Podróż: Beijing – Wenzhou – Taipei

Będzie o oglądaniu świata. Jeden ze sposobów. Sposobów pewnie jest bez liku, tak samo jak bez liku jest ludzkich preferencji. Moje preferencje są dosyć specyficzne. Parę osób powiedziało mi, że każdy kto jedzie do Chin nie tylko wraca obładowany zakupami, wysyła też do Polski oddzielnie jakieś cargo. Ja poleciałem z małym plecakiem (tylko bagaż podręczny) i wróciłem z małym plecakiem (tylko bagaż podręczny). Skoncentruję ten wpis na opisie kosztów podróżowania. Plan na tą podróż to lot do Pekinu, 2 noclegi, potem do Tajpej tam 3 noclegi, znowu do Pekinu na 2 noclegi i do domu. Podróż we dwójkę, z przyjacielem.

Koszty podróżowania to rzecz względna, dla jednych to, co będę pisał, to kosmiczne wysokie kwoty, dla drugich obłędnie tanio. Dla mnie jest to minimum bez wysiłku. Co znaczy, że przy pewnym wysiłku można jeszcze taniej. Wszystkie koszty będę pisał w PLN.

  • Koszty przedwyjazdowe. Przede wszystkim lot, a w tym przypadku loty. Lot to na ogół więcej niż 50% całych kosztów. Lot definiuje wszystko, dlatego często lecę tam gdzie jest okazja, a nie tam gdzie zaplanuję, Wu Wei. Polskie linie lotnicze oferują Pekin w dobrej cenie, to lecimy do Pekinu. Cena 1905 zł. Pomysł ma też część biznesową. Odwiedzimy targi rowerowe w Tajpej. Może coś się z tego urodzi. Tajwan wymaga zakupu drugiego lotu. Cena 430 zł. Duża tu kombinacja, do Tajpej lecimy z przesiadką w Wenzhou, wracamy bezpośrednio do Pekinu. Kolejny koszt to chińska wiza 220 zł. Polacy są zwolnieni z wizy na Tajwan.

Łączne koszty przedwyjazdowe: 2 555 zł

  • Dzień pierwszy. Od razu o tym jak „mały bagaż ratuje życie”. Lot wysyła nam smsy, że lot jest 2 godziny później. No to jesteśmy na lotnisku 2h później, a tu nie ma już odprawy do Pekinu. Idziemy do specjalnego okienka dla spóźnionych pasażerów, uczymy się, że lot później nie oznacza, że odprawa później! Lista pasażerów zamknięta, tym razem do Chin nie polecimy. No ale nie mamy bagażu, tylko podręczne plecaki, ta okoliczność punktuje w negocjacjach,  można nas dopisać. Pierwszy nocleg mamy w samolocie. Rano na lotnisku w Pekinie, metro do centrum (12,5zł) i wysiadamy na placu Tian’anmen. Mamy tylko lekkie plecaki więc robi dwie czynności na raz, spacerujemy, zwiedzamy i rozglądamy się za noclegiem. Znajdujemy hotel za 60 zł od osoby. Trochę odsypiamy i ruszamy na miasto. Spacerujemy prawie 20 km (to norma na każdy kolejny dzień). Idziemy na najdroższą kolację tego wyjazdu (75 zł osoba) i wypijamy kilka piw w pubie (20 zł osoba).

Dzień pierwszy: 167,5 zł

Zakazane2

Smok 🙂

  • Dzień drugi. Wstajemy bardzo rano, ponieważ kupiliśmy na ten dzień wycieczkę. Znaleźliśmy wczoraj bardzo sympatyczny hostel. Przyjemniejszy i tańszy niż nasz (od razu zrobiliśmy rezerwację na ostatnie 2 dni w Pekinie) i tam kupiliśmy wycieczkę na Wielki Mur Chiński. Cena jednodniowej wycieczki to 130 zł osoba. W cenie śniadanie, obiad i dojazd (100km). Śniadanie skromne, obiad niesamowity, Mur bajkowy. Śnieg zaczyna padać podczas naszego zwiedzania i wszystko robi się przepiękne. Nie będę tu pisał o wrażaniach z wyjazdu. Nie taki jest zamiar tego wpisu. Napiszę o dwóch sprawach. Pierwsze, jesteśmy poza sezonem, co nie tylko znaczy, że wszystko jest znacznie tańsze, coś jest znacznie cenniejsze: nie ma ludzi, widziałem zdjęcia tego samego odcinka muru w sezonie, wygląda to jak pochód pierwszomajowy. Zupełnie inny świat. Po drugie, mamy kondycje. Obaj biegamy maratony, długie wyścigi rowerowe, rajdy przygodowe. Wielki Mur Chiński to wymagający obiekt, jest stromo, bardzo stromo. Nasz kierowca mówi nam, że mamy dwie możliwości: w prawo i do końca łatwiejsza, w lewo i do końca dla doświadczonych „hajkerów”, z dobrą kondycją. Tak czy siak zaleca z parkingu wjechać wyciągiem krzesełkowym, bo jak pójdziemy pieszo to już nie będziemy mieli siły chodzić po murze. Nie korzystamy z wyciągu i robimy obie strony, a nawet idziemy kawałek po zakazanym odcinku (nieodrestaurowane ruiny). Dobrze mieć kondycje. Na drugi dzień mamy zakwasy w łydkach. Wieczorem ruszamy jeszcze na spacer  po mieście, łapiemy najpierw trochę przekąsek na ulicznych straganów (10zł) a potem jeszcze kolacja w restauracji (20 zł – moje wrażenia z Chin im tańszy lokal tym lepsze jedzenie) i wypijamy kilka piw w pubie (20zł). Plus ten sam hotel co wczoraj 60 zł.

Dzień drugi: 240 zł

Mur

Tak wyglądał Mur 🙂

  • Dzień trzeci. Rano metro na lotnisko (12,5zł) i czekamy na samolot do Wenzhou. W Pekinie śnieżyca. Samolot ma opóźniony start. Lądujemy w Wenzhou, samolot do Tajpej już odleciał. Kolejny samolot jutro wieczorem, innych linii lotniczych, a poza tym pełen. Miejsce jest na lot za dwa dni. Utknęliśmy na 2 dni w… nawet nie wiemy właściwie gdzie jesteśmy. No dobra zobaczymy nowe miasto, no i wszystko zafundują nam linie lotnicze. Wszystko czyli hotel i wyżywienie. Wieczorem znowu długi spacer, nowe wrażenia, nowy kawałek świata (krótko: prowincjonalne miasto jest równie bogate, czyste i nowoczesne jak Pekin). Znajdujemy bardzo wesoły pub, z tłumem ludzi. Kupujemy po jednym piwie, wypijamy pięć. Cały czas ktoś nam kupuje kolejne. Jest bardzo wesoło. Wenzhou okazuje się być przebojem wyjazdu.

Koszt trzeci dzień: 10 zł

  • Dzień czwarty. Mamy cały dzień w Wenzhou, największa atrakcja tu to wyspa Jiangxin Dao, zwana wyspą Buddyzmu lub wyspą poetów. Dzień mija nam na spacerowaniu i na śmiesznych odkryciach typu, że w Muzeum Wojny z Japonią jest taka maszyna-gra to tłuczenia japońskich żołnierzy młotkiem. Na darmowy obiad wracamy do hotelu, jemy spokojnie, idziemy do pokoju i nagle paniczny telefon z recepcji: jest jednak miejsce w wieczornym samolocie, tylko trzeba bardzo, bardzo szybko. Na szczęście mamy małe bagaże, po chwili jedziemy już na lotnisko. Na Tajwanie zupełnie inna pogoda, bardzo gorąco, miasto tętni życiem. Hotel w samym centrum 70zł od osoby. Piwo i przekąski 40 zł osoba.

Koszt czwarty dzień: 110 zł

Wenzhou

Wenzhou

  • Dzień piąty. Śniadanie w sklepie spożywczym (15 zł). W Tajpej to normalne, w sklepach są stoliki i maszyny do podgrzewania. Kupujesz, płacisz, podgrzewasz sobie i możesz zjeść na miejscu.  Jedziemy na targi rowerowe. Wejście jest darmowe. Spędzamy tu prawie cały dzień. Wracamy do centrum. Jemy w małym barze niewiarygodnie tani i niewiarygodnie dobry obiad (po 6zł!). Póżniej skaczemy metrem po mieście (metro doliczę na końcu) i oglądamy trochę zabytków. Wieczorem znowu jedzenie w sklepie spożywczym (15zł) i jak zwykle pub (30zł). Hotel ten sam (70zł)

Koszt piąty dzień: 140 zł

Tajpej

Tajpej

  • Dzień szósty. Wracamy do Pekinu. Na Tajwanie mamy inne lotnisko, oddalone od miasta, dojeżdżamy tam autobusem (10zł). W Pekinie metrem (12,5zł) prosto od upatrzonego wcześniej hostelu. Po drodze w tanim barze jem najlepsze bakłażany w życiu, popijamy piwem (rachunek 15 zł). W hostelu jest super sympatyczny pub. Dostaję bęcki w szachy (piwo 20 zł). Hostel 50 zł osoba.

Koszt szósty dzień: 110 zł

Zakazane

Beijing

  • Dzień ósmy. Po śniadaniu (15zł) zwiedzamy Zakazane Miasto (ooo wow!) bilety 20zł, a potem wypożyczamy rowery na cały dzień (15zł) i śmigamy to tam, to tu. Jemy przysmaki z ulicy, wieczorem wypijamy kilka piw (w sumie jedzenie i picie podczas rowerowego Pekinu 50zł). Ruszamy też na zakupy. Ja kupuję naklejki 🙂

Koszt siódmy dzień: 100 zł

Pekin_rower

Pekin na rowerze

  • Dzień dziewiąty: rano na lotnisko, polskie linie lotnicze odwołały lot do Warszawy, wrzucają nas na Lufthanse do Frankfurtu. Musimy czekać dodatkowe 3 godziny, śniadanie na lotnisku – 15zł. Lecimy tym nowym kolosem od Airbusa, czyli A-380. Lot trwa o godzinę dłużej, czyli 11 godzin, silny przeciwny wiatr i na przesiadkę we Frankfurcie jest tylko 30 minut. Samolot do Warszawy poczekał i wszyscy polscy pekińczycy wsiedli, oczywiście bagaże nie dały rady się przesiąść w tak krótkim czasie. Chyba, że się podróżuje z podręcznym 🙂

Koszt ósmy dzień: 15 zł

  • Inne. Nie policzyłem przejazdów metrem. W pekinie metro na lotnisko kosztuje „aż” 12,5zł, jednak zwykły bilet na metro tylko 1 zł. W Tajpej cena biletu zależy od tego ile stacji trwa podróż, średnio 3zł. Policzmy w sumie na metro 30 zł. Nie policzyłem też innych biletów na zabytki. Czasem były za wstęp do parku, czy do świątyni. Z reguły bardzo niskie kwoty, w sumie max 50zł. W Wenzhou i w Tajpej użyliśmy też taksówek. W sumie kolejne 50 zł osoba.  Dlatego doliczam 30zł. + 50 zł + 50 zł. Razem wydaliśmy 1020 zł.

Koszty lotnicze i wizowe 2550 zł, koszty na miejscu 1020 zł. Razem 3,6 tys złotych. Oczywiście można by spędzić tydzień w Pekinie bez Tajwanu i wyszłoby taniej. Gdybyśmy nie utknęli w Wenzhou to mieliśmy plan wynająć rowery szosowe na Tajwanie (to piękna wyspa, rajskie plaże i szczyty prawie do 4 tys metrów) – wtedy wyszło by drożej. Koszt wyjazdu to pewna suma przypadków. I tak jak pisałem to 3,6 tys złotych to dużo i mało, zależnie od perspektywy. Piszę ten tekst:

  • bo wiele osób myśli, że podróże są znacznie droższe niż rzeczywiście są
  • bo koszt sympatycznego wypadu do Chin jest równy ceny połowy m2 mieszkania w Warszawie
  • bo koszt sympatycznego wypadu do Chin jest równy trzem ratom za nowe auto, wystarczy zmienić auto na rower i można mieć takie 4 wypady w roku 🙂
Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pasyjne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

29 odpowiedzi na „Podróż: Beijing – Wenzhou – Taipei

  1. Anna N pisze:

    miło było myślami pobyć chwilkę z Panem w Chinach 🙂 Najważniejsze jest to co nas cieszy, jednego wycieczka, drugiego rata za nowy samochód, trzeci chce odłożyć na książeczce, ważne, by szanować wybory innych i cieszyć się również szczęściem innych – najzdrowszy przepis, by nie zginąć w otchłani materializmu

  2. Tomek pisze:

    Problemem nie są nawet pieniądze, problemem jest czas 😦

    Od dłuższego czasu szukam sposobu, jak nie pozbywając się cash-flow uwolnić trochę czasu, tj. jest pomysł, to go realizujemy bo jesteśmy w stanie ogarnąć to czasowo. Na obecną chwilę jestem etatowcem z tego wszystkiego złymi konsekwencjami (jeśli chodzi o dysponowanie swoim czasem), ale szukam pomysłu jak to zmienić. Jakieś idee?

    Pozdrawiam
    Tomek

    • AnetaCuse pisze:

      Przeczytaj „4-ro godzinny tydzień pracy” Tima Ferrissa, tam jest cała masa ciekawych pomysłów.

    • Tomek pisze:

      Hej, właśnie czytam :-), ale na razie poza pracą na własny rachunek i biznesem nie widzę alternatywy, poza tym to jest oparte na innych realiach (amerykańskich), co np. ze względów podatkowych/prawnych i innych jest trudne do przełożenia na nasze.

      Poza tym z tego co wiem autor sprzedał swoją firmę (na której prowadzeniu napisał tą książkę) i zaczął pisać książki/inwestować, więc nie wiem czy jego droga jest do powtórzenia. Co prawda pisze o „produktach informacyjnych”, ale nie wiem czy jest jeszcze na to rynek.

      A etatowa praca zdalna w wymiarze 10%-20% nominalnego czasu o której pisze, to sorry ale nie widzę tego w naszych realiach, z podejściem naszych pracodawców, z ich potrzebą kontroli.
      I jest to śliska sprawa, w końcu umowę zawieramy na świadczenie pracy średnio przez 40h/tyg. więc jest to zwykłe oszustwo i złamanie umowy, które wcześniej czy później wypłynie.

      Tak jak pisałem, zostaje tylko własny biznes/praca na własny rachunek/ew. wolny zawód. Problem w tym, że ja pracuję w branży która z natury jest etatowa (mniej lub bardziej) i nie jest tak jak w branży filmowej, gdzie jest duży projekt, ludzie się skrzykują i zarabiają duże pieniądze w stosunkowo krótkim czasie, a później ma się czas na konsumowanie zapasów i ew. wyjazdy (jak się żyje oszczędnie). W mojej pracy w większości wymagana jest obecność non-stop, co powoduje z jednej strony daje dość niską stawkę godzinowo a z drugiej niemożliwość dłuższych przerw.

      Poza tym papierkologia i biurokracja w naszych realiach dość skutecznie zniechęcają mnie do pójścia tą drogą, a próby wsadzenia wszystkich na etat/wasną działalność (czyli obowiązkowy ZUS i podatki co miesiąc) świadczą o tym dobitnie. Nie ma praktycznie sposobu na prowadzenie działalności w sposób mniej formalny jak choćby umowy-zlecenia bo każda taka działalność może być podciągnięta pod konieczność rejestracji (wszystko zależy od interpretacji przez konkretnego urzędnika).

      Pozdrawiam

    • Michał pisze:

      Consulting, design/grafika, programowanie, coaching, tłumaczenia, sprzedaż online, pozycjonowanie, dziennikarstwo, fotografia, itd.

      Śmieszne koszta materialne, potrzeba wysokiej wiedzy (a co za tym idzie niska konkurencja), praca twórcza, teoretycznie z dowolnego miejsca na ziemi.
      Dodajmy do tego mobilny styl życia, brak zobowiązań i brak niepotrzebnej konsumpcji oraz z czasem coraz większe doświadczenie (związane z pracą, podróżami, życiem) i mamy całkiem niezłą receptę na ciekawe życie 🙂

      c’mon ; )

    • AnetaCuse pisze:

      Nie martw się, ja mieszkam w USA i też uważam to za dość nierealne na tutejsze warunki. Pracuję w IT i mogę (czasem) pracować z domu, ale jak zauważyłeś: „jest to śliska sprawa, w końcu umowę zawieramy na świadczenie pracy średnio przez 40h/tyg. więc jest to zwykłe oszustwo i złamanie umowy, które wcześniej czy później wypłynie.” Jeśli pracowałabym na zlecenie, to wtedy nie ma się korzyści jakie zapewnia stały etat, czyli w miarę przystępne cenowo ubezpieczenie zdrowotne, plan emerytalny itp. W każdym razie książka mimo wszystko dała mi do myślenia i pewne jej aspekty wykorzystam.

    • Michał pisze:

      Nie ma American Dream ; )

    • Kasia pisze:

      AnetaCuse, zainspirowałaś mnie tą pozycją książkową i nawet zaczęłam ją czytać. Właśnie skończyłam na tym jak autor zdobywa Mistrzostwo Chin w Kick-boxingu i muszę przyznać, że niezły z niego „przekręt”. Znam wielu sportowców, którzy stosują techniki odwadniania organizmu przed zawodami. Na 18 godzin przed ważeniem można stracić 3-4kg wody z organizmu, ale 13kg (jak pisze autor) to już dla mnie kosmos. Zastanawiam się czy inne informacje, o których tutaj piszecie też nie są trochę podkoloryzowane.

    • AnetaCuse pisze:

      Kasia, facet faktycznie stosuje dość drastyczne metody na życie, ale jego książki są wg. mnie warte przeczytania gdyż podają multum źródeł informacyjnych na wiele tematów. Kolejną jego książką, która dla mnie okazała się b. przydatna to „4-ro godzinne ciało” – to dopiero kloc i nie wszystko jest dla wszystkich, ale spora ilość metod jak najbardziej.

    • Kasia pisze:

      Dobre pytanie. Jestem ciekawa czy ktoś z czytających tego bloga właśnie tak żyje (ma czas i pieniądze na podróże) i mógłby podzielić się swoją historią?

  3. Pod koniec maja lecę, tekst na pewno się przyda 🙂
    Swoją drogą, mógłbyś dać konkretne namiary na hostele w Pekinie, w których spałeś? No i jeszcze jedno pytanie – nie miałem problemów z załatwieniem wizy, bez rezerwacji w hostelach? Na stronie ambasady pisze, że niby trzeba dołączyć rezerwację do wniosku.

    • arrec pisze:

      Hostel naprawdę sympatyczny, w zabytkowym hutongu, dosłownie rzut beretem od Forbidden City: http://www.sunrisehostel.com/

      Wiza: zostawiliśmy wolne miejsce w kwestionariuszu tam gdzie trzeba wpisać zakwaterowanie, wiza to czysta formalność, od razu widać, że podchodzą do tego bardzo na luzie

      Miłej zabawy!

    • Ale zbieg okoliczności! Też mam zamiar w tym hostelu mieszkać 🙂 Mam wrażenie, że to jeden z najbardziej popularnych hosteli w Pekinie, bo już jesteś, którąś osobą, która go poleca 🙂

  4. arturro pisze:

    Jak na moj gust to strasznie duzo tego piwa idzie …. Martwi mnie to.

    • Kasia pisze:

      Niestety wielu polaków z większą łatwością minimalizuje swój stan posiadania niż ilość spożywanego alkoholu. Miejmy nadzieję, że Arka to nie dotyczy:)

    • egoistka pisze:

      Widac zmartwienie zaciemnilo Ci swiadomosc, ze istnieja tez piwa bezalkoholowe. Poza tym chinskie sa lagodne i maloprocentowe, a takze sa mniejsze (niestety:), jak to chinskie:)))))

  5. AnetaCuse pisze:

    A mnie ciekawi jak trudno (lub łatwo) było Ci utrzymać bezmięsną dietę w podróży. Z góry dziękuję za szczegóły.

    • arrec pisze:

      Trudno / łatwo, ciężko powiedzieć, ustalmy, że zabawnie 🙂 Zwłaszcza jak menu w języku chińskim i w barze nikt nie mówi po angielsku. Jednak udawało się. Najczęściej są jednak zdjęcia w menu lub na ścianie (super zabawa w rozszyfrowywanie co to jest, to coś na zdjęciu, bakłażan, że kurze stopy), a w ostateczności można powiedzieć „tofu”, jak danie jest z tofu, to jest bez mięsa, bo tofu zastępuje mięso, a tofu po chińsku jest tak samo, dowód: http://translate.google.pl/#pl/zh-TW/tofu

      Największy problem to linie lotnicze, nie zadbałem o to aby mieć menu wegetariańskie (a podobno można, tylko trzeba przy kupowaniu biletu to zrobić – obiecuję sobie, że będę pamiętać w przyszłości) i zobaczyłem w jak przerażająco mięsnym świecie żyjemy. W sumie było 6 lotów, i dopiero przy ostatnim, przy jednym poczęstunku był jeden jedyny raz wybór, między mięsem a bez-mięsem (kanapka z szynką lub kanapka z serem). Wcześniej albo nie było wyboru, albo wybór typu kurczak czy wołowina. No więc było wydłubywanie brzydkich wędlin z kanapek (jak to marnie wygląda takie wydłubane), ewentualnie deale z sąsiadami typu kotlet za mini-bułeczkę :).

      Na szczęście poza samolotami jest cywilizacja.

  6. WSX pisze:

    Zastanawiam się, czy duża ilość podróży może czasem wynikać z braku pomysłu na swoje życie, z tego, że ktoś nie wie, co zrobić ze swoim życiem, ze swoim czasem, by stworzyć coś wielkiego, wspaniałego, więc zabija czas podróżami, podobnie, jak ktoś inny z takiej samej przyczyny może zabijać czas oglądaniem telewizji?

    • egoistka pisze:

      Napewno tak, kazdy wie przeciez, ze najlepszy i najwspanialszy sposob na zycie to plodzic, wybudowac dom, spedzac 10 h dziennie w pracy w fabryce azbestu i wypelniac przykazania koscielne 🙂

    • arrec pisze:

      WSX, po co dzielić życie na „życie” i „ucieczkę od życia”? albo na coś „wielkiego” i coś „małego”? Robiąc tak sami sobie wymierzamy smutną pokutę, biczowanie. Każde zachowanie można uznać za ucieczkę od życia – to bardzo względne. Co dla jednego jest ucieczką, czyli sztucznym życiem, dla drugiego jest właśnie prawdziwym życiem, a sztuczne jest to, co ten pierwszy uważa za prawdziwe.

      Właśnie podczas tej podróży miałem o tym bardzo ciekawą dyskusję z moim kompanem. Jeśli wszystko jest względne, jeśli siedzenie na kanapie i patrzenie w serial może być tak samo pełnią życia dla jednego indywiduum jak dla drugiego pierwsze zimowe wejście na Broad Peak to należałoby się zamknąć, nie tylko mi z tym małym blogiem, również takim panom jak Jezus czy Budda. Po co wygłaszać swoją prawdę, skoro każdy ma inną. Po co wołać do szczęśliwego człeka na kanapie obudź się, masz podłe życie, schudnij, idź dla lasu, zobacz świat, przeczytaj książkę. I nie mam na tym dylemat odpowiedzi, Albo mam taką: takie krzyczenie jest głupie i nie ma sensu, jednak coś w środku pcha ku temu żeby to robić, tak samo jak coś w środku pchnęło na wypad do Chin, i coś w środku mówi, żeby mówić o tym, że podróże są dobre, że otwierają człowieka, zmniejszają strach, agresje, różne głupie fobie.

    • Kasia pisze:

      Mam kolegę, który nie lubi podróżować, a najwspanialszą rzeczą na świecie dla niego jest programowanie. Myślę, że jest szczęśliwym człowiekiem.
      Buddyści uważają, że przyczyną cierpienia jest pragnienie. Podróżowanie dla wielu ludzi jest fascynujące, ale jeśli nie możesz zrealizować tego marzenia z jakiś powodów to jesteś nieszczęśliwy. Dlatego najlepiej mają ludzie, którym nie potrzeba zbyt wiele do szczęścia, niezależnie od tego czy mówimy o rzeczach materialnych czy o doświadczaniu życia w inny sposób np. sport, podróże. Pojawia się jednak inne pytanie, jak się rozwijać jeśli nie ma się pragnień? A może pogłębianie własnej świadomości i wiedzy o świecie i ludziach jest złe bo im człowiek mniej wie, mniej jest świadomy to jest szczęśliwszy?

    • jarsson pisze:

      Racja, wielu zabija czas i swoje życie np pracując niemal całe życie.
      Cytacik z początku XX wieku: „Zadanie etyczne: obudzić w człowieku potrzebę życiowej swobody, swobody od pracy; wykorzenić nałóg pracy i utylitaryzmu geszefciarskiego oraz pojęcia pracy jako obowiązku i celu życia; życie powinno być pojmowane jako zagadnienie szczęścia, praca zaś jako zła konieczność, od której ludzie powinni stopniowo wyswobadzać się.” – Edward Abramowski

  7. egoistka pisze:

    Im mniej czlowiek wie jest bardziej sterowny i to zewnatrzsterowny. A nikomu nie zalezy i zaden uniwersytet nie uczy, aby czlowiek byl wewnatrzsterowny, czyli wolny, majacy wybor. Pragnienie wolnosci to impuls do rozwoju w strone wlasnej podmiotowosci, wnetrza, wyzwolenia a nie w strone pragnien materialnych i pogoni za wiecej wszystkiego, wiec pragnienie takie jest dobre. Budda tez pragnal osiagnac oswiecenie i udalo sie, pragnienie jego pochodzilo z wewnatrz i bylo dobre 🙂

    • PiotrK pisze:

      I straszno i śmieszno w tym zachwycie nad minimalizmem . A wolnością to chyba brak odpowiedzialności można doskonale tłumaczyć. Dzieci i miłość – po co? – minimalistyczne rozmnażanie ciekawsze. Wybudować dom ? rodzice czy hotel u chińczyka co tańsze . Przykazania kościelne , przecież wiesz statystyczne dużo lepiej co lepsze i czym się kierować. I smutno i straszno.
      Ps. Wydając pieniądze na tych to żywią się mięsem przyczyniasz się do zabijania a tam w Chinach to chyba grubo i z szanowaniem wolności i z prawami człowieka i coś o torturach słyszałem ale kraj ciekawy (DOBRZE NIE TRAFIĆ NA OBÓZ PRACY)- pewnie jest w jakimś przewodniku i pamiętajcie o TYBECIE……
      Pragnienie me odpisania na komentarze pochodzi z wewnątrz i tez dobre, statystycznie.

    • egoistka pisze:

      Gdzie niby to jak to nazywasz zachwyt nad minimalizmem. Podejdz fenomenologicznie, kazdy orze jak moze, kazdy ma wlasny minimalizm albo i nie ma, wiec ma co innego. I tyle:)

    • egoistka pisze:

      „Osoby wiodace zycie w cichej desperacji ( to znaczy robiące to, co uważaja ze „musza robić” ) wyrządzaja innym więcej szkody, anizeli osoby, które robiły to, co chciały, z własnego wyboru.”

      Neale Donald Walsch

  8. seb pisze:

    A może przy okazji opisu podróży dorzucisz kilka złotych rad jak się dobrze zapakować w bagaż podręczny na tego typu wyprawę 🙂 Wy lecieliście liniami rejsowymi i tam są zazwyczaj wyższe limity niż w takim Ryanair czy Wizzair. Tanie linie to dopiero minimalistyczne wyzwanie 😉 Jakieś wnioski z wyprawy?

    Dzięki za minirelację i pozdrawiam 🙂
    S.

  9. alek pisze:

    Mam pieniądze i czas na podróże, jednak wolę spędzać czas z rodziną. Dzieci w wieku szkolnym potrzebują obojga rodziców. Żona potrzebuje męża i odwrotnie. Nic się nie stanie jeśli nie zobaczę wszystkich cudów świata, ale będę za to obecny przy drobnych cudach dnia codziennego w domu.
    Najbardziej niesamowita podróż jest dla mnie nic nie warta, jeśli nie mogę jej dzielić z bliskimi. Może więc kiedyś wybierzemy się nawet do Chin. Na dzień dzisiejszy zwiedzamy w wakacje Polskę i Europę, bo u nas koszty podróży są x5.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s