Minimalizm z lodówki

Miałem, mam i pewnie będę miał lodówkę. Także spokojnie, nie będzie to atak na to bezbronne urządzenie. Będzie obserwacja. „Obserwacja sprzętu AGD” brzmi to zabawnie … paranoicznie. Ale obserwowanie lodówki, samochodu, telewizora, garnituru czy deski surfingowej to po prostu świadome życie. Nie dryfuje bezwładnie głównym nurtem, tylko zaczynam myśleć. Myśleć, myśleć, myśleć. Wracając do lodówki. Dwie tezy. Teza nr 1 „Lodówka to wynalazek, dzięki któremu nie musimy, co chwilę biegać po zakupy”. Teza nr 2: „Lodówka to sposób na spożywanie nieświeżej żywności”. Gdzie ja jestem w tych skrajnościach? Blisko tezy nr 2. Lodówka jednak jest przeze mnie używana. To będzie krótki tekst typu „mój sposób na…..”

lodowkaMój sposób jest taki: Arku, jeśli w danej chwili nie wiesz, co masz w lodówce, to źle to robisz. „To” czyli zakupy, zarządzanie żywnością, jak zwał tak zwał. W każdej chwili, znaczy w każdej chwili. Tak samo jak w każdej chwili wiesz ile masz nóg, rowerów, czy ciuchów (Tak, tak z ciuchami to już też wyższa szkoła minimalizmu). Test: sprawdź teraz, co myślisz, że jest, a co tam jest rzeczywiście. Myślę, że naprawdę wiele osób nie wie, co może znaleźć w swojej lodówce. Myślę, że tak zupełnie nie wie, w sensie, że nie ma pojęcia. Niedawno znalazłem u kogoś w lodówce sos sojowy, termin ważności 2005 rok.

Ok, tylko po co? No tak, wszystko ma swoje wady i zalety. Wypchana lodówka to wygoda wyboru i jeszcze poczucie bezpieczeństwa i dostatku. Być może tak dla ciebie jest lepiej. Dlaczego ja uważam, że lepiej mało i świadomie w lodówce:

  • nie będziesz wyrzucał przeterminowanej żywności
  • nie będziesz kupował nadmiarowo i bez sensu (bo nie wiesz, co masz)
  • nie będziesz jadł za dużo – dlatego żeby się nie zmarnowało
  • nie będziesz jadł za dużo – bo nie będzie co 🙂
  • będziesz jadł zdrowiej (świeże produkty)
  • będziesz jadł świadomiej (koniec bezmyślnego podjadania)
  • będziesz często biegał po małe zakupy (ruch, zdrowie)
  • odkryjesz na nowo sklep osiedlowy (kontakt z ludźmi)
  • zaczniesz robić zakupy pieszo, a nie samochodem
  • pokochasz na nowo spacery
  • twoja pupa będzie coraz lżejsza

Rozhuśtałem się z tymi punktami. Ale chciałem podkreślić, że „mało w lodówce” to pewien styl życia. Styl biegunowo inny od tego hipermarketowego świata sobotnich zakupów, czyli kupuj za dużo, magazynuj, jedz nieświeże.

A może w ogóle bez lodówki? Oczywiście! …jeśli ktoś potrafi. Ostatnio porównuję minimalizm do jedzenia. Najważniejsze jest aby nie być głodnym. Jeszcze raz: najważniejsze jest to aby nie być głodnym. Jasne? Nie chodzi o to aby się głodzić, aby mieć niespełnione pragnienia, aby się czegoś pozbawiać. Wtedy jest to bieda, asceza, post, pokuta. Minimalizm oznacza, że masz być syty jak najżarłoczniejszy prosiak w chlewie. Masz być w 100% syty. Zero głodu! Zarówno materialista jak i minimalista nie chcą być głodni. Obaj chcą mieć zaspokojone swoje konsumpcyjne zachcianki. Nie ma tu żadnej różnicy. Gdzie zatem jest różnica? Otóż materialista myśli, że im większy konsumpcyjny apetyt tym wartościowsze i ciekawsze życie. Minimalista dokładnie na odwrót. Im mniej potrzebujesz aby sytość osiągnąć tym więcej wolności posiadasz.

Ta umiejętność osiągnięcia sytości jest rzeczą bardzo subiektywną i indywidualną. Podobnie jak na przykład czas w biegu maratońskim. Wśród biegaczy nie spotkałem się z czymś takim jak pogarda dla wolniejszego. Nawet jeśli ktoś biegnie maraton w czasie 2 godziny i 39 minut to mówi z szacunkiem, o tych co robią to w 5 godzin. Spotkałem się natomiast z tym, że z pogardą o wolnych biegaczach mówią, ci co nigdy maratonu nie biegali. Podobnie jest z minimalizmem.  Minimaliści, ludzie, którzy odrzucili materializm jako sposób na szczęście wspierają się i szanują, niezależnie od tego ile jeszcze potrzebują aby sytość osiągnąć. Wiele pogardy dla minimalizmu jest natomiast u osób, które nigdy nie odważyły się dotknąć wajchy z napisem: „moja własna chciwość”.

Advertisements

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Minimalizm z lodówki

  1. Superlama pisze:

    Trudno się nie zgodzić, ale choć częstsze wizyty w osiedlowym sklepie = więcej zdrowego biegania po schodach, to jednak częściej występuje pokusa kupienia czegoś nie planowanego:-)

    Przyznam się też, że czasami faktycznie coś się wyrzuca, bo zostaje „na jutro”.

    Bardzo ciekawa wzmianka o maratończykach.

  2. anetacuse pisze:

    Jak najbardziej zgadzam się z przesłaniem tego wpisu, ale chciałabym dodać, że można w ten sposób żyć nawet gdy się robi zakupy raz na tydzień w supermarkecie. Wiem, bo sama tak żyję. Planuję menu na tydzień i kupuję dokładnie tyle, ile mi trzeba. Pod koniec tygodnia nie mam w lodówce prawie nic poza cebulą, musztardą i innymi „długodystansowymi” produktami. Kupuję raz na tydzień w supermarkecie, bo tam gdzie mieszkam (1) nie ma małych osiedlowych sklepów, (2) na zakupy nie da się pójść pieszo z racji dystansu i braku chodników, (3) wybranie się na małe nawet zakupy jest „produkcją”, która trwoni czas i zużywa paliwo, więc nie opłaca się codziennie. Tak więc można mieć w lodówce mało i wiedzieć co się ma nawet jeśli zakupy są raz na tydzien. Jeśli chodzi o świeżość, to nie wiem przecież czy kupowane przeze mnie warzywa przywieziono dzisiaj, czy leżą tam od 5-ciu dni. W sezonie wykupuję działkę z miejscowej farmy z naprawdę świeżymi warzywami, ale ona też jest raz na tydzień, bo tak funkcjonuje większość farm.

    A propos lodówki, to ponoć bardziej wydajne energentycznie jest trzymanie lodówki pełnej, bo ponoć lepiej utrzymuje temperaturę, ale moja prawie zawsze jest pustawa. Wyjściem byłby zakup mniejszej lodówki.

    Pozdrawiam serdecznie.

    • arrec pisze:

      Aneta, ja tez często korzystam z supermarketów – nie jestem ich wrogiem, główny sens tekstu to „Wiem, co mam w tej chwili w lodówce” – u Ciebie widać, że działa to super.

      Nie zgodzę się jednak z tym, że „zakupy to produkcja”, znaczy zgodzę, bo to w sumie prawda, ale tak samo „sen to produkcja”, czy „spacerowanie to produkcja”. Jednak głupio jest myśleć w ten sposób. Efektywność zabija przyjemność. Kurt Vonnegut nie używał maila żeby wysłać materiały do wydawnictwa, i wszyscy myśleli, że to nieporadność czy też upartość – on wyznał, że doskonale wiedział jak to zrobić, tylko podkochiwał się w pani z poczty 🙂

    • anetacuse pisze:

      Podoba mi się stwierdzenie, że „efektywność zabija przyjemność,” ale nie mogę tego zastosować w tym przypadku, co oczywiście jest sprawą subiektywną. O ile zakupy w lokalnym sklepie osiedlowym (kiedy do takiego miałam dostęp) były dla mnie przyjemnym spacerem i okazją do sąsiedzkich pogawędek, o tyle zakupy w supermarkecie są dla mnie skomplikowaną, czasochłonną gehenną: pojedź, znajdź miejsce do parkowania wśród setek samochodów, dojdź do sklepu, przepychaj się wśród innych kupujących, znajdź co ci trzeba (a sklep jest ogromny), stój w kolejce do kasy, zatachaj zdobycz do samochodu. To nie jest prosta czynność, to jest eskapada, która w najlepszym wypadku zajmuje 45 minut.

      Świetny przykład z Vonnegutem.

    • Tofalaria pisze:

      45 minut to i tak niezły wynik. 😉 U nas mniej więcej tyle zajmuje runda po najbliższych warzywniakach/ogólnospożywczakach, no ale w każdym wypada zamienić parę słów ze sprzedającym, zapytać o dostawę tego czy śmego i uprawę sałaty… W sumie te zakupy są bardzo relaksujące. 😉

  3. Tofalaria pisze:

    Wcale nie tak łatwo kupić małą lodówkę, zwłaszcza z osobnym zamrażalnikiem. Zamrażalnik to fajny patent, pozwala nie wyrzucać, kiedy np. zostanie więcej zupy, a my wyjeżdżamy, albo zostanie cokolwiek, co można zamrozić (zrobione danie). Mój patent to ugotowanie np. naraz dużego garnka fasolki (fasola długo się moczy i gotuje) i zamrożenie części. A to, co pisze Anetacuse o tym, żeby nie trzymać pustej, to prawda. Pusta lodówka zużywa więcej prądu (powietrze), zwłaszcza gdy jest często otwierana. Warto ją zapełnić czymś, co lepiej utrzyma chłód, choćby butelkami z wodą albo słoikami z przetworami. No i rozmrażać z zamrażalnika najpierw w głównej komorze lodówki. Da się to ogarnąć. 😉

    • anetacuse pisze:

      Tofalaria: Wiem z autopsji o problemach z zakupem małej lodówki, bo kupiłam najmniejszą na rynku (poza turystyczną bez zamrażalnika) a i tak jest ogromna. Dobry pomysł z butelkami z wodą! Ja również moczę i gotuję fasolę raz na tydzień, ale pół kilo zjadam sama w tydzień, więc nawet nie zamrażam, tylko trzymam w lodówce.

  4. PiotrK pisze:

    Tak inaczej…Ostatnio byliśmy zmuszeni do życia bez lodówki . Myślimy balkon ale z balkonu wyjadały sikorki jakby w karmniku nic nie miały i ocieplenie szło no to lodówka ze śniegu pod domem będzie dobra – okazało się że to myszy miały prezent pod choinkę .Na teraz przylatują myszołowy – siedzi taki i się gapi a ja od rana gapię się na niego – pięknie…..W przyrodzie nic nie ginie.
    Mieszkanie na wsi wymusza pewne działania- mamy spiżarkę, piec chlebowy (opalam brzozą, bukiem lub dębem i nie wiem czy minimalistycznie ale piekę kilka blach po rozgrzaniu pieca- szkoda tracić ciepła i mocy) , lodówka duża (chłopaki do wykarmienia) nic się nie marnuje . A od czasu do czasu nie robimy zakupów -trzeba wyjeść to co jest.
    Właśnie wyjadam ze słoika czarne jagody takie pływające w soku własnoręcznie zebrane a latem pobiegnę z wiaderkiem do lasu . Niby czaso – okres długi , zima -lato ale idea się zgadza i parkować w lesie nie muszę. Minimalizm i jagody 🙂 podoba mi się.

  5. arturro pisze:

    Na stronie ppasjavspraca pod tekstem o lodówce u mnie na komputerze reklama bonów zakupowych – dobre !!! :))

    • arrec pisze:

      No tak. Winić należy moje lenistwo. Blog leży sobie na ogólnym wordpressie, ja nie muszę nic z tym robić i o nic się martwić, a oni mogą sobie czasem wyświetlić reklamę… ja tego nie widzę, znaczy tych reklam, ale już miałem sygnały od przyjaciół – i kończyło się to twardym postanowieniu, że coś z tym zrobić, tak twardym jak z piosenki Elektrycznych Gitar: „…ale kiedyś się wezmę”. Dzięki Tobie Arturro teraz tez tak sobie śpiewam 🙂

      ps. jak ktoś chce pomóc/doradzić jak ten cały mandżur przenieść na coś z własnym hostingiem itd, itp to proszę się nie krępować 🙂

  6. Trener VIP pisze:

    A ja mam taki system, dawno temu z dietetykiem opracowałam zdrową dietę, nie przepadam za mięsem, lubię warzywa, więc,musiałam w taki sposób zaplanować ilość wartościowych kalorii, sposób robienia zakupów,żeby jeść to co powinnam zdrowo i mieć wszystko pod ręką. Bazę, przetwory, które mogą poleżeć raz w miesiącu w markecie, albo w hurtowni,z listą warzywa, ryby raz w tygodniu, na targu uwielbiam to robić, a pieczywo i produkty krótkoterminowe w osiedlowym sklepiku,poranny spacerek do sklepu -rytuał. Nie mam samochodu!. Jak coś się kończy dopisuje do listy i zabieram ze sobą,zawsze wiem co w sklepie mam kupić. I wiem co mam, wszytko z mojej listy.Korzyści: nie kupuję tego czego nie powinnam jeść, co mi szkodzi, zaplanowane ilości spożycia kalorii,czyli właściwą ilość i rodzaj jedzenia.Rzadko jadam poza domem, bo to zaburza mój porządek.A lodówka? Wszystko co potrzebuje w niej trzymać, półka z wędlinami i mięsem, rybna,nabiałowa,warzywa w szufladkach, ale tylko te, które można trzymać w lodówce.I od razu widać w której półce jest pusto.Podobnie w szafce z bazą. To wymaga tylko pewnej organizacji. Wielkość lodówki, szafki, nie ma znaczenia.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s