ekonomiczny. Tymczasem jest dokładnie na odwrót. Ludziom nie chce się nic robić ponieważ redystrybucja dóbr nie działa, różnice są zbyt duże i choćby harowali całymi dniami to i tak będą na końcu stawki. Doskonale pokazuje to ta tabela:

mobility

Wykres pokazuje „mobilność społeczną” czyli zmiany w peletonie bogactwa. W krajach o dużych różnicach społecznych mobilność jest mała, bogaci zostają bogaci i tak trwa przez pokolenia, w krajach o małych różnicach społecznych jest to dużo bardziej płynne. „Amerykański sny” realizowane są dużo, dużo częściej w bardziej lewicowych państwach. Zabawne prawda?

Bardzo polecam cały wykład. Jest tam dużo dokładnych tabel. Jeśli ktoś ma zamiar kwestionować rzetelność danych to w wykładzie podano ich źródła i w jaki sposób dbano o ich wiarygodność.  Warto pobudzić naszą lewicową racjonalność i nie dawać się robić w jajo prawicowym ekspertom ekonomicznym. Dodam jeszcze, że wykład nie rozważa tego jak dojść do uzyskania małych różnic społecznych. Zupełnie inne sposoby są w Japonii, a inne w Finlandii.  Podaje jedynie bardzo silne argumenty na zgubny wpływ dużych różnic na nasze życia.

Na koniec jeszcze porównanie ilości osób w więzieniach do poziomu różnic społecznych. Proszę zwrócić uwagę na rozstrzał od około 50 osób na 100.000 mieszkańców w krajach bardziej lewicowych do około 500 (10 razy więcej!) w krajach bardziej prawicowych:

Prisoners

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Ile razy bogatsze powinno być najbogatsze 20% od najbiedniejszego 20%? Według mnie 3 razy.

  1. Mirek pisze:

    Ciekawe informacje, wykresy rzeczywiście jednoznaczne w wymowie. Na pewno takie analizy są potrzebne, dla wzrostu wiedzy, uzyskania pełniejszego obrazu i co za tym może pójść – wzrostu świadomości społecznej.

  2. Andrzej pisze:

    Kolejny ciekawy temat. Przyjmując takie podejście można by było tworzyć nową Utopię.
    Marzy mi się życie w takim systemie gdzie człowiek chcący pracować dostanie pracę za godziwe wynagrodzenie, pozwalające na spokojne życie. Ten który chce pracować ciężej, więcej, założyć własny biznes będzie mógł żyć trochę dostatniej w bezpiecznym otoczeniu.
    Piękne, niewykonalne marzenie.

  3. | Przychylny | pisze:

    „Jesteśmy społeczeństwem i jako społeczeństwo sami ustalamy zasady współżycia.”

    Arku, błąd. Proponuję ćwiczenie: zaproponuj referendum wspr. zniesienia podatków – jestem pewien że uzyskasz 30 mln podpisów. Pomimo 100% poparcia ludu i tak nie przeforsujesz tej zmiany. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo sexy i wzburzy Twój permisywny i demoliberalny umysł 🙂 Ano dlatego, że nie istnieje w praktyce coś takiego jak 100% demokracja (sic!). Istnieją bowiem pewne kategorie i wartości, które nie mogą podlegać koniunkturom nastrojów społecznych. Nie mogą być poddawane pod głosowanie. Tymi wartościami są wolność, własność i sprawiedliwość. Demokracja polityczna, która nie jest ograniczona porządkiem niedemokratycznym, na przykład porządkiem praw naturalnych, przeradza się w tyranię (mówił o tym chociażby Jan Paweł II). Nie bez kozery w końcu Lenin i Stalin byli określani mianem demokratów, podobnie jak ich żydowski teoretyk-prorok z Trewiru :-).
    Mylisz także pojęcia polityczno-światopoglądowe (prawica-lewica) z pojęciami gospodarczo-ekonomicznymi (socjalizm-liberalizm) utożsamiając prawicę jedynie z organizacjami dążącymi do obniżenia podatków/wydatków państwa i lewicę z organizacjami dążącymi jedynie do podwyższania podatków/wydatków państwa, przez co wprowadzasz zamęt. Prawicowa partia może mieć socjalny program gospodarczy (tak jest w przypadku największej opozycyjnej partii prawicowej PiS), podobnie jak lewicowa partia może wprowadzać wolnorynkowe reformy ograniczające fiskalizm i interwencjonizm państwowy (vide SLD obniżyła swego czasu CIT).
    Istotna część budżetu państwa to niejawny fundusz łapówkowy, o czym świadczy długa lista afer korupcyjnych. Poszerzanie sfery budżetowej w konsekwencji zwiększa ryzyko grabienia obywateli, czyż nie jest bowiem prawdą, że „okazja czyni złodzieja”?

    „Lewicowi propagandziści krzyczą, że bogaci okradają biednych. Julian Tuwim napisał, że „Filantrop jest to człowiek, który publicznie zwraca bliźniemu drobną cząstkę tego, co mu ukradł prywatnie”.”

    Tuwim nie był oryginalny, jedynie strawestował Leninowskie zawołanie: „wywłaszczajcie wywłaszczycieli!” i przedstawił w formie bon motu 🙂
    Jeżeli chodzi o samą filantropię: jeżeli ludzie potrzebują pomocy, to inni ludzie powinni im pomóc – to jest tak proste i naturalne do pojęcia, ale tak trudne do wdrożenia w dzisiejszych warunkach drapieżczego fiskalizmu i duszenia polskiej przedsiębiorczości. Kościół katolicki krzewi postawy altruistyczne i postawy współczujące, sam jest największą organizacją charytatywną na świecie. Państwo nie powinno ograbiać obywateli z owoców ich pracy, dzięki czemu w sposób naturalny poszerzać będzie strefę obywatelskiej filantropii. Dzięki temu obywatele mają szansę być miłosiernymi, praktykować jałmużnę za własne pieniądze i szczycić się tym jako osobistą zasługą moralną. I odwrotnie, jeżeli ktoś przyzwyczai się do tego, że państwo daje mu zasiłki, to taka osoba nabiera przekonania, że to mu się należy (naturalny mechanizm psychologiczny) i dlatego nie czuje się nikomu za nic wdzięczny, co ją w konsekwencji demoralizuje! Dlatego socjalizacja gospodarki doprowadza w ostateczności do demoralizacji społecznej!

    „Moim zdaniem głos lewicy obecnie nie istnieje. W mediach występują setki ekspertów, którzy jawnie, bez zająknięcia mówią o tym, że podatki są złe.”

    Podatki są złem koniecznym, który powinno się ograniczać, jak każde zło na tym bożym świcie. Świadomość tej prawdy jest raczej sukcesem spostrzegawczości, a nie porażką. Szkoda tylko, że nikt z tą świadomością nic nie robi. Fiskalizm w Polsce osiąga rekordowe poziomy (przypominam, że na swoje zaczynamy pracować dopiero od lipca-sierpnia :-)), wydatki budżetowe są rozdymane (na granicy konstytucjonalnego poziomu bezpieczeństwa) i karygodnie trwonione (eufemistyczne określenie rozkradania :-)). Właśnie w tym ostatnim elemencie dostrzegam największą przyczynę niewykorzystania przez Polskę szans i okazji do wzrostu i poprawy jakości życia obywateli i jej powinniśmy poświęcić więcej miejsca.

    „Są oni zatrudnienie przez ludzi, do których należą media i których interesem jest żeby ludzie nie buntowali się na niesprawiedliwy podział dóbr. Dzięki bardzo sprawnej propagandzie prawica wygrywa wojnę światopoglądową.”

    Może nie dotarła do Ciebie ta informacja, ale niniejszym donoszę, że Duda (pochodzący z PiS, największej prawicowej partii o socjalnym programie gospodarczym) wygrał wybory prezydenckie m.in. dlatego, że obiecał więcej wydawać z kasy państwa, a jego obietnice wyceniono na ok. 200-250 mld złotych publicznych pieniędzy, więc w praktyce jest odwrotnie niż to, jak Ty to przedstawiasz, tzn. że niby partie chcące zwiększania fiskalizmu i wydatków państwa nie dochodzą do głosu, a tym bardziej do władzy. Do władzy dochodzą siły dążące do zwiększania wydatków państwa, a nie je ograniczający! Czytałeś program gospodarczy PiS – gdzie tam jest mowa o obniżaniu podatków, o ograniczaniu wydatków państwa? Przecież do jest program socjalny. Czy zauważyłeś, że obecnie rządzący z PO-PSL doprowadzili do rozdymania wydatków państwowych do rekordowych poziomów, które grozą naruszeniem konstytucyjnego progu? Z powyższego wynika, że obecna władza i największa opozycja prawicowa to nie organizacje dążące do obniżania, lecz podwyższania podatków/wydatków. A propos profilu światopoglądowego mediów: te akurat są lewicowe, odsyłam do książki „Resortowe dzieci: Media” i wypowiedzi najznamienitszych „autorytetów” medialnych dostępnych w sieci.

    „Czuję podskórnie, że duże różnice społeczne są bardzo niezdrowe i niebezpieczne. Rujnują życia nie tylko biednym, ale i bogatym. Powodują ogromny wzrost wszystkich patologii i napięć społecznych.”

    Zgadzam się z diagnozą w 100% ale nie zgadzam się w tym samym stopniu z receptą 🙂 Suwaczki i mechanizmy wskaźnikowe, które proponujesz mają bezpośrednie afiliacje z suwaczkami socjalistycznych planistów z głównego urzędy planowania i gospodarki centralnie planowanej. W 1945 roku powołano Centralny Urząd Planowania, który decydował o tym, ile papieru toaletowego możemy zużywać. W wyniku reformy administracyjnej w 1997 roku Centralny Urząd Planowania został zlikwidowany, więc po co powtarzać te same zatęchłe błędy, wszyscy przecież wiemy, że papieru toaletowego było za mało :-). Albert Einstein mawiał: „Obłędem jest powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów.”
    Co do nieuczciwości przedsiębiorców: w odróżnieniu od Ciebie, który od razu utożsamia problem z ich ułomnością moralną (nieuczciwością), ja doszukiwałbym się problemu właśnie w drapieżczym fiskalizmie i talmudycznym biurokratyzmie. Według mnie to, że w Polsce ok. 30% PKB wytwarzana jest w szarej strefie nie jest wynikiem nieuczciwości przedsiębiorców lecz wynikiem drapieżczego charakteru państwa, który niczym wampir wysysa z nich ostatnie siły witalne oraz złego prawa. Instynkt samozachowawczy, poczucie odpowiedzialności za siebie i swoje rodziny, za swoje przedsiębiorstwo i wreszcie całą gospodarkę dyktuje im taki sposób postępowania. Nie narażają się bowiem na kary więzienia z nudów lub wrodzonej nieuczciwości (socjaliści lubują się w przypinaniu łat również moralnych do poszczególnych klas społecznych). Niepokojące jest tylko to, że zamiast naprawiać prawo, mnoży się buble prawne oraz organa kontrolne, które z czasem same stają się siedliskiem korupcji i nepotyzmu.

    „Oczywiście wiem, że nie można tego ustalać jak suwakiem. Można jednak wprowadzać regulacje prawne i obserwować wyniki. Dążyć do pewnego poziomu. Ja uważam, że powinno to być „3”.”

    Skoro wiesz, że nie można ustalać tego jak suwakiem, dlaczego to robisz, dlaczego to proponujesz? Skąd te wewnętrzne sprzeczności? Może stąd, że dla lewicowego umysłu możliwość sterowania ludźmi jest zbyt kusząca, zwłaszcza na masową skalę, aby przejść obok takiej możliwości obojętnie? W końcu zabawa w Boga to coś, co lewicy przychodzi bezrefleksyjnie, nawet tej oświeconej 🙂

    „Komunizm traktuje się jak porażkę lewicy, moim zdaniem komunizm zrodził system ultraprawicowy. Wąska, bardzo wpływowa, bardzo bogata elita i biedne masy. Dostanie się do tej elity wymagało sprytu i odwagi na identycznych zasadach jak teraz. Z tym, że było to jeszcze trudniejsze. Mniejszej liczbie osób się udawało i większa była nagroda za sukces.”

    Arku, znowu mylisz pojęcia oraz odwracasz łańcuch przyczynowo-skutkowy, przez co dochodzisz do błędnych konkluzji. To, że elita partyjna przejęła rząd dusz nad ludem nie jest przyczyną lecz wynikiem komunizacji. I nie chodzi tutaj wyłącznie o prymat myśli kolektywistycznej (której jesteś wojującym krzewicielem) nad wolnością jednostki, lecz głębiej, chodzi o to, że komunizm uprzedmiotowił człowieka, zniewolił go poprzez zaszeregowanie na drabinie życia niżej od swojej utopijnej idei.
    Herezje, które wynikają z błędnie stawianych tez i prostych uogólnień – w Twoim przypadku wprowadzenie prostego utożsamienia elity z prawicą i ludu z lewicą jako wystarczającego do epatowania najbardziej niezgodnymi z nauką odkryciami, całkowicie abstrahując od całej masy innych uwarunkowań – mącą jedynie w głowach i bałamucą. Niemniej dziwię się, gdyż do tej pory nie sądziłem, że socjalizm może wypaczyć nawet poczucie elementarnej przyzwoitości intelektualnej. No, ale skoro można wywrócić do góry nogami łańcuch przyczynowo-skutkowy, nie dostrzegając podstawowych uwarunkowań logicznych, no to cóż zrobić – kolejny dowód na to, że lewicowość dla swojego przeżycia musi posługiwać się płynnym wręcz krotochwilnym systemem znaczeń :-).

    No i ta pogarda dla fundamentalnego prawa ekonomii, które mówi, że wartość bierze się z pracy, a nie z dotacji i zasiłków, zaś „janosikowe” zabieranie bogatym i przekazywanie biednym, przynosi efekt odwrotny do zamierzonego, a to dlatego gdyż postępująca demoralizacja społeczna i ograniczenie możliwości akumulacji i reinwestycji kapitału prowadzi do pauperyzacji całego społeczeństwa bez wyjątku i jego zacofania cywilizacyjnego. No ale kto, jak kto, ale socjaliści wyspecjalizowali się w osiąganiu efektów odwrotnych do zamierzonych. Osiągnęli w tej dziedzinie wręcz mistrzostwo świata. Byłoby to bardzo śmieszne, gdyby nie było straszliwe.

    P.S. Arku, ponawiam prośbę o cofnięcie embarga na mój wpis, który napisałem w odpowiedzi na wpis Andrzeja do postu „Wojna, Mikke i Hokej”. No chyba, że zgodnie z tradycją największych socjalistów przeszedłeś do kolejnej fazy wdrażania rewolucji i zacząłeś cenzurować wpisy niezgodne z „naczelną linią partii” :-).

    • Jotazof pisze:

      Blog Arka – poglądy Arka 🙂 Myślę, że skasowany bo za długi. Podobnie jak ten 🙂
      Wracając do tematu i nie czepiając się szczegółów. Nie sądzisz, że zaproponowane w jakimś wcześniejszym wpisie pojęcie pensji minimalnej jest pożyteczne społecznie a co dużo bardziej istotne realne do zrobienia?

    • M4111 pisze:

      W pełni się z Tobą zgadzam i dziękuję Ci za ten komentarz. Po przeczytaniu Arkowego wpisu miałem bardzo podobne przemyślenia, ale nie bardzo wiedziałem jak to wszystko ubrać w słowa. Najbardziej uderzyła mnie zła moim zdaniem diagnoza dotyczące rzekomej prawicowości mediów i polskiej sceny politycznej. Z gospodarczego punktu widzenia PSL, SLD, PiS i PO (w obecnej formie) to partie lewicowe. Na szczęście mimo tego, że coraz częściej nie zgadzam się z wpisami Arka, nadal fajnie mi się czyta co ma do powiedzenia i nie zamierzam rezygnować z zaglądania tu;-)

    • Smoke pisze:

      Ciekawy punkt widzenia i wiele słusznych uwag do wpisu Arka. Zgadzam się to nie „Państwo polskie jest biedne, płaci niski emerytury i głodową pomoc społecznąę” to państwo jest zbiurokratyzowane ponad miare i utrzymuje przeogromna rzeszę ludzi którzy powinni robić zupełnie cos innego. Zgadzam się socjalizm może demoralizować. Pozostaje jednak jedno ważne pytanie: jak w takim świetle interpretować wykresy i wyniki pokazujące, że państwa mocno socjalizujace są w czołówce pozytywnych rankingów? Cud?

  4. | Przychylny | pisze:

    Fakty i statystyki prezentowane wybiórczo, pozbawione krytycznej oceny i punktów odniesienia są jak nuty – z tych samych można wszak ułożyć radosny psalm, jak i żałobny marsz.

    No bo czy można na podstawie jednego wykresu negatywnie ocenić rozwarstwienie dochodów występujące w USA i jednocześnie pominąć fakt, że jest to polityczno-militarny hegemon światowy, kolebka światowego R&D, postępu technologicznego i naukowego, jedyny liczący się gracz w przestrzeni kosmicznej? No i czy można na podstawie jednego wykresu pozytywnie ocenić niektóre kraje za najmniejszy odsetek problemów zdrowotnych i śmiertelności noworodków, abstrahując od faktu, że są to kraje propagujące i finansujące z publicznych pieniędzy eugenikę w postaci tabletek wczesnoporonnych, aborcji i eutanazji? Czy można tak robić pamiętając jednocześnie, że III Rzesza Niemiecka również pokazywała takie statystyki i Goebbels wykorzystywał je do wmawiania i utrwalania w Niemcach przekonania o postępie cywilizacyjnym w stosunku do stanu znanego im z czasów Republiki Weimarskiej?

    Jedna z definicji ekonomii mówi, że jest to nauka o podejmowaniu decyzji o charakterze gospodarczym w warunkach ograniczonych środków. Wyborem ekonomicznym nie będzie więc wybór pomiędzy narzeczoną (czy narzeczonym) piękną, mądrą i bogatą oraz brzydką, głupią i biedną, bo jest on oczywisty, tylko wybory określonych wariantów: piękna, głupia i biedna czy brzydka, mądra i biedna lub może brzydka, głupia i bogata? Gdy rozpatrywany jest charakter ekonomiczny państwa (tzn. czy jest odchylony bardziej na lewo niż na prawo), dochodowość jest wskaźnikiem drugorzędnym. Najważniejsza jest bowiem struktura własności wraz z nałożoną na to matrycą stanu i formy zadłużenia gospodarstw domowych oraz jednostek gospodarczych! Tam, gdzie gospodarstwa domowe i jednostki gospodarcze posiadają nadwyżkę aktywów (majątku, a nie dochodów!) nad pasywami (zobowiązaniami i rezerwami gwarancyjnymi w postaci chociażby weksli, umów żyrantowych, etc.), tam, gdzie przeważa majątek o charakterze prywatnym nad publicznym/instytucjonalnym, tam można mówić o większej wolności gospodarczej i jej prawicowym charakterze. Tutaj należy zauważyć, że nie chodzi o własność prywatną obcokrajowców (której benefity spływają do innych krajów) lecz (posługując się tautologią) o własność własną, a więc gospodarstw domowych i jednostek gospodarczych rezydujących w danym kraju! Własność a nie dochodowość jest bowiem najważniejszym wyznacznikiem zamożności i dobrobytu społeczeństwa zarówno w wymiarze praktycznym, jak i aksjologicznym. W tym drugim przypadku chodzi o niezależność, a więc o najważniejszy atrybut wolności każdego człowieka!

    W związku z powyższym, traktowanie PKB jako jednego i wystarczającego wskaźnika wolnorynkowości jest nie tyle błędne, co bałamutne! Cóż to bowiem za wolny rynek w kraju, w którym ludność jest wywłaszczona i sprowadzona do roli proletariuszy, najemników, kondotierów bez własnego majątku, plebejuszy, w którym relatywnie przyzwoity wzrost PKB nie wynika z przyrostu majątku narodowego (a więc majątku gospodarstw domowych i jednostek gospodarczych rezydujących w tym kraju) lecz ze wzrostu wydatków państwowych i konsumpcji wewnętrznej finansowanej z drastycznie wzrastającego zadłużenia publicznego! W końcu cóż to za prawicowość w kraju, w którym PKB wynika ze sprzedaży ewidencjonowanej nie przez krajowe jednostki gospodarcze lecz zagraniczne, drenujące swoje spółki-córki z kasy na różnego rodzaju Management Fees’ach, cenach transferowych, opłatach za know-how, przy okazji płacąc podatki na poziomach efektywnych niższych niż nominalne! Czyż w końcu o wolnorynkowym charakterze decyduje wartość sprzedanych dóbr oraz dochody osiągnięte w większości na kredyt?!

    O absurdalność traktowania PKB jako wyznacznika wolnorynkowości/prawicowości niechaj zaświadczy następujący case study: analizując chociażby rynek mieszkaniowy wyraźnie widać, że w krajach o niższym PKB per capita (a więc traktowanych przez socjalistów jako kraje biedne, mało wolnorynkowe) obserwujemy bardzo wysoki udział własności prywatnej, dodatkowo, jest to własność nie obciążona kredytami hipotecznymi! Tylko w zeszłym roku legalny drenaż Polski z kapitału wyniósł blisko 82 mld zł, równowartość 5 proc. PKB. To rekord ćwierćwiecza. Jednak, wszystko na to wskazuje, zostanie on szybko pobity. Gdyby nie ten gigantyczny wypływ pieniędzy, Polska rozwijałaby się w zeszłym roku w oszałamiającym tempie 6,6 proc. PKB. A każdy z nas miałby w kieszeni średnio o 2 126 zł więcej. Te horrendalne sumy są niczym innym jak rentą neokolonialną. Skutkiem grabieżczej prywatyzacji, przypominającej jako żywo łupienie indiańskich „miast ze złota” przez europejskich konkwistadorów, w trakcie której najlepsze polskie firmy sprzedano za bezcen lub łaskawie pozwolono zniszczyć w nierównej konkurencji. W efekcie mamy sytuację, w której właścicielami 83 proc. największych „naszych” spółek są obcokrajowcy (dane na 2011). A ponieważ – inaczej niż w bajkach dla grzecznych prowincjuszy – kapitał ma narodowość, właściciele ci wyciskają swoje nadwiślańskie filie jak cytryny. Z biegiem czasu coraz mocniej. Skala procederu jest oczywiście niemożliwa do dokładnego policzenia. Pewną, cząstkową jego miarą może być gwałtowny skok wielkości pozycji bilansu płatniczego zwanej „saldem błędów i opuszczeń”. Wraz z wybuchem kryzysu w 2008 r. następuje oto wzrost jego ujemnej wartości
    w stosunku do roku poprzedniego o, bagatela, ponad 20 mld zł, po czym (z wyjątkiem
    roku 2012) stabilizuje się on na poziomie co najmniej –26 do –31 mld zł rocznie. Gwałtowny wzrost ilości pieniądza znikającego w niewyjaśnionych okolicznościach prawdopodobnie potwierdza dobrze znany w literaturze przedmiotu mechanizm: w czasach kryzysu drenaż peryferii się wzmaga. Kiedy w metropolii zaczyna brakować kasy, wyciska się ją z parobków, tak jak szlachta polska zwiększała w XVII w. wymiar pańszczyzny wraz ze spadkiem cen zboża.

    Podsumowując: wskaźniki PKB oraz dochodowości nie są wyznacznikami wolności gospodarczej, a służą jedynie za zgrabny wehikuł typu „pic na wodę – fotomontaż” zamazujący rzeczywisty charakter rynku, który w wielu krajach (zwłaszcza europejskich) jest na wskroś wywłaszczony, wyzuty z własności prywatnej i koncesyjno-etatystyczny, a więc socjalistyczny! PKB i wskaźniki dochodowości są w dużej mierze takimi statystycznymi świecami dymnymi wyrzucanymi przez wszelkiej maści socjalistów, którzy wykorzystują je do utrwalania w nas przekonania, że to co zarobiliśmy na kredyt ma być traktowane jako wyznacznik postępu cywilizacyjnego. Co niektórzy bardziej radykalni mają nawet czelność i tupet wmawiać nam, że wysoki poziom PKB i dochodowości wynika z wolnorynkowego/prawicowego charakteru państwa (sic!). Dlaczego to robią? Według mnie jest to wyjątkowo cyniczny sposób na usprawiedliwianie w oczach wszystkich obywateli kolejnych lewicowych projektów przeprowadzanych w imię walki z prawicowością. Lewicowcy lubują stawiać się w roli podpalaczy i straży pożarnej jednocześnie, wszystko w zgodzie z Leninowską receptą, że na socjalizm najlepszym lekarstwem jest więcej socjalizmu 🙂

    PKB jako miara rozwoju gospodarczego jest w końcu wskaźnikiem wysoce ułomnym. Jak napisałem wyżej nie uwzględnia on bowiem struktury bogactwa i przeciętnej jakości życia. Wzrostowi PBK nie przeszkadza, jeśli człowiek pracuje od świtu do zmierzchu i zarabia tylko tyle, by odtworzyć swoje siły biologiczne. PKB nie mówi też nic o tym, jaki udział w wypracowaniu zysków ma kapitał zagraniczny.

    Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że jest coś takiego jak Produkt Narodowy Brutto (PNB), który różni się tym od PKB, że dolicza się do niego tzw. transfery zagraniczne. W PNB wlicza się więc zagraniczne inwestycje, których właścicielami są polscy obywatele lub osoby prawne. Nie wlicza się natomiast zysków, które podmioty zagraniczne uzyskują z inwestycji w Polsce. Chodzi tu o wynagrodzenia i zyski, a nie o efekty przepływów związanych z handlem zagranicznym (dochody
    z eksportu i wydatki na import). Transfery mogą być dodatnie, wtedy kraj zarabia na zagranicy, jak np. Niemcy, albo ujemne – wówczas kraj traci na rzecz zagranicy. U nas są ujemne. Warto zauważyć, że przed 2004 r. transferowano rocznie za granicę 6–12 mld zł, ale od czasu akcesji do UE transfery te gwałtownie wzrosły, więc po wejściu do Unii, licząc netto – tracimy. Gdyby nie to, bylibyśmy teraz przynajmniej o jedną trzecią bogatsi, bo te pieniądze pracowałyby w polskiej gospodarce. W ubiegłym roku PNB był niższy od PKB o jakieś 70 mld zł. To oznacza automatycznie, że o wiele większy stał się nasz deficyt budżetowy, bo podatki od tych pieniędzy
    nie wpłynęły do naszego, ale innych budżetów. A to niebagatelna suma. Tracimy
    na tym 4–5 proc. PKB rocznie (sic!). Oto obraz kraju peryferyjnego, neokolonialnego! Czy kolonia może mieć charakter prawdziwie wolnorynkowy, a posuwając się dalej – prawicowy? Pytanie retoryczne 🙂

  5. Anna pisze:

    Fajny artukuł, że ludzie sa dobrze poinformowani. 🙂

  6. Glassius pisze:

    Choć korelacja najwyraźniej istnieje, trzeba być ostrożnym przy interpretowaniu danych.

    Podany przez Ciebie wskaźnik śmiertelności niemowląt jest szczególnie niefortunny, bo USA i UK mają wyjątkowo dużo nastoletnich ciąż, częściej kończących się śmiercią urodzonych dzieci. Gdyby USA miało tak mały udział nastoletnich ciąż jak Szwecja, miałoby praktycznie taką samą śmiertelność niemowląt (MacDorman 2009). Zatem mit, że bogatym żyje się gorzej w krajach z nierównościami, oparty właśnie o śmiertelność niemowląt, upadł.

    Na drugim wykresie social mobility jest definiowane jako zależność dochodów dziecka od dochodów rodzica. Zależność jest prawdziwa i… słuszna! W Ameryce wciąż łatwo o sukces, a mała mobilność to problem lokalnej społeczności murzyńskiej. Tysiące imigrantów ucieka z biednych krajów, pokonuje bariery administracyjne i językowe odnosząc tam sukces, podczas gdy murzyni pozostają w patologii („Jak w Ameryce neguje się fakty o przestępczości Murzynów – Sebastian Niegowski vlog „).

    I na koniec: jak określić „prawicowość”? Nierównością dochodów? A może IEFem, w którym przynajmniej 2 kraje skandynawskie są bardziej „prawicowe”.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s