Sport? Eee… nie dziękuję!

Pytanie „czy lubisz sport?” powinno mieć dwie różne odmiany. Jedną dla tych którzy pomyślą o oglądaniu piłki nożnej albo Małysza w TV, drugą dla tych, którzy pomyślą o sporcie prawdziwym.

No właśnie, prawdziwy czyli jakim? Prawdziwy, czyli uprawianym przez siebie samego. „Lubisz gotować?” „Uwielbiam” „A co gotujesz?” „Nic. Ale oglądam często Makłowicza i Jamie Oliviera”. Nie brzmi to rozsądnie.

Oczywiście nie jestem przeciwnikiem oglądaniu sportu. Sam pół lipca spędzam wypatrując z wypiekami na twarzy kto i jak walczy o pozycje na trasie Tour de France. Jednak uważam, że powinniśmy odróżnić jedno zamiłowanie od drugiego. Mieszkamy w kraju ludzi zakochanych w sporcie, ale w tym telewizyjnym. Mecze reprezentacji piłki nożnej, czy medale olimpijskie to dla nas przeżycia ekstremalne. Emocje i komentarze są przy tym tak rozdmuchane, że właściwie cały naród jest jednym żywym organizmem pogrążonym w walce. Rysownik Gazety Wyborczej przedstawił to tak: przerażony Małysz w połowie zjazdu ze skoczni, ogląda się do tyłu i widzi dziki i nieprzebrany tłum z flagami, który pędzi po skoczni za nim.

Ktoś by mógł powiedzieć, że inne narody mają dokładnie tak samo. W kwietniu 2010 byłem świadkiem jak Madryt fetował całą noc ze szczęścia. Powód? Barcelona odpadła w półfinale piłkarskiej Ligi Mistrzów. To są jednak skrajności wywoływane przez fanów traktujących kibicowanie jak religię. Moje doświadczenie jest takie, że nie spotkałem w innym kraju tak ambicjonalnego i zakompleksionego spojrzeniem na sport narodowy. I moim zdaniem jest tak dlatego, że nie spotkałem też kraju, w który tak mało ludzi uprawia sport. Działa to trochę jak perpetuum mobile, im mniej uprawiamy sport samodzielnie tym bardziej byśmy chcieli aby nasi sportowcy odnosili sukcesy za nas, ale im mniej ludzi uprawia sport tym sportowcy są słabsi.

rys. Asia Boruc

Warto sobie odpowiedzieć na pytanie czymże ten sport jest. Okazuje się bowiem, że mamy tu inne spojrzenie niż reszta świata. Spójrzmy na definicję słowa „sport“ na polskiej i angielskiej Wikipedii. Na polskiej jest mowa o rozmaitej aktywności fizycznej dla przyjemności, a na angielskiej o rywalizacji i możliwości wskazania zwycięzcy. Według polskiej definicji jeśli komuś przyjemność sprawia sprzątanie domu – to jest to sport.

Mamy w Polsce ogólnonarodową niechęć do prawdziwego sportu. Nastawienie: a co ja się będę ścigał, jeszcze może przegram. Warto się nad tym zastanowić. Sport to rywalizacja, ale nie o zwycięstwo w niej chodzi. Dużo przyjemniejsze jest walczyć z kimś silniejszym, niż słabszym. Przyjemnie jest przegrać, a na koniec móc powiedzieć „dziękuję za wspaniały mecz”. W sporatch masowych typu biegi, czy maratony rowerowe często startuje wiele tysięcy ludzi. Zwycięzca jest jeden, co mają pozostali? Radość! Satysfakcje! Smak! Dokładnie tak samo jak z progamami kulinarymi w TV. Wszystko fajnie wygląda – ale nie posmakujesz tego patrząc się w migające pudełko. Musisz to potem zrobić samemu.

No ale… że niby jak? Ostatni raz uprawiałem sport na wuefie w liceum i co ja teraz mogę? Wystarczy chcieć. Państwo daje kupę kasy na tzw. krzewienie kultury fizycznej. Dookoła jest cała masa imprez, a ich organizatorm zależy tylko na jednym: na dużej ilości uczestników. Jak się pojawisz to zostaniesz potraktowany jak król. Wybierz po prostu sport który lubisz, szpernij w internecie i się zgłoś. Jedno Cię na pewno zaskoczy: jeśli uważasz, że pojawisz się tam i będziesz totalnym dziwolągiem (za gruby, za stary, za nieporadny, za koślawy) to odkryjesz, że nie będziesz wcale taki atrakcyjny, będą tam dużo lepsi.

Advertisements

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik, Pasyjne i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Sport? Eee… nie dziękuję!

  1. Adam pisze:

    Przez „najpopularniejszy sport w Polsce” rozumie się ten najchętniej oglądany w telewizorze. Koniecznie na dużym lcd, knajpianym, by mieć naprawdę szeroki i panoramiczny ogląd, tzw. szerokie horyzonty. Pozdrower !

  2. Kuba pisze:

    No bardzo ładne, bardzo!
    Najlepsi są moi znajomi, którzy komentując moją kontuzję mówią: „Haha, sport to zdrowie”. Otóż tak! Wolę zdrowo umrzeć, niż żyć chorym.

  3. „Wystarczy chcieć”

    Dokładnie. Ale bycie komentatorem i ekspertem przed migającym pudełkiem jest prostsze. Całe szczęście są ludzie ktorzy nie oglądają sportu, a uprawiają go 😉

    Widzę to na różnych halach sportowych na któych gram – godziny popołudniowe, godziny wieczorne – a przed nami i po nas zawsze ktoś gra!
    Wczoraj minął mnie rowerzysta – mimo że mamy luty. I to jest to!

  4. danziger pisze:

    No właśnie, prawdziwy czyli jakim? Prawdziwy, czyli uprawianym przez siebie samego. „Lubisz gotować?” „Uwielbiam” „A co gotujesz?” „Nic. Ale oglądam często Makłowicza i Jamie Oliviera”. Nie brzmi to rozsądnie.

    Nie zgodzę się z tym to jak by powiedzieć:
    „Lubisz kino?” „Uwielbiam” „A w czym grasz?” „Nie gram. Ale oglądam często Kieślowskiego i Wajdę”. Nie brzmi to rozsądnie.

    „Lubisz literaturę?” „Uwielbiam” „A co piszesz?” „Nie piszę. Ale czytam Herberta i Miłosza”. Nie brzmi to rozsądnie.

    Ja sobie biegam, ale jak chcę zobaczyć spor bo to oglądam Barcelonę bo to jest sport.
    Kibicuję Lechii, Stoczniowcowi bo tak mi dyktuje serce.
    Czy dlatego że nie gram w piłkę to gorzej ją lubię niż piłkarz? Wielu piłkarzy nie lubi tej gry ale grają bo dobrze na tym zarabiają 🙂

    • arrec pisze:

      Dobre!!! Racja z tymi książkami i filmami. Używamy tu tego samego skrótu myślowego. Nie pytamy „czy lubisz czytać książki?”, tylko „czy lubisz książki?”.

      Ale zauważ, że taki skrót myślowy powstał, dlatego, że istnieje duże prawdopodobieństwo, wręcz pewność że rozmawiają osoby nie piszące książek tylko czytające. Czyli taka sama jest geneza skrótu myślowego „czy lubisz sport”. Czyli nawet nasz język ustalił, że sportu się nie uprawia tylko ogląda.

  5. Kamyk pisze:

    Większość naszej historii to wielki stek tragedii. Ciągle walki o byt Narodu, Powstania, II Wojny, komunizm. Jednak największą zagładą naszego pięknego Kraju jest XXI wiek- doza Internetu, co raz to bardziej kosmicznych nowinek technicznych. Kto by jeszcze 20 lat temu pomyślał o jakiś i-podach, a-padach, telefonach z kolorowymi wyświetlaczami itd. Miałeś pejdżera, komórkę to byłeś kimś.

    Wtedy jednak wiele ludzi uprawiało sport. Jestem z pokolenia z początku Wolnej Polski po ’89 r. U mnie na osiedlu jak i w całym mieście podwórka tętniły życiem. Całymi dniami grało się w piłkę, kosza, jeździło na rowerze a gdzie nie gdzie (u mnie np) np w baseball. Ile to razy toczyliśmy wojny o skrawek trawy między dwoma blokami. Nas kilku kopało na bramkę, pozostali grali w baseball i to chałupniczymi metoda. Za bazy robiły płyty chodnikowe a za kije zwykłe grube gałęzie a za piłkę piłeczka do tenisa.

    Podobnie graliśmy w kosza. Zwykły parking a za kosze służyły nam piaskownica oraz bagażnik zdezelowanego od lat nieużywanego samochodu. Aż łezka się w oku kręci. Dziś wiemy jak jest. Niedawno to dzieciaki przesiadywały tylko przed grami, a teraz mają liczne serwisy typu NK, FB itd.

    Nie raz wyśmiewam „zawodowych” koszykarzy czy piłkarzy dla których „aż” trening dziennie do za dużo. Latem biegałem rano po 16 km w pełnym słońcu bez żadnych płynów i to w ogromnym słońcu. Wróciłem na chwilę do pokoju, szybko się ogarnąłem i zaraz jazda na rower min 75 max 110 km po ciężkiej trasie jednego z nadmorskich Parków Narodowych.

    Z grubasa 100 kg stałem się nagle jednym z lepszych maratończyków biegając połówkę w 1:31 a cały w 3:29 godz. Życie jest piękne. Sport daje nam oderwać się na tą godzinę od codziennych utarczek, polityki itd. A tu w szkołach jeszcze zmniejszają ilość godzin wf.

    Nie raz osiedlowe osiłki widząc mnie biegającego zimą krzyczały, że jest pop…dolony bo biegam przy kilkunastostopniowym mrozie. Osąd taki wydawał „mądry” łysol bez czapki z fajkiem i flaszką w ręku i to w południe.

    Odkąd biegam czyli 6 rok praktycznie w ogóle nie marznę i nie choruję. Przy -20 biegam w cienkim dresie, takiej samej bluzie i daje radę. Przy -5 biegam w krótkich spodenkach. Od tamtej pory chorowałem może łącznie z 2 tyg. a zacząłem zimą 2005 kiedy naprawdę było mroźno. Wtedy jeszcze do kwietnia leżał śnieg. Pod koniec marca było może z 2-3 stopnie.

    • danziger pisze:

      Kamyk, jest prawda historyczna i prawda ekranu. Ty jak rozumiem przedstawiłeś prawdę ekranu, a więc mam swój wyidealizowany obraz i go pielęgnuję.
      Aktualnie jest organizowanych coraz więcej imprez sportowych dla amatorów, startuje w nich coraz więcej osób, sprzedaje się wielokrotnie więcej rowerów niż kiedyś, sale są rezerwowane z wyprzedzeniem, siłownie powstają nowe i jest tak źle? O ile jestem w stanie zgodzić się z tym że mniej młodzieży rusza się na co dzień, ma inne rozrywki to w pokoleniu średnim już to tak nie wygląda. Kiedyś było nie do pomyślenia by ktoś się „budził” koło trzydziestki i postanowił biegać, a teraz jest masa takich przypadków. Dlatego będzie następować rozwarstwienie, będzie grupa aktywnych i grupa aktywnych inaczej :).
      Kiedyś mimo braku aktywności rozumianej jako rekreację ruchową ludzie mniej jedli, większy procent pracował fizycznie, a więc nawet przy nie zmienionym podejściu do sportu a zmianie tych dwóch cech obserwator zauważy wzrost osób otyłych. Ale to nie jest wynikiem braku sportu, a zmianą dwóch innych cech opisujących daną populację.

  6. Kamyk pisze:

    Pisałem właśnie o młodzieży która podwórka zamieniła na komputery. Jak było ze starszymi oczywiście wiem. W latach mojego dzieciństwa ojciec jednak grał namiętnie w babingtona ze znajomymi. Pamiętam do dziś jak się męczyli rakietami tenisowymi specjalnie by się bardziej zmęczyć przy ogromnym wiatrzysku. Mimo, że w młodości biegał z kolegą nawet po 20 km, to w zawodach nie uczestniczył. Jak miałem tych kilka lat to jednak chodził każdego dnia z Kretowin do Morągą i z powrotem. Nie mówiąc o łódce itd, ale to standard w czasie wakacji.

    Sam biegam od niedawna bo raptem 6 lat, ale różnicę widać. Nawet jak późno wieczorem wychodzę na trening to zawsze kogoś spotkam. Rano natomiast w Wilanowie widywałem całkiem zgrabne kilkuosobowe grupki, co w 2005 było nie do pomyślenia.

    Ostatnio stoję późnym popołudniem w centrum na zleceniu z ulotkami kilka godzin, a w tym czasie w okolicach UW przebiega kilku biegaczy. Nie jest to oczywiście to co na Zachodzie, ale nawet takie jednostkowe przykłady cieszą.

  7. Pingback: Ruszyła Mazovia « York System AT

  8. PaprikaCorps pisze:

    Hm, w życiu nie obejrzałem (no, prawie – bo raz mnie tata zabrał na mecz swojej ulubionej drużyny) żadnego sportu w TV czy nawet na żywo. Dla mnie to ekstremalna nuda. Od zawsze wolę rower, tenis, szachy czy sztrzelectwo we własnym/wspólnym wykonaniu. Ale rozumiem ludzi, którzy oglądactwem muszą sobie uzupełnić brakujące doznania i emocje. OK. Tym bardziej mi to pasuje, bo lubię opustoszałe miasto w klimacie postapokaliptycznym, kiedy nie ma prawie żywej duszy na ulicach, tylko wszyscy siedzą w dybach przed TV bo jest jakiś „ważny mecz”.

    Na ironiczne zaczepki w stylu „dzlaczego nie oglądasz sportu?” odpowiadam, że jedni wolą oglądać pornosy a inni w nich grać 😉

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s