Thomas Bernhard trafia w sedno mojego bloga

Kto to jest Thomas Bernhard? Jeśli nie wiesz, to może i dobrze. A jeśli wiesz, to możesz się przerazić, że tu przywędrował, uznać, że czas uciekać z tego bloga. Poniżej fragment powieści „Wymazywanie”. Jest to dokładnie to coś, o co mi chodzi. Dokładny powód powstania i istnienia tego bloga. Powód dlaczego zwie się to pasja vs. praca.  Zatem proszę o uważną lekturę:

…nienawidzili tak zwanego nieróbstwa, nie potrafili sobie bowiem wyobrazić, że człowiek duchowy wcale nie zna nieróbstwa i wcale nie może sobie na nie pozwolić, że człowiek duchowy żyje w najwyższym napięciu i z największym zainteresowaniem właśnie wtedy, gdy, by tak rzec, jest niewolnikiem nieróbstwa, oni bowiem w ogóle nie wiedzieli, co począć ze swoim faktycznym nieróbstwem, ponieważ faktycznie w ich nieróbstwie w ogóle nic się nie działo, ponieważ tak naprawdę w ogóle nie byli w stanie myśleć, a co dopiero zdobyć się na dłuższy proces myślowy. Tak zwane nieróbstwo jest dla człowieka duchowego w ogóle niewyobrażalne. Tymczasem ich nieróbstwo było faktycznym nieróbstwem, albowiem jeśli czegoś nie wykonywali, w nich też nic się nie dokonywało. A człowiek duchowy jest, wprost przeciwnie, najbardziej aktywny wtedy, gdy, by tak rzec, nic nie robi. (…) W oczach tych, którzy przez nierobienie niczego rozumieją tylko faktycznie nierobienie niczego i jako nieroby również w rzeczywistości nic nie robią, ponieważ w trakcie nierobienia niczego nic w nich nie zachodzi, nierób, czyli człowiek duchowy, stanowi faktycznie największe zagrożenie, jest najgroźniejszy ze wszystkich ludzi.

Thomas Bernhard

Thomas Bernhard

Advertisements

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kulturalne i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Thomas Bernhard trafia w sedno mojego bloga

  1. Tofalaria pisze:

    To jest problem nudy – jednego z produktów naszej rozwiniętej cywilizacji. To dlatego większość z nas nie potrafi spokojnie czekać na spóźniający się pociąg – musimy zabijać czas! Drugi problem – demonizujemy pracę, a przecież najlepiej by było to wszystko połączyć – pracując czuć szczęście, nie pracując – również. Cenić jedne i drugie chwile. Ale jesteśmy tak oddzieleni od tego stanu, że musimy się go na nowo uczyć. 😉 W kulturach Wschodu (mam na myśli np. mnichów zen) kładzie się duży nacisk na codzienną pracę, ani jej nie gloryfikując, ani nie narzekając – są pewne rzeczy do zrobienia i już. Jest taka stara opowiastka o wiekowym mnichu, który wciąż pracował w ogrodzie. Młodsi chcieli mu ulżyć – schowali mu narzędzia. Tak siedział parę dni, ale nic nie jadł. Gdy zwrócono mu narzędzia powiedział „nie pracujesz – nie jesz”.

    • arrec pisze:

      A może tak: „nie pracujesz – nie jesz mięsa” 😉 ok, ok – nie zaczynam od nowa 🙂

      Mi się podoba jak Bernhard żongluje słowem „nieróbstwo”. Czasem nieróbstwo nie jest nieróbstwem, a praca nie jest pracą. Zgadzam się z Tobą, jak i Bernhardem, że przeciwieństwem pracy jest nuda („oni bowiem w ogóle nie wiedzieli, co począć ze swoim faktycznym nieróbstwem, ponieważ faktycznie w ich nieróbstwie w ogóle nic się nie działo”). Można to podsumować tak: jak się nie ma nudy, to znaczy, że pracujesz. Nudzisz się czyli nie pracujesz. Człowiek, który kocha myśleć, kocha kwestionować, kocha redefiniować (człowiek duchowy) ma cały czas dużo do pracy. Człowiek, który tego nie potrafi, musi patrzeć w telewizor, szukać rozrywek, a gdy ucieknie mu pociąg wpada w tarapaty.

      Przypomina mi się artykuł o plemieniu afrykańskim, dziennikarz, umówił się pod wskazanym wcześniej drzewem z synem wodza, gdy przyszedł to syn już tam był. Zapytał syna: – długo czekasz? Usłyszał odpowiedź: nie długo, tylko trzy dni.

  2. Arturro pisze:

    Nie wszystko zrozumialem, ale co tam! Chetnie podziele sie swoimi spostrzezeniami na ten temat 🙂 Dla jasnosci – nie jestem autorem tych spostrzezen, wczesniej zaslyszalem a potem udalo mi sie je zinternalizowac.Na szczescie!! 🙂
    Najwazniejsza rzecza w zyciu czlowieka nie jest wcale milosc, zdrowie itd tylko pasje, zainteresowania, czyli to, co jestesmy w stanie sami ze soba zrobic, wypelnic swoja przestrzen w zyciu. W nawiazaniu do artykulu, mozna je wpasowac w miejsce „praca” – tak mi sie wydaje, ze o to mniej wiecej chodzi. Jesli sie tego nie ma (pasji) to sie wypelnia cudza przestrzen, najkrocej – wchodzi z buciorami w cudze zycie – zony, dzieci, meza, partenra/ki, znajomych – i uklada je tak, jak nam sie wydaje, ze jest najlepiej – oczywiscie dla ich dobra! Mechanizm napedzajacy takie postepowanie to wlasnie brak aktywnosc we wlasnej przestrzeni, jesli jest ona pusta to powstaje lęk i aktywnosc skierowana na jej zapelnienie – jak wczesniej napisalem od ingerencji i zycia zyciem innych do calkowicie bezsensownego gapienia sie w monitor i przegladanie portali pt Demoty – choc sa niekiedy fajne 😉 Dlatego, tak sobie mysle, ze rozwoj to miedzy innymi umiejetnosc nudzenia sie ze soba i bycia dla siebie samego interesujacym, dopiero wtedy mozemy byc atrakcyjni dla innych! Umiemy szanowac wlasna przestrzen, bronic jej granic i szanowac granice innych – np nie bronic zonie chodzenia na tance! Nie wiem, czy jasno sie wyrazilem 😉 ale chcialem nawiazac do tematu glownego!

  3. Franek pisze:

    Z Arturro: „Jesli sie tego nie ma (pasji) to sie wypelnia cudza przestrzen”
    Tak sobie myślę, że słowo „pasja”, w tym zdaniu, możne być zastąpione pytaniem: „kim jestem”?
    Jeśli wiem „kim jestem”, to łatwiej mi uświadomić sobie to „co robię” i „dlaczego to robię” – np. dlaczego jem lub nie jem mięsa.
    Porównując Izydora Oracza, Franciszka z Asyżu, Filipa Neri i może nawet Ignacego Loyolę widzę, że każdy z nich był „nierobem”, a przynajmniej nie „stachanowcem”, 🙂 „zrobili” jednak coś co przetrwało wieki i przypuszczam, że miało to związek z ich wiedzą (wiarą) „kim są”.

  4. egoistka pisze:

    „Przypatrzcie się liliom polnym jak rosną, nie pracują ani nie przędą, a powiadam wam: nawet Salomon w całej swej chwale nie był tak przyodziany jak każda z nich”
    Jezus :)))))

  5. Smoothie pisze:

    „Z pierwszej listy, którą sporządziliśmy, trzeba było zrezygnować. Było oczywiste, że górny bieg Tamizy nie jest żeglowny dla tak dużych łodzi, które zabrałyby wszystkie rzeczy uznane przez nas za niezbędne. Podarliśmy więc kartkę i spojrzeliśmy po sobie.
    – Podeszliśmy do tego od złej strony – powiedział George. – Nie zastanawiajmy się nad rzeczami, które by się przydały, lecz nad tymi, bez których nie możemy się obejść.
    George okazuje się czasem bardzo rozsądny. Zdziwilibyście się. Przemówiła przez niego czysta mądrość. Jego uwaga na temat bagażu ma szersze zastosowanie, także w odniesieniu do naszej żeglugi rzeką żywota. Iluż to ludzi, płynąc w ten rejs, niebezpiecznie przeciąża swoją łódź niedorzecznymi przedmiotami, które wydają się im niezbędnym warunkiem przyjemności i komfortu podróży, lecz w istocie są tylko zbędnym balastem.
    Aż po wierzchołki masztów upychają biedny stateczek pięknymi strojami i wielkimi domami; niepotrzebną służbą i zgrają szykownych przyjaciół, którzy nie daliby za nich złamanego szeląga, choć sami nie są ani tyle warci; drogimi rozrywkami, które nikogo nie cieszą, ceregielami i modami, snobizmem i ostentacją, i wreszcie – och, najcięższy to, najbardziej szalony balast ze wszystkich! – obawą przed tym, co pomyśli sąsiad; zbytkami, które tylko zawadzają, rozrywkami, które nudzą, pustym przepychem, który jest jak dawnymi laty żelazna korona na głowie przestępcy, co wykrwawia i bólem przepełnia dźwigające ją skronie!
    Wszystko to balast, człowiecze próżny – wszystko to balast! Wyrzuć go za burtę. Czyni on łódź tak ciężką, że niemal omdlewasz przy wiosłach. Czyni ją bezwładną i niebezpieczną w manewrowaniu, toteż ani na chwilę nie zaznasz ulgi od brzemienia troski i niepokoju, ani na chwilę nie pogrążysz się w rozmarzonej opieszałości – nie znajdziesz czasu, by spojrzeć, jak muskane wiatrem cienie falują na mieliźnie, jak promienie słońca mienią się połyskliwie pośród wodnych zmarszczek, jak wielkie drzewa nad brzegiem chylą głowy, by zobaczyć swą podobiznę; nie znajdziesz czasu, by spojrzeć na złocistozielone lasy, na lilie białe i żółte, na falowanie sitowia, na turzyce, na storczyki, na niebieskie niezapominajki.
    Wyrzuć balast, człowiecze! Niech łódź twego żywota będzie lekka, załaduj na nią tylko to, czego naprawdę potrzebujesz – przytulny dom, proste przyjemności, paru przyjaciół godnych tego miana, osobę, którą kochasz i która ciebie kocha, kota, psa, zapas fajek, Pod dostatkiem żywności i pod dostatkiem ubrań oraz trochę więcej niż pod dostatkiem napoju; pragnienie jest bowiem rzeczą niebezpieczną.
    Od razu się przekonasz, że łodzią łatwiej się steruje, że jest mniej: wywrotna, a nawet jeśli się wywróci, to nie szkodzi: rzetelnemu rzemiosłu woda niestraszna. Będziesz miał czas i pracować, i myśleć. Będziesz miał czas spijać słodycz żywota – będziesz miał czas słuchać eolskiej muzyki, którą boży wiatr wygrywa na harfach ludzkich serc – będziesz miał czas…”

    – „Trzech panów w łódce (nie licząc psa) Jerome K. Jerome

    W sedno:) Cała książka wspaniała, bardzo dobra na święta, bo lekka i zabawna niezwykle.

  6. kate pisze:

    Doskonale trafia do mnie ten fragment. Nie ma nudy. Możesz pozornie nic nie robić, a dzieje się wtedy najwięcej. Często takie bycie sam na sam z sobą wydaje się ciekawsze od towarzystwa, w którym akurat przebywasz. Tyle się dzieje i właściwie nie musisz ruszyć palcem. Ciekawiej jest tu niż tam, gdzie gołym okiem nieporównywalnie większa aktywność. Sęk w tym, że wewnętrzna aktywność może być bezkonkurencyjna.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s