Proszę księdza, dlaczego ksiądz się na to godzi?

Fanatyczni antyklerykałowie powinni wybrać się na bieganie po puszczy augustowskiej i zobaczyć spacerującą po lesie grupę młodzieży. Dzieci z zespołem Downa i ich trzy opiekunki, trzy siostry zakonne. Siła tego obrazu powalała. Grupa magicznie uśmiechniętych ludzi. Dla odmiany większość fanatycznych krytyków instytucji Kościoła spędza wieczory pierdząc w kanapę i marząc o telefonie Jamesa Bonda. To nie będzie jednak tekst w obronie Kościoła, wprost przeciwnie. Ten wstęp jest tylko dla zmylenia pościgu.

Moim zdaniem gdyby Jezus spotkał Mahometa, Buddę czy Sokratesa to miałby okazję spędzić czas na miłej rozmowie i na pewno doszedłby do wniosku, że robią oni dokładnie to, co on sam. Próbują tłumaczyć ludziom, że uleganie złym emocjom jest jak picie trucizny. Każda religia w swoim jądrze próbuje pomóc ludziom być dobrym dla innych, wybaczać, kochać bezwarunkowo i nie osądzać. W tym jądrze jest też informacja jakie to trudne. Odruchowo chcemy się mścić, dla bandyty chcemy stryczka a nie wybaczenia, a do agresywnej grupy, która wrzeszczy „nasze lepsze” odruchowo chcemy odkrzyknąć „wasze najgorsze!”. Sensem istnienia religii może być tylko i wyłącznie pomoc w pokonywaniu tych prymitywnych odruchów. Religia może pokazać, że jeśli chcemy się mścić, jeśli mamy poczucie krzywdy, jeśli jesteśmy na coś źli to przeżywamy piekło. A jeśli potrafimy wybaczać, potrafimy kochać nawet tych, którzy są okrutni wobec nas to przeżywamy niebo.

Może dosyć tego kazania. Piszę to po przeczytaniu listu prof. Stanisława Lufta do Episkopatu, profesor napisał o ”Zawłaszczanie Kościoła przez hałaśliwą mniejszość zamieniającą go w partię”. Sam jestem od wielu lat zadziwiony, że Kościół legitymizuje grupę, która zamiast wskazywać ludziom niebo, tworzy piekło nienawiści. Mój rodzony brat jest księdzem. Należy do zakonu Jezuitów i znam wielu jego kolegów. Miałem okazję do wielu rozmów na temat fanatyków z grupy Rydzyka. Osoby, które znam zdecydowanie reprezentują skrzydło Kościoła otwartego. Zarówno swoim słowem, jak i postawą życiową pokazują, że nie warto nosić urazy do innych, nie warto dzielić ludzi, na lepszych i gorszych (czy też modnie na „prawdziwych” i „nieprawdziwych”). Mimo wszystko dla radiomaryjnej potrzeby wojny i krwi mają ogrom tolerancji. Dwie opinie pojawiały się najczęściej:

  • media wyostrzają obraz, nie wszystko tam jest super, ale robią też bardzo dużo dobra
  • Kościół to potężna instytucja, więc nic dziwnego, że są tu i wysocy i niscy, grubi i chudzi, czy też bardziej otwarci i bardziej zamknięci

Z pierwszą opinią się nie zgodzę. A nawet uważam, że media mało się zajmują tym poważnym problemem. Gdy jeszcze miałem samochód i podróżowałem nocą, często słuchałem Radia Maryja. Interesował mnie program, w którym ludzie dzwonią i coś opowiadają. Dużo było w tym ciekawych historii, czy problemów o których nie miałem pojęcia. Często rozmowy były spokojne i przyjacielskie. Ale jak się robiło agresywnie to się robiło naprawdę agresywnie. Radio stawało się tubą dla złych emocji, a prowadzący (ksiądz!) tylko to wszystko podsycał. Oczywiste, że taka rozszalała z nienawiści grupa byłaby w stanie spalić kogoś na stosie. A jęki torturowanego wywoływały by wiwaty radości tego zgrupowania. Czasami myślałem dlaczego tym wszystkim nie interesuje się policja.

Drugi argument jest dużo mocniejszy. Sam go często używam,  gdy w grupie przyjaciół jest dyskusja o Kościele.  Rozkład naturalny występuje u nauczycieli, policjantów, kieszonkowców czy księży. W każdej grupie są ludzie wyjątkowo otwarci i mili oraz niesłychanie zamknięci i agresywni. Niemniej skoro istnieje już instytucja, która ma ludzi do jednej z tych postaw przekonywać, to nie powinna ona mówić, że „świat jest jaki jest”. Tym bardziej odnośnie swoich szeregów.

Zdaję sobie sprawę, co jest prawdziwą przyczyną problemu. Otwarte osoby duchowne nie wtrącają się do spraw fanatycznego odłamu. Dokładnie jak te siostry zakonne z pierwszego akapitu. Robią swoje, przebywają w świecie bez nienawiści, przeżywają swoje niebo. Ciężko jest znaleźć właściwą odpowiedź na fanatyzm. Gdybym tym tekstem namawiał do buntu przeciw fanatykom to robiłbym dokładnie to samo, co oni. Agresja urodziłaby agresję. Ale agresja nie musi być jedyną odpowiedzią. A brak odpowiedzi to też jakaś odpowiedź. Coś jak przynależność do zespołu rockowego, którego jeden z członków po koncercie lubi sobie kogoś zgwałcić. Ale, co mi do tego. Ja tak nie robię. A poza tym media przesadzają, no i każda grupa rockowa ma grubszych i chudszych…

Moim zdaniem, w tym braku reakcji coś głęboko nie gra.

Reklamy

Informacje o arrec

przez wielu uważany za wariata, przez siebie samego za osobę dużo za ostrożną...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pasyjne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

50 odpowiedzi na „Proszę księdza, dlaczego ksiądz się na to godzi?

  1. egoistka pisze:

    No to jak reagowac? Czesto pytam siebie co by powiedzial Budda, Sokrates czy Jezus. I nic nie slysze.

    • arrec pisze:

      Ale trudne pytanie. Nie ma tu chyba patentu na dobrą reakcję. Mi pomaga myśl, że oba skrajne rozwiązania: zgładzić fanatyka lub pokornie poddać się agresji nie są zbyt mądre. I druga myśl: najlepiej zamiast fanatyka widzieć ofiarę, co całkowicie zmienia myślenie z „jak mam ratować siebie?” na „jak mogę pomóc temu człowiekowi?”

    • Jezus, w sprawie fanatyków. powiedział: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

    • egoistka pisze:

      W swiatyni porozrzucal stoly kupcow, wiec od jakiejs gwaltownosci nie byl wolny, poza tym apostolowie chodzili z mieczami, zeby sie bronic, przed kim? No wlasnie…

  2. Eire pisze:

    a ja rozumiem fanatyków, można powiedzieć, że i po części sama nią jestem chociaż u mnie to nie jest nienawiść, bardziej zniesmaczenie. Ja uważam, że ksiądz to nie jest człowiek jak każdy inny. Wobec nich powinno się wymagać i oczekiwać moralności, kultury osobistej, mądrości, bo w końcu to on jest tym pasterzem, który ma prowadzić ludzi i wskazywać im właściwą drogę…i powiem szczerze przez to, że nigdy takiego na swojej drodze nie spotkałam więc odeszłam od Kościoła. Niestety zamiast tego dobrego pasterza mamy to co mamy. Nawet dzisiaj u Tomasza Lisa będzie o księżach alkoholikach….moim zdaniem ksiądz nie powinien mieć prawa do takich słabości, bo jeśli chce mieć takie prawo to nie powinien być księdzem.

    • gość pisze:

      posłuchaj tego
      [audio src="http://188.165.20.161/langustanapalmie/2012.10.25.Antyklerykalizm.mp3" /]
      jest tam wiele ciekawych kazań i konferencji
      pozdrawiam

  3. Franek pisze:

    „Niemniej skoro istnieje już instytucja, która ma ludzi do jednej z tych postaw przekonywać”
    Kościół nie jest od przekonywania (choć wielu biskupów w to wierzy 🙂
    „Chrześcijaństwo nie jest sprawą przekonywania ale dziełem Mocy, zwłaszcza gdy świat ma je w nienawiści” – św. Ignacy Antiocheński (list do Kościoła w Rzymie III.3 w „Pierwsi Świadkowie”)
    „A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. A jednak głosimy mądrość między doskonałymi, ale nie mądrość tego świata ani władców tego świata, zresztą przemijających” – 1 Kor 2,4-6.

  4. piotr pisze:

    Każda dogmatyzacja prowadzi do absurdów i interesów wąskiej grupy osób.

    Jedynie całkowite wyzbycie się dogmatów, niedualistyczne patrzenie na świat (de facto minimalizm), pozwala na prawdziwą reakcję i prawidłowy obraz świata.

    Żyjemy niestety w świecie, gdzie historia – nie nauka, determinuje zachowania mnóstwa niezbyt oświeconych ludzi… stąd jedni i drudzy mają problemy ze wzajemnym współżyciem i rodzi się wiele konfliktów – takich jak Arek przytoczył w powyższym poście.

  5. Janek74 pisze:

    Wydaje mi się, że Kościół popiera, żeby mieć rodzinę i kilkoro dzieci. Więc, jeśli jacyś fanatycy podszywający się pod Kościół poparli w pewnych wyborach kandydata będącego starym kawalerem, to najlepszy dowód na to, że nie byli oni ludźmi Kościoła, tylko jego wrogami (wilki w owczej skórze). Teraz już wszystko oczywiste kto kim jest.

  6. PiotrK pisze:

    A ja nie wiem o czym ten post. Protest jakiś czy co? Czy księża mają gdzieś prowadzić ? A co znają drogę, bo nie słyszałem. I oczekiwanie czego właśnie , życia w ubóstwie , postępowania zgodnie z czym, tym co głoszą 🙂 sorki ale to już było. Świat nie ma w nienawiści chrzescijaństwa ale tego że przedstawiciele często ludzcy po prostu nie są. No a jak już są ludzcy to na kolana ….
    „Dla odmiany większość fanatycznych krytyków instytucji Kościoła spędza wieczory pierdząc w kanapę i marząc o telefonie Jamesa Bonda” – wzdycham głęboko – to Pan profesor też ? Dialogu coś nie widzę …..Smutno jakoś ……. A jak miało być- miłość , współczucie, praca dla innych……Co nie znaczy, że samemu nie można.

    • PiotrK pisze:

      Dodam jeszcze że spłycasz wątek wybaczenia. łopatologicznie
      1. Wybaczenie dla ofiary jest zrozumieniem i pogodzeniem w samym sobie
      2. Dla sprawcy jeśli zrozumie staje się pokutą
      3. Nie jest to prezent w postaci – nic się nie stało a więc możesz robić to dalej

  7. Franek pisze:

    Do piotra: dogmaty nie mają nic wspólnego z powstawaniem konfliktów. Chyba, że tylko tych na uczelniach 🙂
    Każdy konflikt ma podłoże biologiczne. Chcę przeżyć i mieć potomstwo. To dlatego ludzie łączyli się w klany, plemiona i państwa i z tego samego powodu zabijali, rabowali lub podbijali konkurujące społeczności. Żywność, harem i potomstwo – to jest źródło konfliktów.
    Kozacy Zaporoscy podejmowali wyprawy na miasta tureckie aby promować Prawosławie?
    Tatarzy nawiedzali Podole aby zaszczepić islam?
    Iyeasu Tokugawa zamordował syna poprzedniego shoguna bo nie był szintoistą?
    Dwóch chłopów w Małopolsce leje się o miedzę bo zarzucają sobie herezję?
    Chodzi tylko Panowie o przekazanie genów.

    Do PiotrK: cytat z Ignacego zamieściłem aby zilustrować kwestię „przekonywania”, nie „prześladowania”. Po drugie Ignacy został skonsumowany ok. 107 r., a wtedy sytuacja w cesarstwie była zupełnie inna niż po 313 r., kiedy ogłoszono edykt mediolański.

    • arrec pisze:

      Franek, ciekawa dyskusja, ciekawa teoria. Zgodnie z tym, co piszesz religia stanowi tylko jeden z tysięcy markerów służących do odróżniania kogo można pobić czy rabować. Jest też cała masa innych markerów: inny klan, inna rodzina, inny akcent. Kiedy pojawia się strach i agresja to odpowiedni marker się znajdzie. Zgodnie z takim rozumowaniem religia nie ma związku z ludzką agresją, a pojęcie wojny religijnej jest błędnym skrótem myślowym.

      Myślę o tej teorii i jest w tym dużo racji. Ale zrobiłbym krok wstecz i zastanowił się kiedy rodzi się potrzeba agresji. W pierwszym odruchu będzie to niedobór, na przykład pożywienia. Tu dodam tylko, że wszystkie najnowsze badania obalają mit agresywnego jaskiniowca. Nasi przodkowie wiedli dosyć spokojne i sielskie życie. Ale wracając do tematu, ciekawostka polega na tym, że nawet kiedy kończy się niedobór ludzie mają skłonność do agresji. Można powiedzieć, że pojęcie niedoboru jest względne, Iyeasu Tokugawa zapewne czuł niedobór i dlatego zamordował, choć jak na swoje czasy miał wszystko. Inaczej można to nazwać chciwością. Do tego dochodzi strach przed stratą. Ludzie marzą o wygranej w lotka, ale zupełnie nie potrafią sobie wyobrazić ile lęków wyzwoli majątek, który nabędą po wygranej. I teraz, gdy obok jest dostępna inna, obca grupa, której my możemy wyrwać fajne fanty (chciwość), a przy tym boimy się, że oni kombinują tak samo jak my i planują zabrać nasze fajne fanty, to mamy prosty przepis na agresję.

      I z tym mechanizmem religia ma dużo wspólnego. Przede wszystkim może przekonywać (tu napiszę, że każda religia przekonuje, a pierwszy chrześcijanin robił to non stop) że nie warto ulegać lękom i agresji. Czyli może hamować ten mechanizm i niektórym religią to się naprawdę udaje. Ale czasami religia nie tylko nie hamuje tego procesu, ale go podkręca. Jeśli ktoś głosi, że jego religia jest lepsza, wyższa moralnie to znaczy, że sąsiad od innej religii jest bardziej skłonny do napaści. A to dla mózgu informacja, że skoro może to prędzej czy później to zrobi. Czyli muszę się bronić. Czyli muszę napaść pierwszy. Zgodnie z tym rozumowaniem przekonanie o wyższości swojej religii jest wprost proporcjonalne do agresji. Tak też to jest w zwykłych relacjach międzyludzkich. Najlepszy przykład to historia Jezusa, który nie miał problemów ze złodziejami czy prostytutkami. Problemy miał z kapłanami, czyli z ludźmi przekonanymi o swojej moralnej wyższości.

  8. egoistka pisze:

    Chodzi tylko Panowie o przekazanie genów.
    Do Franek – i Panie 🙂
    Najlepiej przywolac teorie ewolucjonistyczne, wyjasniajace wszystko prosto i mechanicznie. Uprawomocniaja one walke o walke o wladze jako jedyna mozliwosc przezycia i wszyscy przyklaskuja, naprawde nie macie innej alternatywy, to az smieszne, ze sie uwazacie za malpy czlekoksztaltne, codzienne wychodzace z maczuga po banana dla ciezarnej zony malpy, w celu ochrony genu i przekazania genu ludzkiej agresji.

  9. wojtek pisze:

    Nie robimy tego co do nas należy. Piszę to jako praktykujący i wierzący ksiądz. W wakacje ktoś mnie przekonywał, że powinienem mieć żonę, to bym lepiej umiał powiedzieć ludziom jak żyć w małżeństwie i wychować dzieci na ludzi. Nie jestem od tego. Jestem od głoszenia Ewangelii. Ale tego nie robię. Czemu? Bo się mało modlę, bo mam źle zorganizowaną pracę, bo wydaje mi się, że ludzi interesuje psychologia, a nie Jezus. Tak bym skomentował ten tekst.

    • egoistka pisze:

      Prosze Ksiedza, psychologia czlowieka jako nauka jest starsza niz nauki Jezusa (wywodzi sie ze starozytnosci, kiedy zaczeto zadawac sobie po raz 1 pytania egzystencjalne), poza tym poziom metapoznawczy propaguje, a nawet wglad i empatie jako narzedzia poznania, podobnie jak Jezus, ale inaczej niz Kosciol katolicki. Wiec coz dziwi, ze jest popularna?

    • PiotrK pisze:

      Wojtku – nie robimy czy ty nie robisz? Jesteś od głoszenia Ewangelii ale tego nie robisz? Mało się modlisz bo ludzie czym innym się interesują? Coś nie rozumiem (znowu). Czy ty tak metafizycznie w imieniu ludu prostego co nie rozumie o czym pisze albo co robi czy w swoim. Tak czy owak kłopot.
      Do Franka trochę żartem – chyba nie masz żony. Spróbował byś powiedzieć – kochanie
      kłócisz się ze mną chcesz pójść do łóżka? (wytłumaczyła by ci genezę konfliktu:)

  10. Anka pisze:

    Moje Dziecko przystępuje w tym roku do Pierwszej Komunii. Jest to dla mnie czas przyglądania się i uczestniczenia w przygotowaniach. I co widzę? Ostatnio” zaliczała” przykazanie miłości. Zaliczała- znaczy nauczyła się recytować- więc pytam co z tego rozumie. I wychodzi,że niewiele. Niestety ani ksiądz ani siostra się tym kompletnie nie przejmują. Najważniejsze jest odklepanie formułki- rozmowa o tym co oznacza ” kochać bliźniego jak siebie samego” jest kompletnie nieistotna. To tylko jeden z całej masy przykładów. Mam wrażenie, że niektórzy przedstawiciele Kościoła – nie chcę oczywiście uogólniać- traktują nadal wiernych jak bezmyślne chodzące skarbonki.Nie mogę się pogodzić z powierzchownością i miałkością. Nie rozumiem czemu mamy to akceptować. Nie mówię tu o agresywnej walce ale po prostu o powiedzeniu zwykłego- NIE ZGADZAM SIĘ, MYŚLĘ INACZEJ. Bierność jednostek otwartych pozostawia ogromną przestrzeń skrajnym, zamkniętym poglądom, które mimo, iż pozostają w mniejszości,są postrzegane jako reprezentatywne całej grupy. Problem w tym,że władze kościoła nie dorosły jeszcze do przyjmowania jakiejkolwiek – nawet konstruktywnej krytyki. A jedyne co może Cię spotkać za takową to nagana albo wykluczenie z Kościoła.

    • Kasia pisze:

      Założenie religii katolickiej jest takie, że kościół jest nieomylny. Masz podane na tacy wszystkie wskazówki dotyczące dobrego życia. Nie ma miejsca na samodzielne myślenie. Dlatego właśnie religia jako taka (nie tylko katolicka) do mnie nie przemawia. Człowiek sam powinien poszukiwać swojej drogi, nawet jeśli po drodze popełnia błędy.

  11. Franek pisze:

    Do egoistka: moja odpowiedź była kontrtezą do opinii piotra i w tym kontekście należy ją odczytywać. Osobiście wierzę w coś takiego jak sumienie (rozumiane na poziomie duchowym, a nie jako nawyki wynikłe z tresury przez społeczeństwo).
    Zatem absolutnie nie akceptuję, czy tym bardziej, nie gloryfikuję agresji.
    Postawiłem tylko tezę, że genezą konfliktów nie jest dogmat tylko testosteron 🙂

    Do Arrec:
    „każda religia przekonuje” – „Jeśli ktoś głosi”
    Hm, wydaje mi się, że to jest trochę tak, jak z dyskusjami na forach MMA. Jedni piszą, że kung fu jest do bani, inni, że to karate jest lipne, jeszcze inni, że Brazylijskie Jiu Jitsu nie sprawdza się w realnej walce. Wreszcie po kilkuset stronach zażartej dyskusji dochodzą do wniosku, że przecież walczy konkretny człowiek (ktoś), a nie sztuka walki (religia).
    Zatem pytanie zasadnicze: na ile ktoś jest biegły w technikach walki (teologii danej religii).

    „przekonanie o wyższości swojej religii jest wprost proporcjonalne do agresji”
    Drugie hm. Sprawa jest dość prosta w przypadku „Powstania Chmielnickiego” lub Imperium Osmańskiego. My katolicy, tamci prawosławni, muzułmanie. Wojna kto zna lepiej Boga jak nic! Co prawda czynnik plasujący się gdzieś na czwartym miejscu po: osobistych animozjach, narzucaniu pańszczyzny, obronie latyfundiów, zdobyciu jasyru i zasobniejszych ziem ale jak by nie było wojnotwórczy.
    Gorzej gdy spoglądniemy na starcia Francja – Anglia, Francja – Hiszpania, Austria. Te kraje, od średniowiecza, przez kilkaset lat tłukły się bezpardonowo i przez te same kilkaset lat były arcykatolickie. Doktrynalnie niczym się nie różnili i wątpię, żeby na polu bitwy chcieli udowodnić kto jest bardziej praktykujący. Irak vs Iran – sunnici vs szyici ale Syria, Libia, Egipt? Doszło do wojny domowej bo …? To samo państwa – miasta starożytnej Grecji, Chin, Indii.
    Zatem drugie zasadnicze pytanie: „niektórym religią to się naprawdę udaje” czy niektórym ludziom to się naprawdę udaje?

    Do PiotrK: całkiem poważnie – uwierz mi, mam żonę 🙂

    • arrec pisze:

      Słuchaj Franek… no masz rację… jakoś podskórnie czuję, że to ja się mylę, a nawet nie o to chodzi, że mylę, ponieważ sam już od dawna uważam, że konkretny człowiek, a nie konkretna religia – tylko dzięki twoim wypowiedzią zauważyłem, że się zapętliłem. Myśląc człowiek, a nie religia zacząłem dochodzić do wniosku, że niektóre religie bardziej wskazują na człowieka, na jednostkę, na indywiduum, i przez to czytelniejsze jest ich przesłanie miłości. Idąc tym torem myślenia trafiłem na miejsce startu, czyli jednak religia, a nie człowiek. Także wielkie dzięki za twoje uwagi.

      ps. Odpowiadam tylko odnośnie tego fragmentu do mnie 🙂

  12. egoistka pisze:

    To jakie wnioski Panowie i Panie? Jak reagowac na wyzej wymienione sytuacje?

    • PiotrK pisze:

      Świat jaki jest każdy widzi , a ja spróbuję z tymi genami 🙂

    • Franek pisze:

      Przede wszystkim reagować ze spokojem 🙂
      Podobno, że kiedyś był w telewizji francuskiej wywiad z Andriejem Tarkowskim.
      Pani redaktor zadała mu pytanie: „Czym według niego jest sztuka”?
      Tarkowski zamiast błysnąć intelektem, wyciągnął z kieszeni fajkę i w drogocennym czasie antenowym zaczął ją nabijać. Zajęło mu to kilka minut. Odpalił ją, zaciągnął się i ze stoickim spokojem odpowiedział: „Droga Pani, aby udzielić odpowiedzi na to pytanie, musimy najpierw ustalić jaki jest sens życia człowieka”. 🙂

    • egoistka pisze:

      Mistrz 🙂

  13. PiotrK pisze:

    Tak mi przyszło rano. Ksiądz Boniecki nie może wypowiadać się od roku. I może że to odpowiedź na Twoje pytanie…

  14. egoistka pisze:

    Skoro czyta bloga 501 osob to moze i to przeczyta ktos i moze zrozumie:

    Był sobie człowiek, który wynalazł sztukę rozpalania ognia. Wziął więc swoje narzędzia i powędrował do pewnego plemienia żyjącego na północy, gdzie było bardzo zimno, dotkliwie zimno. Nauczył tamtejszych ludzi, jak rozpalać ogień. Ludzie byli bardzo tym zainteresowani. Pokazał im, jak można wykorzystać ogień – do gotowania, ogrzewania itp. Byli tak wdzięczni, że nauczyli się sztuki krzesania ognia. Nim jednak zdołali swą wdzięczność wyrazić, mężczyzna zniknął. Nie zależało mu ani na wdzięczności, ani na uznaniu. Zależało mu na tym, by im się lepiej wiodło. Następnie powędrował do innego szczepu, gdzie znowu zademonstrował wartość swego wynalazku. Tu także ludzie wykazali spore zainteresowanie, trochę zbyt duże, by mogło ujść uwadze kapłanów, którzy spostrzegli, że człowiek ten przyciąga wielkie tłumy, a oni tracą na popularności. Postanowili więc pozbyć się przybysza. Otruli go, ukrzyżowali – możecie ująć to, jak chcecie. Obawiali się jednak, że ludzie mogliby zwrócić się przeciwko nim, byli więc bardzo rozważni, a nawet podstępni. Wiecie, co zrobili? Umieścili portret tego człowieka na głównym ołtarzu świątyni. Narzędzia do krzesania ognia położono obok, a ludziom nakazano oddawać część portretowi i narzędziom do krzesania ognia, zaś oni czynili tak przez wieki. Trwał kult, ale nie było ognia.
    /De Mello/

  15. wojtek pisze:

    Właśnie skończyłem przygotowywać kazanie na All Saints. O odwadze. Bo, żeby te narzędzia wziąć z ołtarza, to trzeba „mieć jaja” i czelność i trochę zuchwałości i wiary, że one nie zostały przyniesione po to, żeby je zadymić kadzidłem i bałwochwalczo czcić, ale żeby był z nich ogień. Rozumiem, że bardziej chodzi o to, żeby nie zależało księdzu na uznaniu, ale tak też mi się a propos skojarzyło i skomentowało…

  16. Franek pisze:

    Egoistka, jak twój kobiecy umysł rozumie to opowiadanie?

  17. egoistka pisze:

    A co to teleturniej? 🙂

    • Franek pisze:

      Dziewczyno, Ty nie flirtuj ze mną tylko gadaj coś za jedna. Natychmiast! 🙂

    • egoistka pisze:

      Franek, zdaje sie zone masz, nie zeby mi to szczegolnie przeszkadzalo, ale donosze, ze przeczytalam o tym fancie sorry fakcie 🙂

  18. Anka pisze:

    A ja mam takie pytanie, które jest chyba najistotniejszą sprawą w rozważaniach na temat Kościoła: Czy prawdą jest, że po śmierci istnieje życie wieczne?

  19. PiotrK pisze:

    Może wystarczy uczyć się jak być przyzwoitym, życzliwym człowiekiem (nigdy tego dosyć )
    Gdybym rozumiał sens tego życia ,a cóż jeśli mówić o życiu wiecznym – Aniu jeśli patrzę na siebie z punktu widzenia śmierci to zastanawiam się czy to co teraz robię ma wartość. Czy oglądać TV czy coś zrobić dla domu, czy warto się kłócić i być w złości czy się pogodzić (to nie takie proste w emocjach) itd. To mi pomaga w pracy nad sobą. Minimalizm jak myślę mówi o braku przywiązania do przedmiotów ( i nie chodzi o to by było mniej ) i pokazuje ze to co w środku ma znaczenie .
    Minimalizm tez chyba mówi o tym (Arek to expertem) że tak samo jak przywiązanie do rzeczy materialnych tak samo przywiązanie do instytucji nie ma sensu , nie mówię wcale o odchodzeniu od Kościoła. Owce tez myślą 🙂 na szczęście.

  20. egoistka pisze:

    Istnieje jedna rzeczywistosc – psychiczna. Wszystkie inne prawdy to umowa spoleczna.

    • Franek pisze:

      Racja. Powinniśmy dbać o naszą psychikę. Dostarczać jej pozytywnych doznań i żyć lekko, łatwo i przyjemnie. Oczywiście jeśli mamy na to ochotę.

    • egoistka pisze:

      Pan przecież wie, gdzie jest ukryty ten inny świat, którego pan szuka, i wie pan, że jest to świat pańskiej własnej duszy. Tylko w pańskim wnętrzu żyje ta inna rzeczywistość, za którą pan tęskni. Nie mogę panu dać niczego, co by nie istniało już w panu, nie mogę panu otworzyć innej galerii obrazów prócz galerii pańskiej duszy. Nie mogę panu dać niczego prócz sposobności, bodźca i klucza. Pomagam panu ujawnić jego własny świat, to wszystko.

      (Hermann Hesse)

    • Franek pisze:

      No, trochę lepszy tekst niż ten od De Mello.
      Ten przynajmniej szybko usypia 🙂

    • egoistka pisze:

      jeszcze jeden dla Ciebie:”Nikt jeszcze nie roztrzygnął, czy obłęd jest lub nie jest najwznioślejszą inteligencją. (…) Ci, co śnią za dnia, wiedzą o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią nocą.”

      Czy czujesz sie obdarowany? 🙂

      E.A. Poe

  21. Franek pisze:

    O tak … Mów do mnie jeszcze … 🙂
    Dobra, poddaję się!
    Już nigdy nie wspomnę o „umyśle kobiecym”.
    No chyba, że robisz mnie w konia i oszukujesz co do autorstwa tych tekstów. Na pewno nie napisała ich Maria Konopnicka albo Wisława Szymborska?!
    Hm …. Przyznaj się. 🙂

  22. egoistka pisze:

    Wedlug umowy spolecznej jestem kobieta. Poza tym roznie bywa. Jak arrec wroci bedzie zly, bo mialo byc o fanatycznym kosciele, a dochodzimy do umyslu i transgresji plci 🙂

  23. Franek pisze:

    A już miałem napisać: „Arrec – o ile wróci – na pewno nie będzie zły (jak przystało na bodhisattwę)”. 🙂
    Ja natomiast, dokonam teraz (jak przystało na katolika) ignacjańskiego rachunku sumienia (szczegółowego), w którym zobaczę, że zamiast poszukiwać prawdy rozkoszuję się rozmową z egoistką, smakując przyjemność rozmowy dla samej rozmowy.
    Niniejszym: 1. przepraszam Arka za zaśmiecanie strony droczeniowymi wpisami, 2. postanawiam, przy pomocy Mocy, poprawić się i wziąć całą odpowiedzialność, za tą sytuację na siebie (choć to ona pierwsza zaczęła). 🙂

  24. kamillo pisze:

    „Moim zdaniem gdyby Jezus spotkał Mahometa, Buddę czy Sokratesa to miałby okazję spędzić czas na miłej rozmowie i na pewno doszedłby do wniosku, że robią oni dokładnie to, co on sam.”

    Na tym blogu roi się od takich bzdur. Autor ma brata ksiedza i takie bzdury wypisuje.

  25. Kisiel A. pisze:

    W pełni się z tym tekstem zgadzam – coś jest nie tak w naszym kraju jeśli jakaś grupa bezkarnie tyle już lat szerzy agresję. Wszelki fanatyzm może być niebezpieczny, szkoda że nikt na to nie reaguje. Po książce „Ciemno, prawie noc” mnie trochę straszno. Wiem że obraz tam był mocno przerysowany ale jednak…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s