Średniowieczna osada. Wizyta kosmitów. Czyli o pochwale lenistwa w trochę inny sposób.

Duża osada. Jest kilku szewców, krawców, stolarzy, murarzy, dekarzy, golarzy, fryzjerów, policjantów, płatnerzy, kucharzy (prowadzą własne karczmy), rzeźników, piekarzy, znajdzie się też jeden wytwórca zabawek z drewna, jest kliku pijaczków-nierobów (wspólnota wymyśla nieskuteczne plany dyscyplinujące) jest malarz, jest rzeźbiarz, jest ksiądz, jest naukowiec…

Naukowiec jest mózgiem wszech czasów. W krótkim czasie wymyśla tysiące wynalazków. Uruchamia gigantyczny postęp technologiczny. Buduje genialne maszyny produkujące buty, czapki, stoły i środki transportu. Wymyśla urządzenia usprawniające każdą dziedzinę życia. Jest dumny z tego, co robi. Wyobraża sobie szczęście sąsiadów, którzy będą mogli całymi dniami odpoczywać.

Maszyny ruszają i osada jest zalana produktami naukowca. Produkty są dużo tańsze, więc początkowo panuje radość. Ale szybko wszyscy uzmysławiają sobie poważny problem: co zrobić z masami ludzi, którzy tracą pracę. Pomysł komunalnego dzielenia dóbr po równo szybko okazuje się katastrofą. Rozdzielacze rozbestwili się swoją władzą i zrobili z życia osady koszmar. Innych pomysłów jednak brak. Ludzie bez pracy musieli poradzić sobie sami. Jedni zostali w swoich branżach, pracując dwa razy więcej postanowili konkurować z maszynami naukowca. Inni wymyślali nowe usługi. Tak powstało pierwsze biura turystyczne, pierwsza lodziarnia i pierwsze łyżworolki.

Naukowiec zadziwił się kreatywnością sąsiadów. On sam by nie wpadł na turystykę i łyżworolki. Uznał, że rozwój napędza dalszy rozwój i  z jeszcze większym zapałem zabrał się do pracy. Jego nowe wynalazki poprawiały i przejmowały produkcję dopiero, co wymyślonych produktów.  Wynalazek komputerów spowodował, że odciążeni od pracy stawali się również pracujący umysłowo . Naukowiec stworzył program komputerowy dzięki, któremu do zaprojektowania wielkiego gmachu nie było już potrzebnych pięciu architektów i pięć miesięcy. Wystarczył jeden i jeden dzień.

Zgodnie z założeniem naukowca ludzie podjęli wyzwanie szybkiego rozwoju. Zawsze gdy tracili pracę, próbowali wymyślać coś nowego. Coś nowego wymagało coraz większej kreatywności, coraz większej ilości pracy. Pojawił się ogromny stres, gigantyczny pośpiech. Zaczęły się czasy, gdy liczy się każda minuta. Dodatkową motywacją do ciężkiej pracy był fakt, że osada wyraźnie dzieliła się na grupę, która nadąża i grupę, która zostaje z tyłu. Do grupy nadążającej najłatwiej było dołączyć przez pracę przy administrowaniu molochów produkcyjnych naukowca. W tym celu powstały potężne szklane gmachy pełne ludzi w czarnych strojach i symbolicznym sznurem na szyi. Starsze osoby wspominały czasy gdy wyjście na pocztę było zadaniem na cały dzień roboczy. Teraz każdy pracownik w jeden dzień wysyła dziesiątki listów, ma przy tym kilka spotkań i uda mu się jeszcze stworzyć kilka dokumentów. Mimo wszystko nie wyrabia się z pracą.

System szalonego rozwoju,  nieustannego podkręcania prędkości miał jednak poważną wadę. Ludzie zaczynali mieć już tyle rzeczy, że nie potrafili z nich korzystać. Nie mogli jednak przestać kupować, bo wszystko zapadło by się jak domek z kart. Na szczęście okazało się, że gatunek zamieszkujący osadę jest bardzo podatny na prostą sugestię, że dany produkt uszczęśliwia. Powstała nowa usługa: marketing. Jednak nawet podatność na marketingową sugestię okazała się niewystarczająca. Żeby ratować system, naukowiec pierwszy raz musiał zrobić coś jednoznacznie przykrego dla mieszkańców osady. Wszystkie fabryki naukowca uzgodniły między sobą, że najlepszym sposobem na  uniknięcie braku klientów są produkty, które szybko się psują. W ten sposób skończyła się epoka solidnych butów czy samochodów. Nauka zajęła się czymś przeciwnym, pilnowaniem aby produkt zepsuł się po precyzyjnie wyliczonym czasie. A żeby system wydolił czas ten musiał być bez przerwy skracany.

Pewnego dnia do osada przybyła delegacja z innego systemu gwiezdnego, z krótką i niepokojącą przemową:

Mamy normę, żeby się nie wtrącać …ale tak drastycznego przypadku połączenia rozwoju technologicznego z zamiłowaniem do pracy w tej części wszechświata jeszcze nie było. Na Boga! Ludziki! Albo kochacie pracować, a nie lubicie odpoczywać to wtedy nie wymyślajcie maszyn, które zabierają wam waszą ukochaną czynność! Albo kochacie odpoczywać, a nie lubicie pracować, to wtedy budujcie sobie te maszyny, tylko odejdźcie od dogmatu, że ciężka praca jest dobra. Kiedyś rzeczywiście była i od niej zależało wasze przetrwanie. Ale teraz wasze przetrwanie zależy od tego, czy potraficie przestać pracować. Mówiąc krótko: Skoro maszyny mają pracować to wy lenistwo! Czubki! 

…a tak w ogóle to nikomu na was nie zależy. Żebyście nie myśleli. Zrobiliście sobie tu królestwo stresu, wasza sprawa. Ale tą nadprodukcją robicie tu niezły śmietnik. A nikomu, naprawdę nikomu nie będzie się chciało tego po was sprzątać! Pa!

(w tle)

  •  było im darować tą końcówkę, przecież wiesz, że nie mają zbyt wiele dystansu do siebie…
  • haha …znaczy, bardzo przepraszam panie kapitanie, ale nie mogłem się powstrzymać 
Advertisements

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Konsumpcjonizm, Kulturalne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „Średniowieczna osada. Wizyta kosmitów. Czyli o pochwale lenistwa w trochę inny sposób.

  1. egoistka pisze:

    Zatkalo mnie, takie uwazam to dobre opowiadanie, alegoria doskonala. Tylko czy ta delegacja kiedys przyleci? 🙂

  2. Piotr Romejko pisze:

    GENIALNE!
    Pospisuję się pod tym wszystkimi kończynami.

  3. Kuba pisze:

    Tak w stylu: popatrz na świat z boku. Straszna perspektywa…

  4. Perspektywa ludzkości nie przekreśla Twojej prywatnej perspektywy, którą możesz kreować jak dusza tylko zapragnie. Mając ogląd na sytuację (choćby poprzez powyższe opowiadanie) możemy analizować i wybierać. Możemy dalej iść tą drogą, możemy ją zmodyfikować, możemy się cofnąć, np do pierwszego akapitu. I nie mówię tu o całej ludzkości, mówię o jednostce lub grupie ludzi. Nie jesteśmy na Ziemi po to by zbawić i nawrócić cały glob na to, co sami odkryliśmy.
    🙂

  5. Franek pisze:

    Brakuje mi w tej osadzie „samca alfa” 🙂
    Wójta, wodza, kogoś kto trzyma władzę.

    • arrec pisze:

      Wódz jest bierny. To ludzie decydują. Niedawno oglądałem film „Yes-Meni naprawiają świat”. Yes-Meni podszyli się pod rzecznika prasowego koncernu chemicznego i na antenie BBC ogłosili, że koncern wypłaci 12 mld dolarów odszkodowań, za spowodowanie 20 lat wcześniej tragedii w indyjskim mieście Bhopal (18tys ofiar śmiertelnych, wielokrotnie więcej okaleczonych).

      Wywołało to euforię. Okazało się, że dobro może zwyciężyć (co prawda na krótko, koncern szybko to zdementował) nawet w korporacji. Ale akcje spółki od razu poszybowały w dół. Kto je sprzedawał? Ludzie. Ludzie, którzy zapewne wierzyli w dobro. Zapewne myśleli nawet, że odszkodowania się należą. Ale wyżej niż dobro cenili swoją kieszeń. A gdyby tak akcje urosły? A gdyby ludzie rzucili się na akcje spółki, która okazała się moralna?

      Co za ludzie wolą być właścicielami spółki, która zachowuje się okrutnie (w imię zysków) niż spółki, która zachowuje się etycznie? Odpowiedź jest taka: MY! To, co się dzieje nie zależy od wodza czy systemu. Zależy od nas. Możemy zmienić tylko i aż (z podkreśleniem na aż) swoje nastawienie.

  6. Wars Jotazof pisze:

    Rzeczy robi się coraz gorsze nie dla tego żeby szybciej się niszczyły (to efekt uboczny). Rzeczy gorsze są po prostu tańsze.
    Poza tym przyznaję rację.
    „bo chęć posiadania ludziom zasłania, osobowość i prawdziwość doznania”.

    • arrec pisze:

      To nie efekt uboczny tylko przemyślana strategia. W pewnym momencie historii pojawiły się nawet głosy aby zrobić wymóg prawny celowego postarzania produktów. Dla dobra gospodarki oczywiście.

      Można obejrzeć o tym film dokumentalny „spisek żarówkowy” (komuś kto nie zna tematu przejdą ciarki po plecach) można też zapytać dowolnego absolwenta politechniki. Nie ma myślenia „co zrobić aby produkt żył jak najdłużej” jest myślenie „jak zaprojektować produkt żeby żył on np. 2 lata”. Jeśli uparcie chce żyć dłużej to zmienia się styki na słabsze czy coś innego i testuje ponownie.

      Tu link pod którym można obejrzeć film po polsku. Polecam. Warto wiedzieć w jakim świecie żyjemy:

    • Franek pisze:

      Arrec, podskórnie wiem, że masz rację, jednak kołata mi się po głowie jeszcze takie myślenie: jeśli wg prawa Pareto (80/20) 20% populacji ludzkości kontroluje w 80% finanse, przemysł, surowce – to działanie wynikające z ich nastawienia wynosi 80% mocy działań ludzkich. My dziady stanowiące 80% ludzkości mamy działania o mocy 20%, więc moje nastawienie ma znikomy promil wpływu na to co się dzieje.
      Pocieszam się tym, co napisał Yamamoto Tsunetomo w „Hagakure”:”Nie ważne ilu zabijesz wrogów, ważne czy jesteś gotów umrzeć za swego pana”.

    • Wars Jotazof pisze:

      Oglądałem. Zastanawiali mnie w tym filmie Ci tajemniczy oni i sposób w jaki mieli by zmusić producentów żarówek do ich celowego postarzania (bo tego oczywiście nie powiedziano).
      Bo jeżeli ja produkuję dobre i żywotne żarówki a konkurencja je celowo postarza logicznym dla konsumenta będzie, że wybierze moje żarówki. Inaczej sytuacja będzie się przedstawiać jeżeli konkurencja będzie miała tańsze żarówki wtedy może nastąpić (i nastąpiła jak pokazuje historia) sytuacja odwrotna.
      Generalnie w pierwszym momencie miałem takie wrażenie jak Ty po obejrzeniu tego filmu. Po przemyśleniu wsadziłem film do szuflady z filmami „dowodzącymi” tezy o zamachu na WTC przeprowadzonym przez rząd amerykański, prawdziwych filmów „dowodzących” zamachu w smoleńsku, czy filmów „dowodzących” istnienia Boga czy szatana.

    • arrec pisze:

      nawet ta wyjątkowo awaryjna bateria do iPadów, czy ten chip w drukarce, które psuje urządzenie po określonej liczbie kopii ciebie nie przekonały?

      Jeżeli twoje dobre i żywotne żarówki mogą działać setki lat to nawet jeśli pokonasz konkurencje, rynek będzie nasycony działającymi żarówkami, a ty będziesz musiał szukać nowych pomysłów żeby przetrwać. Ja też jestem odrobinę sceptyczny, co do tego filmu, ale mój sceptycyzm nie dotyczy tego, czy celowe postarzanie produktów istnieje (ponieważ istnieje i widać to gołym okiem). Mój sceptycyzm dotyczy tego, że to rozwiązanie nie jest jednoznacznie złe. Lekarz mógłby w ten sposób leczyć pacjenta. Może nie poprawiałoby to jego dobrostanu, ale ratowało go przed śmiercią. Inaczej mówiąc, dla modelu gospodarki, który mamy, planowane postarzanie produktów to ratunek. Można snuć nierealistyczne wizje o nowym modelu gospodarki (tu się wpisuję ja) albo można zakasać rękawy i ratować pacjenta, który umiera (tu się wpisują ci wszyscy, którzy popierają planowane postarzanie produktów). To kwestia stąpania twardo po ziemi, albo bujania w chmurach. Ja po rozważeniu tej kwestii myślę, że bujanie w chmurach to leczenie choroby, podczas gdy stąpanie twardo po ziemi to leczenie objawów – dlatego pomimo lekkiego sceptycyzmu, myślę, że celowo postarzanie produktów to kuriozalnie głupi epizod w historii ludzkości. Ratowanie w ten sposób gospodarki opartej na zasadzie „kto więcej chciwy ten ma więcej”, opartej na gigantycznej nadprodukcji,opartej na kulcie rozwoju, który stał się celem samym w sobie, a nie prowadzi już w żaden sposób do przyjemniejszego życia istot, które zamieszkują tą planetę – to też jedna, wielka, kuriozalna głupota.

    • Wars Jotazof pisze:

      Jeszcze krótko 🙂
      Nie neguję, że postarzanie produktów istnieje. Nie wierzę, że jest to globalnie planowane.
      Dlaczego?
      Moi rodzice mają drukarkę, która działa już 10 lat. Ja mam drukarkę która działa 5 lat. Telefon zmieniam co dwa lata nie dlatego, że stary jest popsuty tylko dla samego faktu. Obecnego komputera używam już 8 lat.
      Rozumiem, że postarzanie dotyczy zatem tylko żarówek.
      Zatem 1000 godzin / 24 godziny = 41,66 dna. I tyle tylko powinna świecić żarówka. Może miałem szczęście ale moje świecą po parę lat.
      No i skoro znaleziono receptę na ratowanie gospodarki dlaczego wprowadzono nowe żarówki – energooszczędne, które mają świecić dłużej?
      Zapewne znajdziesz jakieś logiczne tego wyjaśnienia, ale nadal nie będziesz miał dowodów. I sprawa spisku pozostanie nadal w kwestii wiary.
      A o wierze i o gustach się nie powinno się rozmawiać 😉

  7. Alek pisze:

    Franek ma rację!
    We wsi mieszkał naukowiec-wynalazca. Miał dużo pomysłów racjonalizatorskich i trochę odjechanych. Swoje wynalazki rozdawał ludziom aby lepiej im się żyło. Był biedny ale szczęśliwy, że może pomagać innym. Aż pewnego razu do jego warsztaciku zawitał wójt. Przekonał on naiwnego inżyniera do sprzedaży swoich pomysłów (tak narodził się patent). Wójt zaczął wynalazki produkować i sprzedawać. Zatrudnił do pracy ludzi, a potem i samego naukowca, żeby nie płacić mu dodatkowo za nowe pomysły. (dalej „leci” jak u Arka)
    W Twojej wiosce Arek, wystarczyło zgładzić naukowca, ale jak zgładzić całą korporację w której oprócz zarządu są zwykli ludzie.
    Przykład z giełdą mnie nie przekonuje. Zwykli ludzie mający po parę akcji nie zmienią notowań spółki. Spadek zapoczątkowała wyprzedaż dużego pakietu jakiegoś inwestora ,a on ma gdzieś sentymenty.
    Ale oczywiście zgodzę się z Twoją tezą ,że:”To, co się dzieje nie zależy od wodza czy systemu. Zależy od nas.”
    Dlatego proponuję ,żeby podczas kolejnej niedzieli czy „długiego weekendu”, gdy pojedziemy z rodziną do marketu, zobaczyć za kasą siebie. Zanim zadzwonimy do fachowca o piątej rano wyobrazić sobie ,że to nas ktoś budzi telefonem. Zanim umówisz dziecko do stomatologa w niedzielę…. Zanim pójdziesz odrobaczyć psa do lecznicy o 24.30 …. Zanim … to pomyślmy ,że gdyby nie my to ci ludzie też mieliby wolne.

  8. Bartek pisze:

    Po pierwsze: fajnie to opisałeś – bardzo plastycznie. Mnie w wiosce brakuje bankiera 😉

    Ale do rzeczy. 3 uwagi:

    1. To ze jakis produkt ma krotki cykl zycia (np.5lat) bywa dobre. Czy chcielibyście używać telefonu komorkowego 20 lat 😉 ? Inny przykład: przez ostatnie 20 lat ceny np. pralek spadly o ponad 50%, jednoczesnie nowe urzadzenia zredukowaly zuzycie pradu i wody, piorą szybciej i zachowują swój poziom wypieralnosci i prawda tez ze zyją krócej. 20 lat temu samochody spalały znacznie wiecej choc były mniejsze . Itd.
    Tzw. Szalony rozwój ma po prostu swoje wielkie korzyści o których szanowny autor w tym przykładzie o wiosce zapomnial… (bez szalonego naukowca nie byloby możliwe np. wycieczki na maraton do Indii, czy rowerowe wyprawy na chromomolibdenowach ramach po Iranie).

    2. Pracuje w tzw. korporacji, gdzie projektujemy i produkujemy wroby. Ile może kosztowac urzadzenie które przetrwa np. 50lat ? (zamiast planowanych 20). Tak naprawde to jest technicznie proste, z łatwością możemy taki produkt opracowac i zrobić. (Tak jak autor napisał obecna technologia materiałowa daje możliwość względnie precyzyjnego określenia ile dany material przezyje) Taki produkt moze kosztowac np. tylko 40% wiecej od normalnego. I co ? I pstro 🙂 Prawda jest taka, ze nikt nie chce takich trwalszych produktow kupowac ! Zachowanie klienta w sklepie jest dokladnie odwrotne niż ja czy autor tego blogu by chciał. Są firmy które takie trwałe rzeczy robią w wiekszosci branż ale mają znikome udzialy w rynku. Nie zwalajmy wszystkiego na chciwe korporacje – to nasze wybory w sklepach stworzyly ten system.

    3. Spisek żarówkowy to fakt potwierdzony historycznie. Tak samo jak monopol naftowy Rockefelera, kłamstwa firm tytoniowych w USA czy branży mięsnej w Polsce. I tak jak każde przestępstwo powinno być ścigane prawem. I tylko tyle. Przeniesienie takiego przykładu na kazda branżę i każdą firmę (teraz i na wieki) jest błędem logicznym . To tak samo jakby powiedzieć, że wszyscy ludzie są źli albo że każdy bogaty człowiek to złodziej.

    Pozdrawiam czytelnikow i autora mojego ulubionego blogu.

    • arrec pisze:

      Bartek, podpisuję się wszystkimi kończynami pod twoimi punktami . Bardzo podoba mi się to, co napisałeś. Odnośnie punktu pierwszego napiszę, tylko, że mam świadomość dobrych aspektów rozwoju i próbowałem pokazać w tekście, że mam taką świadomość. Pisałem o turystyce, łyżworolkach i lodziarni. Walczyć z rozwojem to jak walczyć z potrzebą jedzenia (a są asceci, którzy z tym walczą). Rozwój przynosi bardzo dobre rzeczy. Można to potwierdzać maratonem w Indiach czy tym jak rośnie krzywa długości życia. Chodzi o to, żeby nie krytykować rozwój, ale nadmierny rozwój. Tak samo jak nie krytykować jedzenia, tylko nadmierne jedzenie. Albo nawet nie krytykować tylko punktować jakie są konsekwencje.

      Dodam, jeszcze, że twój punkt drugi to mogłoby być mottem tego bloga. Póki winimy system, rząd, korporacje to zdejmujemy odpowiedzialność z siebie. Tymczasem to nasze wybory tworzą system.

      A odnośnie trzeciego punktu powiem, że znam dobrze firmy produkcyjne, które w życiu by nie wpadły na pomysł postarzania produktów. Walczą heroicznie o przetrwanie i robią wszystko żeby produkty były jak najlepsze. Pewnie nie miałby nawet możliwości zmówienia się z konkurencją (np. z Chin) na postarzanie produktów. Jeśli idą na kompromis z jakością, to tylko dlatego, że rynek wymusza takie ceny i taką jakość (czyli potwierdza to słowa Wars Jatozofa). Ja bym powiedział, że w przypadku małych, średnich i nawet dużych firm cykl życia produktu zawsze wynika z konkurencji cenowej. Ale są na świecie też gigantyczne firmy. Jeśli graczy jest tylko kilku to zmowa jest prosta. I to się dzieje, co pokazuje film. I pewien sposób dotyczy to też firm, które tego nie robią. Bo mały zakład produkcyjny korzysta z podzespołów od gigantów. W efekcie żyjemy w świecie, gdzie krótki cykl życia produktu jest normą. Ale w tym moim roztrząsaniu tego, nie chodzi o to żeby wkładać bombę w to wszystko i mówić cały system jest zły. Chodzi mi tylko o prostą świadomość: zobaczcie co dogmat „Rozwój na maxa” z nami robi – ty masz nerwy, że zepsuła się lodówka, wysypiska śmieci rosną i rujnują przyrodę ale reguła wolnego rynku „sprytniejszy wygrywa” jest utrzymana. Chyba Jean Baudrillard napisał, że w obecnym świecie można być albo konsumentem albo terrorystą. Ja wierzę jednak, że świadomość tego, co się dzieje może wytworzyć wersję pośrednią. Nie buntownika, ale osoby, która swoimi zwykłymi wyborami nie wspiera tego „kamikadze szybkiego rozwoju”. Co ciekawe wierzę też w to, że ludzkość prędzej czy później wyhamuje. Nie ma innej możliwości. Można powiedzieć, że się „rozwinie” na tyle, żeby dojść do wniosku, że „rozwój” miał służyć przyjemniejszemu życiu, a nie być Bożkiem, dlatego którego należy złożyć w ofierze własne życie 🙂

  9. meatlover pisze:

    http://www.public.trzywymiary.com/domkereta/start.html

    fajny minimalistyczy „Dom” jednoosobowy
    ja mam wrażenie że w takiej szczelinie bylbym szcześliwy 🙂

    moze sie myle

  10. arrec pisze:

    Dla wszystkich mocno zainteresowanych tematem polecam krótki tekst Bertranda Russell’a http://humanizm.free.ngo.pl/pochwala.html

    Co ciekawe, w dylemacie „fabryki szpilek” Russell nie wpadł na to, że istnieje trzecie rozwiązanie, czyli celowe postarzenie szpilek

  11. przypadkiem pisze:

    Ale w większości przypadkow nie trzeba żadnego spisku. To wymyślił już Ford, który kazał swoim pracownikom sprawdzać na złomowisku, jakie części jego samochodów są w dobrym stanie – i potem obniżał ich jakość (a produkcja była tańsza). Jeśli chcesz konkurowac na tym rynku, musisz być tani. Jakość interesuje cię tylko do czasu trwania gwarancji. A pralki z dwudziestoletnią gwarancją nikt nie kupi, bo za parę lat będą takie z wodotryskiem no i barachło jest tańsze. Jakość kosztuje. Zamiast iść w jakość, lepiej wyłożyć kasę na marketing produktu, bardziej podniesie sprzedaż.

  12. Jacek pisze:

    3com dawał dożywotnią gwarancję na swoje karty, routery i inne produkty i jakość ich była bardzo dobra w porównaniu z produktami konkurencji z 2-letnią gwarancją i pomimo nieraz kilkukrotnie wyższej ceny ludzie na świecie (i w Polsce też) masowo je kupowali. No, ale może to było niezgodne z ogólną zmową i dlatego w 2010 roku HP kupił i wchłonął 3com-a, żeby się już nie wychylali. I pewnie taki los czeka wszystkich, którzy robią zbyt trwałe produkty.

  13. expert pisze:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Metafora_zbitej_szyby
    Wersja wideo http://www.youtube.com/watch?v=TqfbcNQUVbQ
    Chodzi o to że psucie się przedmiotów wcale nie napędza gospodarki w efekcie makroekonomicznym, jedynie jest korzystne dla przedsiębiorstwa, które to stosuje.

  14. Pingback: Kim jest Bertrand Russell? I dlaczego warto TO COŚ przeczytać | Pasja vs. Praca

  15. Micelius pisze:

    Ja całkiem często kupuję produkty tylko dlatego, że stare tego samego typu się zepsuły – dotyczy to np. komórek, niektórych urządzeń domowych, pralki, odzieży… z nowych funkcji w tych nowych urządzeniach zwykle nie korzystam, bo jest za dużo nowinek, żeby się wszystkiego uczyć.
    Bardzo często postęp jest pozorny – np. moja dziewczyna była bardzo dumna, że kupiła suszarkę z nadmuchem powietrza zarówno ciepłym, jak i zimnym, a za komuny takie suszarki były powszechne.
    Rozwój bywa też wprost szkodliwy – np. moja poczta internetowa została przerobiona i teraz wyświetla mnóstwo dodatkowych informacji, reklam, itp… na które w ogóle nie zwracam uwagi – za to działa dużo wolniej, co doprowadza mnie do szału.
    To, że ludzie lecą głównie na nowość, a jakość jest drugorzędna, widać choćby na przykładzie żywności – człowiek pracujący przy jej produkcji w wielkiej firmie opowiadał mi, jak na początku dany produkt jest robiony z najlepszych komponentów, a po paru miesiącach, kiedy zdobędzie renomę, już z dużo gorszych.
    Podsumowując – niektóre komentarze do początkowego wpisu stanowią cenny przyczynek, ale sam tekst jest bardo mądry 🙂

  16. Pingback: Nie ma biedy bez bogactwa | Pasja vs. Praca

  17. Can I simply just say what a relief to find someone that genuinely knows what they’re talking about on the internet. You definitely realize how to bring an issue to light and make it important. More people must check this out and understand this side of the story. I was surprised that you aren’t more popular since you definitely have the gift.

  18. Pingback: Za-prezentuj się inaczej! | Pasja vs. Praca

  19. Pingback: Czy piwo ratuje świat? | Pasja vs. Praca

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s