Jestem egocentrykiem gdy jestem nieszczęśliwy

Ból zęba -> koncentruję się na zębach
Ból głowy -> koncentruję się na głowie
Jestem nieszczęśliwy -> koncentruję się na sobie

Rach-ciach, rozwiązuję problem.

Ząb już nie boli -> zapominam o zębach
Głowa już nie boli -> zapominam o głowie
Jestem już szczęśliwy -> zapominam o sobie

Ból psychiczny ma dokładnie taki sam cel jak ból fizyczny. To alarm, że coś jest nie tak. Trzymasz rękę na gorącym żelazku, rozważ środki zaradcze, które mogą zmienić sytuacje. Dajmy na to: odsuń rękę lub żelazko. Twój związek daje ci więcej goryczy niż radości, rozważ środki zaradcze, które mogą zmienić sytuacje. Ból jest wskaźnikiem, który pozwala nam się samo-regulować. Pozwala być zdrowym. Fizycznie i psychicznie.

Czasem proces doznaje specyficznego zaburzenia. Człowiek dostrzega, że ból przynosi wiele społecznych korzyści. Wzbudza zainteresowanie.  Ta koncentracja uwagi na sobie jest przyjemna. Można to wykorzystywać. Przy celowym trwaniu w roli chorego z bólem fizycznym mówi się o „Zespole Münchhausena”. Przy celowym trwaniu w roli nieszczęśliwego i niezadowolonego mówi się… o obiektywnych powodach.

Dlaczego mamy problem z dostrzeżeniem faktu, że epatowanie nieszczęściem to egocentryzm? Dlaczego społecznie dominuje odwrotne myślenie. Za egocentryka uważa się kogoś, kto ma czelność być szczęśliwy. Zamiłowanie do marudzenia i narzekania próbujemy na różne sposoby uzasadniać. A przecież całe to podkreślanie własnego cierpienia to krzyk: do cholery, kamery na mnie!

Im jestem starszy tym bardziej zaczynam doceniać ludzi otwarcie szczęśliwych. Dostrzegam jak wiele odwagi wymaga taka postawa. Sam próbuję się jej uczyć. Zauważam, że rozkoszowanie się własnym cierpieniem jest prostym i tchórzowskim rozwiązaniem. Nie tylko nie trzeba dokonywać trudnych zmian, nie tylko nie trzeba brać odpowiedzialności za własny nastrój. Najfajniejsze jest to, że od razu wyzwala się tyle zainteresowania dookoła.

Czy tym tekstem piętnuję osoby, które cierpią? A co z tymi, co są bardzo chorzy, a co z tymi, którzy są niewinnie uwięzieni, poddawani torturom? Niedawno czytałem wywiad z panią doktor Alicją Gawlikowską-Świerczyńską, która spędziła cztery lata w obozie koncentracyjnym, teraz ma 90 lat i ciągle otwartą praktykę lekarską. Pytanie dziennikarza: A jaki miała pani sposób, żeby przeżyć? Odpowiedź: Polubić sytuację. Pytanie dziennikarza: Polubić na przykład obóz koncentracyjny? Odpowiedź: Taaak! Polubić obóz koncentracyjny!

Można? Można! Ale trzeba być naprawdę odważnym. Trzeba być super-bohaterem.

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Jestem egocentrykiem gdy jestem nieszczęśliwy

  1. Michał pisze:

    Pytanie co jest przyczyną a co skutkiem… Ja przywykłem do myślenia odwrotnego tzn. gdy zapomniam o sobie to jestem szczęśliwy (o ile dobrze Cię rozumiem to piszesz gdy jestem szczęśliwy to zapominam o sobie).

    Pomijając subtelności zgadzam się z Tobą – osoby wiecznie narzekające i skupiające się na swoim cierpieniu są egocentrykami domagając się skupiania uwagi na sobie. Co najgorsze jest to czasem zaraźliwe – kiedyś gdy ktoś zaczął narzekać na wszystko dookoła to „poddawałem się” nastrojowi i sam zaczynałem marudzić, mimo że na początku rozmowy czułem się całkiem dobrze. Po prostu „głupio” mi było być szczęśliwym. Na szczęście już mi to przeszło, a takich osób staram się już unikać.

    Czytam Twojego bloga od jakiegoś tygodnia i jest on dla mnie perełką wśród blogów o tematyce (bardzo szeroko pojętego) rozwoju osobistego. Podoba mi się szersza perspektywa myślenia, którą prezentujesz, inne blogi skupiają się raczej na środkach do pozyskania pewnego specyficznego dla autora rodzaju szczęścia. Twoje wpisy sprowokowały mnie do myślenia czym jest szczęście, spełnienie w moim życiu.

    Pozdrawiam

    • arrec pisze:

      Nieszczęście oznacza, że sam sobie wlazłem w kadr. Usunięcie siebie z kadru przywraca czysty obraz, czyli szczęście. Pytanie kto jest mocą sprawczą, czy „ja sam”, czy „szczęście”. Ale to dylemat typu „jajko czy kura”. Nie ma znaczenia kolejność.

      Tak samo w odwrotną stronę. Tytuł zmieniłem w ostatnim momencie, najpierw było: Jestem nieszczęśliwy gdy jestem egocentrykiem.

      Pozdrawiam, Arek!

  2. mumia pisze:

    Hmmm … okazywanie nieszczęścia, niezadowolenia … uważam że robimy to tylko wtedy kiedy nam się na to pozwala. Marudzenie i krytyka wszystkich na około, to sposób na ściągnięcie na siebie uwagi, która daje nam poczucie wartości. Mam problem, ogłoszę go, wszyscy się zainteresują. To idzie jak lawina. W dzisiejszym świecie jest tak, że jak ktoś się mną interesuje to świadczy o tym że istnieje. Jak nie masz wielu przyjaciół na fb jesteśmy nikim.
    Dlaczego okazujemy nieszczęście, aby zwrócić na siebie uwagę, dlaczego zwracamy na siebie uwagę, aby zaistnieć, zaistnieć w oczach innych … bez tego nas nie ma … smutne

  3. To trochę taka samonapędzająca się spirala – większość osób narzeka, więc narzekanie staje się zachowaniem konformistycznym. Każdy z nas ma potrzebę przynależności do pewnej grupy, więc w zależności od tego jakimi osobami się otoczymy, będziemy wiecznymi malkontentami lub zaczniemy tryskać radością 🙂
    Mam to ogromne szczęście, że od ponad roku tańczę. W sposób naturalny pojawili się wokół mnie cudowni ludzie, którzy nie wiem kiedy, stali się bardzo ważni w moim życiu. Przy nich nie sposób narzekać, czasem aż zadziwiają mnie swoim optymizmem i energią, choć tak naprawdę wzajemnie się napędzamy.
    Czasem oczywiście pojawia się takie egocentryczne narzekanie, ale wtedy najlepiej właśnie wyjść do ludzi i cieszyć się razem z nimi: ze spotkania, z rozmowy, ze wspólnych emocji. Bo przecież jesteśmy istotami społecznymi 🙂

  4. arrec pisze:

    Zgadzam się z tym całkowicie. Podświadomie dostosowujemy się do grupy. W grupie, która licytuje się w narzekaniu próbujemy zaistnieć przez „myślisz, że ty masz ciężko ?!, to posłuchaj tego…”

    Warto jednak pamiętać, że wszyscy czasem narzekamy, ponieważ wszyscy mamy zainstalowany system alarmowy zwany bólem. W moim tekście nie chodzi o to aby zagryzać zęby i udawać, że jest w porządku gdy nie jest. Chodzi o to aby rozwiązywać problemy i nie celebrować stanu nieszczęścia.

    Niestety przyjemność jaką daje zainteresowanie innych przy naszym narzekaniu jest uzależniająca.

    Proponuję zwrócić uwagę jak często w „narzekającym” towarzystwie gra się w taką grę społeczną: ktoś podaje swój problem, inni próbują pomóc podając różne rozwiązania. Gra kończy się triumfem cierpiącego jeśli będzie w stanie zanegować każde z rozwiązań (ten triumf widać w mimice)

    Przykład: „mój szef to totalny wariat i sadysta”
    – zmień pracę -> nie mogę, bo…
    – zmień dział -> nie mogę, bo…
    – porozmawiaj z nim -> myślisz, że nie próbowałem!
    itd.

    Ciekawą opcją jest wkroczenie do akcji i zdemaskowanie prawdziwych motywów narzekającego – nie chce on rozwiązania, chce tylko pokazać jak ma ciężko. Ryzyko jest jednak takie, że ta „narzekająca” grupa zacznie nas wykluczać jako takiego, który nie umie się bawić. Da to nam szansę na dołączenie do grup preferujących weselsze zabawy 🙂

  5. Trzeba pielęgnować swoje szaleństwo:) pisze:

    Odkryłam istnieje tej spirali dawno temu. Uczę niestety ciągle ją odkręcać – nie jest to łatwe. Jeżeli ktoś narzeka, staram się zmienić temat, zrobić coś pozytywnego, rozśmieszyć cokolwiek byle spiralę odkręcić ależ ….głupio to brzmi, prawie jak odpłacać dobrem za zło…. .Jest taka lista 30 rzeczy ku drodze do szczęścia, oto jedna z nich : 2. „Otaczaj się ludź mi, którzy są szczęśliwi. Jeśli otaczają Cię złośliwi, smutni, czy pesymistyczni ludzie, ich nastrój szybko udzieli się Tobie. Nic na to nie pomożesz. ale jeśli otaczasz się szczęśliwymi osobami, ich nastrój również udzieli się Tobie. Nauczysz się także ich nawyków i sposobu, jak reagują, gdy stanie się coś złego. To powoli wyruguje negatywne nawyki z Twojego życia i zastąpi pozytywnymi.”
    Czasami pytania rodzą następne, pole czerpania inspiracji do rozważań jest ogromne, ktoś podrzucił mi link do Twojego bloga, przycztałam w tydzień i wpadałam na pomysł. Pomyślałam aaa to głupie, a przecież to prawie jak z tymi rysunkami od koleżanki z klasy:) Myslałam o skrzynce pomysłów dla czytelników. Nie każdy ma dar dyskusji, pisania, wyrażania uczuć. Niektóre rzeczy nie pozostawiają nas bez echa. Jako człowiek pasji chciałabym zaproponować temat, który nie daje mi spokoju idealnie byłoby wrzucić go do skrzynki.

  6. Aga pisze:

    Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwa. Już sam fakt, że sobie to uświadomiłam sprawił, że poczułam się jeszcze lepiej. To bardzo ważne, żeby polubić to czego nie można zmienić (o czym mówiła pani doktor Alicja Gawlikowska-Świerczyńska), lub przynajmniej to zaakceptować. I jeszcze jedno, co zajęło mi sporo czasu – nie można mieć samych przyjaciół i nie da się być przez wszystkich lubianym.
    Pozdrawiam
    Aga

  7. Jerzy Danisz pisze:

    Nie zgadzam się z Twoją tezą. Niektórych, rzeczy nie da się polubić, trzeba je po prostu przeżyć takie jakie są. Nie można polubić cierpienia, bo to tylko lukrowanie, oszukiwanie siebie. Wydaje mi się, że taki oksymoron jak ostatnie zdanie w artykule, możliwy jest tylko z perspektywy czasu.

  8. Trzeba pielęgnować swoje szaleństwo:) pisze:

    „Polubić na przykład obóz koncentracyjny? Odpowiedź: Taaak! Polubić obóz koncentracyjny!”
    Nie da się… ale…
    Przypomniała mi się ksiązka „5 lat kacetu” Stanisława Grzesiuka… Miejscami wydaje się że gość przystosował się do życia w obozie, w tym całym horrorze znajduje sytuacje komiczne, nie traci humoru, gwiźdze, kpi -jak pisał ” najwyżej dostanie w morde”;)

  9. Peter pisze:

    Polubić obóz koncentracyjny to może nie. Ale nie musisz go lubić:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Viktor_Frankl

  10. Vanilak pisze:

    „Ból psychiczny ma dokładnie taki sam cel jak ból fizyczny. To alarm, że coś jest nie tak. ” I w takim wypadku dobrze jest zatrzymać czas i wsłuchać się w siebie, zrozumieć, poszukać rozwiązania. W taki sposób trafiłam na Twój blog, i od tamtej pory poradziłam sobie z kryzysem:)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s