Gruda czystej głupoty czyli o dystansie do siebie

W szkole, na lekcji plastyki pani rozdała dzieciom plastelinę. Po jakimś czasie podchodzi do Jasia. Jaś zrobił wielką, wielobarwną kulę. Pani pyta z ciekawością – Co to jest? – Jaś odpowiada – Gruda czystej głupoty – I co masz zamiar z niej zrobić? – Nauczycielkę! Pani od razu poleciała po dyrektora. Dyrektor pyta Jasia – Co tam masz? – Grudę czystej głupoty – I co z niej zrobisz? – Dyrektora! Dyrektor zastanowił się i powiedział, że to sprawa dla szkolnego psychologa. Psycholog przyszedł i mówi z uśmiechem – Wiem co to masz – Jaś odburknął – Co? – Grudę czystej głupoty – Zgadza się – I wiem co z niej robisz – Co? – Psychologa – Nieprawda! Za mało czystej głupoty.

Słyszałem to opowiadanie, czy też dowcip od psychologa. Dlatego podobało mi się jeszcze bardziej. Byłem pod wrażeniem dystansu do siebie. Jak ktoś kogoś wychwala to często mówi: „potrafi mieć dystans do siebie”. Zrobiło się z tego takie ładne powiedzonko, wielowymiarowa i wieloznaczna pochwała. Skoro tak często to powtarzamy to warto się zastanowić co ten „dystans do siebie” właściwie oznacza.

Poszperałem w internecie. I nie znalazłem nic ciekawego. Są dyskusje na forach, które sprowadzają się do omawiania kazusów (pomóżcie! nie mam dystansu do siebie!) albo coś co nazwałbym „twardą psychologią”, czyli coś co jest zbyt trudne do przełknięcia. Określenia w stylu: „ja” synkretyczne.

Moim zdaniem bardzo dobrym pomysłem na zmaganie z pojęciem „dystansu do siebie” jest zabawa w „rozbieranie ja”. Można to też nazwać „szukaniem ja” ale rozbieranie mi się zdecydowanie bardziej podoba. Chodzi w tym o to żeby odkryć gdzie to „ja” jest schowane. Można próbować szukać go w przeróżnych miejscach. Przykłady:

  1. Ja to moje ubrania – nieprawda zmieniam ubrania i dalej jest „ja”
  2. Ja to moja rodzina – nieprawda, w każdej chwili mogę zostać sam, co nie oznacza, że zniknę
  3. Ja to moje ciało – nieprawda udowodniono, że w ciągu siedmiu, ośmiu lat wszystkie komórki się wymieniają – a „ja” sobie trwa
  4. Ja to moja kultura – nieprawda kultura się zmienia, spójrz na zdjęcia z lat dziewięćdziesiątych
  5. Ja to moje poglądy – gdyby tak było to „ja” już  tysiąc razy by umarło, a przecież trwa
  6. Ja to moje zdrowie – nieprawda, dowód ten sam w co w punkcie 2
  7. Ja to mój zawód – nieprawda, co chyba oczywiste, a jeśli ktoś tak myśli to chodzi z bombą w plecaku
  8. Ja to mój prestiż i bogactwo – jeszcze większa bomba w plecaku
  9. Ja to moja uroda – nieprawda, wypadek i nie ma urody, a „ja” jest dalej, a żeby nie było tak dramatycznie, to operacja plastyczna działa w drugą stronę

Takich punktów można mnożyć tysiące. Kolejny dobry na przykład: ja to mój rekord w biegu maratońskim. Po zastanowieniu się zawsze dojdziemy do wniosku, że to co próbuję utożsamić z „ja” to coś bardzo zmiennego i nietrwałego. „Ja” istnieje niezależnie od tego.

W takiej zabawie w  rozbierankę nigdy nie znajdziemy ja.  Możemy za to znaleźć to coś o czym tu dzisiaj piszę  – dystans do siebie. Dlatego to naprawdę fajna i wartościowa zabawa.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy księgowym, który siedzi w towarzystwie, które obgaduje hydraulików. Idą niewybredne żarty. Dobrze się bawimy i dorzucamy swoje trzy grosze. A tu nagle jest przejście na wyśmiewanie księgowych. Przestajemy się dobrze bawić. Jest nam przykro. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy przekonani, że to żarty z nas. Wydaje nam się, że wykonywany zawód to „ja”. Nie zrobiliśmy nigdy porządnej rozbieranki „ja”. Nie mamy dystansu do siebie.

Na szczęście jest na tym świecie naprawdę dużo ludzi z dystansem do siebie.  Jak ten psycholog,  który opowiadał dowcip o psychologu próbującym przechytrzyć Jasia. Są księgowi, których najbardziej śmieszą dowcipy z księgowych. O takich ludzi można się wiele  nauczyć – dystans do siebie to wielki skarb. Są też tacy ludzie, którzy są świecie przekonani, że „ja” to mój samochód. Ich też jest całkiem sporo.

rys. Asia Boruc

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Gruda czystej głupoty czyli o dystansie do siebie

  1. Monika pisze:

    Ja to ja 😀
    Codziennie inna i codziennie taka sama 😉

  2. Michał Kacprowicz pisze:

    Ha, co prawda chyba rozpocznę dyskusję pod tytułem „o wyższości Kury nad Jajkiem”, ale niech będzie. Ja zacząłem ten sam temat z drugiej strony. Mianowicie od odpowiedzi na pytanie „czym właściwie jest wysoka samoocena?”.
    Oto zaskakujące (przynajmniej dla mnie) wnioski:

    1. wysoka samoocena to inaczej mówiąc wysoki stopień akceptacji siebie takiego jakim jestem (z religijnego punktu widzenia: człowiek pokorny to ten, który zgadza się na prawdę o sobie; człowiek pyszny to taki który siebie nie akceptuje i przez to okłamuje samego siebie). Niska samoocena to próba grania „lepszego niż się jest”.
    2. historycznie rzecz biorąc poprzedni (obecny ?) system generował ludzi o niskiej samoocenie (sic!) bo nie pozwalał na zwyczajne cieszenie się sukcesami. Swoimi i innych.
    3. człowiek, który nie akceptuje siebie chce zobaczyć „lepszego ja” w oczach innych i robi to na dwa sposoby:
    – „pokażę Ci, że jestem lepszy od ciebie” czyli chwalenie się np. Ty mówisz „byłem na nartach” , On /Ona powie „stary, ja to dopiero byłem/była na nartach…” – jak ma potencjał praktycznie, w każdej dziedzinie może zabłysnąć (walcząc przy tym zacięcie z podobnymi sobie;)
    – „pokażę Ci, że jesteś gorszy ode mnie” czyli dezawuacja na każdym kroku każdego kto się „wychyla” np. Ty mówisz „byłem na nartach” a On/Ona powie „stary, na nartach haha, kto teraz jeździ na nartach?, teraz jeździ się na snowboardzie” itd.

    A oto puenta.

    Jak jesteś na imprezie i ktoś zaczyna się z Tobą ścigać … puść go przodem. Przecież już wiesz, z czego to wynika ;)))).

    ps.
    a jak ktoś zacznie scenariusz nr 2 to też wiesz dlaczego;))

    pozdrawiam,
    Michał

    • Michał Kacprowicz pisze:

      a, jeszcze jedno…

      są trzy etapy zmiany czegokolwiek:
      1. poznaję, że coś istnieje
      2. akceptuję (przyjmuję do wiadomości, że tak właśnie jest)
      3. mogę coś z tym zrobić (zmienić) jeśli tego nie lubię

      To co mnie ogromnie zaskoczyło to fakt, że podstawą do zmiany czegokolwiek jest tego akceptacja (sic!) a nie jak mi się wcześniej zdawało nieakceptacja.

  3. Monika pisze:

    Najśmieszniejsze jest to, że to nie ma żadnego znaczenia, bo faktycznie gra się przed samym sobą.
    Wiekszości ludzi i tak nie obchodzi nasza rola – z wyjątkiem przyjaciól i tych, którzy nas kochają – ale przed nimi nawet nie wolno grać. A postawa nr. 3 generuje zaskakująco dużą ilość wrogów 😉

  4. otis pisze:

    Dobry artykuł trzeba przyznać. Tego właśnie szukałem, tylko trudno to myślenie w życie wprowadzić.

  5. Rzeczywiście, bardzo fajny art =) My ludzie lubimy się stroić w różne etykietki zawodowe, intelektualne itd. Boimy się uznać prawdy o sobie… Dlatego szukamy czegoś fajnego za czym moglibyśmy się sprytnie schować. Gdzieś po drodze łapiemy pewne przywiązanie… Do tego co mamy, do tego co sobą prezentujemy. Zaczynamy się z tym spajać na poziomie podświadomości, wierząc, że to my. Ludzie powoli stają się dla nas zagrożeniem… Nie czujemy luzu, bo drzemie w nas jakaś świadomość, że ktoś nagle może nas obnażyć… Ktoś może pokazać, że wcale nie jesteśmy tacy profesjonalni… Że jeszcze wiele nam brakuje.

    Upsss… I się wyda.

    Mamy różne misje, ale my nie jesteśmy misją. Nie jesteśmy swoją pracą, bankowym kontem, tytułem zawodowym ani nawet własnym ciałem. Dystans do siebie to chyba coś takiego, co pozwala na wszystko spojrzeć łagodniej… Tak jakby z innego punktu widzenia. Prawdziwy „ja”, może nie mieć totalnie nie wspólnego z tym „ja”, które my uważamy za prawdziwe.

    Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Często śmiesznymi w swoich poczynaniach. Mądrzymy się, że dużo wiemy, a może tak naprawdę wiemy bardzo mało… Człowiek, który pokornie to akceptuje czuje się wolny. Trudna sztuka wymagająca skruchy, świadomego i mądrego spojrzenia na wszystko co nas w pewien sposób dotyczy.

  6. stokrotka pisze:

    A co jesli atak skierowany jest konkretnie do „ja” ….i to przy ludziach…
    – np. Ty jestes ….(taki i taki), albo
    – wygadujesz bzdury, albo
    – w bardziej chamski i dosadny sposób druga osoba może chcieć zdeptać nasze „ja” mówiąc bezpośrednio do niego…(np.komentując nasze zachowanie albo wypowiedź) przy innych ludziach żeby nas bardziej ponizyć..co dodatkowo działa stresująco.
    Wtedy jeśli „ja” jest wrażliwe, wystraszy sie ataku – jak ma zareagowac zeby wyjśc z sytuacji bez szwanku pod tytułem „znowu mnie skrzywdzili, wystraszylem sie i nie wiedzialem co odpowiedziec…mam za mały dystans do siebie:(” ?

    • Vanilak pisze:

      W takim przypadku? Chyba za ster łapie poczucie własnej wartości, pewność siebie, która jest niezachwiana bez względu na czynniki zewnętrzne. Bycie sobą możesz powiedzieć lub cierpliwie wysłuchać i pomyśleć sobie (mów co chcesz, masz takie prawo ale marnujesz czas i nerwy, bo to i tak nie robi na mnie wrażenia, i nie zmieni zdania o sobie).

      Mam nadzieję, że moja rada nie jest głupkowata i przynajmniej w jakimś stopniu powstrzymałaby bandę napastników (o jeszcze jedna rzecz, skoro ktoś Cię krytykuje a nie ma racji (np, nie czepia się tego, że śmiecimy, skoro zaśmiecamy innym środowisko:P, to masz pewną przewagę-Wiesz, że ta osoba chce się dowartościować Twoim kosztem-wytknąć Twoje wady, żeby poczuć się lepsza-co oznacza, że ma poważny problem z własną samooceną).

      Ps: Super artykuł!! :-)!! I komentarze- brawo, bardzo fajne i dające do myślenia.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s