Prze-moc. Wielka bitwa o Ziemie.

Notatka o ataku na redakcję Charlie Hebdo. Moim zdaniem jest to wydarzenie przełomowe. Ludzkość próbuje zrobić krok na wyższy stopień świadomości. Stopień, w którym istnieje powszechny sprzeciw wobec fundamentalizmu religijnego. Stopień, na którym jest świadomość, że religie są pomocnym narzędziem do bycia dobrym człowiekiem, ale! są tylko i wyłącznie narzędziem. Nie są celem samym w sobie, ani tym bardziej nie są świętością same w sobie. Dla wielu osób na tym globie wzrost świadomości ludzkości oznacza utratę władzy, dlatego podjudzają do boju o utrzymanie świętości wartości religijnych. Wielka bitwa o wyższy stopień świadomość dzieje się na wielu frontach. Nasz mini front to na przykład sprawa profesora Chazana. Redakcja Charlie Hebdo odważnie walczyła w epicentrum wojny.

Istnieje serial, który pięknie opisuje wydarzenia w epicentrum. Ten serial to South Park. Dwa razy pojawiły się odcinki South Parku dotyczące strachu przed publikacją wizerunku Mahometa. Poniżej linki do tych odcinków z oficjalnej strony South Park. Legalnie udostępnione, trzeba w trakcie obejrzeć kilka reklam. Minus taki, że po angielsku, można włączyć angielskie napisy, co znacznie ułatwia zrozumienie. Odcinki z polskimi napisami też można znaleźć w sieci.  BARDZO POLECAM. Jest to DOSKONAŁY komentarz do wydarzeń w Paryżu. Poniżej opiszę fabułę, jeśli ktoś chce najpierw obejrzeć, to niech nie czyta dalszej części. Oba odcinki są dwuczęściowe.

  1. SOUTH PARK s10e4 CARTOON WARS part1
  2. SOUTH PARK s10e5 CARTOON WARS part2
  3. SOUTH PARK s14e5 200
  4. SOUTH PARK s14e6 201

„Cartoon Wars”

W miasteczku wybucha totalna panika gdy media podają informację, że serial „Family Guy” zamierza opublikować wizerunek Mahometa. Wszyscy są przekonani, że emisja odcinka oznacza zagładę Stanów Zjednoczonych. Powstają dwie koncepcje działania. Pierwsza  zakłada wsparcie dla tak dumnie głoszonej w USA wolności słowa. Druga proponuje schować głowy w piasek. Dosłownie. Propozycja wygląda tak: wysypiemy tony piasku i wszyscy zakopiemy w nim w głowy w momencie wyświetlania serialu, to da nam szansę aby przetrwać. Każdy kto odrobinę zna serial domyśla się, którą propozycje wybrali mieszkańcy miasteczka jako bardziej logiczną. Szybko pomysł zakopywania głów w piasku podchwycił cały naród, w projekt zaangażowało się wojsko itd.

To tylko jeden z wątków „Cartoon Wars”. Jest tam też wiele żartów z „Family Guy”, dużo ciekawych uwag o mechanizmach rządzących mediami. Zauważyłem, że zwierzęta, które pojawiają się w części drugiej mają identyczną nazwę, jak pewna bogini z przedislamskiej Arabii. Może to przypadek, ale raczej nie.

RandyForcesStan

„200” i „201

Dzieciaki zwiedzają fabrykę cukierków. Stan zauważa na linii produkcyjnej Toma Cruise’a i krzyczy „patrzcie! Tom Cruise jest pakowaczem krówek!”. Tom Cruise ma dość ciągłego obrażania i pozywa miasteczko o zniesławienie. Tom proponuje miastu układ, zrezygnuje z gigantycznego odszkodowania jeśli miasto dostarczy mu Mahometa. Wraz z grupą celebrytów Tom planuje przy pomocy specjalnej maszyny wyssać z Mahometa magiczną moc, która nie pozwala go obrażać. Ta magiczna moc ma znajdować się w substancji zwanej goo.

Bardzo gorzki smak ma mowa końcowa w odcinku 201. Jest przerażająco smutna i przerażająco prawdziwa. Na wielu portalach mowa jest ocenzurowana, pojawia się tylko „biiip”. Można jednak znaleźć wersje bez cenzury.  Odcinek 201 kończy się tak:

  • KYLE: Tak się stało ponieważ goo nie istnieje, panie Cruise. Wiecie, nauczyłem się czegoś dzisiaj. Cały czas próbowaliśmy zrobić coś, czego nie wolno nam było zrobić, ale to nie magiczna moc goo nas przed tym powstrzymała. To magiczna moc zastraszania ludzi przemocą. Wychodzi na to, że to jedyna prawdziwa moc to przemoc. Jeśli czegokolwiek nauczyliśmy się z tej całej historii, to tego, że terroryzowanie ludzi działa.
  • JEZUS: To prawda. Jeśli nie chcecie być już więcej wyśmiewani, to wszytko, co wam potrzebne to karabiny i bomby.
  • ŚW. MIKOŁAJ : To prawda, przyjaciele. Wszystko, co musicie zrobić, to rozsiewać strach i być gotowi krzywdzić ludzi. Wtedy możecie dostać cokolwiek chcecie. Jedyna prawdziwa moc to przemoc .

—-

Dopiero teraz, tłumacząc przemowę na język polski odkryłem, że nasz ojczysty język ma zakodowaną tą gorzką prawdę. Prze-moc, czyli wielka moc. Można powiedzieć, że prze-moc jest naturalnym prawem wszechświata. Czarna dziura przemocą wsysa inne obiekty, gepard przemocą zabija gazelę, bogacz przemocą zdobywa fortunę. Silniejszy wygrywa, słabszy przegrywa. Na tym polega rozwój, ruch do przodu. Wydaje się, że nie można z tym walczyć, nie można tego zmienić. Nawet jeśli zbierze się grupa, która ma ochotę na walkę z prze-mocą, to ich walka oznacza prze-moc wobec prze-mocy. Z czasem to oni zaczną być dominującą prze-mocą.

W szalonym ludzkim umyśle powstała jednak myśl, że z prze-mocą można wygrać. Nasz rozbudowany organ odkrył, że istnieje odwrotność prze-mocy, nazywana miłością. Niektórzy twierdzą, że ta miłości  to Bóg. Miłość to odrzucenie przemocy, to złożenie broni u stóp wroga, to wybaczenie, to brak osądzania. Oczywiście, rezygnacja z prze-mocy jest możliwa tylko wtedy, gdy dysponujemy tą mocą. Zauważam, że ludzie z wielką gorliwością odrzucają prze-moc, której i tak nie posiadają. Własna prze-moc jest najczęściej uzasadniona. Prosty przykład to bogactwo. Bogacze bardzo często opowiadają o prze-mocy państwa wobec nich, ponieważ to miejsce, gdzie oni doświadczają pewnej prze-mocy na sobie, ale nic nie wspominają o prze-mocy jaką jest bogactwo jednych i niedola drugich.

Ja bardzo często zastanawiam się czy próby powstrzymywania prze-mocy miłością są uzasadnione. Jeśli na 100 osób, 99 będzie pełnych miłości, a jedna będzie miała wielki zapał do przemocy to ona zdominuje resztę (na tym dokładnie polega dynamika procesów biznesowych). Istnieje też wiele innych przykładów na to, że przemoc ma sens i się sprawdza w działaniu. Dla mnie jednak najważniejszy jest jeden argument. Tylko człowiek, który nie stosuje i nie chce posiadać prze-mocy potrafi poczuć co to znaczy być człowiekiem. Tylko taki człowiek tak naprawdę żyje, myśli, czuje, oddycha. Tylko taki człowiek nie jest maszyną wykonującą wgrany program. I  nawet jeśli przegrywa, nawet jeśli traci wszystko, nawet jeśli zginie zabity przez terrorystów to mimo wszystko warto. Odrzucenie przemocy to doświadczanie nieba. Tak mi się wydaje. I tak według mnie powinna wyglądać walka w tej bitwie. Składam wielki hołd poległym w Paryżu. Moim zdaniem to bardzo ważni bohaterowie naszych czasów.

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pasyjne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

64 odpowiedzi na „Prze-moc. Wielka bitwa o Ziemie.

  1. babajoga pisze:

    Witam,
    Bardzo ciekawe podsumowanie, szczególnie uwaga o ‚prze-mocy’.

    Mieszkam we Francji i jestem głęboko zszokowana tym wydarzeniem.

    Nie kupowałam i nie czytałam Charlie Hebdo, nie zawsze podoba mi się ten humor, agresywna antyreligijność czy zwykła wulgarność, ale często rysunki celnie podsumowywały aktualne wydarzenia i Charlie Hebdo jest elementem pejzażu medialnego, taką wieża Eiffla lub raczej od teraz Twin Towers.
    Redaktorzy nie pierwszy raz otrzymywali pogróżki, dlatego między innymi redakcji chronili policjanci.

    Przyjaciólka, ktora jest profesorem w liceum (prywatnym, w większości uczęszczanym przez dziewczęta) opowiedziała mi, że kilka uczennic odmówiło uczczenia tych wydarzeń minutą ciszy. „Oni przesadzili i dostali to, czego szukali”.
    To prywatne liceum miało juz wywyczony proces przez „Stowarzyszenie AntyIslamofobiczne”, ponieważ odmówiło przystąpienia do egzaminów wstępnych zawoalowanym dziewczynkom. Te stowarzyszenia mają poważne środki finansowe (tak,skoro rózne Emiraty jawnie finansują drużyny piłkarskie, należy zastanowić się, co finansuja dyskretnie) i stać je na drogie procesy, szkoły nie stać.

    Żyję w kraju w którym blokowiska na przedmieściach, zamieszkałe są przez „rodowitych Francuzów”, jeśli przez ‚rodowitych” rozumiemy tych, którzy sie tu urodzili, wywodzących sie z „kultury” muzułmańskiej. Całkowicie niezintegrowanymi z resztą środowiska czy miasta.
    Dziewczęta 16 letnie, wywodzące sie z tych dzielnic, rozpoczynają szkołę w centrum miasta, przychodzą które we wrzesniu umalowane, ubrane „normalnie” a w grudniu już pojawiają sie z przysloniętą voilem głową i prawie w czadorze.
    Odmówić im wstępu do szkoły? To znaczy, że powrócą do swoich dzielnic i nigdy nie zdobedą edukacji. Kazać im ubierać sie „normalnie”? To znaczy, że w swoich dzielnicach będą uważane za „łatwe”, które mozna opluć, zgwałcić (!) a ich rodzinne domy zdewastować i okraść. Co sie stało między wrześniem a grudniem? Presja . Rodziny, otoczenia. Byt niestety kształtuje świadomość i dopóki bedziemy odsyłać ich do „swoich dzielnic”, tworzyć getta, będziemy lepic tę śnieżna kulę nienawiści i przemocy.

    Nie mam pochlebnego zdania o wielu muzułmanach we Francji. moje znajome Turczynki, które przyjechały na kilka miesięcy do Francji powiedziały, że same wstydzą sie za agresywny islam, którym jesteśmy codziennie bombardowani.

    Co ma zrobić Francja w której nowe biznesy oparte są głównie na populacji muzułmańskiej? Firmy z branży spożyzczej „robią karton”, czyli ich sprzedaże eksplodują, od kiedy wypuszczaja produkty hallal, budownictwo oparte jest przede wszystkim na taniej sile robotniczej, jaka stanowią Mohamed czy Mehmed. Nawet takie niszowe branże jak przemysł ślubny (śmieszne, prawda?) ale są to modyści, fotografowie, fryzjerzy, restauratorzy i wszyscy inni drobni rzemieślnicy, którzy żyją głównie z zamówień płynących ze ślubów muzułmańskich (pracuję sezonowo jako fotograf ślubny od 8 lat, widzę jak zmienia sie ta branża), bo w laickiej Francji nikt inny nie bierze już kredytów na wesele..
    Ta nieszczęsna islamizacja Francji postępuje niezauważalnie, ale w zatrważającym tempie.

    Odbiegłam nieco od tematu, przepraszam.

    Wczoraj pojawił się w sieci piękny hołd, bardzo polecam. Podsumowując : słowa wyrażaja żal i wściekłość ale nie podburzają do represji.

    Pozdrawiam

  2. michal pisze:

    Dobrze, że zamieściłeś streszczenia, bo z tego co widzę to linki nie działają z Polski: This video is not available from your location.

    Tekst jak zwykle daje do myślenia.

  3. Jotazof pisze:

    Co do pierwszej części tekstu to nie uważam żeby obrażanie kogokolwiek było krokiem na wyższy poziom świadomości. Co innego uświadamianie pewnych niuansów. Ale tutaj mamy do czynienia z brakiem szacunku i nie ukrywajmy prze-mocą. Co prawda nie fizyczną a werbalną ale jednak przemocą.
    Co do mocy w prze-mocy 🙂 to taką samą „moc” mają pedały, murzyni i żydzi – NIE wolno ich obrażać. Nie wolno nawet żyda nazwać żydem chociaż przecież nim jest. Ale to z kolei jest już walka z uprzedzeniami a nie krok w tył w kwestii poszerzania świadomości.
    Końcowy akapit o odrzuceniu przemocy ma trochę chrześcijański wydźwięk 🙂 ale nie bardzo rozumiem czemu warto? Dlaczego warto zginąć i popaść w zapomnienie?

    • arrec pisze:

      Odrzucenie przemocy jest najczęściej dużo odważniejszym czynem niż przemoc. Historia Jezusa to piękny przykład na to, że ktoś kto głośno wyrzeka się przemocy budzi demoniczną złość u osób, które na przemocy budują silną pozycję. Nie chciałem napisać, że jest to idealna strategia życiowa aby drastycznie przeciwstawiać się przemocy, bardziej chciałem napisać, że rozumiem, że można mieć aż taką odwaga i nie wycofać się pomimo świadomości ryzyka.

      Jeszcze odnośnie rysunków satyrycznych jako formy przemocy wobec religii i porównywanie do zakazu przemocy z powodu rasizmu czy homofobii.

      Myślę, że ludzkość nigdy nie dojedzie do porozumienia, które zadowoli wszystkich. Zawsze jedno zdarzenie będzie jednemu niezbędne do życia, a drugiemu uniemożliwiające życie. Można to mierzyć tylko własną logiką i własnym smakiem. Na podstawie logiki i smaku pozwalamy stać w miejscu publicznym i patrzeć na innych, a nie pozwalamy stać i strzelać do innych. Ta kwestia się ugruntowała i nie budzi emocji. Mamy inny smak i logikę, w takich tematach jak religie czy homofobia. Ja stoję za stanowiskiem, że za pierwszym miejscu jest człowiek, a dopiero potem symbole, wierzenia, filozofie, przedmioty. Wiele osób ma zdanie, że w pewnych sprawach symbole, wierzenia, filozofie, przedmioty są ważniejsze niż człowiek. Oczywiście uważają tak tylko odnośnie rzeczy, które są tak głęboko wryte w serca ludzi, że uległy one jakby włączeniu w człowieka. Poziom identyfikacji jest tak wysoki, że jeśli jestem obraźliwy dla danego pomysłu, symbolu, przedmiotu to tak jakbym był obraźliwy dla konkretnych ludzi. Dosłownie wygląda to tak: obrażam krzesło, a dany człowiek czuje, że obrażam jego. Najtrudniejsza jest tu sprawa z religiami, ponieważ wydaje się, że esencją każdej religii jest to, aby ten wysoki poziom identyfikacji osiągnąć. Czyli ktoś wielkimi staraniami próbuje zbudować identyfikację, a ktoś inny chce to burzyć szydząc z obiektu do identyfikacji. Mam nadzieję, że do tego miejsca nie mamy wątpliwości i mniej więcej się zgadzamy.

      Teraz zacznę kontrowersyjnie. Otóż moim zdaniem ta silna identyfikacja nie jest ani potrzebna ani dobra. Uważam nawet, że to jest element, który uniemożliwia mi powiedzenie, że religia to, coś bardzo pozytywnego w każdym aspekcie. Za to umożliwia przywódcom religijnym sianie terroru i strachu. Jest takie słynne wschodnie powiedzenie, że mędrzec pokazuje księżyc, a głupiec patrzy na palec. Jezus wzniósł bunt przeciwko aktualnej sytuacji religijnej ponieważ tak bardzo koncentrowała się ona na palcu, na tym, co święte i czego nie można obrażać. Bardzo, bardzo dobitnie krzyczał, że ważny jest księżyc, a nie palec, po czym wokół jego życia natworzono pełno świętych symboli, czyli palców przed którym należy klękać.

      Oczywiście jest pewna analogia z atakowaniem religii i homoseksualizmu. Może ludzkość wykona kilka fikołków, kilka razy karta się odwróci, aby w końcu dojść do podobnych wniosków z jednym i drugim. Teraz zdecydowana większość zachodniej cywilizacji jest za pełnym uszanowaniem praw gejów, ponieważ uważa, że nie jest to kaprys, tylko cecha taka sama jak kolor oczu i poniżanie kogoś z tego powodu nikomu nic nie daje oprócz złośliwej satysfakcji. Może kiedyś odkryjemy, że silna potrzeba identyfikacji religijnej jest u pewnym ludzi genetycznym przymusem, permanentną cechą. Póki co ja uważam, że to wyleczalne. Po za tym ochrona przed obrażaniem wartości religijnych jest naprawdę niełatwa jeśli zdamy sobie sprawę ile jest (i może być) gestów, czynów, słów, które według poszczególnych religii są bluźnierstwem. Taka ochrona powinna mieć bardziej na celu ochronę tych ludzi przed tym żeby nie stała się im krzywda, aby nikt nie stosował wobec nich agresji, aby nikt nie namawiał do agresji wobec nich, aby nie byli wykluczani niż nakładaniem na państwo wymogu interesowania się niuansami systemu religijnego.

      Jeszcze dam dowód, że nie można obrazić prawdziwej wiary. Jak napiszę, że masz 10 cm wzrostu to się na mnie obrazisz? Nie! Bo wiesz, że to nie prawda. Masz prawdziwą wiarę w tym temacie. Jesteś pewien, nie masz wątpliwości, więc nie ma szans na emocjonalną czy histeryczną reakcję. Jeśli napiszę, że jesteś głupi to będzie to niemiłe i obraźliwe, bo to subiektywny osąd, hipoteza. Obrażać można tylko hipotezy, a im bardziej nadęta i mniej wiarygodna hipoteza tym bardziej czuła na obrażanie. Znam ludzi bardzo silnej wiary i naprawdę, zaprawdę nie można ich wiary obrazić. Można uczyć ludzi takiej silnej wiary, a można iść na łatwiznę i uczyć utożsamiania się z hipotezami. Słowo „bluźnierstwo” nie istnieje dla ochrony wiary, tylko do ochrony braku wiary, dla zdobywania władzy poprzez wiarę, dla siania strachu. Dlatego walka o to aby nikt nie straszył bluźnierstwami i herezjami to moim zdaniem wielkie bohaterstwo.

    • egoistka pisze:

      Jezusowi rowniez puscily nerwy, stoly poprzewracal, byl ostry mlyn 🙂

    • Jotazof pisze:

      Jak zauważyła egoistka i Jezusowi zdarzało się stanąć w opozycji do własnych poglądów. Sęk w tym, że poglądy które propagował Jezus (odrzucenie przemocy na rzecz miłości) są nierealne. I nie wiem czy odwaga o której piszesz nie zakrawa o głupotę. Natomiast przyznaję że trwanie w postanowieniach do samego końca jest jak najbardziej szlachetne.

      Rozmowę o identyfikacji również uważam za rozmowę o złotych smokach. Możesz uważać, że to ani potrzebne ani dobre nie zmienisz faktu, że istnieje i istnieć będzie. Ludzie zawsze będą się identyfikować ze swoimi poglądami. Poza tym wiara to nie krzesło. To zbiór wartości i przekonań. Więc nie wyobrażam sobie żeby ktoś mógł podejść obojętnie do faktu (inaczej z krzesłem 🙂 ) że obraża się przekonania z którymi się identyfikuje. Dla przykładu ktoś twierdzi, że minimalizm to filozofia dla nieudaczników życiowych którzy poprzez nadanie jej ideologi próbują podnieść swoją wartość, rowerzyści to ukryci homoseksualiści lubiący ciągły masaż odbytu, wegetarianie nie jedzą zwierząt zapewne dlatego że umysłowo się z nimi utożsamiają a chrześcijanie to hipokryci. Teoretycznie nikogo nie obraża. I teoretycznie ten ktoś wcale nie próbuje tłumaczyć błędów w rozumowaniu. Teoretycznie jest mu to obojętne bo nie dotyczy jego.

      Co do gejów to myślę, że troszkę napisało Ci się zbyt prowokacyjnie 🙂 (może celowo). Bo o jakie prawa walczą geje? O prawo do głosowania? O prawo do siadania na każdym siedzeniu w autobusie? O prawa do mieszkania? Uczęszczania do fryzjera jak „normalni” ludzie? A przypadki poniżania występują i występować będą. Grubi, rudzi, niepełnosprawni potrafią zrozumieć że to sytuacje marginalne.

      Jeśli chodzi o obrazę wiary to trochę zły przykład. 10 cm wzrostu to fakt. Natomiast wiara to hipoteza. To, że ktoś jest wyższy niż 10 cm można udowodnić, nie można udowodnić tego czy wierzy ani tym bardziej w co wierzy. Zatem mamy do czynienia z czymś co określiłeś hipotezą a co za tym idzie możliwością jej obrazy.

      Trochę chyba jednak zeszliśmy z tematu 🙂 Wszyscy tutaj zapewne jesteśmy zgodni, że tego co się stało w redakcji nie można tolerować. Dyskusyjna jest filozofia gazety. Jedni uważają (vide autor 🙂 ) że rysunek typu jezus ruchający boga i trzymający w odbycie symbol masonerii podpisany ojciec, syn, duch święty (bo mniej więcej taki jest poziom tych „satyrycznych rysunków”) to krok na wyższy poziom świadomości. A inni, że jest to po prostu niesmaczne i obraźliwe. Pozytywną informacją dla tych pierwszych jest to, że ci drudzy coraz śmielej zasilają szeregi tych pierwszych 🙂 Osobiście nie uważam, że kierunek wszech tolerancji jest słuszny. Nie mam jednak złudzeń, że jest nieuchronny.

    • arrec pisze:

      Dzięki Jotazof! Ostatnio z kimkolwiek podjąłem dyskusję na ten temat to jej poziom pikował w dół. Nie mogę winić rozmówców, ponieważ czynnikiem wspólnym jestem ja. Riposta każdej ze stron w moich rozmowach była coraz mniej konstruktywna, a coraz bardziej emocjonalna. Pięknie przerwałeś złą passę. Podniosłeś wszytko to, co ja obniżyłem. Naprawdę szczere podziękowania. Postaram się trzymać Twój poziom i już nie pikować w dół.

      Zgadzam się, że cała dyskusja toczy się wokół filozofii gazety. Uważam, że w Europie nie ma osób (przynajmniej oficjalnie, mam wrażenie, że wiele w duchu się cieszy), które by pochwalały zamordowanie karykaturzystów, Dlatego wszelkie ścieranie się poglądów dotyczy filozofii gazety. Moim zdaniem wcale nie zmierzamy do wszech tolerancji. Jak słusznie zauważa polska prawica wiele państw zachodnich ogranicza wolność do niechęci wobec gejów. Są za to realne sankcje prawne. Ktoś jest w 100% przekonany, że to choroba, która należy leczyć i nie może o tym głośno mówić. Wiele osób nazywa to zamachem na wolność. Dla mnie jest to taki sam zamach na wolność jak sankcje prawne za strzelanie do ludzi z pistoletu. Zawsze „wolność do” zetrze się z „wolnością od”. To co robimy jako demokracyjna większość do ważymy każdy przypadek i ustalmy reguły. Wyzwoliliśmy niewolników, daliśmy prawa kobietom, zdejmujemy jarzmo opresji wobec osób homoseksualnych i wpychamy do grobu wszelką agresję religijną.

      Wpadam w zacietrzewienie przy dyskusji o Charlie Hebdo ponieważ nie jestem w stanie przebić się przez przekonanie, że rysunki wynikały ze złośliwości, z żądzy zysku, z żądzy sensacji. Tymczasem jest to głośny manifest „ja w to nie wierzę. Ja w to nie muszę wierzyć. Dla mnie są to zabawne bajki. Mogę robić z tych bajek robić taki użytek na jaki mam ochotę.”. Gdy wszyscy milczą jedno odważne dziecko krzyczy „król jest nagi”. Trzeba mieć oczy szeroko zamknięte, żeby nie dostrzec dziwnej ciszy w tym temacie. Od czasów kiedy za drobne herezje można było spłonąć na stosie dotarliśmy do czasów kiedy wiara została oddzielona od prawa świeckiego. Ale to nieprawda, to fasada, to kłamstwo cwanych krawców. Król jest nagi. Nic nie zostało oddzielone. Terror religijny jest powszechny. Aż chce się krzyknąć to kto tu w końcu rządzi? kto ustala reguły państwo czy religia? Religia sama w sobie nie ma moralności ani rozumu, nie dostosuje się do przepisów prawa, nie zepchnie się do marginesu. Ateizm i religia to klasyczne starcie „wolności do” z „wolnością od”. Tak jak wolności do kradzieży z wolnością od bycia okradanym. Kompromis to hipokryzja. Na poziomie społecznym nie możemy być religijni i ateistyczni jednocześnie. Charlie Hebdo krzyczy „po co ta ściema?”, „po co to zakłamanie?”. Prowokowali do decyzji. Oczywiście przy obecnym myśleniu Europy ta decyzja nieuchronnie zmierza do ateizm na poziomie społecznym i religijności na poziomie indywidualnym. To nieuchronne tak jak piszesz. Tu można zarzucić Charlie Hebdo, że nie brali pod uwagę, że ten okres buforowy, okres w którym religia już oficjalnie nie rządzi, ale mimo wszystko jednak tak jakby rządzi był potrzebny dla wielu ludzi. Można zarzucić taki brak wrażliwości. Ale moim zdaniem to błędne wnioski. Moim zdaniem zakłamanie nigdy nic nie daje. Zamiast okresu dostosowawczego zostało stworzona przestrzeń do wzrostu antagonizmów. To tak jakby potwora żywcem nabić na pal i bardzo powoli podduszać tak aby ludzie, którzy byli z nim związani mogli się z nim pożegnać. To głupota! Zabić albo wypuścić – tako rzecze Charlie. I dodam, że potwór to nie porównanie do religii. Bardzo lubię religie, jestem przekonany, że pomagają one ludziom, uważam się za osobą niezwykle zainteresowaną religiami, a nawet religijną. Potwór to skłonność religii do zawłaszczania zasad współżycia społecznego. No ale obaj się zgadzamy, że potwór zginie. Zobaczymy jak to będzie. Moim zdaniem bez niego będzie lepiej, tak jak bez niewolnictwa. Ale być może się mylę, może będziemy wszyscy za nim tęsknić.

    • egoistka pisze:

      Tu mieszasz dwie rzeczy. Religie, kulty i sekty sa doskonala forma eksploatowania ludzkosci. To chyba kazdy wie, ze nie chodzi nikomu o zadna wolnosc. Najwazniejszy w nich czynnik aktywny w tym celu to rytual. Jak w przypowiesci de Mello, rytual to nie to samo co ogien. Skoro mowisz lubie religie, to co lubisz. Lubisz rytual, czy ogien. To jakis paradoks jest. Czy mozna zyc bez ideologii, np.Jezus podejrzewam rozwalil stoly a nawet uzyl pejcza, poniewaz byl czysty od ideologii bezprzemocowej. Masakry tez nie dokobal. Nikt nie mowil wtedy naokolo stop z przemoca. Wybral, zdaje mi sie, bo nie znam czlowieka, najlepsza reakcje na tamten moment i zgodnie z emocja. Nie naczytal sie niczego, zeby potem glosic jakies izmy. Za to dzis z niego zrobiono same izmy.

    • Jotazof pisze:

      Przede wszystkim dziękuję za dobre słowo. Osobiście nie uważam żebym ciągnął rozmowę do góry ale miło czytać 🙂 Jedyny blog jaki czytam gdzie są prowadzone rzeczowe dyskusje. Także lekki pik w dół w Twoim mniemaniu jest absolutnie nieodczuwalny.

      Ale dosyć klepania po pleckach 🙂

      Z wiarą jest jak z gustami. Jeden lubi ogórki a drugi ogrodnika córki. No i właśnie w kwestii wiary się różnimy i nie dojdziemy do porozumienia i możemy zapisywać jeszcze kilometry linijek. Ty wierzysz w ludzi a ja niekoniecznie 🙂

      Dlaczego niekoniecznie?

      Musicie przyznać mi rację, że żadna religia nie jest ideologicznie zła. Żadna religia nie nawołuje do mordowania w jej imieniu. Problemem zawsze jest człowiek, który próbuje interpretować ją na swoją korzyść. Tudzież pod jej przykrywką realizować swoje cele.
      Ci co brali udział w zamachu może i wierzyli w to co robią, ale nie oszukujmy się, ci co za nim stoją to po prostu banda morderców i złodziei bez pomysłu na życie zasłaniająca się wiarą. Oni sami i ich rodziny na pewno nie obwiążą się dynamitem w imię Allaha.
      Skoro wiemy że religia nie jest zła a zła jest tylko ludzka interpretacja to nie możemy inaczej postrzegać pisma uderzającego nie w owych religijnych cwaniaczków tylko w ideę wiary jak po prostu szukającego taniego poklasku. Bo zawsze szydzenie z wiary będzie wzbudzać emocje i zawsze znajdą się ludzie łasi na takie proste podnietki.

      Pozdrawiam 🙂

    • Mirek pisze:

      Dobrze napisane, podzielam.

  4. Piotr pisze:

    Religia ma wartość samą w sobie, dlatego powtarzanie że zrobili to muzułmanie jest nieprawdopodobne. Bydłu które nie ma żadnego kręgosłupa moralnego i które miota się między zaspokojeniem kolejnej zwierzęcej przyjemności bardziej się współczuje. Na 100% była po operacja fałszywej flagi typu operacja Gladio.

  5. Pingback: Charlie Hebdo | Jotazof

  6. Bartosz pisze:

    Cześć
    Podzielam wiele tez wyrażanych na tym blogu. Co do religii również. Przeczytałem dokładnie i kilkukrotnie „Przebudzenie” Demello. Twoje Arek, przemyslenia o przemocy jako takiej i przykład z kreskówek jest wg. mnie bardzo wartościowy.
    Niemniej jednak dziś osłupiałem: W jaki sposób wyśmiewanie się z innych ludzi i ich wartości to ma być „Wielka bitwa o wyższy stopień świadomości (..)” ?
    Ludzie mają różne identyfikacje. Niektórzy wierzą w Maryję inni w Mahometa. A jeszcze inni mają bardzo głęboką wiarę że nie ma Boga. Ateizm jest głęboko wierzącą postawą bo nie ma dowodów braku istnienia Boga. Jeśli będąc wierzącym czy niewierzącym odnoszę się z pogardą do wierzących w coś/kogoś innego, to stosuję PRZE-MOC. I wszystko mi jedno, że ta prze-moc dotyczy tylko ludzi „płytszej” wiary. Celowe lżenie innych to ma być ten następny krok ludzkości ?

    Jestem zdziwiony. Dalej piszesz coś jeszcze mocniej sprzecznego. Chodzi mi o ostatni akapit, w którym z jednej strony piszesz o Miłości a z drugiej strony składasz hołd zamordowanym w Paryżu. Gdzie znajdujesz postawę miłości w rysunkach tej gazety ?
    Albo inaczej zadam to pytanie: Na jakiej podstawie, budujesz przekonanie, że zarabianie na wyszydzaniu innych, jest wogóle pozytywne ?
    Pozdrawiam
    Bartek

    • arrec pisze:

      Bartosz, nie Ty jeden. Wielu moich rozmówców nie rozumie i co gorsze nie udaje mi się nic wytłumaczyć pomimo wielu prób. Lepiej wytłumaczyli to francuscy Jezuici, którzy w akcie solidarności opublikowali rysunki z Charlie Hebdo w swoim piśmie „ETVDES”, w komentarzu możemy przeczytać: „Humor jest dobrym antidotum na fanatyzm, który zawsze ma tendencję, by brać wszystko dosłownie”.

      Terror i fanatyzm religijny przez wiele wieków był czymś całkowicie powszechnym i naturalnym, za obrazę wiary groziły najokrutniejsze z możliwych kar. Odchodzenie od tego to powolny proces. Charlie Hebdo próbuje ten proces przyspieszyć (być może za bardzo) i doprowadzić jak najszybciej do sytuacji, że terror i fanatyzm religijny znikną całkowicie. Wiele osób nie zauważa, że terror religijny istnieje nadal, zakaz śmiania się z religijnych świętości jest przykładem. Jest swoistym wymuszeniem wiary. Dla kogoś może to nie jest święte tylko zabawne. I ma prawo takie być. Lub nie ma prawa. Tu jest epicentrum wojny światopoglądowej. To jest dyskusja o tym jak religia wpływa na przestrzeń publiczną. Środowiska, które walczą o utrzymanie religijnego terroru, robią z tego jakąś totalną wojną antyreligijną, a tymczasem jest to zderzenie dwóch wolności od i wolności do. Ponieważ ja wierzę w Koszałka-Opałka to Ty nie możesz się z niego się śmiać, ponieważ śmiejąc się ranisz moje uczucia i robisz mi krzywdę vs. dla mnie Twoja wiara w Koszałka-Opałka jest śmieszna i nie pozwalając się mi się z niej śmiać robisz mi krzywdę. Nie ma możliwości aby zjeść to ciastko i mieć ciastko. Polityka szuka rozwiązań hybrydowych, które okazują się być bardzo zabawne, ponieważ doprowadzają do tego, że urzędy muszą decydować, która religia jest prawdziwa, a która to żart. Ateistyczny urzędnik uzna przecież wszystkie za żart. Ja nie do końca jestem przekonany czy Charlie Hebdo ma 100% racją, ale dobrze czuję, że jest w tym bardzo konkretna misja światopoglądowa. Wierz w sobie co chcesz, ale nie masz najmniejszego prawa aby ze swojej wiary robić coś, co krzywdzi innych. Jeśli satyryczny rysunek obraża Twoje wartości i wierzenia to zastanów się nad rzeczywistą wartością swoich wartości 🙂

      W walce z fanatyzmem najtrudniejsze jest samemu nie stać się fanatykiem. Myślę, że humor dobrze spełnia rolę osłony przed własnym fanatyzmem. W humorze jest silne „Kochani, mamy swoje opinie ale proszę nie stawajmy się fanatyczni”. Myślę, że większość nie zrozumiała przesłania okładki po ataku „Wszystko wybaczone”. Dla mnie układa się w spójną misję „Antidotum na fanatyzm”. Podobnie z fanatyzmem walczył Jezus. Redakcja Charlie była wielokrotnie ostrzegana przed tak atakiem i kuszona aby odpuścić(ogród oliwny), potem jest wyrok śmierci („sami sobie winni” z ust wielu osób). Jest też odpuszczenie win oprawcom. Myślę, że nie jest to nawiązanie akurat do Jezusa, tylko spójny obraz walki niefanatycznej walki z fanatyzmem. Jezus też nie zginął bez powodu. Czy kogoś zastanawia czy Jezus ranił uczucia religijne ludzi w tamtych czasach? Skoro zmieniał to ranił i wyszydzał. Na pewno tak się czuli ci, którzy pragnęli jego śmierci. W świecie fanatycznych religii każdy wychylający się Jezus zostaje zabity. Jednak z fanatyzm jest moim zdaniem ma się coraz gorzej. BRAK FANATYZMU RELIGIJNEGO to jest ten kolejny krok ludzkości wg mnie.

    • egoistka pisze:

      Brak religii oznaczalby brak fanatyzmu religijnego. I to bylby kolejny krok ludzkosci ! Nie jestes obiektywny, poniewaz znowu jestes pod wplywem, tym razem Jezuitow.

    • | Przychylny | pisze:

      Myślę, że ostatnie ataki terrorystyczne w Tunezji, Paryżu i Kuwejcie są przyczynkiem, dla którego warto wrócić do tytułowej dyskusji. W ostatnim czasie UE wtłacza nam, że jesteśmy przygotowywani do przyjęcia “uchodźców” ze świata islamskiego. Jednocześnie media donoszą, że pod pozorem uchodźstwa, państwo islamskie eksportuje do Europy swoich bojowników. Nasz kraj pod rządami PO, która po 8 latach dostrzegła wreszcie konieczność zadbania o los Polaków i wyruszyła koleją PKP, aby wsłuchać się w ich nastroje i oczekiwania, przygotowuje się do przyjęcia “uchodźców”. Władza bagatelizując rzeczywisty problem, przygotowuje nas do otwarcia się na świat islamu. Wszystko w duchu tolerancji i zrozumienia oraz w zgodzie z postępacką linią eurokołchozu. Nie mogąc poradzić sobie z wykonywaniem podstawowych obowiązków wynikających z konstytucji, z pełnym przekonaniem obwieszcza urbi et orbi, że jest w stanie wywiązać się z zadania polegającego na rozwiązaniu problemów reszty świata. Próbuje ogrzać się w świetle światowych jupiterów i zdobyć sobie przychylność eurokołchozowych przywódców – a nóż, w razie potrzeby przygarną, gdy trzeba będzie uciekać z kraju, gdy współobywatele nie będą chcieli podać im nawet ręki, a ci najbardziej poprawni politycznie będą to robili ale jedynie z ostentacyjnym obrzydzeniem?! Wydaje się, że doraźny, krótkofalowy PR-owski wydźwięk tego gestu jest dla nich wart więcej, niż długofalowy wpływ tego procederu na los przyszłych pokoleń Polaków, którzy mogą się stać w konsekwencji ofiarami podobnych incydentów, jak te związane z atakami na redaktorów szmatławca „Charlie Hebdo”.
      Co nas czeka? Głupiec powie, że nic lub wzruszy ramionami. Krew lejąca się rzeką z rąk wyznawców Allacha w państwie ISIS stworzonym przez USA, nie zapowiada niczego dobrego. Co na to Europa? Co na to socjalistyczne rządy miłujące pokój i bezpieczeństwo? Rzezie dokonane w Paryżu, Tunezji i Kuwejcie unaoczniają nawet ślepawym konsumentom medialnej papki stan degrengolady, do jakiego doprowadzono Europę. Co zrobiłoby normalne społeczeństwo w odpowiedzi na tak bestialski atak bandziorów? A co stało się we Francji? Po ataku na redakcję „Charlie Hebdo” wzrosła sprzedaż… no czego? Broni? Nie! Psów obronnych, drzwi antywłamaniowych czy systemów alarmowych? Nie! Otóż tabuny Francuzów ruszyły do aptek po środki nasenne i uspokajające… Oto żałosny obraz stanu apatii i zgnuśnienia współczesnych Francuzów.
      Dokładnie taką samą reakcję zaprezentowała lewicowa młodzież na norweskiej wyspie Utoja. Ich oprawca przez dwie godziny krążył po wysepce i strzelał jak do kaczek do pięciuset osób! Co zrobili postępowi, najbardziej cywilizowani Norwegowie? Tylko 1 (słownie: jeden) młodzieniec próbował mu się przeciwstawić. Reszta chowała się w swoich namiotach lub co najwyżej pisała alarmujące posty na Facebooku (sic!).
      Czy taki jest wzór, do którego chcemy aspirować? Wzór nieporadnego, zniewieściałego i tchórzliwego leminga, dla którego szczytem odpowiedzialności w razie zagrożenia dla siebie i innych jest schowanie się w mysiej dziurze i łyknięcie proszku przywracającego dobre samopoczucie? Jeżeli nie, to dlaczego robimy tyle, aby takimi się stać, dlaczego uważamy, że scudzoziemczenie jest najlepszym wyjściem? Z głupoty, czy z kompleksu niższości? A może to i to?
      Według mnie niezrozumiałe zachowanie Europejczyków w obliczu agresji jest wynikiem specyficznego wychowania i efektem kultu państwa opiekuńczego. Jednostka nie jest uczona odpowiedzialności za siebie i innych oraz zaradności. Niemal wszystkie swoje wolności scedowała na państwo, a ono w zamian gwarantuje opiekę i bezpieczeństwo – taki układ typu „pan – niewolnik” z tą jednak istotną różnicą, że o ile pan faktycznie oferował wikt i opierunek, o tyle współczesne państwo socjalistycznie nie jest w stanie tego zapewnić, gdyż jakość bezpieczeństwa, usług medycznych i innych jest albo iluzją, albo groteską samej siebie. Dodatkowo młody EU-citizen nie jest szkolony wojskowo, nie ma żadnego obycia z bronią, nie mówiąc o jej posiadaniu. Wpojono mu mantrę, że najważniejsze w życiu jest życie, więc stara się za wszelką cenę je chronić, uciekając i chowając się gdzie tylko można. Ten sam model zachowania był wpajany niewolnikom – skoro ich śmierć była istotnym uszczerbkiem na majątku pana, stąd pan dbał o to, aby niewolnik nie posiadał poczucia własnej godności, honoru i w razie zagrożenia za wszelką cenę starał się pozostać przy życiu, aby móc dalej służyć swemu panu, a nie ryzykował jego utraty w imię wyższych zasad. Niewolnik nie słyszał o czymś takim, jak rycerskość, poświęcenie życia w obronie wyższych wartości czy innych ludzi.
      EU-citizen nie zna pojęć w rodzaju: trud, ryzyko, dyscyplina, odpowiedzialność; obce mu jest działanie zbiorowe (poza lajkowaniem oczywiście na FB); zatracił zdolność kojarzenia faktów i przewidywania. Żyje sobie spokojnie jak… prosię w ciepłym chlewie przy pełnym korycie, zapominając, że nieuchronnie zbliża się świniobicie…
      Wielu próbuje bić na alarm i ratować upadającą cywilizację. Jedną z takich prób jest popularyzowanie dostępu do broni palnej. Kierunek wydaje się słuszny – wszak człowiek posiadający broń palną staje się bardziej odpowiedzialny, samodzielny i trzeźwiej patrzy na życie. Jednak to nie sam brak broni uczynił z niegdyś dumnych i rycerskich Europejczyków bezwolne społeczeństwa utuczone dobrobytem na rzeź. Osią naszej cywilizacji był Chrystus, drogowskazem Biblia i zbudowany na nich Kościół katolicki. Dlaczego nie czerpiemy z tej skarbnicy, dlaczego odżegnujemy się od własnych korzeni i zdobyczy cywilizacyjnych? W imię czego tak postępujemy? W imię ojkofobicznych paranoi i nęcącej nowością heterodoksji? Really? Hello!

      Mrożek w swoim dramacie „Szczęśliwe wydarzenie” z 1971 roku opisał losy chłopca, który w porywie entuzjazmu spowodowanego podszeptami innych, uwierzył w swoją wielkość, wręcz boskość. Przepojony tym przekonaniem, niczym gorliwy neofita i jak każdy wielki ambicjoner-mesjasz pozbawiony pokory i transcendentnej kotwicy moralnej, przystąpił do działania: zamordował swoich rodziców, po czym podpalił swój dom. Kiedy poryw i uniesienie ustąpiły, uzmysłowił sobie ogrom nieszczęścia, które spowodował. Nie mogąc zadzwonić po straż pożarną (wszak telefon podobnie jak inne rzeczy pochłonął ogień), zaczął szlochać i wzywać rodziców o pomoc. Łkał przez długi czas po czym nie mogąc doczekać się odpowiedzi martwych rodziców, został sam w obliczu ogromu spustoszenia, którego był sprawcą.

      Mam wrażenie, że podobny schemat postępowania powiela wielu socjalistów, którzy lubują się w odgrywaniu roli podpalaczy i straży pożarnej jednocześnie. O ile rola podpalacza niestety często się dopełnia, o tyle rola straży pożarnej nie zawsze jest odegrana, gdyż skala zniszczeń na to nie pozwala. Najbardziej nieszczęśliwe w tym wszystkim jest jednak to, że ogień socjalizmu zawsze trawi dom i osoby najbliższe podpalaczowi, zaś on sam często przeżywa kataklizm i dożywa sędziwych dni w pogardzie do samego siebie bez możliwości odkupienia za swoje grzechy i odbycia pokuty – wszak nie wierzy w ich skuteczność, więc de facto sam sobie odcina możliwość własnego odkupienia.

    • Franek pisze:

      „Osią naszej cywilizacji był Chrystus, drogowskazem Biblia i zbudowany na nich Kościół katolicki”. – zauważ, że cesarstwo zachodniorzymskie upadło gdy w dużej mierze było chrześcijańskie … Ale masz rację, że imperia upadały w wyniku korupcji i gnuśności.

    • | Przychylny | pisze:

      Cesarstwo Zachodniorzymskie nie upadło z powodu chrześcijaństwa. Jest to masoński mit, który został stworzony przez masona, historyka i brytyjskiego parlamentarzystę Edwarda Gibbona w XVIII wieku i był jednym z głównych „rewelacji” jego najbardziej znanego, monumentalnego dzieła „Zmierzch cesarstwa rzymskiego”. Gibbon jako jeden z najbardziej wpływowych masonów doby oświecenia, swoim dziełem wpisał się w zakrojoną na szeroką skalę walkę z Kościołem katolickim. Do dziś dnia stworzony przez niego mit jest wciąż wykorzystywany, zwłaszcza przez wolnomularzy, do szerzenia zamętu i robienia ludziom wody z mózgu.
      Teza przedstawiona przez Gibbona została ostatecznie obalona, do czego przyczyniły się badania historyczne. Zresztą każdy, kto pamięta jeszcze pierwsze lekcje historii powinien skojarzyć fakty i zauważyć, że przecież Wschodnie Cesarstwo Bizantyjskie było mocno chrześcijańskie, a przetrwało jeszcze wiele wieków po upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego (do czasu podboju Konstantynopola przez Turków Osmańskich w 1453r.!).

      Well done, MythBusters! 🙂

  7. Franek pisze:

    Może pozwólmy ludziom być ludźmi.
    Pozwólmy satyrykom być satyrykami, pozwólmy fanatykom być fanatykami.
    Każdy ma tam swoje jakieś faryzejskie idee i próbuje tą biedną ludzkość zmuszać do kolejnych „kroków naprzód”, jeśli nie może batem, to faryzejskim politowaniem nad ciemnym motłochem.
    Jakich idei jeszcze nie „testowaliśmy” na ludziach? Monarchia absolutna, wolność, równość, braterstwo, wegetarianizm, narodowy socjalizm, nienarodowy socjalizm, tolerancja, materializm, spirytualizm i nie wiem co jeszcze …
    A niech sobie ludziska drepczą w miejscu. Jakie to ma znaczenie czy idą do przodu czy w tył na lewo?

    • egoistka pisze:

      Nie bylo jeszcze bezreligizmu 🙂

    • Franek pisze:

      Masz na myśli „bezreligizm” w wydaniu francuskim, meksykańskim, hiszpańskim, sowieckim, wietnamskim, kambodżańskim czy też chodzi Ci o zupełną „bezideowość”?

    • egoistka pisze:

      Bezideowosc globalna, upadek religii wszystkich, tego jeszcze nie bylo. Taki cos, ze powiedzenie „wybralem minimalizm”, czy wybralem inny izm, byloby hmm nierozumiale. Ja na przyklad tego nie czaje, ze ideologia minimaliznu czy jakas inna kieruje mna i daje mi jakies ramy.

    • Mirek pisze:

      …ale przecież ramy nie są złe, są zwieńczeniem obrazu. Nadawane ramy – czemukolwiek, porządkują, ukierunkowują, są czymś przeciwstawnym chaosowi czy nawet anarchii,. Dopiero wtedy jakiekolwiek dzieło jest skończone, wypełnione.

    • Franek pisze:

      A czy nie zauważasz, że zaczynasz nakreślać „ramy” idei „bezideowościowości”?
      Dopóki myślisz zawsze coś wymyślisz. A co gorsza, tragedia pojawi się gdy ktoś wpadnie na pomysł by uszczęśliwić ludzi i zaprowadzić twoją ideę wśród braci i sióstr – a jeśli nie zechcą … satyra czy karabin?

  8. egoistka pisze:

    No wlasnie na codzien nie mysle…a przezywam bezideowosc. Bl

    • egoistka pisze:

      Bl

    • egoistka pisze:

      Blogi ideologiczne to zlo, zmuszaja do zastanawiania nad jakas rama, pieprze takie teoretyzowanie!

    • Franek pisze:

      Widzę …

    • Mirek pisze:

      Jeżeli blogi ideologiczne to zło (niektóre na pewno takie są) to co dopiero niektóre blogi bezideowe – pożywka dla anarchistów i wszelkiej maści wichrzycieli :/ :/ . Nie chodzi o teoretyzowanie, tylko o uporządkowaną, konstruktywną wypowiedź; ale z Pani bezideowa nonkonformistka 🙂 czy może się mylę?

    • egoistka pisze:

      Jestem ktora jestem. Macham i pozdrawiam Was bezideowo 🙂

    • Franek pisze:

      Machasz do nas z wyższego stopnia świadomości czy też z niższego do góry?
      I czy w ogóle uznajesz jakieś stopnie?
      Och, czemuż nigdy nie dane mi było Cię spotkać …?! „Kobieto ostra jak nóż” … 🙂

  9. Franek pisze:

    Jechał sęk Gibbona.
    Z tym cesarstwem, to był tylko taki przykład.
    Chodzi mi o to, że „Kościołem” nie „podeprzesz” żadnej struktury instytucyjno-państwowej, jeśli ekonomiczno i militarnie jest niewydolna np. I, II i III Rzeczpospolita 🙂

    • | Przychylny | pisze:

      Sojusz tronu i ołtarza sprawdzał się przez około tysiąc lat w wielu krajach europejskich. Kościół pełnił rolę cenzora i recenzenta władzy świeckiej oraz jednocześnie stał na straży praw moralnych, równoważąc i tonując autorytet władcy tak, aby szanował godność poddanych i nie przeistoczył się w despotę: w dziejach Polski, patrz chociażby przypadek śmiertelnego sporu pomiędzy św. Stanisławem i Bolesławem Szczodrym. Kościół tworzył swoisty system kontroli wewnętrznej w państwie, posiadał narzędzia typu „balances and checks” oraz skutecznie egzekwował podział ról, czyli segregation of duties w zakresie władzy świeckiej i władzy duchowej, co przejawiało się w korzystnym, harmonijnym i partnerskim współistnieniu prawa stanowionego oraz prawa bożego/naturalnego, sankcji karnych oraz sankcji sumienia, etc.. To wszystko naprawdę dobrze i sprawnie funkcjonowało!
      Reformacja, a następnie rewolucja francuska i inne masońskie projekty doprowadziły do zerwania tej mutualnej, uzupełniającej się więzi, a w konsekwencji doprowadziły do upadku tronu oraz istotnego osłabienia ołtarza.
      Ta synergia działała także w czasach upadku instytucji państwowych, czego przykładem może być działalność ks. Piotra Skargii, czy też działalność bankowa, dydaktyczna i charytatywna Kościoła w dziejach Polski i całego świata. Swego czasu Kościół jako jedyna instytucja naprawdę niezależna od monarchy mógł jawnie i głośno krytykować i doradzać władzy świeckiej, zwłaszcza w okresach kryzysu, ułatwiając i pomagając w znajdowaniu wyjścia z ciężkich sytuacji, przeprowadzaniu reform i sanacji.
      Autorytet i wpływ Kościoła zostały na przestrzeni ostatnich stuleci istotnie ograniczone i ograbione: władza konfesjonału przeszła w ręce psychoanalityków, którzy udzielają rozgrzeszeń swoim pacjentom na swoich kozetkach, zaś władza ambony przeszła w ręce politologów i socjologów, którzy po świecku pouczają świecką władzę, jak ma rządzić. W ten sposób władza duchowa została zepchnięta do parteru, niemal wyrugowana z realnego wpływu na władzę świecką i wpływu na politykę jako taką.
      Prezydent USA Thomas Jefferson swoim postulatem rozdziału państwa od Kościoła utorował temu drogę już dawno temu (BTW: Jefferson jest podejrzewany o to, że sam był masonem, gdyż istnieją doniesienia o jego zaangażowaniu w prace Loży Dziewięciu Muz w Paryżu, tej samej, do której należeli Voltaire, Benjamin Franklin oraz John Paul Jones).

      Reasumując: stawiam tezę, że skoro w historii tak było, to i teraz Kościół może podeprzeć strukturę instytucyjno-państwową, zwłaszcza, gdy jest ekonomicznie i militarnie niewydolna. Sprawując rząd dusz, może przecież wpływać na postępowanie osób sprawujących urzędy, osób stojących za instytucjami państwa. Nawet, jeżeli osoby sprawujące władzę same nie należą do Kościoła, muszą liczyć się z głosem ludzi Kościoła, o ile zależy im na wygranej w wyborach. Jest to jednak w dzisiejszych czasach trudniejsze do zaistnienia, niż w przeszłości, gdyż Kościół został zapędzony w kozi róg, ludzie odchodzą od Kościoła, odwracają się od Boga lub co najmniej wstydzą się swej do niego przynależności. Zwłaszcza w takich państwach, jak USA, Francja, czy Szwecja. Polska ma największe szanse, aby stać się tego procesu chlubnym wyjątkiem, o ile Kościół powstanie z kolan i zacznie odważniej zabierać głos w sprawach najistotniejszych. Nie mam tutaj na myśli jedynie hierarchów Kościoła, lecz wszystkich, którzy go tworzą, a więc również i samych dumnych wiernych. Z tego, co widzę i obserwuję, to ten proces już się rozpoczął.

      A teraz trochę pomoralizuję 🙂
      Dlaczego wpływ Kościoła jest tak ważny? Ludzie powinni zrozumieć, że Kościół i moralność, na straży której stoi, służy nam wszystkim bez wyjątku, zwłaszcza tej największej części z nas, którzy są rządzeni, którzy nie są bogaci, ani potężni. Prawo moralne to jedyna ochrona przed niepohamowanymi zapędami i ambicjami tych, którzy rządzą, którzy są bogaci i potężni. Jeżeli demos odrzuca prawo moralne, tworzy społeczeństwo, w którym jedynym wyznacznikiem dobra i zła jest pragnienie, żądza. Taki świat jednak, bez względu na to, co myśli o nim demos, nie jest demokratyczny, ponieważ tam gdzie brak moralnego ładu, pragnienia potężnych i możnych zawsze triumfują nad pragnieniami biednych i słabych! To samo odnosi się do sfery polityki. Świat wyzwolony z moralności to świat, w którym bogaci i wpływowi dostają dokładnie wszystko, czego zapragną. Świat bez moralności, to świat dwubiegunowy, podzielony na dwie warstwy: biedaków/słabych i bogatych/potężnych. Tam, gdzie brak moralności, możni zawsze unikną kary za morderstwo, czy też inne przestępstwo, gdyż ich pragnienia są najważniejsze, a jedynym wyznacznikiem dobra i zła staje się potęga i władza. Tak więc albo siła staje się prawem, albo uznajemy nadrzędność zasad moralnego porządku, który nie my stworzyliśmy (ten atrybut aprioryczności prawa moralnego jest tutaj najistotniejszy). Trzeciej drogi nie ma. Jeżeli demos odrzuca moralność, jest to ipso facto gwarancją jego zniewolenia, gdyż demos ipso facto nie jest ani bogaty, ani potężny, po prostu dlatego, że jest tym, czym jest. Świat, w którym władca jest nagradzany za to, że kłamie, to świat, w którym jego poddanych karze się za mówienie prawdy! Na tym świecie jedyną obroną biedaków będzie zawsze prawo moralne funkcjonujące jako część prawa świeckiego. Porządek moralny to w końcu jedyna droga i sposób, aby naród zagwarantował sobie należne mu prawa, jako suwerena państwa. Jeśli bowiem porządek ów zostaje zniszczonym jedyną rzeczą, którą można zaproponować w jego miejsce, jest siła – ona zaś stanowi wyłączną domenę ludzi bogatych i potężnych. W „Trojlusie i Kressydzie” Shakespeare’a Agamemnon mówi o świecie, w którym nie ma „rangi”, czyli o takim, w którym nie istnieje porządek moralny ani polityczny. W tym świecie „syn wyrodny ojcu śmierć zgotuje”, gdyż dobro i zło zastąpiła siła: „Bo wówczas każdy uwierzy w swą siłę, co zrodzi żądzę, a żądza pragnienie, które się stanie wszystkożernym wilkiem; On zaś, zżerany żądzą i pragnieniem, będzie wokoło żer dla siebie węszył, aż w końcu z głodu i sam siebie pożre”. W świecie bez jasnego rozróżnienia na dobro i zło, bogaci będą nagradzani za występki, biedni zaś będą karani za ich cnoty. Czy współczesny świat nie zdradza przejawów tego stanu rzeczy? Z czego to wynika? Ano z tego, że Kościół i moralność, na straży której stoi, zostali zepchnięci do głębokiej defensywy!

      Edmund Burke (żeby nie było, też wolnomularz) tak napisał o niezastąpionej roli prawa moralnego w życiu społeczeństw:
      „Społeczeństwo nie może istnieć, o ile gdzieś nie jest ustawiona siła kontrolująca wolę i pragnienie; a im jest słabsza w człowieku, tym silniejsza musi być poza nim! Odwieczny stan rzeczy stanowi, że ludzie pozbawieni samokontroli nie mogą być wolni. Ich namiętności wykuwają dla nich kajdany.”

      Dlatego na tezę: „Kościołem nie podeprzesz struktury instytucyjno-państwowej” odpowiem, że jest to warunek sine qua non przetrwania jakiejkolwiek struktury społecznej, nawet tej najbogatszej i najpotężniejszej! Jeżeli brakuje Kościoła i prawa moralnego, na straży którego stoi, nawet najbogatszy i najpotężniejszy kraj zaczyna chylić się ku upadkowi (vide dekadentyzm USA, Francji, Niemiec, Szwecji, etc.).

    • Franek pisze:

      „Sojusz tronu i ołtarza sprawdzał się” na zasadzie siedzenia cicho. Na ogół duchowieństwo siedziało cicho albo władca, jeśli był lamusem, to siedział cicho.
      Św. Stanisław czy Tomasz Becket to wyjątki od reguły.
      Sojusz był pewnym zabezpieczeniem struktury wewnętrznej ale nie stanowił osłony przed zagrożeniem zewnętrznym: katolicka Anglia i „Francja” dostawały po czapie od pogańskich Wikingów, Mongołowie rozjechali rycerstwo europejskie zarówno w wersji prawosławnej (książęta ruscy pod Kałką) jak i katolickiej (Henryk Pobożny i rycerstwo węgierskie), itd.
      Co do reformacji i rewolucji, to jeśli było tak dobrze, to dlaczego było tak źle?
      Dlaczego Luter zyskał taką popularność?
      Wyobraźmy sobie, że jest rewolucja, ja jestem francuskim chłopem, a ty francuskim księdzem. Gdybyś mi ubliżył przed rewolucją, to po niej pewnie pewnie bym Cię zwyzywał. Ale wytłumacz mi jak mógłbym Cię zarżnąć nożem i sprofanować kościół?!
      Ład moralny … może po prostu wystarczy dobrze zgrana grupa trzymająca władzę – vide Chiny, Iran.
      A teraz Kościół sam w sobie – bardzo pięknie opisałeś jakie funkcje ma pełnić Kościół, a ani jednym słowem nie wspomniałeś o Chrystusie – może Jego Królestwo naprawdę nie jest z tego świata …

  10. | Przychylny | pisze:

    Koncepcja „Dwóch Mieczy” z nadania Chrystusowego wypracowana została przez papieża św. Galezego I (492-496) i sprawdzała się od tamtej pory w wielu wypadkach. Siedzenie cicho przez władcę lub papieża były wypaczeniami tej idei, a nie jej emanacją. Nie można stawiać tezy o dysfunkcji tego systemu podając za dowód przypadki cezaropapizmu z jednej lub papocezaryzm z drugiej strony. Były to wyjątki potwierdzające regułę, która się sprawdzała w niektórych państwach przez około tysiąc lat!
    Co do zabezpieczenia przed zagrożeniami zewnętrznymi: pomijasz kardynalny fakt historyczny, którym jest to, że cała Europa powstała tylko i wyłącznie dlatego, gdyż zjednoczyła się wokół religii rzymsko-katolickiej. Sam proces zjednoczenia był odpowiedzią właśnie na realne zagrożenie z zewnątrz, ze strony islamskiego kalifatu. Religia rzymsko-katolicka była spoiwem Europy od jej zarania (vide Rzym, później Cesarstwo Bizantyjskie na Wschodzie i Frankijskie Cesarstwo Karolingów na Zachodzie), zaś samo zjednoczenie wokół idei Christianitas było odpowiedzią właśnie na zagrożenie zewnętrzne, zagrożenie islamizacją! Podawane przez Ciebie przypadki podbojów są znowu typu „exceptio probat regulam in casibus non exceptis”. Zastanawiałeś się dlaczego imperium mongołów, czy też inne pogańskie konstrukty nie przetrwały próby czasu? Ano dlatego, gdyż będąc konstrukcjami wyzutymi z duchowego spoiwa, nie były w stanie stworzyć trwałej struktury, również w jej wymiarze państwowo-instytucjonalnym!

    Co do przyczyn reformacji i rewolucji francuskiej: Twoje pytanie zawiera tezę, że niby wcześniej było źle. Na bazie błędnej tezy nie można wysnuć prawidłowej konkluzji, dlatego proponuję odwołać się do ojca oświeceniowej rewolucji, markiza de Sade, który powiedział: „Kondycja człowieka moralnego to stan pewności i spokoju, kondycją człowieka niemoralnego jest stan ustawicznego wzbudzenia”. Jak widać, de Sade reprezentuje tutaj tę samą antropologię i tę samą racjonalną psychologię, co np. św. Augustyn. Różnią ich natomiast wartości, które przypisywali prawdom obu nauk. Dla Augustyna ruch był czymś złym, zaś dla rewolucjonisty de Sade’a był rzeczą dobrą. Wydarzenia reformacji i rewolucji francuskiej są historią zamysłu zrodzonego z reformatorsko-oświeceniowego odwrócenia chrześcijańskich prawd: „Przewrotnie usiłują naśladować Ciebie (tj. Chrystusa) ci wszyscy, którzy odrywają się od Ciebie i przeciw Tobie się buntują” pisze św. Augustyn w swoich „Wyznaniach”. To samo można powiedzieć o reformacji i rewolucji francuskiej, które miały swój początek jako ruchy zmierzające do wyzwolenia człowieka, a niemal z dnia na dzień przekształciły się w przedsięwzięcia zmierzające do uzyskania nad nim kontroli. Dlaczego te ruchy były popularne? A czy zmiana sama w sobie nie jest diabelsko sexy? Czyż nie jest nęcąco-kusząca? Istotę tego paradoksu i jego założenia przedstawia lapidarna „Przepowiednia wiejskiego dziada”: https://www.youtube.com/watch?v=BRwDNwEpKwc.

    Chiny i Iran są dla Ciebie jakimkolwiek wzorem? Żarty sobie stroisz, czy o drogę pytasz? 🙂

    Ad vocem Kościoła: odwołałem się do niego, gdyż pytałeś o struktury instytucjonalne.

    Czy królestwo Chrystusa nie jest z tego świata? Nie jest, ale jeżeli masz wątpliwości, jesteś na dobrej drodze do wejścia w stan „de Sadowego” wzburzenia, gdyż każdy szanujący się rewolucjonista nosi się z pysznym zamiarem urzeczywistnienia Chrystusowego królestwa tu na ziemi. W końcu po co czekać na nie dopiero po śmierci, skoro można już teraz, zaraz, natychmiast. Można by rzec: każdy rewolucjonista z gruntu jest niecierpliwy 🙂

    P.S. 1. Czy wiecie, że niecierpliwość jest oznaką braku tolerancji? Niecierpliwość oznacza bowiem niemożność spokojnego znoszenia rzeczy przykrych, zaś słowo tolerancja pochodzi od łacińskiego czasownika „tolerare”, który oznacza „cierpliwie znosić przykrości” (sic!)! Pamiętajcie o tym, gdy przyjdzie komuś szafować i kupczyć tolerancją w imię postępu i rewolucyjnej zmiany.

    P.S. 2. Chrystus jest wzorem cierpliwości, więc nie można go nazywać rewolucjonistą. Także rememba! 🙂

  11. Franek pisze:

    „Religia rzymsko-katolicka była spoiwem Europy od jej zarania (vide Rzym, później Cesarstwo Bizantyjskie na Wschodzie i Frankijskie Cesarstwo Karolingów na Zachodzie)”
    „… dlaczego imperium mongołów, czy też inne pogańskie konstrukty nie przetrwały próby czasu?
    Ile prób czasu przetrwało Cesarstwo Bizantyjskie i Karolińskie?

    „ … zjednoczenie wokół idei Christianitas było odpowiedzią właśnie na zagrożenie zewnętrzne, zagrożenie islamizacją!” – zatem jednoczyła idea czy zagrożenie? Czy to nie brak jedności doprowadził do upadku Państwo Jerozolimskie? Czy kard. Richelieu nie sprzymierzał się z protestancką Szwecją i muzułmańską „Turcją” przeciw katolickiej Austrii? Zresztą jak Kościół mógł cementować państwo jeśli sam doświadczał schizmy (antypapieże)?
    Chyba zamiennie używasz terminu Europa i państwo, a tego nie można utożsamiać.

    „Chiny i Iran są dla Ciebie jakimkolwiek wzorem?” Nie są wzorem, natomiast są przykładem silnych i liczących się struktur państwowych.
    I tu jest sedno sprawy. Moja teza: jeśli stawia się znak równości pomiędzy Kościołem, a „czerwoną książeczką”, szariatem, konfucjanizmem, kultem władcy, wegetarianizmem, itp., to robi się Kościołowi większą krzywdę niż fizyczne prześladowania. Poza tym, takie „uprzedmiotowienie” to jest droga do nikąd i to sam Kościół (duchowieństwo) się zapędził w ten kozi róg, próbując udowodnić, że „może się na coś przydać państwu”. Otóż nie! Nie może się do niczego przydać! Rozdział Kościoła od państwa (każdego państwa) jest już usankcjonowany w Ew. wg św. Mateusza: „Wówczas rzekł: „Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie”. Mt 22,21.
    Jeśli więc Jego Królestwo nie jest stąd, to jakie tutejsze królestwo ma być Nim podpierane?

  12. | Przychylny | pisze:

    Cesarstwo Bizantyjskie i Karolingów w swoim wymiarze religijnym jak najbardziej przetrwały, gdyż znalazły swoich chrześcijańskich sukcesorów. Religia jest fundamentem, który opiera się silniej zmianom i przewrotom, niż instytucje. W tym tkwi niepodważalna i niezastąpiona siła religii. Dzięki religii przetrwała nasza cywilizacja europejska, dając podwaliny do powstania nowych państw opartych na tym samym religijnym paradygmacie! Dlatego zawsze najpierw jesteśmy katolikami, a później Polakami, nie na odwrót! Gdy odwracamy tę hierarchię, przeistaczamy się w post-plemienny, totemiczny skansen, któremu niedaleko do neo-pogaństwa spod znaku np. nazizmu. Dlatego wymiar duchowy, religijny jest szerszy i ważniejszy niż etniczno-narodowy, czy też państwowy.
    Trochę historii: po upadku Cesarstwa Bizantyjskiego, za jego spadkobiercę uważa się państwo moskiewskie, którego władcy, począwszy od Iwana III Srogiego, zaczęli przyjmować tytuł „carów” na wzór cesarzy bizantyjskich. Twerski mnich Fiłotiej stworzył nawet doktrynę „Trzeciego Rzymu”. W swoim liście do księcia Wasyla III (1503-33) pisał: „Nie zginęło święte Bizancjum, lecz jest przeniesiony do Moskwy, jako do trzeciego Rzymu, a czwartego już nie będzie”. Czy potrzeba więcej dowodów na zachowanie bezpośredniej ciągłości cywilizacyjnej?
    Co do Cesarstwa Karolingów, od samego początku nie było określonym terytorium państw, lecz instytucją „Reipublicae Christianae”, zobowiązaną przede wszystkim do ochrony Kościoła katolickiego i szerzenia wiary w duchu uniwersalnego prozelityzmu. Źródłem jego legitymizmu była koronacja, dokonywana koniecznie przez papieża i koniecznie w Rzymie. Od swojego zarania, dla „rzymskości” (a więc bezpośredniej sukcesji po Imperium Rzymskim) Cesarstwa Karolingów nie był istotny wymiar geograficzny lecz prymat papieża, biskupa Rzymu. Papież i cesarz to dwie dopełniające się zwierzchności tego samego organizmu duchowo-politycznego. Bezpośrednim chrześcijańskim sukcesorem Cesartswa Karolingów były królestwa zachodnio-, środkowo- i wschodniofrankijskie, z których wyłoniły się później wraz z postępującym procesem nacjonalizacji Europy: Francja, Włochy i Niemcy. Wszystkie katolickie!

    Jednoczyło zagrożenie, czy idea? Odpowiem tak: zagrożenie może jednoczyć, jeżeli jest coś, o co warto walczyć, jeżeli jest coś, czego warto bronić. Idea jest warunkiem sine qua non dla powodzenia procesu zjednoczeniowego, gdyż w przypadku zagrożenia staje się celem spajającym zbiorowości ludzkie, wokół idei można budować taktykę i strategię obronną. Dlatego brak idei, której warto było bronić, brak tego cywilizacyjnego ognia, wokół którego można się zebrać z rodziną, rodem, plemieniem, czy też narodem, doprowadzał do ostatecznego upadku, chociażby Mongołów.

    Królestwo Jerozolimskie powstało dzięki krucjatom, a więc było przykładem na to, że Kościół ma moc nie tyle wspierania instytucji państwowych, ile nawet ich tworzenia. Upadło w wyniku dzihadu islamskiego, a nie braku jedności chrześcijańskiej, której emanacją były przecież zjednoczone, ponadnarodowe siły obronne Jerozolimy i ponadnarodowe krucjaty.

    Richelieu umarł w 1642 i pozostawił testament w którym tłumaczył swoje postępowanie. Jest w nim m.in. napisane, że: chciał żeby Ludwik XIII był najwyższym władcą, przywrócić granice starożytnej Galii, żeby ludzie czuli przed królem respekt. Aby najważniejszy był król, a dopiero potem państwo i Kościół, czyli chciał wprowadzenia absolutyzmu! Kościół stał się więc jego naturalnym wrogiem. Richelieu sam się przyznał, że wystąpił przeciwko zrównoważonej i niezależnej wobec siebie dwuwładzy Kościoła i Monarchy!

    Co do schizmy: temat jest o wiele szerszy i nie dotyczy przecież instytucji państwowych, więc nie rozumiem, czy strzelasz na oślep, czy zapomniałeś o głównej tezie, którą sam postawiłeś? A propos schizmy: każdy apostata dokonując świadomego wyboru, sam siebie wyklucza z Kościoła. Nie można winić Kościoła, że takich apostatów udało się zgromadzić wokół „innego papieża” i dokonać zbiorowej apostazji! To nie jest kwestia braku jedności instytucjonalnej Kościoła lecz wolnego wyboru każdego człowieka, w obronie którego stoi przecież Kościół katolicki! Co więcej, Kościół katolicki jako jedyna organizacja duchowa na świecie stworzyła instytucję „bliźniego” przez co gwarantuje pełne poszanowanie godności i wolności każdego człowieka, bez względu na jego wyznanie lub jego brak! Kościół nie jest organizacją totalitarną, czy też policyjną, jest wzorem poszanowania fundamentalnych praw człowieka, stąd wynika jego wielki autorytet jakim się cieszy na całym świecie wśród ludzi wszystkich wyznań i religii.

    Co do perspektywy, to używam węższej (państwo), jak i szerszej (Europa).

    Co do sedna sprawy: zgadzam się z Tobą w 100% w tym sensie, że nie można mieszać władzy duchowej z władzą świecką. Założony przez Chrystusa Kościół nie może zidentyfikować się z żadnym organizmem politycznym z uwagi na właściwy sobie, ponaddoczesny charakter swojej misji (nawracania) i celu (zbawienia). Ten cel wymaga zachowania odrębności władzy duchowej i władzy świeckiej. Nie zmienia to jednak faktu, że istnienie państwa może mieć swój pozytywny lub negatywny udział w realizacji tej misji i tego celu Kościoła. Działa to również w drugą stronę: Kościół może pozytywnie lub negatywie wpływać na państwo poprzez zapewnienie mu autorytetu i posłuchu wśród wiernych lub je osłabić ew. odebrać, gdy państwo wchodzi z butami w boskie prerogatywy. Przejawia się to zwykle w kolizji pomiędzy prawem stanowionym (świeckim) i prawem boskim/naturalnym (duchowym): jeżeli prawo stanowione próbuje sobie obszaru zarezerwowane dla sumień wiernych, mamy do czynienia z naruszaniem tego podziału przez państwo, jeżeli Kościół zawłaszcza sobie prawo stanowione, mamy do czynienia z naruszaniem tego podziału przez Kościół. Dzięki temu, że państwo nie nadaje sobie samo autorytetu, lecz ma swoje źródło w Bogu (jest „dany z góry”), nie ma prawa przeistoczyć się w Lewiatana. Kościół katolicki jako jedyny kościół na świecie w ten sposób staje się strażnikiem godności człowieka, pokory i umiaru państwa pozwalając jednocześnie każdemu człowiekowi w pełni realizować fundamentalne prawo do wolności.

    Iran jest przykładem, gdzie islam (władza duchowa) zawłaszczył sobie władzę świecką i prawa stanowione, zaś Chiny odwrotnie: państwo zawłaszczyło sobie domenę duchową. W obu przykładach mamy do czynienia z anomaliami spowodowanymi brakiem równowagi pomiędzy władzą duchową i świecką i konsekwentnym brakiem poszanowania dla elementarnego prawa do godności i wolności każdego człowieka!

    Nie zgadzam się jednak zupełnie z Twoją tezą, że Kościół „Nie może się do niczego przydać!”. Rozdział Kościoła od państwa (każdego państwa), o którym piszesz nie oznacza, że Kościół jest bezużyteczny! Kompletny nonsens, który po części wyjaśniam wyżej. Skoro posiłkujesz się cytatami z Biblii, pozwól, że i ja sobie pozwolę: Chrystus na pytanie, czy jest królem, odpowiada twierdząco, identyfikując ten swój status z dawaniem świadectwa prawdzie. Na pogróżkę Piłata – „Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować?”, Chrystus odpowiada: „Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry” (J 19, 10-11). Po Swoim zmartwychwstaniu, Chrystus uroczyście oświadcza uczniom: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28, 18). Z wypowiedzi Chrystusa (włącznie z tą przytoczoną przez Ciebie) wyprowadzić można następujące wnioski: 1) najwyższym władcą i królem wszystkiego jest Jezus Chrystus, 2) Odkupicielska, mesjańska i soteriologiczna misja Chrystusa nie ma charakteru politycznego przewrotu i nie stanowi obietnicy odkupienia, wyzwolenia i zbawienia doczesnego, 3) niezależnie od tego, że królestwo Chrystusa nie jest z tego świata, obejmuje ono swoim zasięgiem cały świat („wszelką władzę w niebie i na ziemi”). W całej pełni królowanie Chrystusa odsłoni się jednak dopiero w dniach ostatecznych, kiedy w Paruzji ukaże się On jako „Władca krółów ziemi” (Ap 1, 5), „Król królów i Pan panów” (Ap 15, 19). Także to, że Jego „Królestwo nie jest stąd” nie oznacza, że jest znikąd i w takim razie można sobie na ziemi używać na zasadzie, „hulaj duszo, piekła nie ma” 🙂

    Na koniec przytoczę jednoznaczny w swojej wymowie fragment z Nowego Testamentu, którego autorem jest św. Paweł Apostoł: „Każdy niech będzie poddany władzom sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla Ciebie narzędziem Boga, prowadzącym ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który czyni źle. Należy więc się jej poddać nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie” (Rz 13, 1-5). W świetle powyższego fragmentu, herezje reformacji i rewolucji jawią się jako godne potępienia, czyż nie? Mówił też o tym wiejski dziad w swojej przepowiedni, tylko używał innego języka 🙂

    P.S. Muszę przyznać, że jak do tej pory Franku, jesteś najbardziej kompetentnym i wymagającym sparing partnerem 🙂 Keep on going!

  13. Franek pisze:

    I. Kurtuazja
    Miło mi, że doceniasz moją skromną osobę i vice versa.

    II. Dopowiedzenia
    Schizmy – chodziło mi o schizmę w ścisłym sensie jako rozłam we wspólnocie prawowiernej, a nie o odłączenie się grupy heterodoksyjnej lub o odstępstwo. To nie „wina” Kościoła, że pojawiają się herezje lub apostaci. Przytoczyłem kwestię antypapieży, można ją nawet zacieśnić do okresu wielkiej schizmy zachodniej.

    III. Polemika
    1) Cesarstwo/cywilizacja/fundament – kultura chińska też przetrwała wiele zawirowań, a ethos samuraja jest nadal żywy w Japonii. Może to nie taoizm przechował kitajców tylko Chińczycy zachowali kulturę (i wciąż aktualną medycynę). Jak sam zauważyłeś człowiek „stworzył nawet doktrynę” – raz był to papież Gelazy, innym razem Fiłofiej, a jeszcze innym Karol Marks.

    2) „najpierw jesteśmy katolikami, a później Polakami” – chronologicznie jest na odwrót: najpierw byłem małym polskim poganinem, a po miesiącu jak mnie ochrzcili stałem się katolikiem 🙂

    3) „Papież i cesarz to dwie dopełniające się zwierzchności tego samego organizmu duchowo-politycznego” – czy aby na pewno? – http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9254/o-tradycjonalistycznym-micie-dwoch-mieczy-polemika-z-prof-ja

    4) „w pełni realizować fundamentalne prawo do wolności” – prawo do wolności dla swoich członków ale co z pozostałymi obywatelami-niekatolikami? Są mniej patriotyczni (Berek Joselewicz, Aleksander Jeljaszewicz), są drugiej kategorii?. Zauważ, że Ojcowie Kościoła nie kłócili się „ze światem” ani z władcami. Nie kłócili się ani o in vitro, ani o aborcję, ani o inwestyturę. Kłócili się między sobą o wiarę, kłócili się o to Kim jest Chrystus.

    5) „Także to, że Jego „Królestwo nie jest stąd” nie oznacza, że jest znikąd i w takim razie można sobie na ziemi używać na zasadzie, „hulaj duszo, piekła nie ma” :-)” – właśnie piekło jest argumentem za bezgraniczną miłością Boga do ludzi. Jeśli ktoś nie życzy sobie być z Chrystusem, to nie musi się „męczyć” Jego towarzystwem w Niebie”.

    6) „Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który czyni źle” – ten tekst powstał około roku 58 czyli długo, długo zanim pojawiło się coś w stylu „Reipublicae Christianae”, nie mówiąc już o reformacji czy rewolucji. Zresztą sam przez Ciebie przywołany Piłat specjalnie katolikiem to chyba nie był. Ta wypowiedź św. Pawła może być równie dobrze zastosowany do panujących w Pekinie i w Teheranie.

    IV. Pozdrowienia
    Dobrej Nocy

  14. | Przychylny | pisze:

    Ad. Schizma – wielka schizma zachodnia jest przykładem na to, że Kościół zachował jedność, a nie że ją stracił. Wszak zakończyła się zjednoczeniem Kościoła podczas Soboru w Konstancji w 1414 roku 🙂 Schizma doprowadziła też do ustalenia Rzymu jako faktycznej, a nie tylko tytularnej, siedziby papieży. Oczywiście faktem jest też to, że jeden z antypapieży, Benedykt XIII, nie uznał ustaleń soborowych za obowiązujące, ale wydarzenia w hrabstwie Armagnac z lat 1430-1433 definitywnie kończą dzieje obediencji awiniońskiej.

    Ad. 1 – insynuacja, jakoby doktryna Marksa była równorzędna z doktryną religijną jest nadużyciem, gdyż o ile za religię warto było i jest oddawać życie, o tyle za komunizm już nie bardzo, czego dowodem są jednostki NKWD, które musiały być powołane po to, aby dyscyplinować masowych dezerterów, wśród których i tak znalazło się wielu takich, którzy woleli zaryzykować kulę w plecy niż śmierć w imię szerzenia rewolucji komunistycznej.

    Ad. 3 – Na pewno, gdyż w przeciwnym razie mielibyśmy do czynienia z anomalią cezaropapizmu (teokracja bizantyjska) lub papocezaryzmu (przypadek Grzegorza VII, czy też jeszcze bardziej sugestywny późniejszy przypadek Innocentego III). W uzupełnieniu do polemiki z prof. Bartzelem z lotu ptaka: szczegóły dramatycznego charakteru i skutku obustronnie wyniszczającej rywalizacji „Dwóch Mieczy” w zachodniej Christianitas nie powinny przesłaniać big picture, który pokazuje przecież, że współpraca między Kościołem i państwem była mimo wszystko kontynuowana, wszak zarówno Kościół jak i państwo potrzebowały i wciąż potrzebują wspólnego frontu do walki z niemoralnym postępowaniem wiernych, brakiem dyscypliny obywateli i niedostatkiem cnót obywatelskich, czyli ze zwykłymi, powszednimi skłonnościami każdego człowieka w każdej epoce (również, a może nawet szczególnie dzisiaj). Nie powinny też przesłaniać jeszcze bardziej brzemiennego i tragicznego starcia z trzecią, zewnętrzną stroną, które położyło przecież kres państwu chrześcijańskiemu w ogóle, a mianowicie z trzecim stanem (handlarze i producenci), którzy wyemancypowali się do tego stopnia (sprytnie acz cynicznie wykorzystując do tego spory na linii Kościół – państwo), iż doprowadziły do powstania a następnie hegemonii „społeczeństwa cywilnego” („obywatelskiego”, „republikańskiego”) i jego ideologii (opartej na mieszczańskich cnotach, zdesakralizowaniu władzy, „umowie społecznej”, sekularyzacji i laicyzacji pod płaszczykiem neutralności światopoglądowej i innych masońskich założeniach). Stan pierwszy (duchowny) i drugi (rycerski) zostały najpierw sprowadzone do parteru a następnie cały system trójstanowy został rozsadzony od wewnątrz, zaś pozbawione autorytetu płynącego z sankcji religijnych państwo stało się bezbronne wobec wszelakich sekt ideologicznych, które zapanowały niepodzielnie nie tylko na obszarze gospodarki, ale również oświaty i całej kultury. W społeczeństwie obywatelskim, które religię katolicką zastąpiło ideologią liberalizmu, albo socjalizmu, albo jakąś ich kombinacją, „rozdział Kościoła od państwa” (będący masońską, bałamutną trawestacją właściwej i jedynie słusznej doktryny „rozdziału władzy duchowej od władzy świeckiej”) stał się prawdziwym cywilnym dogmatem wiary, który mam wrażenie wyznajesz również Ty, Franku :-).

    Ad.4 – pisałem już o chrześcijańskiej instytucji „bliźniego” – zajrzyj do tego fragmentu jeszcze raz, a znajdziesz odpowiedź na swoje wątpliwości. Nie mieszaj też Ojców Kościoła z papieżami. Ci pierwsi nie zarządzali wszak instytucją Kościoła na przestrzeni dziejów i po dziś dzień lecz zajmowali się doktryną teologiczną i eklezjologią na początkowym etapie formowania się Kościoła zachodniego i wschodniego.

    Ad. 5 – zgadzam się z Tobą. Chrystus jest wszak dżentelmenem, który nie narzuca się ludziom tak, jak to czyni szatan, który z buciorami wchodzi nawet tam, gdzie go nie chcą 🙂

    Ad. 6 – jasne, że może być zastosowana w Pekinie, Teheranie, a nawet w Berlinie, Moskwie, Waszyngtonie, Tel Awiwie – wszędzie na świecie 😉

    Stay tuned!

  15. Franek pisze:

    Ad. 1 „doktryna Marksa była równorzędna z doktryną religijną”
    „za religię warto było i jest oddawać życie, o tyle za komunizm już nie bardzo”

    Chcesz określać wartość poglądów na podstawie liczby zgonów?!
    Oddawać życie za religię? Za Islam i Hinduizm może tak ale w Chrześcijaństwie chyba chodzi o coś innego: Mk 14,31: „Lecz on tym bardziej zapewniał: ”Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie”. I wszyscy tak samo mówili”.
    Tu nie chodzi o „coś” tylko o „Kogoś” – Piotr nie mówi, że „będę do śmierci głosił Twoje idee i propagował Twoje poglądy”. Tu jest raczej istotna żywa relacja osób, a nie system przekonań (apokatastaza św. Grzegorza z Nyssy).

    Ad. 3 „zarówno Kościół jak i państwo potrzebowały i wciąż potrzebują wspólnego frontu do walki z niemoralnym postępowaniem wiernych, brakiem dyscypliny obywateli i niedostatkiem cnót obywatelskich, czyli ze zwykłymi, powszednimi skłonnościami każdego człowieka w każdej epoce (również, a może nawet szczególnie dzisiaj)” – no …, bardzo ładnie wpisujesz się w nurt leninizmu katolickiego. Masz już jakieś metody i formacje do walki na tym wspólnym froncie?

    „Stan pierwszy (duchowny) i drugi (rycerski) zostały najpierw sprowadzone do parteru a następnie cały system trójstanowy został rozsadzony od wewnątrz” – i niech spoczywa w pokoju. Po prostu nastąpiła zmiana przy „korycie”, nie pierwsza i nie ostatnia …

    „rozdział Kościoła od państwa” – dla mnie to nie dogmat tylko rozsądny sposób bytowania.

    Ad. 4 „Nie mieszaj też Ojców Kościoła z papieżami” – nie da się. Niektórzy z papieży są Ojcami Kościoła.
    Poza tym: „Kościół jeszcze dziś żyje życiem zaczerpniętym od swych Ojców i na podwalinach położonych przez pierwszych budowniczych dziś jeszcze jest budowany wśród przeciwności towarzyszących jego wędrówce i jego codziennemu wysiłkowi. Tak więc byli oni i pozostaną na zawsze Ojcami, sami bowiem są jakby stałą konstrukcją Kościoła i poprzez wszystkie wieki pełnią dla Kościoła wierną służbę. Stąd też każde następne głoszenie Ewangelii i nauczanie, jeśli chce być autentyczne, musi być uzgodnione z ich nauczaniem, każdy charyzmat i każdy urząd musi czerpać z żywego źródła ich ojcostwa, każdy nowy kamień dołożony do świętej budowli, która stale rośnie i poszerza się, musi mieścić się w ramach podwalin położonych przez nich i z podwalinami tymi musi być zespolony” – List Apostolski Patres Ecclesiae Jana Pawła II

    Jak można zarządzać Kościołem bez uwzględnienia teologii i eklezjologii? Gdyby wystarczała profesura z socjologii lub politologii, to papieżem mógłby spokojnie być ateista, byleby był dobrym menadżerem.

    Ad. 6 – „jasne, że może być zastosowana w Pekinie, Teheranie, a nawet w Berlinie, Moskwie, Waszyngtonie, Tel Awiwie – wszędzie na świecie” – no to po kiego grzyba utyskiwać, że krajem rządzi mason, komunista albo szaman?!

  16. | Przychylny | pisze:

    Ad. ad. 1. Nie chciałem określać wartość poglądów na podstawie liczby zgonów, chociaż uważam za symptomatyczny fakt, że kult męczenników za wiarę jest powszechnie akceptowany (również przez niewierzących) i praktykowany, zaś kult Blutzeuge jest w krajach demokratycznych zabroniony. Nie chodzi tutaj oczywiście o skalę śmierci lecz przede wszystkim o ocenę moralną śmierci za wiarę katolicką vs. śmierci za ideologię państwową, zwłaszcza totalitarną, jaką jest przecież marksizm-leninizm.
    Przytoczony przez Ciebie fragment z Mateusza jest właśnie wezwaniem do wierności Chrystusowi, nawet kosztem utraty życia. Stąd też pochodzi wyprowadzony przez św. Augustyna termin „wojny sprawiedliwej”, która następnie stała się podstawą do sformułowania prawa „Ius ad bellum”, które przetrwało do dziś dnia, chociażby jako doktryna wojny w samoobronie zapisana w art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych wraz ze szczegółowym zbiorem norm zaakceptowanych przez społeczność międzynarodową dotyczących sposobów prowadzenia konfliktów zbrojnych, ochrony ich ofiar oraz uczestników (prawo „ius in bello”).

    Ad. ad. 3. Leninizm katolicki – muszę zapamiętać :-). Dawno nie spotkałem się z równie pomysłowym, co niedorzecznym oksymoronem. Widzę, że jesteś w antykościelnym szale, Franku. Już się boję, co będzie dalej: zestawisz Matkę Teresę z Józefem Stalinem, a może Jana Pawła II z Adolfem Hitlerem? Paradne :-).
    Wracając do Twojej tezy o nieprzydatności (przepraszam: bezużyteczności) Kościoła, to tak, jak pisałem wcześniej, jest to nonsens. Powtórzę, bo może Ci umknęło: Kościół sprawując rząd dusz może wspierać autorytet państwa i jego instytucji lub ją osłabiać, a nawet odbierać (obecnie mało realne, ale w przeszłości, jak najbardziej praktykowane i to z powodzeniem). Kościół sprawując władzę nad duchowością obywateli i reprezentantów władzy przyczynia się do minimalizowania ryzyka demoralizacji społecznej, degradacji moralnej, a tym samym ogranicza ryzyko zaistnienia tyranii, do której prowadzi przecież demokracja pozbawiona wartości (pisał o tym już Platon w „Państwie”, a powtarzał w XX i XXI wieku papież Jan Paweł II), czego przykładem był przecież nazizm III Rzeszy Niemieckiej (wszak Hitlera do władzy powołał sam demos w drodze demokratycznych wyborów w 1933r.). Jeżeli uważasz, że Kościół jest bezużyteczny w życiu publicznym i instytucjonalnym państwa, tym samym zaprzeczasz powyższym prawom społeczno-politycznym!
    Twoje spostrzeżenie, że Kościół sam siebie zapędził w kozi róg jest równie niedorzeczne i kontrfaktyczne. Starałem się to wykazać, przypominając historię powstania i hegemonizacji „społeczeństwa cywilnego”, które bynajmniej nie zakończyło się w 1914 roku, lecz wciąż się przepoczwarza, przeistaczając się w coraz bardziej radykalne formy (vide realizowana obecnie koncepcja „społeczeństwa otwartego” węgierskiego żyda Georga Sorosa, właśc. György Schwartz’a).
    Co do zmiany koryta – nie wiem, z czego wynika Twoje pogardliwe odnoszenie się do systemu funkcjonowania państwa i Kościoła, ale najwyraźniej jesteś reprezentantem tej szkoły, którą ja określam mianem „szkoły powojennej”, która twierdzi, że nie istnieje coś takiego, jak niezmienna, obiektywna prawda, szkoły, która twierdzi, że istnieje najwyżej prawda etapu, a skoro etap ze swej natury jest czymś przejściowym, to nie ma żadnego fundamentu, na podstawie którego można dokonywać sądów wartościujących, szkoły, która twierdzi, że wszystko się zmienia na lepsze, wszystko płynie w dobrym kierunku i że tak ma być zawsze i wszędzie, gdyż postęp jest wystarczająco dobrym dogmatem sam w sobie, nawet wtedy, gdy usprawiedliwia najbardziej niesprawiedliwe idee i koncepcje. Widzisz, ja jestem bardziej z przedwojnia, przekonany o pewnych niezmiennych prawdach, stąd zapewne to iskrzenie na linii :-).
    Co do rozdziału Kościoła od państwa – nie wiem, na czym opierasz stwierdzenie, że jest to nie tyle dogmat, ile rozsądny sposób bytowania. Nie przedstawiłeś żadnych argumentów na poparcie swojej tezy, a już sam szybki przegląd sytuacji bieżącej naszego kraju, regionu i świata podsuwa mnóstwo argumentów na poparcie tezy przeciwnej, a mianowicie na to, że nie jest to rozsądny sposób bytowania (vide poziom moralny i kompetencyjny naszych elit politycznych obnażony w taśmach prawdy, pogłębiające się procesy eugeniczne i kontrokulturowe na całym świcie, postępujący dekadentyzm i apatia społeczeństw Zachodu). Arystoteles już bardzo dawno temu zauważył, że „tolerancja i apatia to ostatnie cnoty umierającego społeczeństwa” – czyż nie jest to wypisz wymaluj diagnoza współczesnego stanu społeczeństw w wielu krajach „cywilizowanego” Zachodu?
    Zresztą koncepcja rozdziału Kościoła od państwa nie była rozsądna od swego zarania, gdyż intencje i założenia, które za nią stały były destrukcyjne dla godności i wolności każdego człowieka i całych społeczeństw. Sekularyzacja i laicyzacja, a więc fundamentalne założenia tej koncepcji, są dowodem ignorancji masonów i ich popleczników (świadomych lub nie, ale wciąż pożytecznych idiotów), którzy ją stworzyli, albowiem każde państwo, zwłaszcza w swojej działalności prawodawczej (która ma wpływ kulturo- i etycznotwórczy), jest nieuchronnie oparte na pewnych rozstrzygnięciach (moralnych, prawnych, ideowych, itd.), które nie są aksjologicznie neutralne i źródłowo prowadzą do norm religijnych, choćby zostały one już zsekularyzowane. Jak zauważa Gomez Davilla, „Oddzielenie Kościoła od państwa może wyjść na dobre Kościołowi, jest jednak zawsze zgubne dla państwa, gdyż w konsekwencji wydaje je na łup czystego makiawelizmu” („Na straconym posterunku”, 1996). Czyż makiawelizm nie jest podstawą faszyzmu w każdym jego wydaniu?

    Ad. ad. 4. Franku, znowu uciekasz się do insynuacji, trzymajmy się tematu: jeżeli negujesz użyteczność Kościoła w wymiarze instytucjonalno-państwowym, niepotrzebnie rozmieniasz się na drobne, odwołując się do Ojców Kościoła, których działalność zakończyła się na etapie formowania Kościoła (w kościele zachodnim ostatni z nich zmarł w 636 roku – św. Izydor z Sewilli), nie mówiąc o kształtowaniu relacji Kościół – państwo w praktyce (wszak same państwa w swoim pełnym instytucjonalnym wymiarze zmaterializowały się później). Nie imputuj mi również, że nie dostrzegam ich ogromnego wkładu teoretycznego w tej dziedzinie, wszak pisząc o sile i wadze prawa moralnego w życiu społeczeństw, przytaczałem już wcześniej „Państwo Boże”, opus magnum św. Augustyna.

    Ad. ad. 6. Nigdzie nie napisałem, że krajem rządzi mason, komunista albo szaman. Czy to mało subtelna prowokacja, czy też raczej freudowska pomyłka z Twojej strony? 🙂

    Stay put and don’t give up! 🙂

  17. Franek pisze:

    „Przytoczony przez Ciebie fragment z Mateusza jest właśnie wezwaniem do wierności Chrystusowi, nawet kosztem utraty życia”.
    Mt 26,34: Jezus mu rzekł: ”Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje,
    trzy razy się Mnie wyprzesz” – dość specyficzne „wezwanie” do dozgonnej wierności.

    „Stąd też pochodzi wyprowadzony przez św. Augustyna termin „wojny sprawiedliwej””
    Z ulotnych zapewnień Piotra wynika prawo do wojny sprawiedliwej?!

    „Widzisz, ja jestem bardziej z przedwojnia, przekonany o pewnych niezmiennych prawdach, stąd zapewne to iskrzenie na linii :-)”.
    Ja też, tylko że dla mnie prawda to Ktoś, a nie coś.

    „Jak zauważa Gomez Davilla, „Oddzielenie Kościoła od państwa może wyjść na dobre Kościołowi, jest jednak zawsze zgubne dla państwa, …”

    Czy sojusz Kościoła z państwem (z grupą trzymającą władzę) nie był zawsze zgubny dla Kościoła?
    Ojcowie nie byli teoretykami, byli praktyczni do bólu i dostrzegali czym kończy się „flirtowanie” z władcami. To nie jest tak, że ja nie widzę korzyści jakie może dać Kościół strukturze i żywotności państwa. Dobry katolik, to na ogół dobry obywatel. Ja jednak przede wszystkim mam na względzie dobro kościoła, gdyż każde państwo jako twór doczesny ulegnie rozkładowi. Jeśli „wyczekujemy nowego Nieba i Ziemi”, to dlaczego mamy robić sztuczne oddychanie jakiemuś „układowi zależności” z natury swej tymczasowemu i to kosztem niezależności Kościoła?
    Poza tym pokaż mi „dobrego katolika”, znam ich wielu i wielu z nich nie stosuje się do nauczania Kościoła (duchowieństwa). Jeśli zatem biskupi nie radzą sobie z wypasem swoich owiec, to jak mogą formować wszystkich obywateli?
    I tu powstaje pytanie o skuteczność działań hierarchii kościelnej, bo jeśli reprezentuje ją ktoś formatu Grzegorza VII czy Innocentego III, to owszem budzi posłuch ale czy takie metody przynoszą ostatecznie „dobre owoce”? Natomiast jeśli da się ludziom taką wolność jaką daje Chrystus, to na efekty można czekać do samego Sądu Ostatecznego.

    „Nigdzie nie napisałem, że krajem rządzi mason, komunista albo szaman. Czy to mało subtelna prowokacja, czy też raczej freudowska pomyłka z Twojej strony? :-)”

    Ja napisałem, że może być zastosowana do panujących w Pekinie i w Teheranie. Ty napisałeś, że wszędzie. Ja nadal twierdzę, że Paweł mówi o władcach (wszystkich, nie tylko katolikach), a nie o geografii.

  18. | Przychylny | pisze:

    Ad. fragment z Mateusza:
    Franku, cały czas nie dostrzegasz szerszej, pełnej perspektywy. Skupiasz się na dziurach w serze, a nie na samym serze, przez co Twoje strzały są niecelne, małostkowe i umyka ci najważniejsze. Generalne spostrzeżenie: może nie zauważyłeś, ale Twoim założeniom przyświeca herezja pelagianizmu. FYI: przypominam, że człowiek jest z natury grzeszny, a nie dobry. Dobroć swojej kondycji człowiek wykuwa w trakcie swojego życia, a nie dostaje w schedzie z racji narodzin. Zatem na zarzuty wobec Piotra, że dopuścił się grzechu zdrady Chrystusa, można odpowiedzieć tylko cytatem z samego Jezusa Chrystusa: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. No i jeszcze trochę historii, aby wypełnić lukę faktograficzną: św. Piotr jest jednym z najlepszych przykładów na wierność Chrystusowi. To, że Piotr był jednym z najbardziej zaufanych uczniów Chrystusa i jemy powierzył funkcję „Księcia Apostołów”, „skały”, na której zbudował swój Kościół i pierwszego papieża nie było bez kozery. Piotr był pierwszym apostołem, który uznał Jezusa za Mesjasza (Mt 16:16, Mar. 8:29, Łk. 9:20, Jan 6:69). Istnieje także legenda mówiąca, że gdy w Rzymie rozpoczęły się prześladowania chrześcijan (za czasów Nerona), Piotr postanowił uciec z miasta. Wówczas ukazał mu się Jezus. Piotr spytał Go, dokąd idzie (łac. „Quo vadis, Domine?”). Jezus miał mu odpowiedzieć „idę do miasta, aby mnie powtórnie ukrzyżowano”. Wówczas Piotr zawrócił, a w miejscu tego spotkania postawiono kościół. Tę legendę uwiecznił Henryk Sienkiewicz w powieści Quo Vadis. Tradycja katolicka głosi, że Piotr zginął w Rzymie na Wzgórzu Watykańskim. Zginął męczeńsko na krzyżu głową w dół na własną prośbę, ponieważ twierdził, iż nie jest godzien umrzeć jak Chrystus. Senator Marcellus, wierny uczeń Piotra, zdjął go z krzyża i pochował we własnym grobowcu. Później na tym miejscu postawiono kościół. Dziś, według tradycji, w tym miejscu stoi Bazylika św. Piotra! Czy można zatem wymagać większego poświęcenia i determinacji, aby udowodnić swoją wierność Chrystusowi niż ta, uosobiona przez św. Piotra i wyrażona nie tyle w jego słowach, co w jego czynach?

    Ad. wojna sprawiedliwa:
    Święty Piotr swoim czynem dał przykład wojny sprawiedliwej, gdy podczas pojmania Jezusa w Ogrodzie Oliwnym (Ogrójcu) usiłował go bronić, atakując mieczem jednego z napastników i obcinając mu ucho. No i znowu Franku, you missed the point 🙂

    Ad. prawda to Ktoś, a nie coś:
    Zgadzam się z Tobą w 100% i moje wpisy są tego dowodem, więc nie wiem, czemu znowu uciekasz się do insynuacji, że niby wg mnie jest inaczej. „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” – słowa Ewangelii według świętego Jana (J 14, 1-12).

    Ad. sojusz Kościoła z z grupą trzymającą władzę:
    Twoje pytanie odsłania brak zrozumienia, na czym tak naprawdę polega koncepcja niezależności władzy duchownej od władzy świeckiej. Albo nie zrozumiałeś tego, o czym pisałem wcześniej, albo robisz to tendencyjnie, cynicznie rozwadniając przesłanie.
    Wciąż nie uzyskałem też odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie, dlaczego pogardliwie odnosisz się do Kościoła i dlaczego w tym przypadku sprowadzasz relacje Kościół – państwo do poziomu sojuszu z „grupą trzymającą władzę”, co w domyśle sprowadza Kościół do roli jednego z „grupy trzymającej władzę”? Doczekam się odpowiedzi?

    Ad. „dobry katolik”:
    Znowu na bazie błędnych założeń (herezja pelagianizmu), wywodzisz błędne konkluzje. Twoje roszczenia i wymagania wobec kondycji ludzkiej są dowodem na to, że „diabeł penetruje”. Odsyłam ponownie do przepowiedni wiejskiego dziada („diabłowi mało, że krowa cieli się, on chce, aby się źrebiła” :-)) oraz moich komentarzy wyżej.

    Podsumowanie:
    Zdaję sobie sprawę, że Twoja antykościelna narracja może wynikać z emocji, ale jak do tej pory nie przedstawiłeś żadnych merytorycznych argumentów na jej uzasadnienie. Może Ci umknęło, że Kościół to nie tylko organizacja, instytucja, klerycy, ale to także Ty i ja, czyli laikat świecki. Jeżeli masz szacunek do samego siebie i elementarne poczucie przyzwoitości wobec mnie, powinieneś chociaż być na tyle uczciwy intelektualnie, aby uzasadnić swoją tezę o bezużyteczności Kościoła w życiu publicznym i instytucjonalno-państwowym – do tej pory Twoje wpisy mają charakter w większości przypadków jedynie jałowych ataków. Jeszcze się nie doczekałem merytorycznego uzasadnienia, a liczenie na Chrustusową cierpliwość z mojej strony może się okazać zbyt wygórowanym wymaganiem z Twojej strony wobec mojej skromnej osoby 🙂

    Action required!
    Strzelasz tymi kapiszonami jak uczniak coraz częściej, co negatywnie odbija się na jakości samej polemiki i tym samym znamionuje brak szacunku z Twojej strony do czytelników tego bloga. Jeżeli masz szacunek do mojego czasu, ale przede wszystkim do swojego, postaraj się podejść do kwestii bardziej profesjonalnie – wciąż wierzę, że na to Cię stać, wszak zapowiadałeś się obiecująco. Chyba mnie nie rozczarujesz?! 🙂

  19. Franek pisze:

    * „Czy można zatem wymagać większego poświęcenia i determinacji, aby udowodnić swoją wierność Chrystusowi niż ta, uosobiona przez św. Piotra i wyrażona nie tyle w jego słowach, co w jego czynach”?
    Zarzucasz mi pelagianizm, a sam po niego sięgasz.
    Łk 22,31-32 Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał sie, zeby was przesiac jak pszenice; ale Ja prosiłem za toba, zeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci”.
    To nie Piotr uosobił wykuwaniem cnotę wierności ale pozwolił mocy Ducha Ducha Świętego działać w swojej osobie.

    * „Święty Piotr swoim czynem dał przykład wojny sprawiedliwej, gdy podczas pojmania Jezusa w Ogrodzie Oliwnym (Ogrójcu) usiłował go bronić, atakując mieczem jednego z napastników i obcinając mu ucho. No i znowu Franku, you missed the point 🙂

    Doczytaj do końca. Taka postawa jest aprobowana przez Chr.?
    Mt 26,52-53 Wtedy Jezus rzekł do niego: ”Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy,
    którzy za miecz chwytaja, od miecza gina. Czy myslisz, ze nie mógłbym poprosic Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi wiecej niz dwanascie zastepów aniołów?
    Łk 22,49-51 Towarzysze Jezusa widzac, na co sie zanosi, zapytali: ”Panie, czy mamy uderzyc
    mieczem?” I którys z nich uderzył sługe najwyzszego kapłana i odciał mu prawe ucho. Lecz Jezus odpowiedział: ”Przestancie, dosyc!” I dotknawszy ucha, uzdrowił go.
    J 18,10 -11 Wówczas Szymon Piotr, majac przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługe arcykapłana i odciał mu prawe ucho. A słudze było na imie Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: ”Schowaj miecz do pochwy. Czyz nie mam pic kielicha, który Mi podał Ojciec?”

    * sojusz Kościoła z z grupą trzymającą władzę: Twoje pytanie odsłania brak zrozumienia”

    Nie zrozumiałem. Proszę o wyjaśnienie.

    * „dlaczego pogardliwie odnosisz się do Kościoła i dlaczego w tym przypadku sprowadzasz relacje Kościół – państwo do poziomu sojuszu z „grupą trzymającą władzę”, co w domyśle sprowadza Kościół do roli jednego z „grupy trzymającej władzę”? Doczekam się odpowiedzi”?

    Ja się pogardliwie wypowiadam o Kościele? Czy to ja zachwycam się sojuszem tronu z ołtarzem i teorią o 2 mieczach?
    Dla mnie wystarczy, że „państwowa krowa” mnie nie bodzie, absolutnie nie wymagam, żeby się dla mnie źrebiła przywilejami dla Kościoła.

    *„Action required!
    Twoje strzały są niecelne, małostkowe
    Twoje wpisy mają charakter w większości przypadków jedynie jałowych ataków.
    Strzelasz tymi kapiszonami
    jakości samej polemiki
    znamionuje brak szacunku z Twojej strony do czytelników
    podejść do kwestii bardziej profesjonalnie
    Chyba mnie nie rozczarujesz?! :-)”

    Niestety Cię rozczaruję …
    Nie mam takich ambicji, ani wymagań, ani takiej wiedzy, ani takiego polotu pisarskiego jak Ty.
    Mam świadomość tego, że dla profesjonalistów jestem głupkiem, a dla Żydów, Muzułmanów i niektórych Katolików bluźniercą.
    Ale nie jest to nic nowego: 1 Kor 1,23: „my głosimy Chrystusa ukrzyzowanego, który jest zgorszeniem dla Zydów, a głupstwem dla pogan”.
    Dlatego rozumiem i nie mam żadnych pretensji, że nie traktujesz mnie jako godnego partnera do dyskusji, że mierzi Cię rozmowa ze mną i irytuje nie nadążanie za Tobą w niektórych kwestiach. Jestem Ci jednak wdzięczny za poświęcony mi czas, wyrozumiałość i przychylność.

  20. | Przychylny | pisze:

    Ad. wierność Piotra:
    Duch Święty działa i obdarza łaskami, ale od suwerennej decyzji człowieka zależy, czy z nich skorzysta, czy też je odrzuci. Człowiek nie jest bezwiednym receptorem łaski, gdyż w przeciwnym razie stałby się bezwolny (wyzuty z wolnej woli), a tym samym podważona zostałaby cała nauka Chrystusa o antropologii i roli człowieka w planie zbawienia, a nawet więcej: podważony zostałby sens samego zbawienia człowieka. Świętość kondycji ludzkiej wykuwa się poprzez gotowość człowieka do akceptacji łask i cnót, którymi obdarza nas Duch Święty – jak sam stwierdzasz, Piotr „pozwolił mocy Ducha Ducha Świętego działać w swojej osobie”, a więc „pozwalając”, dokonał wyboru wierności Chrystusowi. Właśnie dlatego, że człowiek decyduje o tym sam, a nie zostaje mu ta decyzja narzucona, świadczy o wielkości człowieka w oczach Chrystusa. Człowiek jest wolny, a więc sam dokonuje wyboru i sam ponosi ich konsekwencje. W tym świetle, decyzja o odrzuceniu Chrystusa jest równorzędna z autowykluczeniem człowieka z możliwości swego zbawienia z mocy jego własnej suwerennej decyzji. Chrystus mówi: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Ewangelia św. Marka 7, 15.).

    Ad. wojna sprawiedliwa Piotra:
    Przyczynę, dla której Chrystus powstrzymuje Piotra przed dalszą walką zdradza sam Chrystus na końcu cytatu, który sam przytoczyłeś: „Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?”. Kontekst jest więc taki, że Chrystus nie potępia podjętej przez Piotra walki w jego obronie, lecz apeluje do niego o wzgląd na akt odkupienia, który ma się rozpocząć w ogrodzie Getsemani i ostatecznie dokonać na krzyżu. Jest to również uzasadnienie wojny sprawiedliwej, której dokonał Ojciec Kościoła św. Augustyn: jeżeli ktoś przy użyciu siły uniemożliwia Kościołowi realizację misji nawrócenia i celu zbawienia ludzkości, wtedy mamy prawo wystąpić zbrojnie w obronie Kościoła tak, aby ta misja i cel jednak się dokonały. Nie jest to wojna agresywna, zaczepna, lecz uświęcona wyższym dobrem, jakim jest obrona szansy zbawienia.
    Odnośnie herezji pacyfizmu: czy jednak Jezus nie opowiedział się za bezwzględnym pokojem? Znamy przecież Jego słowa: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5, 9). Pacyfizm kryjący się rzekomo w tych słowach jest pozorny. Klucz do zrozumienia powyższej wypowiedzi Chrystusa stanowi dokładna analiza jego słów dotyczących pokoju, zapisanych przez św. Jana: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam; nie taki, jaki daje świat, ja wam daję” (J 14, 27). Pojęcie pokoju Chrystusowego zostało tu wyraźnie przeciwstawione pojęciu pokoju światowego (ziemskiego) i odnosi się wyraźnie do porządku wyższego, istniejącego w Niebie. Pomiędzy „pokojem światowym” a pokojem, który przynosi Chrystus, nie stoi znak równości. Pierwszy jest utopią, gdyż pozostaje w opozycji do zranionej, ułomnej, grzesznej natury ludzkiej. Prawdziwy może być tylko pokój w duszy, który daje jedynie wiara i łaska. Paradoksalnie to sam Zbawiciel przynosi powód do walki, nie dlatego, by sam jej pragnął, ale jako skutek opowiedzenia się za Nim. „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (Mt 10, 34). Będą więc i tacy, którzy wystąpią przeciw Chrystusowi – to oni są siłą zaczepną, agresywną, to oni przynoszą wojnę.

    Ad. sojusz Kościoła z „grupą trzymającą władzę”:
    „Grupa trzymająca władzę” ma wydźwięk jednoznacznie pejoratywny, gdyż nie odnosi się do sojuszu niezależnych sił działających na rzecz dobra wspólnego i racji stanu lecz kumoterskiego charakteru ich relacji i działania na korzyść tej grupy kosztem dobra wspólnego i racji stanu. Rzecznictwo wzajemne, fraternizacja i familiarność to zagrożenia dla niezależności władzy duchowej od władzy świeckiej a nie jej pożądane atrybuty.

    Ad. pogardliwy stosunek do Kościoła:
    Dlaczego uważasz, że „zachwycanie się sojuszem tronu i ołtarza i teorią 2 mieczy” jest z mojej strony wyrazem pogardy dla Kościoła? Ja to widzę z goła inaczej – dla mnie powrót Kościoła do należnego mu miejsca w życiu publicznym, debacie społecznej i przywrócenie autorytetu Kościoła wśród reprezentantów stojących za instytucjami państwa jest lekarstwem na degrengoladę, do której doszło w życiu społeczno-państwowym po niemal półwiecznej walce z Kościołem i która nasiliła się zwłaszcza w XX wieku i wciąż przybiera coraz bardziej radykalne formy. Przedstawiłem Ci argumenty na poparcie mojej tezy (m.in. fakt zgodnego ich współistnienia przez około tysiąc lat naszej historii we wszystkich państwach naszego kontynentu), a Ty ograniczyłeś się do ataku i wypunktowania kilku sporów pomiędzy Mieczem i Pastorałem, które wszak zdarzają się nawet w najlepszej rodzinie, nie przedstawiając jednak uzasadnienia swojej kontr-tezy. Apeluję wyłącznie o przedstawienie przez Ciebie uzasadnienia, dlaczego uważasz, że Kościół jest bezużyteczny w życiu publicznym, debacie społecznej i instytucjach państwa. Will you?
    Pozwól, że rozwinę jeszcze trochę swoją argumentację. Chociaż ideolodzy sekularyzmu zdają się wierzyć, że sytuacja trwałej dominacji społeczeństwa cywilnego i sprowadzenia państwa do roli jego gospodarczego agenta-pośrednika, a Kościoła do litościwie i wielkodusznie tolerowanej przez nich instytucji charytatywnej, karconej ilekroć zabiera głos w najistotniejszych kwestiach moralnych i poddawanej coraz mniej zawoalowanej pedagogice wstydu, zapowiada kres historii i nadejście wyczekiwanego od czasów nowożytnych raju na ziemi, można w to wątpić choćby dlatego, że ludziom i stabilnemu życiu społecznemu potrzebna jest zwierzchność i autorytet utożsamiane zwykle z państwem, ale również moralne drogowskazy, utożsamiane z nauką Kościoła Katolickiego, który reprezentuje najwyższy poziom etyki spośród wszystkich wyznań i religii. Myślę, że przywrócenie stanu utraconej równowagi pomiędzy trzema archetypicznymi paradygmatami Świątyni, Pałacu i Społeczeństwa Cywilnego jest zawsze możliwe, ponieważ człowiek nie może sam sobie dać prawa (daje je państwo), nie może być autonomiczny moralnie poza religią (rola Kościoła), ani nie może zorganizować pracy i swojej działalności bez pomocy i akceptacji zbiorowości, w której się obraca i żyje (rola społeczeństwa cywilnego). Sam papież Jan Paweł II w swojej homilii w Madrycie w 1993 roku powiedział, że sprywatyzowanie religii, zepchnięcie jej do sfery wyłącznie prywatnego przeżywania pojedynczego człowieka i abstrahowanie od wagi i wpływu religii na relacje międzyludzkie i całe zbiorowości jest niezgodne z Ewangelią. Znamienną wymowę ma także fakt ustanowienia przez Jana Pawła II patronem mężów stanu św. Tomasza More’a – polityka, który niezachwianą lojalność wobec monarchy i racji stanu potwierdził prowadzącym do męczeńskiej śmierci sprzeciwem wobec schizmy i „siadania Cezara na ołtarzu”, którego „Cezar” winien być pierwszym obrońcą.
    Eric Voegelin, żyd z pochodzenia, protestant z wyboru, był jednym z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych historyków filozofii w XX wieku. Zajmował się głównie teorią totalitaryzacji i faszyzacji społeczeństw na gruncie historiozoficznym. Według niego myśl polityczna nie jest autonomicznym, wyabstrahowanym składnikiem intelektualnej rzeczywistości, lecz jej częścią zaraz obok filozofii i religii właśnie. Wszystkie te trzy części są pochodnymi mentalności i kondycji ludzkiej. Według niego przyjęcie totalitaryzmu jako słusznej ideologii politycznej miało swoje źródło w wypaczeniach na polu filozofii i religii. Uważał on, że dla zbadania samoświadomości człowieka w świecie, niezbędna jest ocena sposobu odczuwania przez ludzi transcendencji lub ewentualnie niedostrzeganie tego zjawiska. Według niego, bez względu na to, czy ludzie wyszli od wiary (żydzi), czy od filozofii (Grecy), to zwieńczeniem ich rozwoju stawał się Chrystus. O jego koncepcjach całościowości i różnorodności nie będę pisał, skupię się jedynie na jego krytyce gnostycyzmu, który w wyniku postępujących procesów sekularyzacyjnych, stał się według Voegelina największym zagrożeniem dla współczesnego człowieka i społeczeństw. Gnoza jest według niego postawą rewolucyjną wobec zastanej rzeczywistości, gnostyk bowiem wierzy, że to, co pozytywne, tkwi w nim samym, a istniejący od pokoleń świat należy zburzyć i zbudować na nowo. Sensem gnostycyzmu jest więc deizacja człowieka i społeczeństwa, wywyższenie ich do rangi bóstwa, a jego celem jest zniszczenie starego świata, który w myśl tej filozofii przesycony jest złem. W tym wymiarze, gnostycyzm zdradza wiele analogii z herezją pelagianizmu, a przekładając to na grunt państwowy, z doktryną polityczną chociażby władz USA, które stosując prostacką propagandę manichejskiej walki dobra ze złem, czują się zobligowani i mesjanistycznie powołani do zaprowadzania demokracji na ostrzach bagnetów swych żołnierzy wszędzie tam, gdzie przy okazji realizowane są ich geopolityczne cele (polityczna symbioza dobrego z pożytecznym). Gnostycyzm prowadzi konsekwentnie do bałwochwalczego kultu rozumu, którego boski atrybut legitymizuje możliwość skonstruowania racjonalistycznej utopii, mającej prowadzić ludzkość do raju na ziemi. Zdaniem Voegelina, nowożytna filozofia i nauka jest de facto powrotem do pierwotnego panteizmu, który negując życie pośmiertne i Boga, umieszcza cel szczęścia w doczesności. We współczesnych czasach świadomość ta nie przybiera archaicznej, groteskowej formy mitu (jak to było za czasów starożytnych gnostyków), lecz postmodernistyczną formę ideologii aspirujących do miana naukowej analizy rzeczywistości. Gnostyk-ateista, nie wierząc w szczęście pośmiertne, szuka go na ziemi i opisuje je pod postacią ideologii. Nowożytność to gnoza radykalnie zsekularyzowana, gdzie mistyczne i ezoteryczne kulty zastępuje nauka, kult człowieka-tytana i jego „boskich” możliwości. W zsekularyzowanej gnozie człowiek sam zaczyna uważać się za Boga i dogmatyzuje przekonanie, że poprzez rozum, naukę i technikę kreuje lepszy świat, również w wymiarze instytucjonalno-państwowym (aksjomatyzacja idei postępu). W myśl teorii Voegelina, zastąpienie rządów Miecza (strażnika immanencji w życiu polityczno-państwowym) i Pastorału (strażnika transcendencji w życiu polityczno-państwowym) przez koncepcje państwowe gnostyckich wojujących aktywistów, prowadzi do wyrugowania transcendencji z życia polityczno-państwowego, co w konsekwencji prowadzi do postępującej faszyzacji państwa i w końcu powstania państwa totalitarnego.

  21. Franek pisze:

    Ad. wierność Piotra:
    Tak, wolna wola to podstawa i nie głoszę tu żadnego kwietyzmu.
    Przestrzegam jedynie przed zbytnim woluntaryzmem na zasadzie: widzę jaką ideę/wartość – napinam się – i po odpowiednim treningu osiągam zamierzony wzorzec.

    Ad. wojna sprawiedliwa Piotra: „Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?”.

    Mt 20,22 Odpowiadajac Jezus rzekł: ”Nie wiecie, o co prosicie. Czy mozecie pic kielich,
    który Ja mam pic?” Odpowiedzieli Mu: ”Mozemy”. On rzekł do nich: ”Kielich mój pic bedziecie.

    Hbr 10,32 Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyscie to po oswieceniu wytrzymali
    wielka nawałe cierpien, juz to bedac wystawieni publicznie na szyderstwa i przesladowania, juz to
    stawszy sie uczestnikami tych, którzy takie udreki znosili. Albowiem współcierpieliscie z uwiezionymi, z radoscia przyjeliscie rabunek waszego mienia, wiedzac, ze sami posiadacie majetnosc lepsza i trwajaca.

    1 P 2,20 Co bowiem za chwała, jezeli przetrzymacie chłoste jako grzesznicy? – Ale to
    sie Bogu podoba, jezeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jestescie powołani. Chrystus przeciez równiez cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyscie szli za Nim Jego sladami.

    Ad. pogardliwy stosunek do Kościoła:
    „dlaczego uważasz, że Kościół jest bezużyteczny w życiu publicznym, debacie społecznej i instytucjach państwa”.
    Już wcześniej napisałem, że tak nie uważam ale myślę,że rzecznictwo wzajemne, fraternizacja i familiarność to zagrożenia, którym uległa władza duchowna w Europie, próbując być dla władców świeckich równorzędnym partnerem politycznym, a prymasi byli litościwie „poklepywani po plecach” przez władców bardzo obnoszących się ze swoją katolickością. Czy korzyści równoważą straty?

    „Myślę, że przywrócenie stanu utraconej równowagi pomiędzy trzema archetypicznymi paradygmatami Świątyni, Pałacu i Społeczeństwa Cywilnego jest zawsze możliwe, …”
    Bardzo dobrze! Przywróć.

    „przekładając to na grunt państwowy, z doktryną polityczną chociażby władz USA, …”
    Słyszałeś jakiegoś biskupa ostrzegającego przed S(za)t(a)nami Zjednoczonymi Ameryki? Ja, nie.

  22. | Przychylny | pisze:

    Ad. Woluntaryzm:
    Woluntaryzm nie polega na treningu ducha, czy też realizacji zamierzonych celów, ideałów, wartości, wzorców (np. zbawienia) – wszak nie ma w nich nic złego o ile oparte są na klasycznie prawdziwych, dobrych i pięknych fundamentach – lecz na przekonaniu o prymacie woli wobec tychże. Ze względu na swój deterministyczny charakter, woluntaryzm de facto neguje ideę wolnej woli w rozumieniu klasycznym, a więc takim, w jakim występuje w teologii rzymsko-katolickiej. Skrajny woluntaryzm sprowadza istotę człowieka do samej woli lub irracjonalnych popędów, co ma się nijak do koncepcji wolnej woli człowieka, o której mówi Ewangelia.

    Ad. Fraternizacja duchowieństwa:
    Zamiast jojczyć i zżymać się nad sprzeniewierzaniem się przez niektórych renegackich klerykałów wobec Chrystusowych ideałów, należy się za nich modlić i walczyć o wyzwolenie księży z niewoli babilońskiej w jaką popadli podporządkowując się prawu mimikry i politycznej poprawności. Jak to zrobić? Zacznijmy od naszej parafii, np. poprzez wydzielenie w naszym domowym budżecie większego funduszu „na tacę”, zaangażowanie w życie naszej parafii, np. przez zorganizowanie festynu parafialnego, posłanie córki do parafialnej scholi, posłanie syna do parafialnej drużyny w piłkę nożną i na ministranta, zaangażowanie się w działalność prasową parafialnej gazetki, etc. To zadanie dla laikatu świeckiego, którego nie wolno nam bagatelizować. Pomóżmy naszym księżom nieść duchową pomoc nam wszystkim. Nie jest to zadanie niewykonalne, więc nie ulegajmy rozpaczy i poczuciu beznadziei, wszak nadzieja umiera ostatnia 🙂
    Z czego wynika współczesny kryzys Kościoła? Myślę, że jest to w jakiejś mierze pokłosie procesów akomodacyjnych zapoczątkowanych przez Kościół na II Soborze Watykańskim i nasilających się w ostatnim czasie, chociażby w postaci prób „demokratyzacji” struktur Kościoła i nawoływania do otwarcia na zatwardziałych grzeszników (ostatni synod). Trzeba mieć świadomość, że w Kościele istnieją współczesne emanacje frakcji „żyrondystów” i „jakobinów”. „Jakobini” stanowią awangardę postępu i usiłują przesunąć granicę jak najdalej (vide niemieccy biskupi), a „żyrondyści” prezentują kompromisowe rozwiązania mające z jednej strony zneutralizować opór, a z drugiej zakonserwować dotychczasowe zdobycze. Kościół stawiany jest przez świecki świat pod pręgierzem akceptacji mniej lub bardziej zgniłego kompromisu.
    Cytując przywołanego przez Ciebie wcześniej prof. Bartyzela: „Ludzie, którzy służą w istocie księciu tego świata, realizują – świadomie bądź nie, tego nie wiemy – scenariusz przedstawiony w opowieści o antychryście. Chodzi o nadejście papieża, który zyska aplauz świata dzięki głoszeniu idei o charakterze humanitarnym, pacyfistycznym i socjalnym, naturalistycznych w każdym wymiarze”. Prof. Bartyzel nie broni tutaj poglądu, że papież Franciszek w sposób świadomy dostosowuje się do tego scenariusza, że postrzega swój pontyfikat w wymiarach apokaliptycznych. W większości działań Franciszka prof. Bartyzel dostrzega bardziej próbę dostosowania Kościoła do świata, do czegoś co ma trwać, a nie się zakończyć, ale nikt nie wie, dokąd ostatecznie zaprowadzą te reformatorskie prądy.

    Ad. „Słyszałeś jakiegoś biskupa ostrzegającego przed S(za)t(a)nami Zjednoczonymi Ameryki?”:
    Czytałeś ostatnią encyklikę biskupa Rzymu pt. „Laudato si”? W encyklice padają ostre i słuszne słowa przeciwko aktualnemu systemowi finansowemu świata, w którym bogacą się bogaci, a biednieją biedni. Zachęcam do lektury!

    Franku, naszymi wpisami budujemy na tym lewackim blogu front obrony pewnych niezmiennych prawd na słuszność których mamy niezbite dowody i nie boimy się ich przedstawić. Czyż nie jest to już jakiś niewielki, ale zawsze wkład w proces odzyskiwania tego świata z tyranii politycznej poprawności? 🙂

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za tą dyskusję. Bóg zapłać!
    +

  23. Franek pisze:

    Cała przyjemność po mojej stronie ale nie odchodź jeszcze!

    Fraternizacja
    Ideały Chrystusa – unikam tego słowa jak św. Marek słowa Bóg w swojej Ewangelii 🙂
    Ze względu na współczesne zatrzęsienie różnej maści ideami, idejkami, koncepcjami i wizjami, wolę używać technicznych określeń nie pozostawiających wielkiego manewru do nadinterpretacji. Ja napisałbym po prostu „zdradzili Chrystusa” („… ci wśród was, którzy są kapłanami, zbezcześcili świętość sakramentu kapłaństwa, w którym Chrystus uobecnia się w nas i w naszych uczynkach” – Benedykt XVI „List do katolików Irlandii). Ale to tylko takie moje osobiste lęki.

    „należy się za nich modlić” – jak najbardziej! Co do pozostałych działań to jestem dość sceptyczny.

    „kryzys Kościoła” – hm … trudna sprawa. Jakby się uprzeć to coś takiego nie istnieje, bo jeśli Kościół jest ciałem Chrystusa, to kryzysować musiałby też Chrystus, a to jest niemożliwe.
    Ale na pewno są jakieś negatywne zjawiska. Pewnie masz i rację, że ich przyczyną jest „aggiornamento”. Ja jednak nie robiłbym festynu, bo fajne festyny robią też poganie. Ja bym wybrał drogę Benedykta z Nursji. Chyba nie robił festynów, nie poszedł do Świątyni, ani do Pałacu, ani do sukiennic. Poszedł do lasu. Myślę, że „wyczuł” to papież-senior przyjmując to właśnie imię. Czy nastały już „czasy” Franciszka? Może, ale przy obecnych produkcjach kinowych i telewizyjnych giniemy w zgiełku z naszymi „jasełkami”. Myślę, że czas zrobić sobie „wakacje” i pójść do jakiejś puszczy.

    „Zakonserwować dotychczasowe zdobycze” – rozwiń tą myśl.

    „Pręgierz” – wszystko w normie. Martwiłbym się gdyby było inaczej.
    Rz 8,35-37 Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nam umiłował.
    1 Kor 4,13 Staliśmy się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili.
    2 Kor 4,10-11 Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło
    się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie
    Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele.
    1 Tes 2,14 Bracia, wyście się stali naśladowcami Kościołów Boga, które są w Judei w
    Chrystusie Jezusie, ponieważ to samo, co one od Żydów, wyście wycierpieli od rodaków.
    Ap 2,13 Wiem, gdzie mieszkasz: tam, gdzie jest tron szatana, a trzymasz się mego imienia i wiary mojej się nie zaparłeś, nawet we dni Antypasa, wiernego świadka mojego, który został zabity u was, tam gdzie mieszka szatan.

    „Laudato si” – dobrze, że piętnuje banksterów ale chodzą też niepokojące słuchy:
    http://www.prisonplanet.pl/polityka/zielone_szalestwo,p590985101

    „Budujemy” – miło mi, że tak uważasz ale chyba mnie przeceniasz. Ja, co najwyżej, stoję na skraju lasu i wypatruję czy front się nie zbliża 🙂
    Musimy tych prawd bronić?
    Przyznaję, żem leniwy i bardziej liczę na to, że On mnie obroni 🙂

  24. | Przychylny | pisze:

    No i wszystko stało się jasne 🙂

    • | Przychylny | pisze:

      Epigoni „wchodzenia na wyższy poziom świadomości” z Charlie Hebdo okazali się zwykłymi tchórzliwymi oportunistami i koniunkturalistami? Niemożliwe! 🙂 Jerzy Urban (kolejny „autorytet moralny”), komentując w Polsat News sprawę zamachu na redakcję Charlie Hebdo stwierdził, że „za wzrost nakładu czasopisma do 7 milionów warto jest poświęcić kilku redaktorów” (sic!). W odróżnieniu jednak od redaktorów francuskiego szmatławca, redaktor naczelny polskiego szmatławca ma odwagę cywilną publicznie się przyznać do swoich podłych intencji, podczas, gdy zniewieściałe, wesołkowate pięknoduchy z Paryża cynicznie dorabiają do tego filozofię „dobrze spełnionego zadania”. Jeżeli śmierć współredaktorów oraz porzucenie deklarowanych nad ich grobami ideałów krzewienia „wyższego poziomu świadomości” można uznać za „dobrze spełnione zadanie”, to można jedynie pogratulować poczucia humoru lub daleko rozwiniętej opuchlizny na mózgu po ukąszeniu przez heglowskiego komara 🙂 No cóż, jaka ideologia, taka determinacja w jej egzekwowaniu.

      Mam poniekąd nieodparte wrażenie, że Arek garściami czerpie ze „skarbnicy mądrości”, jaką z pewnością dla wielu lewaków jest blog Jerzego Urbana, w którym można znaleźć takie oto paralele z ekwilibrystyką intelektualną Arka, jak np. to: „(…) U źródeł strzałów w Paryżu i donosów na mnie do prokuratury leży podobny mentalnie religijny fanatyzm. (…). Sądzę, że wstrząs spowodowany zdarzeniami we Francji i hasła Je suis Charlie powinno skłonić Sejm do skreślenia z kodeksu karnego przestępstwa określanego jako obraza uczuć religijnych” – pisze „czerwony karzeł”.

      Najlepsze nie zostało jednak napisane w zalinkowanym przez Franka poście. Donoszę więc, że autor karykatury z hasłem: „Wszystko zostało wybaczone”, Renald „Luz” Luzier, zapowiedział, że pracuje nad nowym wehikułem „wprowadzającym ludzi na wyższy poziom świadomości”. Tym razem będzie to komiks, który ma „relacjonować jego doświadczenia z masturbacją od chwili gdy skończył 10 lat”. Można spuentować tak: w połowie prymitywne, w połowie podłe, w całości symptomatyczne dla dekadenckiego ducha naszych czasów.

      „Tolerancja i Apatia to ostatnie cnoty umierającego społeczeństwa” ~ Arystoteles.

    • | Przychylny | pisze:

      A tutaj coś z grubszej rury:

      „Miażdżymy tak, by nie uszkodzić”. Kulisy pozyskiwania organów z wyabortowanych dzieci. „Aborcyjne taśmy prawdy” ujawniają makabryczny proceder sprzedaży organów dzieci nienarodzonych, zamordowanych w klinikach Planned Parenthood, lewackiej organizacji non-profit na rzecz eugenicznych metod planowania rodziny. Pierwszą przewodniczącą Planned Parenthood była Margaret Sanger (amerykańska feministka i rasistka, socjalistka, aktywistka na rzecz świadomego macierzyństwa i eugeniki, krytykująca instytucję małżeństwa („zdegenerowana instytucja”), kapitalizm („niemoralna eksploatacja”), czystość seksualną („obsceniczna pruderia”) a także propagująca wiedzę na temat fizjologii kobiety, antykoncepcji i kontroli urodzin), która założyła ją w 1921 roku pod nazwą American Birth Control League. Po zakończeniu II wojny światowej organizacja zmieniła nazwę na Planned Parenthood w celu uniknięcia niekorzystnych skojarzeń z eugeniczną działalnością narodowych socjalistów (współpracownikami ABCL byli m.in. Ernst Rüdin, twórca hitlerowskiego planu higieny rasowej (Rassehygiene) i amerykański rasista Lothrop Stoddard). Działalność PP jest kontynuacją zapoczątkowanego przez Margaret Sanger w 1939 roku „Projektu Murzyn” (Negro Project), którego celem było ograniczenie rozrodczości czarnych obywateli USA poprzez stosowanie metod eugeniki negatywnej. W 2008 roku wobec Planned Parenthood ponownie wysunięto zarzuty o działalność eugeniczną i rasistowską w związku z przyjmowaniem przez nią dotacji finansowych ze szczególnym wskazaniem, że mają być użyte do promowania aborcji w środowisku czarnych obywateli USA.
      Film, w którym dr Deborah Nucatola – dyrektor ds. medycznych Planned Parenthood – przy winie i sałatce opowiadała o miażdzeniu ciał dzieci, by nie uszkodzić organów, na które akurat jest zamówienie, wywołał szok. Śledztwo w tej sprawie rozpoczął już amerykański Kongres. Obecnie światło dzienne ujrzało kolejne nagranie zarejestrowane podczas biznesowego lunchu dr Mary Gatter także reprezentującej aborcyjnego giganta. „Bohaterka” nagrania negocjuje cenę organów, zamawianych przez podstawionych dziennikarzy śledczych. Choć zarzeka się, że jej organizacji nie chodzi o pieniądze, pozwala sobie w pewnym momencie na żart, iż chce sobie kupić lamborghini. Osiem stanów prowadzi śledztwa w sprawie zabronionego przez prawo handlu organami nienarodzonych.
      Firmy kosmetyczne są jednymi z największych zamawiających wyabortowane dzieci, gdyż z ich tłuszczu destylują swoje najdroższe kosmetyki (głównie kosmetyki do skóry). Wszystko po to, abyśmy wyglądali najpiękniej i czuli się najlepiej. Oto makabryczna otchłań, która czeka za drzwiami, które nie powinny być nigdy otwarte.

    • Franek pisze:

      Wiesz, tyle się słyszy o demokracji, humanizacji, tolerancji, postępie, zrównoważonym rozwoju, itp./itd., że zacząłem w to wierzyć.
      „Na szczęście” zdarzają mi się takie wiadra zimnej wody, uświadamiające, że nawet ładny i przyjemny bełkot, jest tylko bełkotem …

    • | Przychylny | pisze:

      Do czego prowadzi ideologia wyzuta z wartości? Doniesienie z kolebki „postępu”, matecznika „wyższego poziomu świadomości”. Szwecja: Somalijski muzułmanin brutalnie zgwałcił 12-letnie szwedzkie dziecko w mieście Sunvald. Kara? 180 godzin prac społecznych!

      Muzułmanin nie tylko dokonał gwałtu na dziewczynce, ale wcześniej brutalnie ją pobił. Podczas gwałtu wykrzykiwał rasistowskie hasła na temat białych ludzi. W raporcie sądowym napisano, że ofiara muzułmanina bardzo mocno krwawiła i odniosła ciężkie rany fizyczne i psychiczne.

      Oto, jak wiele jest warte życie i zdrowie dzieci w Szwecji w oczach ich własnych sądów. Taryfikator niemal jak w Sudanie!

      Źródło: http://swedishsurveyor.com/2015/06/27/somali-brutally-raped-12-year-old-girl-sentenced-to-180-hours-of-community-service/

    • Franek pisze:

      Coraz bardziej jestem zwolennikiem tezy, że „już jest po ptakach”. Nie nawołuję do bierności ale co najwyżej odwleczemy jedynie nasza eksterminację.
      To już nie jest sprawa wartości ale biologii: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/zero-optymizmu-przygotuj-sie-na-wysluchanie-prawdy-2015-08

    • | Przychylny | pisze:

      Franku, nie popadajmy w rozpacz. Jako nasz nadworny defetysta powinieneś wszelako pamiętać, że historia negatywnie zweryfikowała maltuzjański determinizm dziejowy.

      Ironicznie napiszę, że bolszewicy też myśleli, że jak zniknie ZSRR, to zniknie cały socjalistyczny świat, a tutaj popatrz, jak Chińczyki się mocno trzymają (już stanowią większą siłę gospodarczo-ekonomiczną od USA, a za 5-10 lat przegonią je militarnie), Kubańczycy zaczynają handlować z USA, nie wspominając o zawrotnej karierze maoistów i ich ideologii w najwyższych organach UE i spustoszeniu mentalnym zasianym przez bolszewików w umysłach współczesnych.

      Prawdą jest też, że samym gawędzeniem nie rozwiążemy tej kwestii. Módlmy się i wspierajmy działalność misjonarsko-ewangelizacyjną. Tutaj warto nadmienić, że momentem przełomowym dla procesu nawracania muzułmanów były ataki na World Trade Center, po których każdy muzułmanin musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy bycie dobrym wyznawcą islamu jest tożsame z zabijaniem niewiernych. Po atakach na WTC na chrześcijaństwo przeszło więcej muzułmanów niż w ciągu całej historii islamu!
      Co możemy jeszcze zrobić na własnym podwórku? Rozmnażajmy się i nieśmy Słowo do niewiernych i zagubionych. Przeciwdziałajmy tendencjom sekularyzacyjnym, które są główną przyczyną apostazji i ateizacji, a także zasilania szeregów terrorystów przez Europejczyków. Nie wiem, czy wiesz, ale przynajmniej jeden z francuskich muzułmanów odpowiedzialnych za atak na redakcję szmatławca „Charlie Hebdo” w Paryżu wcześniej przebywał wśród islamskich ekstremistów w Jemenie, gdzie przeszedł szkolenia przeznaczone dla kandydatów na terrorystów. Co i rusz też słychać o dziewczynach uciekających do Państwa Islamskiego, aby poślubić dżihadystów. Myślisz, że robią to, gdyż są blisko Kościoła? Nie sądzę. Raczej jest to świadectwo ich zagubienia i rozgardiaszu światopoglądowego.

      Ludzie się jednak zmieniają, co jest z jednej strony największym zagrożeniem, ale jednocześnie największą szansą nawrócenia, więc keep the faith!

      Na koniec bądź pomny słów Chrystusa: „Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie.” (J 11, 25) oraz przysłowia polskiego: „Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści”.

    • Franek pisze:

      Przepraszam i proszę o wybaczenie przez Ciebie i każdego chrześcijanina tego antyświadectwa.
      Jawnie zgrzeszyłem brakiem wiary i nadziei 😦
      Niestety co chwilę łapię się na tym, że jestem dziecinny …(Ef 4,14)

    • | Przychylny | pisze:

      Tym razem z Norwegii: „Prace społeczne za zbiorowy gwałt na 14-latce”
      30 lipca tego roku w stolicy Norwegii Oslo doszło do zbiorowego gwałtu imigrantów na 14-letniej dziewczynce. Trzej mężczyźni zaczepiali nieletnią mieszkankę miasta w podmiejskim pociągu, a potem siłą zaciągnęli ją do mieszkania, gdzie doszło do tej straszliwej zbrodni. Ofiara została brutalnie zgwałcona i zmuszona do zażycia narkotyków, w rezultacie czego pewien czas po incydencie postanowiła spróbować targnąć się na swoje życie.
      Sprawcy zostali szybko wykryci i oskarżeni o zbiorowy gwałt, za który grozi do 21 lat pozbawienia wolności. Biorąc pod uwagę przytoczony zapis, 18-letni Mohamed Elmi, 21-letni Abdirizak Nur Ali i 21-letni Mohamed Abdirisak Mohamed powinni zostać skazani na długie lata odsiadki. Nic bardziej mylnego, prokurator bowiem, twierdząc, iż w sprawie nie ma wystarczającej liczby dowodów, nie przychylił się do pierwotnego wniosku. W rezultacie oskarżeni muzułmanie otrzymali bardzo niskie, wręcz nieadekwatne kary, które w porównaniu z ciężarem zbrodni wyglądają na uniewinnienie. Opisywane zdarzenie stanowi jedynie mały urywek z ciągu poważnych patologii społecznych, które rozgrywają się w Skandynawii za sprawą rosnącego odsetka mniejszości muzułmańskiej w tym rejonie.
      Jeden ze sprawców został skazany na przymus odrobienia 344 godzin prac społecznych. Pozostali dwaj natomiast trafili do więzienia odpowiednio na 10 i 17 miesięcy pozbawienia wolności. Ze względu na fakt iż tego czynu dopuścili się imigranci, w wielu norweskich mediach nazwiska sprawców nie są jawnie podawane, aby nie stygmatyzować całej grupy społecznej, jaką stanowią wyznawcy islamu, i nie zwiększać atmosfery wzajemnej wrogości. Największy wpływ na wzrost nastrojów antyimigracyjnych mają z pewnością nie tylko tego typu incydenty, ale również roszczenia oraz żądania wysuwane przez mniejszość muzułmańską. we wszystkich krajach Starego Kontynentu. Głośny przypadek stanowiła chociażby manifestacja islamistów w Danii, w ramach której protestujący domagali się interwencji wojsk muzułmańskich w Europie.

      Źródło: http://pl.blastingnews.com/europa/2015/11/zbiorowy-gwalt-imigrantow-na-14-latce-skandaliczny-wyrok-sadu-to-prawie-uniewinnienie-00632835.html

    • | Przychylny | pisze:

      Dania: Lawinowo rośnie liczba gwałtów. W odpowiedzi na te alarmujące doniesienia, władze będą uczyć imigrantów o seksie (sic!).

      Kursy mają odbywać się przy okazji kursów językowych.

      Pomysł poparły cztery największe duńskie partie. Przedstawiają oni wstrząsające statystyki, z których wynika, że między 2013 a 2014 rokiem, 34,5 proc. wszystkich gwałtów zostało popełnionych przez imigrantów lub ich potomków, mimo tego, że grupa ta to tylko 12 proc. ludności kraju.

      Oto naiw-infantylizm politycznej poprawności w swoim praktycznym wydaniu.

      Źródło: http://www.wprost.pl/ar/524237/Dania-Lawinowo-rosnie-liczba-gwaltow-Wladze-beda-uczyc-imigrantow-o-seksie/

    • | Przychylny | pisze:

      No i matecznik „postępu” i „nowoczesności”:

      „Szwecja: imigrant z Somalii zgwałcił kobietę na śmierć”

      34-letni imigrant pochodzący z Somalii dopuścił się tak brutalnego gwałtu na kobiecie, że ta zmarła w jego trakcie. Do zdarzenia doszło na parkingu pod hotelem Sheraton. Policjanci aresztowali mężczyznę, gdy ten jeszcze gwałcił nieżyjącą kobietę.

      Źródło: http://namzalezy.pl/szwecja-imigrant-z-somalii-zgwalcil-kobiete-na-smierc/

  25. Franek pisze:

    Tak się zastanawiam czy niektóre media osiągnęły już najwyższy stopień zakłamania czy też dopiero się rozkręcają …
    http://www.rmf24.pl/raport-fala-uchodzcow/najnowsze-fakty/news-swiadek-ojciec-aylana-kurdiego-byl-przemytnikiem-ludzi-to-on,nId,1884602

  26. Franek pisze:

    Ja łzę uroniłem, bo jeśli prawdą jest to, co mówi ta kobieta, to rzeczywiście ci ludzie są tresowani w jakimś straszliwym matrixie.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s