Czy można mieć nastrój ochrypło-czarno-ponury i zarazem być szczęśliwym?

Ciemność

Tak, tak… To czwarty artykuł z cyklu rozważań o bezwarunkowym szczęściu. Jak poprzednie były męczące to radzę nie czytać 🙂 A jak poprzednich nie znacie to tu cześć1, część2, część3. Trzecia część mogła zostać zrozumiana jako umieszczenie poprzeczki bardzo wysoko. Istnieje takie cóś jak bezwarunkowe szczęście, ale osiągnąć to mogą tylko wielcy mistrzowie. Ludzie o sile umysłu Yody z Gwiezdnych Wojen. Na dodatek dysponujący kilkoma latami wolnego czasu na trening podświadomości. Tymczasem poprzeczka nie jest wysoko. Tak naprawdę to leży na ziemi. Co nie znaczy, że łatwo ją przeskoczyć.

Smutek

Moje dumanie wywołuje jakiś odzew. Są komentarze, są maile, są rozmowy. Dzięki temu cały czas rodzą się we mnie kolejne pomysły na artykuły o szczęściu w wersji bezwarunkowej. Dzisiaj chciałbym wyjaśnić niezwykle ważną kwestię. We wszystko co pisałem mógł się wkraść jeden gigantyczny błąd. Można było odnieść wrażenie, że bardzo to fajne, tak cały czas być szczęśliwym, cieszyć się, uśmiechać, nie mieć zmartwień. Też tak chcę! …niestety to nie tak. Nawet jeśli by się udało nauczyć podświadomość, że żadne zdarzenie zewnętrzne nie ma władzy decydować o naszym szczęściu to coś nas zaatakuje od środka. Poczucie pustki, depresja, jakiś nieokreślony smutek. Wtedy przychodzi refleksja, co jest ze mną nie tak? dlaczego nie potrafię być tak po prostu szczęśliwym? dlaczego odczuwam depresję? dlaczego jestem tak słaby? To wprost prowadzi do wniosku: Jestem beznadziejny. Taki typ jak ja nie ma najmniejszych szans na jakiś duchowy rozwój.

Nie lubię mentorskiego ględzenia, ale zaraz w takie wpadnę. Przed nami dwa wielkie odkrycia.

1. Największy błąd to złudzenie, że stan bezwarunkowego szczęścia to gładki świat, w którym jedzie się przez życie w komfortowej limuzynie. Wszyscy odczuwają pustkę, smutek, depresję. Nie ma i nie będzie takiego człowieka, który byłby od tego wolny. Nie ma magicznego skalpela, który by nam wyciął negatywne myśli, uczucia i emocje.

2. Można być perfekcyjnie szczęśliwym i jednocześnie być zanurzonym po uszy w depresyjnym nastroju.

Skąd się bierze to złudzenie, że bezwarunkowe szczęście to nieustanna radość i euforia? Z tego, że cały czas mylimy szczęście z narkotycznym odurzeniem. Myślimy, że to ten stan kiedy wygrywamy z innymi, zdobywamy upragnioną nagrodę, czy po prostu wstrzykujemy sobie heroinę. Dlatego też pisanie, że można być szczęśliwym i jednocześnie w depresji jest dla nas arcy-nielogiczne. Spróbujmy przebić się przez tą barierę logiki.

Żal

Czytałem o ultramaratonistce, która zawsze w pewnym momencie dystansu przechodziła ogromny kryzys. Cały bieg wiedziała, że ten moment nadejdzie i strasznie się go bała. W pewnym momencie coś ją olśniło i zupełnie zmieniła nastawienie. Nazwała ten kryzys „bestyjką” i zamiast się go bać, zaczęła go wyczekiwać. „No chodź! gdzie jesteś?”. Po pewnym czasie naprawdę nie mogła się doczekać, ponieważ bestyjka pojawiała się coraz później i coraz bardziej nieśmiało. Goniąc swoją bestyjkę ultramaratonistka stała się najlepszą biegaczką na świecie, nieraz było tak, że pokonywała na zawodach wszystkich mężczyzn.

Dokładnie to samo robią mistrzowie duchowi z negatywnymi emocjami. Walka z pustką, czy depresją jest jak walka z ciemnością. Jeżeli zaczniemy tłuc ciemność pięściami, to po chwili będziemy tylko bardziej przerażeni. To co powinno być zrobione to włączenie światła.

Pustka

Czym jest to włączenie światła? Widzeniem rzeczywistości. Niczym więcej. Depresyjny nastrój przyjdzie i pójdzie. Nie ma to nic wspólnego ze mną. Jest to coś bardzo odrębnego. Można to nazwać bestyjką żeby widzieć tą odrębność, można dojść do tego w inny sposób. Mi to przypomina deszcz. Idę przez miasto i zaczyna się ulewa. Stało się, zmokłem. I co z tego? Wiem, że niedługo wyschnę. Deszcz nie decyduje ani o tym czy jestem szczęśliwy, ani o tym czy jestem dobrym człowiekiem. Wiele ludzi ma w głowie wyobrażanie biegania po deszczu z dziką radością. Identycznie jest z depresyjnym nastrojem. To moja decyzja, że reaguję negatywnie. Oskarżam siebie za łzy nastrój, myślę, że jestem nieudolny. Można tak, ale można też biegać ze śmiechem po tej ponurej pogodzie. Gdy widzimy negatywne emocje w taki sposób, takimi jakie są naprawdę, przestajemy ich unikać, przestajemy się ich bać, przestajemy się łudzić, że coś może spowodować, że ich nie będzie, przestajemy walczyć, żeby sobie już poszły. Naprawdę można się z tymi bestyjkami zaprzyjaźnić.

Depresja

W piśmie psychologicznym czytałem artykuł o żałobie. Niektórzy ludzie nie potrafią sobie z nią poradzić i popadają w głęboką depresję. Ale jest też spora grupa, która udaje, że jest dzielna, zachowuje się jakby nic się nie stało. Nazywa się to w psychologii represja lub wyparcie. Wyparcie jest bardzo niebezpieczne ponieważ umyka świadomości, a siedzi bardzo silnie w podświadomości. W ten sposób implikuje wiele chorób i problemów. Psychologowie radzą przechodzić żałobę świadomie, nie kryć się z nią, nie bać się jej. Radzą zrozumieć, radzą włączyć światło. Moje przemyślenia są takie, że dużo łatwiej jest nam stosować się do tej zasady „włączenia światła” przy wielkich problemach. Żałoba zmienia bardzo nasze życie, zatrzymujemy się, jesteśmy skupieni i w takim stanie potrafimy zobaczyć rzeczywistość. Przy małych problemach jesteśmy dużo głupsi. Zamiast kontrolować nasze bestyjki, pozwalamy żeby wyprawiały z nami wszystko na co mają ochotę.

Przygnębienie

Mam nadzieję, że przynajmniej jedna z czytających to osób nie może się już doczekać na to kiedy zapuka do niej depresyjny nastrój. „No chodź bestyjko! gdzie jesteś?” Czekam na ciebie, jestem spokojny, wiem że będzie fajnie się spotkać i sobie pogawędzić.

Na koniec jeszcze fragment piosenki „Czarni kowboje” zespołu Lao Che. Z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że panowie śpiewają dokładnie o tym samym (niech to będzie dowód na to, że nie zwariowałem). Drugi jest taki, że wykorzystałem fragment ich tekstu w tytule artykułu.

postaram się nie zmrużyc oka, gdy przyjadą do mnie moje myśli
rozkulbacze konie, zaproszę za próg, zapytam: jak droga?
zapytam: należycie do mnie, czy do mojego we mnie wroga?
i będę pytał spokojny, zły nie będę w ogóle
jeśli będą wśród was także te ochrypło-czarno-ponure

* rysunki potworów pochodzą ze strony http://www.dailymonster.com/ czyli bazy potworów open-source. Motto Daily Monster to: pokaż mi swojego potwora, a ja pokaże ci mojego 🙂


Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antyporadnik i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Czy można mieć nastrój ochrypło-czarno-ponury i zarazem być szczęśliwym?

  1. Monika pisze:

    Arek, depresja jest chorobą. Chorobą jak zapalenie płuc i złamanie nogi, jest złamaniem „duszy”. Piszesz o niej czy o chandrze?

  2. arrec pisze:

    Dla mnie słowo „depresja” ma tak samo szeroką skalę jak na przykład „oparzenie”. Od lekkiego do śmiertelnie niebezpiecznego.

    Może bezpieczniej (czy też czytelniej) byłoby zostawić słowo „depresja” tylko dla ciężkiego stanu chorobowego, a dla innych stanów stosować „chandra” czy „przygnębienie”.

    Do przemyślenia.

  3. Monika pisze:

    Ten tekst jest jak balsam na moją duszę 🙂 szkoda, że wcześniej nie pisałeś bloga ehhh….w ogóle nie znałam Cię od tej strony….ja uwielbiam rozmyślać nad takimi rzeczami, zastanawiać się, rozstrząsać, szukać innej perspektywy…to bardzo wzbogaca duchowo, a większość ludzi w moim otoczeniu uważa niestety, że to nie potrzebne zawracanie głowy …

    No może tylko z tym wyrzuceniem tv się z Tobą nie do końca zgadzam 😉

  4. Piotr pisze:

    Ten bezosobowy świat szczęścia – oderwania od rzeczywistości (taką jaka jest 🙂 wydaje mi się że pochodzi od błędnie pojmowanej medytacji, kiedy medytacja jest jak silny środek przeciwbólowy – nic nie czujesz, nie widzisz, nie słyszysz (taka drzemka) .
    Perfekcyjnie szczęśliwy, a może sobą???

  5. Monika pisze:

    Ustalilismy już, że nie chodzi o depresję tylko o chandrę.
    Ad. tych wielkich odkryć:

    1. Gładki świat to świat nijaki, bezbarwny – chcesz taki świat?
    Nie wszyscy odczuwają pustkę – to generalizacja.
    Smutek, rozpacz w żałobie, przygnębienie ale także radość, wesołość i pogoda ducha są normalnym stanem przeżywanych emocji – ważne czy adekwatnych do rzeczywistości czy tylko wydumanych i kiedy mówisz stop.
    Mysli. uczucia i emocje – podzieliłabym raczej na konstruktywne i destrukcyjne. Czyli takie, które albo nas buduja albo niszczą. Masz wybór – zależy do Ciebie którą z nich wybierzesz.
    2. Znowu jakaś perfekcja? Człowiek nie jest z taśmy produkcyjnej. Bądź jaki jesteś tylko bądź tego świadom i to akceptuj. Odbierasz sobie prawo do smutku? A co smutek ma wspólnego ze szczęściem?

    Może zacznij od zapytania siebie: Czym dla mnie Arka jest szczęscie? Nazwij to, wymień i zdobądź.

    • arrec pisze:

      Ciekawa polemika. Zwłaszcza, że jej nie rozumiem. Albo czuję się niezrozumiany. Na pewno jedno z dwojga 🙂 Spróbuję może napisać jak rozumiem to co napisałem, a jak rozumiem to czego nie rozumiem 🙂

      AD 1. chciałem napisać o tym, że szczęście nie podlegające zewnętrznym warunkom mogło zostać zrozumiane jako stan całkowitego wyzbycia się złych emocji. A tak nie jest. Czyli nie napisałem, że „chcę gładkiego świata” – napisałem coś dokładnie NA ODWRÓT. Napisałem, że świat nie jest i nie będzie gładki (niezależnie czy chcę czy nie). Napisałem, że negatywne emocje też są normalnym stanem życia, przeżywania.

      AD2 nie było moją intencją pisanie o odbieraniu sobie prawa do smutku. Znowu NA ODWRÓT. Chciałem napisać o posiadaniu prawa do smutku. O tym, żeby z tym smutkiem nie walczyć, nie obwiniać się, nie czuć się z nim źle. Żeby mu pozwolić być takim jaki jest. O tym, że można z tym smutkiem żyć w przyjaźni. Jednocześnie czując się dobrze, czując się sobą, czując się szczęśliwie.

      Innymi słowy wypociłem długi wywód, żeby udowodnić, że smutek nie ma NIC wspólnego ze szczęściem i dostałem komentarz jakbym usiłował dowodzić, że jest silny związek . No pięknie! 🙂

  6. Monika pisze:

    😀 No to super ! Że na mysli miałeś odwrotnie 😀
    Myśl odwrotnie?

  7. Pan Jan pisze:

    Wszystko o czym piszesz w swoim Antyporadniku o szczęściu, to tak na prawdę zmagania ze swoim wewnętrznym wrogiem. Jeden z bloggerów (ridicouslyextraordinary.com – czy jakoś tak) nazwał tego wewnętrznego wroga ‚lizard brain’. Ja nazywam go durnym chomikiem, który boi się wyjść ze swojej klatki i zobaczyć wszystkie te czadowe rzeczy, poza klatką. Klatkę zna, wie że wpada do niej jedzenie i picie, ma swoje kółko w którym biega jak szalony. moim zdaniem zmagania z tymże chomikiem, to poszerzanie swojej strefy komfortu. Za każdym razem kiedy napotykamy cos nowego jest to poza strefa komfortu. Od świadomości zalezy jak szybko się to w strefie komfortu znajdzie, o ile wogóle się znajdzie. Jeśli coś nie wchodzi do strefy komfortu – chomik wygrywa, a klatka robi się ciaśniejsza.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s