O Motywacjo!

Długo myślałem o tekście, w którym analitycznie opiszę, co myślę, o szkoleniach, książkach czy systemach zajmujących się ulepszaniem naszej „motywacji do działania”. Ale napiszę wyjatkowo krótko i prosto:

 Rób rzeczy,  której nie wymagają ulepszania twojej motywacji.

Advertisements

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 odpowiedzi na „O Motywacjo!

  1. Tomek pisze:

    Chyba że motywacją jest chęć prowadzenia ciekawego, „pełnego” życia…

    • arrec pisze:

      Powiedziałbym, że jedyny powód, dlaczego nie prowadzimy ciekawego i pełnego życia jest taki, że wzmacniamy i ulepszamy motywację do prowadzenia ciekawego i pełnego życia… 🙂

      Innymi słowy nie ufamy sobie, tylko normom społecznych lub najlepszym specjalistom na Ziemi od wiedzy, co daje ciekawe i pełne życie: marketingowcom.

    • Tomek pisze:

      Co do drugiego paragrafu to absolutna zgoda.
      Jesli chodzi o pierwszy to myśle ze właśnie z powodu tego „oglupiania” spoleczentwa wielu z nas musi znaleść motywację aby uciec od tego co wypada albo co jest modne i nauczyć sie żyć wedlug wlasnego ‚ja’ i zaufać sobie. Oczywiscie sa ludzie dla ktorych ‚bycie sobą’ jest oczywiste, ale wielu z nas potrzebuje czegoś co nas skieruje na sciezkę ‚autentycznego’ życia. Nie zawsze to przejscie przychodzi samo i dlatego potrzeba nam pewnej motywacji np. w postaci zniechecenia do bycia traktowanym nie jako czlowiek ale jako konsument.

  2. IronMan pisze:

    Zastanawia mnie Arku z czego Ty żyjesz…
    Skoro nie pracujesz to skąd masz pieniądze na wyjazdy, wyprawy i robienie tego, do czego nie musisz się motywować.

    Zgadzam się z Tobą, że marketingowcy, wciskają nam kit. Mówią co kupić, aby być szczęśliwym. Oczywiście jest to fikcją. Można się obyć bez tych przedmiotów i być naprawdę szczęśliwym. Jednak aby prowadzić fajne życie (podróżować itd), to często trzeba zmotywować się do robienia czegoś, co niekoniecznie jest nam na rączkę i z czego czerpiemy radość.

    Proste.

  3. Tomek pisze:

    Reasumując mój poprzedni wpis – hasło „rób rzeczy które nie wymagają ulepszania twojej motywacji” jest dobre dla ludzi wiedzacych czego czcą i w jakim kierunku chcą iść. Jednak dla większosci, ktora w jakiś sposob zatruta jest tym wszedobylskim marketingiem to w pewnym sensie puste hasło. To tak jakby powiedziec choremu: nie potrzebujesz motywacji do wyzdrowienia bo samo ci przejdzie. Jesli ktos ma katar to faktycznie samo mu w koncu przejdzie, ale przy powaznych chorobach niezbedna jest motywacja aby wrocic do zdrowia. „Rób rzeczy które nie wymagają ulepszania twojej motywacji” oznacza dla ludzi zanurzonych w marketingowym bełkocie robienie tego co dotychczas, czyli zanurzania sie w marketingowym bełkocie. W takim przypadku motywacja moze okazac sie czynnikiem niezbednym do zmiany tego stanu rzeczy.

    • arrec pisze:

      Dzięki Tomek! Mamy jedną z najciekawszych dyskusji na tym blogu. To o czym rozmawiamy jest tak subtelne, wręcz niedostrzegalne, a zarazem jest to największa przeszkoda do zrozumienia. Porównując to do choroby, to jest to choroba poważna ale zarazem urojona, wyleczeniem byłoby odkrycie pacjenta „nie jestem chory”. Motywacja do leczenia będzie zawsze działać na korzyść utrzymania wiary w chorobę (skoro leczę chorobę to znaczy, że ona jest), ale z drugiej strony żeby odkryć, że nie ma choroby, trzeba mieć motywację, żeby zacząć nad tym pracować.

      Jeden z moich idolów, Jezuita, Anthony DeMello też sobie tu przeczy. Najpierw pisze (zgodnie z Twoją wersją), że musimy pożądać świadomego życia, a potem wielokrotnie pisze (zgodnie z moją wersją), że jedyna droga to wyłączenie pożądania jakiejś urojonej wersji życia.

      Cytat z „Przebudzenia” o tym, o czym ty mówisz:
      „Pierwszym krokiem będzie spostrzeżenie tego stanu rzeczy jako czegoś pożądanego”

      Cytat z „Przebudzenia” o tym, o czym ja mówię:
      „Po prostu obserwacja, studia, ogląd bez pragnienia zmiany. Ponieważ jeśli pragniesz zmiany tego, co jest, na to, co powinno być – powinno być według ciebie – przestajesz rozumieć.”

      Wnioski? Wniosek jest taki, że nasz umysł tu się gubi. Myśli zbyt zero-jedynkowo. Można jeszcze przy pomocy logiki próbować ustalić, że w „pierwszym kroku” mamy chcieć zmiany, a w drugim już to pragnienie porzucić, ale i tak nie damy rady ustalić, co jest pierwszym, a co drugim krokiem. Właściwie, póki mamy wrażenie, że jak by się nas nie kopnęło w tyłek (znaczy zmotywowało) to byśmy nic nie zrobili cały czas tkwimy w pierwszym kroku . Drugi krok to już właściwie dotarcie na miejsce, czyli tak naprawdę go nie ma. Trzeba zakończyć robić ten pierwszy krok i mamy oświecenie. A jak się dobrze zastanowić to każdy robi ten pierwszy krok, a nie tylko tylko jacyś niezwykli „poszukiwacze prawdy”. Każdy człowiek na Ziemi chce mieć to pełne i ciekawe życie, tylko, że każdy ma indywidualną wizje jak to powinno wyglądać. Także realizując z zaangażowaniem i motywacją swoją wizje robimy po prostu, to samo co wszyscy. Odkrycie, że należy porzucić wszystkie wizje, wyłączyć wszelkie próby ulepszania swojej motywacji – to jest coś szokująco innego.

    • egoistka pisze:

      Chciec a potem porzucic chcenie, jednak moze chciec i porzucic to chcenie w jednym tym samym momencie, a nie liniowo-przyczynowo; czyli robic cos a jednoczesnie byc swiadomym iluzji tego robienia- ztego moze powstac nowa jakosc robienia, tego dazenia do czegos, czyli „jest sie w swiecie (krok 1 wg Arrec ) lecz ze swiadomscia, ze jednoczesnie „jest sie nie z tego swiata”(krok 2).

    • Tomek pisze:

      Dla wiekszosci ludzi rozpoznanie i zrozumienie ze istnieje ‚pełniejsze’ życie niż marketingowa papka jest juz sporym osiagnieciem. Jesli jeszcze zaczynają dzialac w kierunku ‚smakowania życia w jego pełni’ to już mamy ‚niebo na ziemi’. I o to chyba wlasnie w minimalizmie chodzi.
      Dyskusja nad tym jak ‚żyć w pełni’ nie zastanawiając sie nad tym jak ‚zyć w pełni’ jest na zupełnie innym poziomie abstrakcji i juz chyba wykracza poza ‚problematykę minimalizmu’. To są bardzo ciekawe tematy ale nie każdy lubi ‚filozofować’ a jedynie chcialby porozmawiac jak ubogacic swoje zycie poprzez stosowanie minimalizmu w życiu.
      Ja jestem chetny do dyskusji nad tymi teoretycznie sprzecznymi podejsciami ( tez czytam De Mello) ale musimy być swiadomi że to już bedzie pewien metapoziom w stosunku do minimalizmu samego w sobie.

      PS. Jakze pieknie Idea minimalizmu wyraża sie w calym tym poście. Jedno zdanie ( jak minimalizm to minimalizm:-) ) wywołało ciekawą dyskusję i zaangazowanie rozmowcow.. Pokazuje to jak male (ale nie miałke) rzeczy mogą ubogacać nasze życie. Czysty minimalizm. 😉

  4. alenoxa pisze:

    dobrze, dobrze mądrale, przytojniaki i gracje… a praca licencjacka dalej w miejscu stoi.

  5. Krolisek pisze:

    Szukanie tego, co dla nas w życiu rzeczywiście ciekawe, co nas cieszy, porównałabym do sytuacji ze zmianą sposobu odżywiania (taki eksperyment można łatwo przeprowadzić). Kiedy człowiek je w pośpiechu, często przetworzone rzeczy, fastfoody, dużo soli i cukru – potrzeby organizmu są zagłuszone. Organizm nawet gdyby chciał, nie może zasygnalizować, czego naprawdę mu potrzeba. Gdy zmieni się sposób żywienia na spokojny, własne posiłki z prostych składników – to po pewnym czasie zaczyna się mieć ochotę na różne nietypowe rzeczy – a to wiśnie, a to orzechy, a to szpinak, a to kawałek sera, bo organizm w ten sposób pokazuje, czy brak mu żelaza, białka, kalorii. I pewnie podobnie jest z potrzebami związanymi z całym sposobem życia, „karierą” itd. Gdy odrzuci się medialno-społeczny szum, pojawia się szansa odkrycia, co nam służy w danym momencie i co będzie dla nas pożyteczne, co nas będzie cieszyło i nie wymagało zmuszania się. Pozdrawiam serdecznie.

    • Tomek pisze:

      Zgadzam się. Piszesz „Gdy zmieni się sposób żywienia na spokojny” a to wymaga naszej decyzji o zmianie, a dezycja o zmianie z reguly bierze się z ulepszenia (wzmocnienia) motywacji ktorej wczesniej nie mielismy…

    • Krolisek pisze:

      Warto się raz zmotywować, aby znaleźć ten idealny sposób życia dla siebie i by nie musieć motywować się więcej. 😉

  6. alex pisze:

    „Rób rzeczy, której nie wymagają ulepszania twojej motywacji.”
    Na pierwszy rzut oka genialne, fantastyczne pełna zgoda. Po zastanowieniu – ale czy zawsze, czy w każdej sytuacji,czy dla każdego człowieka na Ziemi….
    Osobiście dodałbym na końcu „czasami”.
    Czytanie Twojego bloga motywuje mnie do wielu pozytywnych działań. Czyli motywacja jest.
    Teraz pytanie – czy po prostu robić te rzeczy, czy ulepszyć tą motywację (czytać inne blogi,słuchać podcastów, czytać książki….)
    Czy przez czytanie tylko Twojego bloga moja motywacja nie osłabnie albo nie zaniknie – może należałoby ją trochę wzmocnić, ulepszyć.
    Pozdrawiam.

    • egoistka pisze:

      Jesli naprawde jestes w stanie zrozumiec choc jedno zdanie z tego bloga, to wiecej nie potrzebujesz, poniewaz zrozumienie doprowadzi Cie do zrodla wiedzy, ktoro znajduje sie w Tobie, a nie w innych blogach, ksiazkach i marketingowych produkacjach itp. ktore mowia o tym samym w gruncie rzeczy zrodle motywacji, tylko ze mowia „roznymi jezykami”.

    • Piotr pisze:

      Nie czuję się źródłem wiedzy choć kilka razy popełniłem coś na tym blogu, więc uprzejmie proszę by podążać tym co we mnie. Pewnie mało rozumiem ale nie minimalnie.

  7. egoistka pisze:

    Jesli do mnie ta odp. to przepraszam, ale jakos jej nie moge zrozumiec.

    • Piotr pisze:

      Coś dużo było o rozumieniu a raczej nie rozumieniu 🙂 Rozumienie „choć jednego zdania z tego bloga” i doprowadzenie do źródła wiedzy które się znajduje zmotywowało mnie do obejrzenia po raz któryś „Żywotu Briana” .Uwielbiam scenę z sandałem:). Przyznam się że nie rozumiem tekstu o robieniu rzeczy które nie wymagają ulepszania swojej motywacji. O co chodzi??? Może król jest nagi ? Jakieś czary -mary. Gdzieś w odpowiedziach pojawiają się opowieści buddyjskie , gdzieś praktyczne podejście do minimalizmu i zdrowe odżywianie a gdzieś subtelne rozumienie na wysokim poziomie abstrakcji . Żyję prostym życiem wieśniaka i wymiękam. Myślę , że logika w tym wypadku tez wymięka ( nie ma w tedy żadnych sprzeczności między życiem a motywacją)).

    • arrec pisze:

      Bardzo celne uwagi. Głos rozsądku w domu wariatów. Serio. Tylko ta fascynacja Monty Pythonem nie pasuje, ulegają jej przeważnie ci, co wyżej cenią różne poziomy abstrakcje niż przyziemie 🙂

    • Tomek pisze:

      Oczywiście że pisanie o minimalizmie to nie to samo co życie według minimalizmu. Jednak pisanie o tym (nawet na pewnym poziomie abstrakcji) jest potrzebne bo niektórym służy taka droga dochodzenia do tego czym jest minimalizm i jak go „ugryźć”. Niektórzy zaś maja to szczęście że nie potrzebują o tym dyskutować, czy nawet czytać; oni po prostu tym żyją…

    • arrec pisze:

      Tomek do tego piszesz trzeba dodać fakt, że część ludzi jest z natury bardziej praktycznych, a część teoretycznych. Już Jung zauważył, że ten podział przypomina podział na prawo i lewo ręcznych. Taki parametr jest też w psychologicznym wskaźniku MBTI. Co ciekawe pozostałe trzy parametry mają rozkład proporcjonalny, czyli po 50%, a tu jest aż 75% ceniących bardziej rzeczywistość niż teorie. Ja jestem w 25% mniejszości, która buja w chmurach. Temat czy „samotność to nuda” może mnie pochłonąć na wiele godzin, a rozważania o tym, co dziś na obiad to dla mnie tortura. Ale nie uważam, że to nieszczęście być aż tak niepraktycznym. Jak będę leżał sparaliżowany w szpitalu to ciągle będę miał wiele do roboty, czyli wiele do myślenia. Nikt mi mojej skłonności do wymyślania teorii nie może zabrać. A jak obok w łóżku będzie leżał podobny „teoretyk” to w nocy nie będę mógł spać, tylko entuzjastycznie będę obmyślał kolejne wnioski z zawsze niedokończonej rozmowy.

      Praktycy mają dobrze w teorii, a teoretycy w praktyce. Naprawdę tak jest. Nie będę oryginalny i zacytuję jeszcze Einsteina, które więcej chyba zrobił dla świata swoimi bon motami promującymi ciekawość, dociekliwość i abstrakcyjne myślenie niż odkyrciami naukowymi. Oto jeden z nich:

      Dlaczego właśnie ja sformułowałem zasadę względności? Ile razy zadaję sobie to pytanie, wydaje mi się, że przyczyna jest następująca: normalny dorosły człowiek w ogóle nie rozmyśla nad problemami czasu i przestrzeni. W jego mniemaniu przemyślał to już w dzieciństwie. Ja jednak rozwijałem się intelektualnie tak powoli, że czas i przestrzeń zajmowały moje myśli nawet wtedy, gdy stałem się już dorosły.

  8. Piotr pisze:

    Przygadał kocioł garnkowi 🙂

  9. Tomek pisze:

    Arku! Z tego co piszesz można wyciągnąć wniosek że dlatego postawiłeś na minimalizm aby mieć więcej przestrzeni w głowie na myślenie, „przeżuwanie intelektualne” 😉 .Jeśli tak faktycznie jest to masz podobnie jak ja. Chociaż jednocześnie chciałbym nauczyć się przenosić „punkt ciężkości” z przemyśliwania na odczuwanie. Nie jest to łatwe bo rozum lubi mieć wszystko pod kontrolą przez co wiele przyjemności tego świata mi umyka.
    Może ktoś ma jakieś wskazówki?

    • Piotr pisze:

      Rozum lubi mieć wszystko pod kontrolą przez co wiele przyjemności tego świata mi umyka- i chwała Bogu, nie rób głupot 😉

    • egoistka pisze:

      Bieganie i sporty sa sposobem na schodzenie z poziomu glowy na poziom ciala i jako tako integracje tych 2 obszarow; dla tych 25% teoretykow jest wlasnie dlatego tak wazny sport, ci pozostali nie odczuwaja, az tak tego glodu ruchu, bo „glowa „nie zajmuje im az tyle przestrzenii. Jedna wskazowke mam, slowo kluczowe – przyjemnosc. Ksiazka ” Przyjemnosc” A. Lowena doglebnie omawia ten problem, o ktorym napisal Tomek.

  10. jurek pisze:

    Dzięki za motywacje!

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s